Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakręt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakręt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lipca 2023

Historia pewnego zdjęcia


 

Fajne zdjęcie prawda? Też tak pomyślałem gdy pierwszy raz miałem okazję mu się przyjrzeć. Zanim napiszę kogo dokładnie przedstawia, opowiem krótką historię związaną z tradycyjną zgadywanką. Zaaranżowałem ją na jednym z portali genealogicznych. Zaproponowałem aby oglądający to zdjęcie próbowali pomóc mi w odgadnięciu kogo ta fotka może przedstawiać, kiedy i gdzie mogła być wykonana. Ku mojemu zadowoleniu zdjęcie to wzbudziło wiele emocji. Nic dziwnego, wszak przedstawia szczęśliwą młodą kobietę stojącą u boku dumnego męża. Małżonkowie wspierają rękoma siedzącą córkę /a może trzymają się za ręce?/ Przy ojcu stoi chłopiec w świątecznym ubraniu, trzymający za kierownicę nowy rower. Obrazek można opisać dwoma słowami: sielsko anielsko. Zachęcam w tej chwili do własnej analizy tego obrazka. Póki co przytoczę kilka wypowiedzi ze wspomnianego portalu łączącego miłośników genealogii. Oto ich komentarze:

"...moim zdaniem lata 30 -te ubiegłego wieku..."

" ...osoby te mieszkały w miescie i byli dosyć zamożni,bo mało kto miał rower..."

"...moim zdaniem zdjęcie zrobione na wsi w lesie,mieszkańcy najprawdopodobniej wiejscy. Lata 30. A rowery na wsi ludzie tez mieli. Na zdjęciu widać 2 dorosłych i 2 dzieci, rower i krzesło,wiec jak oni na tym jednym rowerze pojechali z krzesłem w 4 do lasu...?"

"...nie wiem co w latach 30 -stych darowano na I Komunie, ale może chłopczyk dostał rower? wszyscy "odświętnie poubierani", a rower wygląda na now..." 

"... rower może być (ja zakładam że był) rekwizytem fotografa.."

"... zgadzam się, że to może być rekwizyt - zwłaszcza, że jest ty chyba tylko przednia część roweru (albo solidny retusz usuwający jego tylną część)..."

"... ot taka pamiątka, która kilkadziesiąt lat później będzie niezłą zagadką..."

"... jest ciepła i słoneczna niedziela. Typowa miejska rodzina wybrała się na popołudniowy spacer do parku, ogrodu. Jest okazja, aby syn nacieszył się swoim rowerem, tutaj może pod czujnym okiem ojca pojeździć (lewą nogawkę ma spiętą klamerką). Idą parkową alejką i mijają miejscowego fotografa,pracującego w plenerze, który oferuje zrobienie zdjęcia rodzinie ( do odbioru za trzy dni w zakładzie) Krzesło ma pod ręką, a to dziecko na nim usiądzie lub jakiś miły staruszek, który też zażyczy sobie zdjęcie..."

"... ja mam słaby wzrok, więc powiedzcie proszę, gdzie ten rower ma drugie koło? Ja widzę tylko koło przednie i kierownicę, więc to chyba rekwizyt fotografa..."

"... ja bym obstawiał iż są to mieszkańcy miasta mieszkający na jego obrzeżach lub mieszkańcy wsi leżącej tuż przy mieście (w tej chwili np. dzielnicy miasta) . Mieszkali blisko lasu gdzie udali się na spacer i zrobić zdjęcie rodzinne (stąd to krzesło). Rower należący do mężczyzny, na którym dziecko chciało pojeździć. Rodzina wygląda na dość zamożną..."

"... patrząc na to zdjęcie, pierwsze wrażenie, jakie odniosłam to jakaś słabość dziewczynki (choroba?) - może wrażenie to potęguje troskliwa bliskość obojga rodziców..."

"... fryzura, sukienka i buty pani przemawiają za tym, aby to zdjęcie ulokować w latach 30-tych, najwyżej 40-tych..."

"... oglądam mecz, a jednym okiem to zdjęcie. Widzę elementy dekoracyjne (lewy dolny róg - wazon? i jakiś postument z herbem? między nogami chłopca i mężczyzny), w tle prześwietla jakby kontur zabudowy. W sumie wygląda to jak park w stylu angielskim. Stroje dość biedne z lat 30 - 40 tych..."

"... według mnie nie jest to typowa wieś, nie ma tu skrawka ziemi zaoranej, ani żadnej chałupy, nawet psa, ani koguta. Nie jest to tez miasto, nie ma żadnej kamienicy, ani chodnika, ani nawet drzew owocowych, czy alejki z kwiatami pod oknem..."

"... ci ludzie ze zdjęcia wyglądają mi na nauczycieli. To są ludzie myślący, krzesło wyniosła do zdjęcia z domu pani, by efektowniej wyglądała mała córcia i jak najbardziej zdrowa, pan w krawacie i tak samo syn..."

"... ci ludzie na zdjęciu utrzymują się z pracy rąk, ale jako urzędnicy..."

"... rodzina wygląda mi rzeczywiście na urzędnicza, nauczycielską, lub miejską..."

"... niedługo powstanie książka na temat tego zdjęcia..." :)

Tyle internauci. A teraz rozwiązanie zagadki. Oczywiście jedynie prawidłową odpowiedź na pytanie kogo przedstawia to zdjęcie może znać ktoś z bliskiej rodziny tych "wiejskich lub miejskich urzędników lub w najlepszym wypadku nauczycieli" Z pomocą przyszła Bogusia:

Na zdjęciu stoją Ludwik Zakręt / 1900 - 1972 / brat mojej prababki Stanisławy Chudzik z żoną Katarzyną. Na krześle siedzi ich córka Irena a rower trzyma syn Jan /zginął w 1945 roku w Niemczech/. Zdjęcie zostało wykonane około 1935 roku prawdopodobnie w Michałowie. Irena miała wówczas 5 lat i była zdrowa:). Ludwik Zakręt często wyjeżdżał do pracy do Niemiec. Możliwe, że w związku z tym rodzice Jana mogli sobie pozwolić na kupno synowi roweru. Dom Zakrętów stał blisko lasu więc nie było jakiegoś specjalnego kłopotu aby do zdjęcia przytargać ze sobą krzesło:) 
 
W 2018 roku zwróciłem się do Arolsen Archives w Niemczech z zapytaniem, czy w zasobach tej instytucji znajdują się dokumenty dotyczące Ludwika Zakręta i członków jego rodziny.  Arolsen Archives to instytucja z siedzibą w Bad Arolsen (Niemcy), której głównym zadaniem jest rekonstruowanie losów i poszukiwanie zaginionych osób. Instytucja ta bardzo sprawnie odpowiada na zapytania dotyczących ofiar prześladowań nazistowskich. Osobiście przekonałem się o tym dwukrotnie, również przy okazji poszukiwań śladów zaginionego podczas okupacji syna Klemensa Hudzika z Mielcuch - Ignacego. 

Pracownica archiwum w Bed Arolsen poinformowała mnie na piśmie (w języku polskim!), że placówka ta posiada dokumenty dotyczące przesiedlenia w 1939 roku Ludwika Zakręta wraz z rodziną do przymusowej pracy w majątku ziemskim w miejscowości Seligenstadt, koło Wursburga. Z udostępnionych skanów mogłem odtworzyć wojenne losy rodziny Ludwika Zakręta na ziemi niemieckiej. Przymusowo przesiedleni zostali:
  • Ludwik Zakręt ur. 5 stycznia 1901 roku w Mielcuchach syn Szczepana i Zofii z Jabłońskich 
  • Katarzyna Zakręt z d. Jeziorna ur. 15 października 1904 roku w Mielcuchach - żona Ludwika Zakręta
  • Jan Zakręt - syn Ludwika i Katarzyny urodzony ok 1925 roku 
  • Janina Irena Zakręt - córka Ludwika i Katarzyny urodzona w 1930 
Rodzina ciężko pracowała w polu. Dodatkowo dzieci Ludwika Zakręta zajmowały się stróżowaniem (pomagały głuchemu stróżowi) i ostrzeganiem przed nalotami Aliantów. Janina Zakręt jako dziecko szybko przyswoiła sobie język niemiecki. Z tego powodu jeździła z chorymi Polakami do lekarza pełniąc funkcję tłumaczki.  Los tragicznie obszedł się małym Janem - chłopcem trzymającym rower na naszym zdjęciu. Zginął tragicznie 4 kwietnia 1945 roku w Seligenstadt podczas prac związanych z likwidacją magazynu uzbrojenia. Został pochowany na tamtejszym cmentarzu.

