Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radomicko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radomicko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2026

Naukowiec z Radomicka

Podejrzewam, że mało kto w Radomicku wie, że z tej spokojnej wielkopolskiej wsi pochodził człowiek, który na początku XX wieku stał się jednym z najważniejszych antropologów Ameryki Południowej. Robert Lehmann‑Nitsche, urodzony 9 listopada 1872 roku w Radomicku, syn Adolfa Lehmanna i Idy Stephan, wyrósł na naukowca, którego nazwisko do dziś pojawia się w podręcznikach antropologii, etnologii i folklorystyki.

Jako młody człowiek zdobył dwa doktoraty – z filozofii i medycyny – po czym w wieku zaledwie 25 lat wyjechał do Argentyny. Tam objął kierownictwo Sekcji Antropologicznej w Museo de La Plata, jednym z najważniejszych muzeów na kontynencie. To tak, jakby dziś ktoś z Radomicka został dyrektorem działu badań w największym muzeum Ameryki Południowej.

Przez ponad 30 lat badał ludność rdzenną Patagonii, Chaco czy Ziemi Ognistej. Fotografował, mierzył, nagrywał ich języki i muzykę – tworząc jedną z pierwszych kolekcji nagrań etnograficznych na świecie. Między 1905 a 1909 zarejestrował około 250 fonogramów, które dziś są bezcennym świadectwem kultur, z których wiele już nie istnieje.

W muzeum uporządkował ogromne zbiory kości i czaszek, prowadząc pionierskie badania nad chorobami, trepanacjami i różnorodnością ludzką. Krytykował proste podziały rasowe, wprowadzając bardziej naukowe podejście – jak na swoje czasy był wyjątkowo nowoczesny.

Zajmował się także folklorem: zbierał pieśni, legendy, druki ulotne, a nawet humorystyczne i satyryczne teksty z życia codziennego. Tworzył mapy językowe i mitologiczne kontynentu, współpracując z dziesiątkami badaczy i informatorów.

Po powrocie do Niemiec w 1930 roku nadal publikował, aż do śmierci 9 kwietnia 1938 roku w Berlinie.

Robert Lehmann - Nitsche. ok. 1910 r.


poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Balbina Skorupińska z Radomierza

Balbina Skorupińska była młodszą siostra mojej praprababki Anastazji Bednarczyk. Urodziła się w Radomicku 31 marca 1879 r. w rodzinie Piotra Skorupińskiego i Cecylii z d. Gryca. Początki jej dorosłego życia były bardzo burzliwe i tragiczne. W wieku 19 lat wyszła za mąż za Tomasza Praissa, 24 letniego młodzieńca z Perkowa pod Przemętem (ślub w 1898). Świadkiem na ich ślubie był Szczepan Bednarczyk - szwagier Balbiny. Młodzi zamieszkali w Perkowie. 26 stycznia 1900 roku na świat przyszła Maria, ich jedyne dziecko, bowiem Tomasz zmarł po niespełna 3 tygodniach od urodzenia córki (16 lutego 1900 r.) Niesamowite w tej historii są zbiegi okoliczności, które towarzyszyły Balbinie. Wyobraźcie sobie, że jeszcze tego samego roku tj. 31 lipca Balbina wyszła za mąż za wdowca z Radomierza - Kazimierza....Skorupińskiego. Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Mężczyzna ten nosił nazwisko dokładnie takie samo jak nazwisko panieńskie Balbiny. Od razu rodzi się pytanie o stopień pokrewieństwa tej pary. Pewnie w którymś pokoleniu mieli wspólnego przodka ale w świetle prawa nie stanowiło to przeszkody do zawarcia związku małżeńskiego. Teraz kolejny niesamowity zbieg okoliczności: jak pisałem Kazimierz był wdowcem. Jego pierwsza żona Franciszka z d. Flieger zmarła 5 dni po śmierci pierwszego męża Balbiny Tomasza tj w dniu 22 lutego 1900 r.! Po ślubie Balbina z córką Marią i Kazimierzem zamieszkali w Radomierzu. Spokojne życie nie trwało długo bowiem 21 listopada 1901 roku zmarła nagle mała Maria. Kazimierz i Balbina Skorupińscy mieli 5 córek i dwoje synów: Marta, Franciszka, Cecylia, Maria, Agnieszka, Roman i Stanisław.