Jeden z dokumentów udostępnionych mi przez Arolsen Archives w 2018 r.


 
Z lewej Ludwik Zakręt /1901-1975/ z przyjacielem Stanisławem Jeziornym. Lata 20 XX w.

 
Grób rodziny Ludwika i Katarzyny Zakręt w Wieluniu. Źródło: Grobonet.com

środa, 3 maja 2023

Uroczystości 3 Majowe 1923 w Piotrowicach i stolicy z marszałkiem Fochem w tle.

Odzyskanie przez Polskę niepodległości umożliwiło swobodne świętowanie rocznicy uchwalenia konstytucji z 3 maja 1791 r. Święto to szczególnie uroczyście obchodzono w 1923 roku w Warszawie. W tym dniu w stolicy gościł przyjaciel Polski, bohaterski dowódca z okresu I wojny światowej francuski marszałek Ferdinand Foch. To postać wielce zasłużona nie tylko dla Francji, ale dla Polski i całej Europy. To marszałek trzech narodów - Francji, Polski i Wielkiej Brytanii.

Marszałek Ferdinand Foch (źródło: https://dzieje.pl/)

Ferdinand Foch przyjechał do Polski 2 maja 1923 r. Program jego wizyty był bardzo bogaty. Przede wszystkim został odznaczony Krzyżem Wielkim z Gwiazdą Orderu Virtuti Militari a z rąk Józefa Piłsudskiego otrzymał buławę marszałkowską. Podczas swojego pobytu w Polsce odwiedził wiele miast między innymi Częstochowę, Katowice, Poznań, Lwów i Kraków. W Warszawie wziął udział w odsłonięciu pomnika ks. Józefa Poniatowskiego.

Święto Konstytucji 3 Maja uroczyście obchodzono w szkole powszechnej w Piotrowicach w powiecie leszczyńskim. Wiemy to z kart kroniki szkolnej, skrupulatnie prowadzonej przez ówczesnego kierownika tej placówki Stanisława Gilowskiego. Warto odnotować, że drugim nauczycielem był w tym czasie niejaki p. Goryniak. Więcej o historii szkoły w Piotrowicach możesz przeczytać TUTAJ

W tamtym okresie w szkole w Piotrowicach uczyły się dzieci polskie i niemieckie. Nie stanowiło to jednak przeszkody do wspólnego świętowania rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Kierownik szkoły zadbał o to osobiście, nadając temu świętu odpowiednią rangę. Dokładnie 100 lat temu w czwartkowy poranek 3 maja 1923 roku dzieci z klas polskiej i niemieckiej wesołą gromadą zmierzały pieszo przez las do Gołanic aby wziąć udział w uroczystej mszy świętej. Po powrocie z kościoła dzieci uczestniczyły w cyt. "poranku", podczas którego przemówił do nich po polsku Stanisław Gilowski a do dzieci niemieckich w języku niemieckim nauczyciel Goryniak. Dzieci śpiewały piosenki i deklamowały wiersze. Na koniec odśpiewano hymn narodowy. 

Stanisław Gilowski pod datą 3 maja 1923 roku zapisał w kronice następujące słowa:


"Potrójna uroczystość majowa w Warszawie

Warszawa (3 maja 1923) a z nią cała Polska obchodziła potrójną uroczystość: rocznicę Konstytucji 3 Maja, odsłonięcie pomnika ks. Józefa Poniatowskiego i powitanie marszałka  Focha, zamianowanego marszałkiem Polski. Utrwalony został związek Polski z Francją, uświęciła go wspólnie przelana krew. Marszałek Foch upewnił nas, że Polska ujrzy Francję zawsze przy swym boku. "
Fragment kroniki szkoły powszechnej w Piotrowicach 1923 r.




czwartek, 13 października 2022

Babcia Stanisława Chudzik z domu Zakręt – zagadka rozwiązana


Stanisława Zakręt 1894-1964

Pamiętacie Babcie Stasie? Pisałem o niej TUTAJ i TUTAJ. Warto przeczytać te wątki aby odświeżyć sobie pamięć i wiedzę o tej skromnej osobie, naszej Babci, Prababci, Praprababci. Przez  dziesięć ostatnich lat starałem się rozwikłać jedną z ciekawszych tajemnic, które towarzyszyły mi w trakcie moich genealogicznych zmagań z przeszłością. Tą zagadką były niejasne okoliczności w jakich Babcia Stasia przyszła na świat, ponieważ nie dysponowałem żadnym dokumentem, który potwierdziłby gdzie się urodziła, kiedy, i kim byli jej rodzice. I choć nie ma jej już z nami od ponad 50 lat to postawiłem sobie za punkt honoru aby dojść prawdy i zakończyć ten temat. Po tym trochę chaotycznym wstępie lecimy z tematem:

30 lipca 1909 roku. Kraszewice, Powiat Ostrzeszowski, 10 km na północny zachód od miejscowości Mielcuchy. Godzina 10.00. Od rana, jak na porządny lipiec przystało pada rzęsisty deszcz. Jest przenikliwie zimno bo jakby deszczu było mało - wieje, i to całkiem mocno. Do budynku plebani zbliża się kilka osób. Opatuleni w płaszcze próbują przedrzeć się przez ścianę deszczu pchaną w ich kierunku przez silny wiatr. Wreszcie z trudem docierają do ganku budynku, w którym urzęduje proboszcz tutejszej parafii. Przyjrzyjmy się tym postaciom: pierwszy z mężczyzn to 37 letni gospodarz z Mielcuch Szczepan Zakręt. Raczej nie grzeszy wzrostem. Spod kaptura jego płaszcza wystaje sfatygowany już daszek czapki. Drugi mężczyzna to Andrzej Zakręt - starszy brat Szczepana. Choć dobiega 50tki wydaje się być silnym i ciągle sprawnym mężczyzną. Andrzej wydaje się być wylewnym człowiekiem. Nawet teraz, w trakcie takiej ulewy, buzia mu się nie zamyka. Gestykulując próbuje przekonać do czegoś trzeciego mężczyznę, którym okazuje się być Walenty Wysota, sąsiad z  Mielcuch. Tuż obok przemoczonych postaci stoi nieśmiało młoda dziewczyna. Spod chustki na głowie wystaje długi warkocz upleciony starannie z czarnych jak smoła włosów. Dziewczę ma 15 lat i tak naprawdę to nie wie po co została tu przywieziona przez ojca Szczepana, stryjka Andrzeja i pana Walentego.

Ta 15 letnia dziewczyna to oczywiście Babcia Stasia .Tak sobie wyobraziłem ten dzień w którym Szczepan Zakręt oficjalnie zgłosił…..urodzenie córki!

10 lat zeszło mi na szukaniu aktu urodzenia Stanisławy Zakręt. Jej datę urodzenia tj 13 listopada 1894 roku potwierdził telefonicznie urzędnik gminy w Kotli, na terenie której w 1964 roku umarła Babcia Stasia. Powiedział mi przy okazji że urodziła się w Mielcuchach. Wziąłem się więc ochoczo za szukanie aktu urodzenia Stanisławy. Zeszło mi 10 lat. W końcu zacząłem podejrzewać że Stanisława nie urodziła się w Mielcuchach tylko w zupełnie innej miejscowości. Jej mama a moja praprababka Zofia z Jabłońskich całe życie mieszkała w Mielcuchach. Co więc takiego się wydarzyło, że nie mogłem znaleźć tego jednego aktu urodzenia? 

1. Stanisława Zakręt urodziła się 13 listopada 1894 roku. Źródło: akt urodzenia nr 230 z książki urodzonych w parafii Kraszewice z 1909 roku.

2. Stanisława w dniu urodzenia nie mogła przyjąć nazwiska Zakręt lecz nazywała się Jabłońska, po swojej matce Zofii z Jabłońskich, która w dniu urodzin córki była panną.

3. Zofia Jabłońska wyszła za mąż za Szczepana Zakręta dokładnie 2 miesiące po urodzeniu Stanisławy tj. 13 stycznia 1895 roku.

4. Zofia Jabłońska z jakiegoś powodu nie dopełniła formalności wymaganych prawem i nie zgłosiła urodzenia dziecka przed urzędnikiem stanu cywilnego (w tamtych czasach należało zgłosić urodzenie dziecka proboszczowi).

4. Po ślubie małżonkowie Szczepan i Zofia Zakręt również nie zgłosili urodzenia Stanisławy, choć zgłaszali wszystkie swoje dzieci, które przyszły potem na świat (Józefa w 1897, Ludwik w 1901, Ludwika w 1903, Józef w 1906, Bronisław w 1909, Helena w 1914)

5. Z aktu urodzenia Stanisławy (tego z 1909 roku) wynika, że jako powód niezgłoszenia urodzin dziecka podano nieobecność ojca (w dniu urodzin?) Osobiście uważam, że Szczepan Zakręt nie był biologicznym ojcem Babci Stasi. Gdyby tak było to zadbałby o to aby w akcie urodzenia Stanisławy wyraźnie to zaznaczyć, zresztą tak zwykle się to odbywało. Tymczasem ojcostwo Stanisławy jest w jej akcie urodzenia dziwnie „niedopowiedziane” Cyt: "…dziecię urodziło się we wsi Mielcuchy trzynastego listopada tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego czwartego roku o godzinie dziewiątej po południu z jego  (Szczepana) ślubnej małżonki Zofii z Jabłońskich…" Spisujący dokument ksiądz stwierdził, że dziecko urodziła Zofia. Nic ponad to.

6. Nie ulega wątpliwości, że Szczepan uznał dziecko Zofii za swoje i „zezwolił” aby nosiła jego nazwisko.

7. Kto więc był biologicznym ojcem Stanisławy? Nigdy się tego nie dowiemy.

8. Dlaczego Szczepan nie ożenił się z Zofią gdy była w ciąży lecz krótko po porodzie? Hm…

9. Rodzicami chrzestnymi Stanisławy zostali Tomasz Perlak i Jadwiga Godyla

Akt urodzenia Stanisławy Zakręt z 1909 r.


niedziela, 11 lipca 2021

Hudzikowie z Mielcuch

Jak ten czas pomyka. A wokół zmiany, zmiany, zmiany....Czy się nudzę? Ależ skąd! Roboty co niemiara i to nie tylko w ogrodzie. Zewsząd mnóstwo impulsów pobudzających do działania. Wraz z upływem lat wcale ich nie ubywa, wręcz przeciwnie. Skoro już usprawiedliwiłem swoją małą aktywność na blogu, czas zacząć go pisać. Dzisiaj wracam do Mielcuch, sympatycznej wioseczki leżącej w powiecie ostrzeszowskim. Ciekawe, że przed 2013 rokiem nie miałem pojęcia o istnieniu tej miejscowości. Wszystko się zmieniło za sprawą potomków Klemensa Hudzika, którzy we właściwym dla mnie momencie "oświecili" mnie a moje skromne badania genealogiczne ukierunkowali we właściwym kierunku - w stronę  Mielcuch. Mielcuchy wcale nie są kolebką Hudzików. Raczej przystankiem w podróżach w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Przed 1909 rokiem w Mielcuchach pewnie nikt nawet nie słyszał o Hudzikach. Tacy tu nie mieszkali. Pełno tu było od lat Bednarków, Salomonów Pacynów, Niedźwiedzi, Bolków, Jeziornych, Zakrętów, Kędzi, Kosmalów, Gołdynów, Grzegorków, Raszewskich, Sibińskich...ale nie Hudzików. Aż do 1910 roku. Wówczas to we wsi pojawił się Klemens Hudzik/Chudzik* (1880-1941) wraz z poślubioną 4 lata wcześniej Jadwigą z Grzegorków (1882-1951) Towarzyszyła im dwójka ich dzieci: pięcioletni Jan (1905-1970) i jednoroczna Maria (1909-1990). Nowi mieszkańcy Mielcuch przyjechali ze wsi Gęsówka leżącej w gminie Wróblew k/Sieradza. Był jeszcze ktoś ale o tym za chwilę.

Klemens Hudzik był jedynym męskim potomkiem Tomasza Chudzika i Katarzyny z domu Alojziak/Alejziak. Urodził się 19 listopada 1880 roku we wsi Józefów w parafii Gruszczyce. Lata młodości spędził w Gęsówce. To tutaj prawdopodobnie przejął gospodarstwo po ojcu Tomaszu Chudziku. Gęsówka to bardzo ważne miejsce na genealogicznej mapie Hudzików. Oprócz wymienionych osób przynajmniej przez jakiś czas mieszkali tam inni członkowie rodziny Tomasza i Katarzyny Chudzików. Były to ich pozostałe dzieci: moja praprababka Franciszka (1872-1955), Kamila (1883-?), Marianna (1869-?) i prawdopodobnie Tekla (1875-1894). Dziadkowie Tomasz i Katarzyna wychowywali w Gęsówce wnuka o imieniu Marcin. To smutna historia o której wielokrotnie już pisałem i nie będę się teraz powtarzał. Napiszę tylko, że był to mój prapradziadek Marcin, który urodził się w tej wsi w 1896 roku (zmarł w Piotrowicach k/Leszna 29 maja 1945 r) Marcin był nieślubnym synem Franciszki, która- jak wszystko na to wskazuje - nie miała zamiaru go wychowywać. W tej sytuacji jedyne co mogła zrobić to oddać dziecko do jakiegoś przytułku lub zostawić na wychowanie swoim rodzicom w Gęsówce. Na szczęście wybrała to drugie wyjście, prawdopodobnie dlatego, że jej ojciec Tomasz miał dopiero 57 lat a Katarzyna właśnie ledwo przekroczyła 50tkę. I tak oto mój pradziadek Marcin zaczął dorastać u boku swoich dziadków, wujków i ciotek. W tym miejscu pozwolę sobie na ciekawą dygresję: Klemens Hudzik w naturalny sposób przekazał nazwisko swoim potomkom. Paradoksalnie mój pradziadek Marcin Chudzik dzięki temu /poprawniej będzie napisać za sprawą tego/, że był dzieckiem nieślubnym, przekazał nazwisko "Chudzik" swoim potomkom. Zauważmy: gdyby Marcin urodził się w pełnej rodzinie to dzisiaj cała moja rodzina po kądzieli (ze strony mojej mamy)  nosiłaby inne nazwisko rodowe. :)
 
Wróćmy jednak do Mielcuch. Jak napisałem wyżej Klemens wraz z żoną w 1910 roku zamieszkali w Mielcuchach. Z pewnością nie było ich stać na nowy dom, dlatego przypuszczam, że przynajmniej przez jakiś czas korzystali z gościnności rodziców Jadwigi: Ignacego Grzegorka i jego żony Marii z Raszewskich. W Mielcuchach przyszły na świat kolejne dzieci Klemensa: Marcin w 1911 r, Feliks w 1914 r, Stanisława w 1920 r, Ignacy w 1923 r, Władysław w 1935 r oraz Józefa w 1928 r. 

Przez wiele lat zastanawiałem się jak potoczyły się losy Tomasza Chudzika i jego żony Katarzyny po tym jak ich  jedyny syn Klemens założył rodzinę i opuścił Gęsówkę.  Naturalnie zacząłem ich szukać w Gęsówce. Jeśli dobiegli tam swojego żywota to musieli być pochowani  na tutejszym cmentarzu parafialnym w Charłupii Wielkiej.  Spodziewałem się, że właśnie tutaj znajdę ich akty zgonów. Przejrzałem dostępne w Internecie akty metrykalne parafii Charłupia Wielka i nie znalazłem interesujących mnie dokumentów. Wówczas napisałem list do USC we Wróblewie (siedziba gminy, na terenie której  znajduje się Gęsówka) Poprosiłem o sprawdzenie akt metrykalnych aż do 1920 roku.  Przemiła Pani Urzędniczka zapewniła mnie w rozmowie telefonicznej, że w przechowywanych przez USC we Wróblewie aktach metrykalnych nie ma śladu Chudzików.  Teraz nabrałem pewności,  że  Tomasz i Katarzyna z jakiegoś powodu opuścili Gęsówkę z zamieszkali na terenie innej gminy lub innej parafii. Tylko gdzie ? I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Założyłem optymistycznie, że Klemens nie zostawił rodziców samych w Gęsówce ale po jakimś czasie sprowadził ich do Mielcuch. Sprowadził ich razem z ich wnukiem a moim pradziadkiem Marcinem Chudzikiem. Jednak brakowało mi dowodów na tą śmiałą tezę więc zacząłem ich szukać w Archiwum Państwowym w Kaliszu, gdzie znajdują się akta metrykalne parafii w Kraszewicach (do tej parafii należały Mielcuchy przed 1915 rokiem) Niestety i w tym przypadku moje poszukiwania spełzły na niczym. Tak mijały kolejne lata a ja traciłem nadzieję na wyjaśnienie tej zagadki. 

Niedawno Archiwum Państwowe w Kaliszu udostępniło dokumentację aktową parafii w Kraszewicach za lata 1910 - 1918. W spisie osób pochowanych w roku 1917 znalazłem swojego praprapradziadka Tomasza Chudzika  !!!. Zagadka rozwiązała się sama.


Teraz już wiem, że Tomasz Chudzik i jego żona Katarzyna z Alojziaków/Alejziaków oststnie lata swojego życia spędzili z najbliższymi sobie osobami w Mielcuchach.

Akt zgonu Tomasza Hudzika - źródło: Archiwum Państwowe Kaliszu


Akt zgonu nr 47. Mielcuchy. Działo się we wsi Kraszewice dnia 13 marca 1917 roku o godzinie 9 rano stawili się Franciszek Grzegorek lat 40 i Idzi Kobiela lat 52 liczących obaj gospodarze zamieszkali we wsi Mielcuchy i oświadczyli iż dnia 11 marca tegoż roku o godzinie drugiej w nocy umarł Tomasz HUDZIK urodzony w gminie Wróblew powiatu sieradzkiego, zamieszkały we wsi Mielcuchy lat 78 liczący syn Feliksa Hudzika i żony jego niewiadomego imienia i nazwiska rodziców zostawiwszy po sobie owdowiałą żonę Katarzynę. Po naocznym przekonaniu się o zejściu Tomasza Hudzika akt ten stawającym pisać nie umiejącym przeczytany przez Nas i podpisany został. Ksiądz Władysław Gumiński 


*Nazwisko Tomasza tak naprawdę należało pisać przez "Ch" Więcej na ten temat pisałem TU

czwartek, 24 września 2020

Nasi też to zrobili: podpisali !

W 1926 roku naród amerykański świętował 150 lecie niepodległości. Leopold Kotnowski, pełniący w 1926 roku obowiązki prezesa Amerykańsko-Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej zaproponował aby z tej okazji stworzyć Polską Deklaracje o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych. Był to bardzo nietypowy sposób uczczenia tej rocznicy, który zakładał włączenie się do akcji wielu milionów Polaków a przede wszystkim uczniów szkół powszechnych. W tym celu urzędnicy, pracownicy zakładów pracy i uczniowie szkół  powszechnych składali na specjalnie opracowanych kartach wdzięczności własnoręczne podpisy.  Akcja spotkała się z niebywałą aprobatą zwłaszcza szkół, które prześcigały się w oryginalności składanych życzeń narodowi amerykańskiemu. Chciały w ten sposób wyróżnić się  na tle pozostałych placówek. Karty wdzięczności odsyłane przez szkoły, pięknie kaligrafowane, były często bogato zdobione w motywy kwiatowe, ilustracje, podpisy skoncentrowane wokoło pieczęci. Ponadto, prócz złożonych podpisów wklejano pocztówki, zdjęcia oddziałów klasowych, a nawet układano wierszyki. Dzięki powszechnemu dostępowi do Internetu każdy może samodzielnie przeglądać poszczególne strony Deklaracji pod adresem: Polska1926

Poniżej przedstawiam efekt moich własnych poszukiwań. Zajęło mi to kilka dni ale było warto. 

Jednoklasowa szkoła w Radomicku. Na stronie podpis Szczepana Bednarczyka członka Miejscowej Rady Szkolnej

 
Szkoła Powszechna w Dłużynie. W ramkach podpisy Marty-11 lat i Marianny-12 lat (córek Walentego Bednarczyka) oraz Marty-14 lat i Władysławy-12 lat (córek Czesława Bednarczyka)


Jednoklasowa Szkoła Powszechna w Gołanicach. W ramkach podpisy synów Stanisławy Zakręt Feliksa i Andrzeja. Ciekawostką jest, że obaj nastoletni chłopcy podpisali się nazwiskiem ojczyma Marcina Chudzika. Kartę opatrzono zdjęciem szkoły w Gołanicach.

7 klasowa Powszechna Szkoła Męska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis mojego dziadka Franciszka Lemanowicza-14 lat

Szkoła Wydziałowa Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis mojej babci Gertrudy Błaszkiewicz - 12 lat

7 klasowa Powszechna Szkoła Męska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Bolesława Lemanowicza-14 lat

Szkoła Wydziałowa Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Łucji Lemanowicz -17 lat

7 klasowa Szkoła Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Ireny Lemanowicz-14 lat


7 klasowa Szkoła Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpisy Heleny Błaszkiewicz -14 lat i Marii Lemanowicz (jak dotąd nie udało mi się ustalić kim była Maria)

Szkoła Powszechna w Piotrowicach.


środa, 31 października 2018

Stąd nasz ród.

Jeśli czytasz tego bloga i nosisz nazwisko "Zakręt" względnie "Zakrent"  to wiedz, że Twoje historyczne korzenie sięgają Ziemi Ostrzeszowskiej. Ja również mam trochę Twojej krwi za sprawą mojej Prababki Stanisławy Zakręt /1894 - 1964/. Początków historii wielkiej rodziny Zakrętów należy szukać około roku 1795. Mniej więcej w tym czasie pojawił się w okolicach Mielcuch niejaki Wojciech Zakręt. Młody, około 20 letni mężczyzna przybył tu prawdopodobnie z okolic Grabowa nad Prosną w poszukiwaniu pracy. Należy pamiętać, że koniec XVIII w był bardzo łaskawy pod względem gospodarczym dla okolicznych miejscowości. W latach 1783—1784 w Grabowie oddano do użytku wielki piec hutniczy.  Podobnie wieś Czajków stała się w owym czasie znanym w okolicy ośrodkiem metalurgicznym. Źródła podają, że w roku 1790 we wsiach Kraszewice, Głuszyna, Czajków i Kuźnica,  znajdował się tartak, młyn o trzech kołach, młyn o dwóch kołach, 3 młyny po jednym kole, browar, a przede wszystkim huta żelaza i 3 fryszerki /piec metalurgiczny, w którym surówkę przerabiano na stal/.  Poza tym znajdowało się tam 8 karczm. Dzisiaj wyobraziłem sobie, że w takich oto okolicznościach Wojciech Zakręt poznał kobietę, która wkrótce została jego pierwszą żoną. Była nią młodsza o 4 lata od Wojciecha Magdalena Lemiesz. Pierwsza żona Wojciecha Zakręta urodziła się około 1779 roku w Pustkowiu Lemiesz w rodzinie Sebastiana Lemiesza i jego żony Reginy. Szczęśliwie do naszych czasów zachował się Regestr Ludności Chrześcijan w Parafii Kraszewickiej w Dekanacie Kaliskim w Województwie i Powiecie Sieradzkim leżącej Dnia Ostatniego Miesiąca Grudnia Roku 1790 Spisany przez Księdza Antoniego Wrońskiego Komendarza Dożywotniego Religii Rzymsko Katolickiej. Wynika z niego, że rodzina Sebastiana Lemiesza mieszkała w chacie nr 34. Oprócz podeszłych wiekiem Sebastiana i jego żony Reginy, chatę zamieszkiwali ich syn Wojciech, córki Zofia Rozyna, Marianna i Magdalena, zięć Franciszek, wnuczki Tekla i Rozalia oraz pastuszek Wojciech. Ślub Wojciecha i Magdaleny Lemiesz odbył się w kościele w Kraszewicach około 1799 roku. Małżonkowie zamieszkali w Pustkowiu Lemiesze a wkrótce na świat przyszły ich dzieci: Franciszek /1799-1850/, Marianna /1801-1851/, Jadwiga /1803-1863/, Wojciech /1807-1811/, Antoni /1810-1811/, Wincenty /1811-1858/, Krystyna /1812-?/, Justyna /1813-?/, Roch /1818-1827/. W styczniu 1819 roku Magdalena ciężko zachorowała. Śmierć przyszła 10 stycznia 1819 roku o godzinie 11 przed południem. Wojciech powiadomił o śmierci żony swojego sąsiada Walentego Piaskowskiego z Pustkowia Wyrwas.Dwa dni później oboje zapukali do drzwi miejscowego księdza Jana Ludwika Krajewskiego aby zgłosić zgon. Magdalena zmarła w wieku 40 lat. Zostawiła męża z gromadką dzieci. Wojciech Zakręt był biednym rolnikiem. Doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że musi szybko znaleźć kolejną towarzyszkę życia aby mogła pomóc mu nie tylko w wychowaniu dzieci ale również w pracy na roli. Z archiwalnych dokumentów z początku XIX w wynika, że Wojciech Zakręt nie próżnował po śmierci pierwszej żony. Po niespełna 4 tygodniach jakie upłynęły od śmierci Magdaleny, 44 letni Wojciech Zakręt ponownie stanął na ślubnym kobiercu. W dniu 3 lutego 1819 roku w kościele kraszewickim zawarł związek małżeński z 24 letnią Marianną z Gałdynów córką Adama i Katarzyny Gałdyn. Akt zawartego małżeństwa jest dokumentem szczególnym. To właśnie w nim po raz pierwszy wymieniony jest z imienia i nazwiska najstarszy mój przodek z linii Zakrętów. To dzięki temu dokumentowi doszedłem do wniosku, że Wojciech Zakręt nie pochodził z okolicznych pustkowi ale był przybyszem "z zewnątrz". W przytoczonym powyżej Regestrze Ludności Chrześcijan w Parafii Kraszewickiej w Dekanacie Kaliskim na próżno szukać osób noszących nazwisko "Zakręt". To wystarczający dowód na to, że Wojciech był protoplastą rodu Zakrętów na Ziemi Ostrzeszowskiej. Akt małżeństwa, co ciekawe, nie podaje imion rodziców Wojciecha. Z dokumentu nie dowiemy się również gdzie dokładnie pan młody się urodził. Ksiądz udzielający ślubu/ ten sam, który miesiąc wcześniej pochował pierwszą żonę Wojciecha/ zapisał w dokumencie, że Wojciech przedłożył mu akt urodzenia wystawiony w parafii grabowskiej. Należy z tego wyciągnąć wniosek, że Wojciech pochodził albo z samego Grabowa nad Prosną, albo z jakiejś wsi leżącej niedaleko Grabowa. Może kiedyś uda się to ustalić.
Fragment aktu małżeństwa Wojciecha Zakręta z Marianną z Gałdynów 1819 r.
Świadkami zawarcia związku małżeńskiego byli wymieniony już wcześniej Walenty Piaskowski z Pustkowia Wyrwas, Ignacy Szala, Bartłomiej Gałdyn i Wawrzyniec Gałdyn. Z tego związku przyszło na świat sześcioro dzieci: Antonina, Łucja, Barbara, Tomasz, Marcin, Franciszka.

Wojciech Zakręt zmarł w Pustkowiu Lemiesz w 1839 roku. Zostawił po sobie liczną rodzinę, która przez następne kilka pokoleń niezmiennie zamieszkiwała Mielcuchy i okoliczne wsie.

czwartek, 17 maja 2018

Andrzej Zakręt- żołnierz Kampanii Wrześniowej

O Feliksie Zakręcie oraz jego bracie Andrzeju już kiedyś pisałem - o właśnie TU. Wówczas to skupiłem się głównie na okolicznościach ich przyjścia na świat. Mogłem sobie na to pozwolić ponieważ otrzymałem kserokopie oryginalnych aktów urodzenia obu braci, które przysłano mi z Archiwum Państwowego w Kaliszu. Lubię wracać do tej części rodziny Zakrętów, ponieważ wiążą się z nią ciekawe z punktu widzenia genealoga historie. Przypomnę tylko, że wciąż otwartą kwestią pozostaje prawdziwa data i miejsce urodzenia matki obu braci - Stanisławy Zakręt. Co prawda w akcie zgonu mojej Prababki podano, że urodziła się w 13.11.1894 roku w Mielcuchach ale nie udało mi się w żaden sposób tego potwierdzić. W Księdze Urodzonych parafii Kraszewice, do której należała wieś Mielcuchy, pod wskazaną datą ani w całym 1894 roku oraz w latach wcześniejszych, a także późniejszych, nie odnotowano jej narodzin. Można za to bez problemu  znaleźć tam wszystkie pozostałe dzieci Szczepana Zakręta i Zofii Jabłońskiej. Dlaczego? Brałem pod uwagę różne scenariusze ale ostatecznie nie przychylam się do żadnego z nich. Wszystkie znajdziesz Drogi Czytelniku na kartach tego bloga. Inna tajemnicza sprawa dotyczy ojca lub ojców obu braci.  Faktem jest, ze obaj byli dziećmi nieślubnymi. Pierwszego z nich - Feliksa, Stanisława wydała na świat w 1913 r. mając zaledwie ukończone 18 lat. Andrzej urodził się dwa lata później jesienią 1915 r. Przeglądając teczkę dowodową /o teczkach dowodowych pisałem TUTAJ/ Andrzeja Zakręta natknąłem się na ciekawy dokument: Deklarację Członkowską złożoną przez niego na okoliczność przystąpienia do ZBOWiD. Figuruje w niej imię ojca: "Szczepan". Nie wiem dlaczego ale od razu przyszedł  mi na myśl dziadek Andrzeja. Sądzę, że Szczepan Zakręt mógł faktycznie zastępować chłopcom ojca. Skoro mogło tak być to rodzi się pytanie dlaczego Feliks nie postępował w ten sam sposób? Jego teczkę dowodową również przeglądałem i natrafiłem na ankietę, w której jako swojego  ojca Feliks wskazuje Marcina. Zapewne chodzi o męża Stanisławy, który jak wiemy na pewno nim nie był. Dość zagadek, czas na konkrety. Oto krótka historia z życia Andrzeja Zakręta. Historia przez wielkie "H" którą tworzył Andrzej i miliony innych Polaków wraz z wybuchem II Wojny Światowej. Historia wiarygodna bo spisana osobiście przez Andrzeja Zakręta. 

Andrzej Zakręt ukończył w Piotrowicach 4 klasy Szkoły Powszechnej. W 1929 roku w wieku 14 lat rozpoczął pracę w majątku Trzebiny w charakterze robotnika rolnego. 24 marca 1938 roku został wcielony do odbycia zasadniczej służby wojskowej, którą pełnił  jako szeregowy  w 3 kompanii karabinów maszynowych 55 Pułku Piechoty w przygranicznym Rawiczu. Podstawowe szkolenie wojskowe ukończył w maju 1938 roku uroczystą przysięgą wojskową. W listopadzie 1938 roku rozpoczął 6 miesięczny kurs na celowniczego ciężkiego karabinu maszynowego CKM. W kwietniu 1939 roku został wyznaczony na stanowisko celowniczego w kompanii karabinów maszynowych. W przededniu II Wojny Światowej otrzymał przydział do plutonu taczanek - pojazdów jednoosiowych, na których zamontowany był karabin maszynowy. Pojazd ten ciągnięty był przez konie. W nocy z 30 sierpnia na 1 września 1939 roku Andrzej Zakręt zajmował jedno ze stanowisk osłonowych bezpośrednio na granicy Państwa w okolicach Rawicza. Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku rozgorzała bitwa graniczna. Napierający z całą mocą swych oddziałów Niemcy  zaczęli skutecznie wypierać polskie odziały spod granicy. Niemcy ostrzeliwali polskie pozycje oraz przygraniczne miejscowości pociskami artyleryjskimi. Toczono potyczki na całej linii pasa granicznego. Zadaniem plutonu taczanek było zabezpieczać działania Batalionu Obrony Narodowej. Kilkukrotna przewaga siłowa Niemców spowodowała, że pluton w którym służył Andrzej Zakręt po kilku dniach zaczął wycofywać się wraz z całym 55 Pułkiem Piechoty na północny wschód po trasie Śrem, Kutno, Sochaczew. Andrzej Zakręt wspominał, że pod Sochaczewem jego oddział został okrążony. Polskim żołnierzom udało się szczęśliwie przerwać okrążenie, jednak manewr ten okupiono wysokimi stratami w ludziach i sprzęcie. 

Zajrzyjmy do Wikipedii....

"....13 września w godzinach rannych dowódca pułku płk Wiecierzyński otrzymał rozkaz ze sztabu dywizji do opuszczenia dotychczasowych stanowisk w okolicy Sochaczewa i wycofania pułku za Bzurę. Wycofywano się przez spalony Piątek w kierunku na Erminów-Bronisławy-Szwarocin.  Dowódca pułku, wraz z kompanią techniczną i plutonem artylerii piechoty, zatrzymał się na postój w dworze Szwarocin. Wówczas to nastąpił atak niemieckich czołgów, na stanowiska obronne 55 Pułku Piechoty  w Szwarocinie Starym. Niemieckie natarcie zostało wstrzymane ogniem dział przeciwpancernych. Zniszczono kilka czołgów, zmuszając resztę do odwrotu na zachód. Czołgi zaatakowały również I batalion, zadając mu duże straty. Ze zdziesiątkowanych kompanii płk Wiecierzyński utworzył odwód i wycofał go do zachodniej części Szwarocina Starego. Wkrótce pułk utracił łączność ze sztabem dywizji. Wysyłani łącznicy wpadali w ręce wroga lub nie mogli przedostać się przez pierścień nieprzyjaciela.Pomimo tego, że pułk znajdował się w okrążeniu, płk Wiecierzyński podjął decyzję o próbie sforsowania Bzury i przebicia się do Puszczy Kampinoskiej...."

Fragment życiorysu Andrzeja Zakręta spisanego w 1973 roku. 
Andrzej Zakręt wspominał, że podczas przeprawy przez Bzurę zabito jego dwa konie zaprzęgnięte do taczanki. Sytuacja była beznadziejna. Dowódca plutonu rozkazał żołnierzom zatopić pozostały sprzęt i ratować własne życie. Po dotarciu do Kampinosu Andrzej Zakręt mógł trochę odpocząć. Żołnierze uzupełnili amunicję i posuwali się dalej w kierunku  Warszawy. Nie przypuszczali, że w tym czasie stolica była już oblężona. To uniemożliwiło im dostanie się do miasta. Po namyśle postanowili próbować przedrzeć się do twierdzy Modlin. Ostatnią bitwę oddział Andrzeja Zakręta stoczył 19 września 1939 roku pod wsią Palmiry niedaleko Warszawy. Z powodu braku amunicji żołnierze zmuszeni byli poddać się. Andrzej Zakręt trafił do niemieckiej niewoli. Kilka dni spędził w obozie jenieckim w Lesznie /miasto koło Warszawy, woj. mazowieckie/ a następnie został przeniesiony do Pabianic, gdzie przebywał przez następnych 5 tygodni. Po tym okresie został wywieziony w głąb Niemiec gdzie spędził resztę wojny. W Niemczech przetrzymywany był w Stalagu IVB na terenie Saksonii. Pracował jako robotnik przymusowy oraz pomocnik ogrodnika w majątku ziemskim.


Zaświadczenie stwierdzające, że Andrzej Zakręt był jeńcem wojennym w stalagu IVB
21 kwietnia 1945 roku obóz, w którym przebywał Andrzej Zakręt został oswobodzony przez wojska amerykańskie. W dniu 25 lipca 1945 roku Andrzej Zakręt wrócił do kraju. W latach 1946-1959 pracował jako robotnik w Krążkowie /woj. lubuskie/. W październiku 1949 roku przeprowadził się do Krzepielowa. W zasobach Archiwum Państwowego w Zielonej Górze odnalazłem dokumenty, z których wynika, że Andrzej Zakręt był tzw. osadnikiem wojskowym. 5 lipca 1945 roku – Naczelny Dowódca Wojska Polskiego marszałek Michał Rola-Żymierski wydał rozkaz nr 0141 w sprawie akcji osiedleńczej żołnierzy. Nakazywał on wszystkim dowódcom jednostek ożywić i szeroko rozwinąć akcję osiedlania się rodzin wojskowych na terenach tzw. Ziem Odzyskanych. Akcja osiedlania się byłych polskich żołnierzy i jeńców wojennych miała charakter masowy. Stanowiła ona w dziejach naszego narodu przykład ruchów migracyjnych o naj­większych rozmiarach. Osadnictwo wojskowe stanowiło specyficzną formę osadnictwa w powiatach nad Odrą, Nysą Łużycką i Bałtykiem, głównie ze względu na swój charakter, sposób organizacji i realizacji. Zadania stawiane przed osadnictwem wojskowym miały z jednej strony zaspokoić potrzeby demobilizowanych żołnierzy i ich rodzin, z drugiej pełnić określone funkcje społeczne i polityczne. Co ciekawe, wydzielenie powiatów pod osadnictwo wojskowe, wzdłuż zachod­niej granicy państwa polskiego nie było kwestią przypadku. Zdemobili­zowani żołnierze mieli tu tworzyć zbiorowość zdolną do pierwszego przeciwstawienia się ewentualnemu ponownemu zagrożeniu ze strony Niemiec. Dla znacznej grupy żołnierzy osadnictwo wojskowe było jednak jedyną szansą na otrzymanie ziemi i gospodarstwa. Z pewnością było tak w przypadku Andrzeja Zakręta, który w ramach osadnictwa wojskowego przejął w Krzepielowie dom z gospodarstwem rolnym o powierzchni ok. 3,2 ha.

Zaświadczenie stwierdzające prawo do ulg osadniczych. Zielona Góra 1966 r.

Andrzej Zakręt przestał być żołnierzem 30.11.1947 roku. Z tym dniem został przeniesiony do rezerwy












piątek, 23 października 2015

Chesz nabawić się bólu głowy, zostań genealogiem!

W dniu 20 kwietnia 2013 roku pisałem:

"...Szczepan od zawsze  znał Zofię Jabłońską. Jak to na wsi. Może nawet jako dzieci wspólnie się bawili. Raczej nie uczęszczali do szkoły, bo na akcie ślubu brak jest ich podpisów. W Mielcuchach przyszły na świat wszystkie dzieci Szczepana i Zofii. Trzeba jednak w tym miejscu zaznaczyć,  że Babcia Stasia urodziła się w listopadzie 1894 roku a więc na 2 miesiące przed dniem ślubu. Powód? Może w związku z  widoczną ciążą Zofii Jabłońskiej? Może z powodu choroby? A może ze zgoła innej przyczyny..?"

A może ze zgoła innej  przyczyny? Hm... Pomyślałem, że warto pójść tym śladem. Grunt tu jednak grząski, niepewny ale do przejścia. Wbrew temu co mówił klasyk - pójdę tą drogą! O co właściwie mi się rozchodzi z tą Naszą Małą Babcią Stasią, Stanisławą Zakręt? Ano o to, że kiedy po raz pierwszy pisałem cytowane powyżej moje własne słowa, nie przywiązywałem zbytniej uwagi do tego ostatniego zdania. Mój stosunek do niego zmienił się jednak diametralnie po tym, jak  zapragnąłem posiadać prawdziwy akt urodzenia Stanisławy Zakręt. Teoretycznie miało to być proste zadanie. Nie raz przez takie przechodziłem. Odkrywałem akty urodzenia praprapradziadków Stanisławy to z nią sobie nie poradzę? No i ze smutkiem donoszę, że sobie nie poradziłem :( Z czego wynika ta moje niemoc? Zacznę od początku enigmatycznym stwierdzeniem, że podobnie jak do tanga tak i do posiadania  potomstwa dwójeczka jest najwłaściwszą z liczb. Dla genealoga sprawa jest prosta: nie ma aktu urodzenia - to nic już nie wydaje się pewne, włączając w to rodziców. W moim drzewie genealogicznym stoi jak byk: Stanisława Zakręt urodziła się w Mielcuchach 13 listopada 1894 roku a rodzicami jej byli Szczepan Zakręt i Zofia z domu Jabłońska. Kiedy po raz pierwszy z trudem odczytywałem spisany w języku rosyjskiego zaborcy akt małżeństwa Szczepana i Zofii Jabłońskiej, pomyślałem że coś tu nie gra, coś się nie zgadza. Ale co? Wówczas rzuciłem okiem na gałąź rodzinną tej pary i wszystko było już "all clear". Okazało się, że Stanisława Zakręt przyszła na świat jako nieślubne dziecko Szczepana i Zofii. Nie mogło być inaczej skoro owy ślub miał miejsce dokładnie 13 stycznia 1895 roku a więc dokładnie 2 miesiące po urodzinach Babci Stasi. Hello! Ktoś powie że się czepiam. Może tak. Ale jak na końcówkę XIX w. posiadanie nieślubnego dziecka nie było tak tolerancyjnie odbierane jak współcześnie. Rodzi się pierwsze pytanie: jeśli ojcem dziecka był Szczepan to z jakiego powodu poślubił Zofię 2 miesiące po urodzinach córki, narażając narzeczoną na niepotrzebny wstyd, jaki niewątpliwie musiała odczuwać będąc w widocznej ciąży i w dodatku bez męża?

I wtedy przyszło mi do głowy, że do moich danych wkradł się błąd. Wydawało mi się mało prawdopodobne aby taka sytuacja w ogóle mogła mieć miejsce. No jasne! Stanisława Zakręt musiała urodzić się kiedy indziej. Tylko kiedy? Na to pytanie mogłem znaleźć odpowiedź w najbardziej z wiarygodnych źródeł tj. w Archiwum Państwowym w Kaliszu. Tutaj bowiem przechowuje się dokumenty metrykalne z parafii Kraszewice, do której należały pod koniec XIX w Mielcuchy. Złożyłem więc w połowie 2013 roku stosowny wniosek i cierpliwie czekałem na odpowiedź. Po około 2 tygodniach w skrzynce mailowej znalazłem oczekiwane pismo z Archiwum, w którym zawiadamiano mnie, że wskazany przeze mnie akt urodzenia Stanisławy Zakręt z dnia 13 listopada 1894 roku..... nie istnieje! Ale nie istnieje nie dlatego, że zaginął ale po prostu: nie ma go bo nigdy go nie było! Czyżby Szczepan nie zgłosił urodzenia córki do Urzędu Stanu Cywilnego? Mało prawdopodobne. Naraziłby się na poważne sankcje ze strony władz rosyjskich. Skąd więc wytrzasnąłem tą datę, która ewidentnie okazała się fałszywą? Wówczas wydawało mi się, że z właściwego miejsca. Po prostu, któregoś dnia zadzwoniłem do Urzędu Gminy w Kotli i wprost zapytałem urzędnika o datę urodzenia Stanisławy Zakręt jaka figuruje w jej akcie zgonu. Pomógł mi bez wahania i odczytał datę: 13 listopada 1894 r.

Stanisława Zakręt z córką Eleonorą ok.1925r.
Jaka jest wobec tego prawdziwa data urodzenia mojej Prababki z Mielcuch? Zanim zacząłem drążyć temat od nowa, z pomocą przyszła mi Grażyna, znajoma po fachu z mojego ulubionego forum genealogicznego. Zadeklarowała, że osobiście odwiedzi Archiwum Państwowe w Kaliszu i spróbuje odszukać mój zaginiony akt urodzenia. Wtedy jeszcze brałem pod uwagę, że  pracownik Archiwum mógł się pomylić lub przeoczyć poszukiwany przeze mnie akt. W końcu nadszedł ten dzień, w którym Grażyna napisała do mnie długo oczekiwanego maila....z załącznikiem! Był nim akt urodzenia Stanisławy Zakręt! Jakież było moje zdziwienie i wściekłość zarazem, gdy okazało się, że owszem, akt dotyczył dziecka o imieniu  Stanisława i nawet nazwisko się zgadzało ale rodzicami tego dziecka byli... Andrzej Zakręt i Józefa z domu Cichosz. W dodatku owa Stanisława zobaczyła po raz pierwszy światło dzienne w dniu 17 marca 1895 roku. Teraz dopiero się porobiło! Nie dość, że mam kłopot z własną Babcią Stasią, to z jak zając z kapelusza wyskoczyła kolejna Stanisława Zakręt. 

Akt urodzenia Stanisławy Zakręt, córki Andrzeja Zakręta i Józefy z Cichoszów. 17.03.1895 r
A nie mówiłem, że grunt po którym kroczę jest grząski...? :)

Ilość niewiadomych zaczęła mnie przerastać, zostawiłem tą sprawę na kilka miesięcy. Jednak wokół mojej głowy cały czas krążyły dwie, w dodatku blisko spokrewnione ze sobą Stanisławy. Kim była Stanisława urodzona w marcu 1895 roku? Kim byli jej rodzice? To akurat udało mi się ponad wszelką wątpliwość ustalić. Andrzej Zakręt urodził się w Mielcuchach w 1857 roku w rodzinie Marcina Zakręta i Anny z domu Koch. Był więc starszym o 14 lat rodzonym bratem mojego prapradziadka Szczepana. Józefa Cichosz urodziła się w Czajkowie w 1862 roku w rolniczej rodzinie Jana Cichosza i Józefy Piorun. Oboje pobrali się w Czajkowie 24 stycznia 1881 roku. To co jest charakterystyczne w tym związku to fakt, że przez 14 lat od daty ślubu nie było w nim dzieci. Aż do dnia 17 marca 1895 roku, kiedy to na naszej scenie pojawia się tajemnicza Stanisława. Czy to nie dziwne, że w rodzinach braci Szczepana i Andrzeja w przeciągu 5 miesięcy rodzą się córki, którym ojcowie zgodnie nadają na chrzcie to samo imię?

Latem tego roku ponownie napisałem do Archiwum Państwowego w Kaliszu. Ponownie z uporem poprosiłem o kwerendę akt urodzenia parafii Kraszewice, z tą różnicą że poszerzyłem obszar moich poszukiwań o lata 1893-1896. Wkrótce otrzymałem taką oto odpowiedź:

"Szanowny Panie,

Uprzejmie informujemy, że w posiadanym przez nas zespole akt Akta stanu cywilnego Parafii Rzymskokatolickiej Kraszewice, sygn. 140 – księga urodzeń, małżeństw i zgonów z 1895 roku odnaleziono akt urodzenia Stanisławy Zakręt urodzonej 17 marca 1895 r. w Mielcuchach, c. Andrzeja i Józefy z Cichoszów. W księdze tej nie występuje akt urodzenia Stanisławy Zakręt c. Szczepana Zakręt i Zofii z Jabłońskich urodzonej w listopadzie w Mielcuchach."

Teraz już wiem, że moja prababka Stanisława Zakręt z pewnością nie urodziła się 13 listopada 1894 roku. Dzisiaj nie istnieje już żaden dowód mogący w wiarygodny sposób wskazać prawdziwą datę jej urodzenia. Ogromna chęć rozwikłania tej zagadki spowodowała, że zacząłem snuć różne teorie. Niektórym z Was  mogą się one wydawać mocno naciągane, wręcz spiskowe. Oto jedna z nich:

Stanisława Zakręt, żona mojego pradziadka Marcina Chudzika przyszła na świat w Mielcuchach w rodzinie Andrzeja Zakręta i jego żony Józefy z Cichoszów. Była bardzo oczekiwanym dzieckiem, ponieważ Józefa nie zachodziła w ciążę przez 14 długich lat. W krótkim czasie po urodzeniu dziecka stało się coś co uniemożliwiło wychowywanie małej Stanisławy przez jej biologicznych rodziców. Trudno po przeszło 100 latach powiedzieć co mogło być tego powodem. Może czyjaś śmierć? Może ciężka choroba?  W każdym razie pojawił się palący problem co zrobić z  dzieckiem. W tym momencie do gry wkroczył Szczepan Zakręt. Dopiero co poślubił Zofię z Jabłońskich /ślub odbył się w styczniu 1895 roku/ Młodzi nie mieli jeszcze własnych dzieci więc zgodzili się adoptować lub przyjąć na wychowanie nieświadomą swojego położenia Stanisławę. Czy to w ogóle jest możliwe? Czy to ma sens? Oceń drogi Czytelniku sam lub przedstaw dowody, że było inaczej. 
Sorry, ale mi już od tego głowa pęka.

Aktualizacja w dniu 26 października 2016 r.

23 września 2016 roku ukazała się już trzecia w tym roku aktualizacja serwisu Szukaj w Archiwach Przyniosła ona kolejne materiały do badań nad historią Polski ale przede wszystkim upubliczniła setki skanów dokumentów metrykalnych z XIX w. z terenów obecnego województwa łódzkiego i wielkopolskiego. Dla mnie to prawdziwe święto. Okazało się bowiem, że wśród udostępnionych aktów stanu cywilnego znajduje się pokaźna kolekcja z parafii Kraszewice. W dodatku za lata 1894-1905. W pierwszej chwili pomyślałem sobie że oto zbliża się koniec migreny jaka dopadła mnie w 2013 roku z powodu nieodgadniętych do tej pory prawdziwej dacie i miejsca urodzenia mojej prababki Stanisławy Chudzik z domu Zakręt. Jak zwykle w takich sytuacjach, z zapałem /choć z uszczerbkiem dla rodziny ;) /przystąpiłem do wertowania dziesiątek, a możliwe że nawet  setek elektronicznych skanów przedstawiających metryki urodzenia parafii Kraszewice, z nadzieją na odnalezienie zagubionego akt. Czego się spodziewałem? Po pierwsze liczyłem na odnalezienie aktu urodzenia Stanisławy Zakręt. Miałem nadzieję, że niemożność jego odszukania spowodowana była jakimś przeoczeniem pracownika Archiwum Państwowego w Kaliszu. Istniało też prawdopodobieństwo, że Stanisława przyszła na świat nie w 1894 roku, nie w 1895 roku lecz  w 1893 roku lub w 1896 r. A może jeszcze później? Jakże byłem rozczarowany, kiedy po dwóch dniach intensywnego wertowania stron internetowych serwisu Szukaj w Archiwach, ciągle nie znałem odpowiedzi kiedy i gdzie urodziła się moja Babka! Powoli zacząłem godzić się z tą beznadziejną sytuacją. Jednak z tyłu głowy cały czas towarzyszyło mi odczucie, ze może warto jeszcze raz zwrócić się w stronę uczucie rodziny Andrzeja Zakręta i jego żony Józefy z Cichoszów. Jeśli wierzyć metrykom z parafii Kraszewice to  17 marca 1895 roku urodziła się pierwsza córka Andrzeja Zakręta, której nadano  imię Stanisława /pisałem o tym trochę wyżej/. Następne dziecko w tej rodzinie pojawiło się dopiero 5 stycznia 1903 roku. Była to dziewczynka, którą nazwano... również Stanisława! Głowa mnie jednak nie przestanie boleć. Jak to możliwe, że pod jednym dachem mieszkają dwie siostry Stanisławy? Naprawdę nie wiem co o tym sądzić.
Akt urodzenia drugiej córki Andrzeja Zakręta, której dano na imię....również Stanisława! 5.01.1903 r.

Dzisiaj postanowiłem zakończyć ten etap swoich poszukiwań. Może kiedyś wrócę do Stanisławy Zakręt ale nie sądzę aby miało to nastąpić szybko.  Mam jednak kolejne wnioski. Pierwszy z nich sugeruje mi w dalszym ciągu wiązać urodziny mojej Prababki Stanisławy z rodziną Andrzeja Zakręta i jego żony Józefy z Cichoszów. Trudno  jest mi to racjonalnie wytłumaczyć. Powiedzmy, że mam przeczucie genealoga. Drugi wniosek, o którym jeszcze tu nie pisałem to prawdopodobieństwo, że Stanisława Zakręt faktycznie urodziła się 13 listopada 1894 roku ale na terenie innej parafii lub wręcz w innym kraju! Jeśli faktycznie przyszła na świat w 1894 roku to by oznaczało, że była nieślubnym dzieckiem Zofii Jabłońskiej. Zofia jako młoda, ale pełnoletnia dziewczyna mogła przecież przebywać w innym miejscu niż Mielcuchy. W końcu XIX w polscy mieszkańcy zaboru rosyjskiego i pruskiego bardzo często opuszczali swoje rodzinne miejscowości i emigrowali do Niemiec. Tam podejmowali pracę w uprzemysłowionych ośrodkach, pracując w fabrykach i kopalniach. Takie emigracje ze chlebem zdarzały się już w mojej rodzinie. Wystarczy, że wspomnę Walentego Bednarczyka z Dłużyny, który na krótko przed wybuchem I wojny światowej pracował z Niemczech na terenie Westfalii. Możliwe więc, że Zofia Jabłońska urodziła Stanisławę gdzieś poza rodzinnymi Mielcuchami. To mogłoby tłumaczyć powód dla którego w parafii Kraszewice nie było jej metryki urodzenia.





niedziela, 18 października 2015

O tym, który wkręcił pierwszą żarówkę.

Wiem, dawno niczego nie napisałem. Choć pora jak na niedzielę jeszcze wczesna, to spróbuję odwrócić ten niekorzystny trend. Dokładnie dwa lata temu w październiku 2013 roku pisałem tutaj o wysiłkach mieszkańców wsi Piotrowice w dążeniu do posiadania własnego gniazdka z prądem. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że nie popisałem się wyczuciem chronologii. Najpierw powinienem napisać coś o elektryfikacji wsi Dłużyna, która zakończyła się kilka lat wcześniej niż w Piotrowicach. Dzisiaj podświetlając sobie rozrzutnie klawiaturę, postaram się naprawić ten błąd. No tak, wszystko pięknie, tylko skąd zaczerpnąć wiedzę na ten temat? Z pomocą, już nie pierwszy raz przychodzi mi mój starszy kuzyn śp. Konrad Bednarczyk. To on w latach 90tych XX w. w swoim rodzinnym opracowaniu pt. "Nasz Dziadek" bardzo szczegółowo opisał starania mieszkańców Dłużyny do posiadania własnego prądu. Pierwszoplanową rolę w tym przedsięwzięciu grał mój pradziadek, Czesław Bednarczyk. Chodź w drugiej dekadzie lat 50 tych dobiegał siedemdziesiątki i z racji swojego wieku nie mógł być sołtysem, to nie porzucił roli społecznika. Mało tego. Jak pisze w swoim opracowaniu Konrad Bednarczyk "Z zachowanych dokumentów wynika, że to właśnie on [Czesław Bednarczyk] był najbardziej zaangażowany w starania o elektryfikację Dłużyny". Te zachowane dokumenty znajdowały się w teczce, która pozostała po moim pradziadku. Konrad Bednarczyk jeszcze w latach 90tych ubiegłego wieku miał do niej swobodny dostęp. Dzisiaj mogę tylko przypuszczać, że w teczce tej znajdowało się wiele innych ciekawych świadectw działalności Czesława Bednarczyka. Ale nie tylko. Wiadomo wszakże, że zawierała szereg wartościowych dokumentów źródłowych  dotyczących historii wsi Dłużyny a nawet powiatu kościańskiego datowanych na połowę XIX w.! Dzisiaj nikt już nie wie gdzie podziała się teczka mojego Pradziadka. Nikt też nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: co stało się z dokumentami, które stanowiły zawartość teczki. Chciałbym się mylić.

Wróćmy jednak do zasadniczego wątku. 10 maja 1957 roku  na zebraniu wiejskim uchwalono powstanie Komitetu Elektryfikacji wsi Dłużyna. Na przewodniczącego komitetu wybrano Czesława Bednarczyka. W dniu 5 listopada 1957 roku Czesław Bednarczyk wraz z dwoma innymi członkami Komitetu zawarł umowę kredytową z Bankiem Rolnym na kwotę 150 tys. zł. Pieniądze miały być przeznaczone na sfinansowanie całości zadania elektryfikacji Dłużyny. W dniu 17 stycznia 1958 roku członkowie Komitetu zawarli umowę z Zakładem Elektro-Instalacyjnym Stanisława Krawczyka ze Szczecina na wykonanie niezbędnych prac. 31 marca 1958 roku wystosowano pismo do Zarządu Elektryfikacji Rolnictwa z wnioskiem o dostawę odpowiedniego  transformatora. Na podstawie zachowanych przez Czesława Bednarczyka dokumentów wiemy, że 17 lipca 1958 roku Zarząd Elektryfikacji Rolnictwa w Warszawie zlecił Poznańskiemu Przedsiębiorstwu Elektryfikacji Rolnictwa sprzedaż transformatora Komitetowi Elektryfikacji Wsi Dłużyna z zastrzeżeniem, że wydanie go nie zahamuje robót planowych i nastąpi dopiero po uregulowaniu całkowitej należności. Od tego momentu półroczne starania i wysiłki mieszkańców wsi o dostęp do elektryczności zaczęły przynosić pożądane efekty.  21 września 1958 roku o godz. 14.30 Czesław Bednarczyk podpisał oświadczenie, że przyjmuje do wiadomości oddanie do użytku znajdującej się pod napięciem sieci. Należy dodać, że Komitet Elektryfikacji Rolnictwa zastrzegł sobie, że zgodnie z protokołem z dnia 10 maja 1957 roku bez jego zgody przez 5 lat Zakład Energetyczny nie podłączy do sieci tych, którzy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań wobec Komitetu. Pod tym zastrzeżeniem podpisało się 10 mieszkańców Dłużyny, w tym Czesław Bednarczyk. 

Na tym nie zakończyła się działalność Komitetu Elektryfikacji Wsi Dłużyna. Próbowano znaleźć dodatkowe środki na sfinansowanie kosztów elektryfikacji ale poza sektorem bankowym. W tej sprawie zwrócono się między innymi do Rolniczej Spółdzielni Mleczarskiej oraz do Powiatowego Związku GS. Ten ostatni odmówił wprost, tłumacząc się brakiem funduszy. Spółdzielnia Mleczarska stwierdziła, że trudno jej będzie coś "wysłupać" bo nikt z obywateli Dłużyny nie dostarcza do niej mleka ani nie jest jej członkiem. 

Źródło: Wikimedia.
Ostatnim aktem w elektryfikacji Dłużyny było oddanie do użytku oświetlenia ulicznego. Miało to miejsce w połowie maja 1959 roku. Mimo, że Czesław Bednarczyk za miesiąc miał obchodzić siedemdziesiąte urodziny, to właśnie on podpisał protokół odbioru tej nowo powstałej instalacji. 



Opracowałem na podstawie: Konrad Bednarczyk "Nasz Dziadek"