Z narodzinami Romana (6 luty 1907 r) wiąże się ciekawa historia. Otóż ojciec chłopca zgłosił urzędnikowi stanu cywilnego narodziny syna w dniu 8 lutego 1907 r. Podczas tej urzędowej i mogłoby się wydawać formalnej wizyty doszło do spięcia między Kazimierzem Skorupińskim a niemieckim pracownikiem urzędu, który zapisał w akcie urodzenia Romana nazwisko matki jako "Skorupinski". Próbował zapisać żeńskie nazwisko kończące się na -ska w męskiej/pruskiej formie - ski. W pewnym sensie zniemczył w ten sposób jej nazwisko, co było w owym czasie dość powszechnym zabiegiem. Kazimierz sprzeciwił się temu kategorycznie, żądając od Niemca sprostowania nazwiska żony na "Skorupińska" Argumentował, że żona jest Polką i jej nazwisko powinno pisać się jako "Skorupińska" Urzędnik jak łatwo się domyślić, odmówił. Wówczas Kazimierz w akcie protestu odmówił podpisania aktu urodzenia syna! Był to bardzo odważny sprzeciw, który mógł skończyć się dla Kazimierza poważnymi konsekwencjami. Świadczył też o wielkiej odwadze mężczyzny i świadomości bycia Polakiem. Roman Skorupiński zmarł w Radomierzu 1 sierpnia 1986 r.


Dopisek niemieckiego urzędnika stanu cywilnego o odmowie podpisania aktu urodzenia syna Romana przez ojca Kazimierza Skorupińskiego. Przemęt 8 luty 1907 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie. 

Rodzina Balbiny Skorupińskiej



środa, 8 kwietnia 2026

Wrzawa o gościniec w Radomicku cz. III

AKT II. Wersja gościnnego Szczepana Stępczaka

Właściciel gościńca w Radomicku Szczepan Stępczak stawił się u starosty powiatu śmigielskiego Józefa Kopczyńskiego  w dniu 28 grudnia 1921 roku. Na wstępie oznajmił, że urodził się w Grotnikach 31 lipca 1873 roku. Jego żoną jest Anna ze Skorupińskich, którą poślubił w 1895 roku. Jest ojcem dziewięciorga dzieci. Jeden z jego synów zginął służąc w wojsku polskim na wojnie z bolszewikami. Pytany o to czy był karany przyznał, że we wczesnej młodości spędził 6 miesięcy w więzieniu za cyt: "gwałtowność przy bydlęciu". Do Radomicka przeniósł się z Wijewa. 

Na wstępie Szczepan Stępczak odpowiadał na pytania dotyczące listu jaki został wysłany z Radomicka do niejakiego Franciszka Sobolewskiego z Poznania.   Stępczak odciął się od pomysłu, że mógł być autorem owego listu. Stwierdził jedynie, że napisał go osobiście sołtys Bednarczyk lecz za przyzwoleniem Stępczaka. List zawierał prośbę o pomoc w rozwiązaniu "kwestii księdza Franciszka Roepke". Mówiąc wprost: autorzy listu domagali się usunięcia proboszcza z administrowania parafią w Radomicku. Kim był Franciszek Sobolewski? To największa zagadka tej historii. Nie udało mi się ustalić, dlaczego Stępczak i Bednarczyk zwracali się ze swoją nietypową prośbą właśnie do niego. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że Franciszek Sobolewski był bratem Michaliny Bednarczyk, żony brata Szczepana Bednarczyka - Michała. Sobolewski spotkał się z Bednarczykiem i Stępczakiem w gościńcu Stępczaka w 1919 roku po pogrzebie Michaliny. Podczas tego spotkania poruszano sprawę konfliktu Stępczaka z księdzem Roepke, dotyczącym gościńca. Stępczak żalił się Sobolewskiemu, że proboszcz zarzuca mu rzekome złośliwe urządzanie hucznych zabaw w swoim lokalu a także organizowanie podczas niedzielnych mszy ćwiczeń organizacji sokolskiej. Franciszek Sobolewski wysłuchał tych skarg i obiecał pomóc. Zostawił nawet swój adres aby w razie zaostrzenia konfliktu powiadomić go o tym listownie. List został wysłany przez sołtysa Bednarczyka 21 lutego 1921 roku. 

Franciszek Sobolewski to postać tragiczna. Urodził się w Morownicy w 1875 roku w rodzinie gospodarzy Ignacego i Julianny z Kasperskich. Był uczestnikiem Powstania Wielkopolskiego pseudonim "Ślepowron". Odznaczony Medalem Niepodległości. Był jednym z wnioskodawców powstania Związku Weteranów Powstań Narodowych RP 1914-1919. członek Zarządu Głównego tej organizacji, pełniącym funkcję ławnika, członek koła Jeżyce oraz jego prezes w 1933 r. Pracował jako urzędnik ministerialny (możliwe, że miał coś wspólnego z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Ministerstwo to odpowiadało między innymi za stosunki między Państwem a Kościołem).  W czasie niemieckiej okupacji pracował jako księgowy. W 1940 roku wraz z rodziną został wysiedlony do Generalnej Guberni do Krakowa. W marcu 1941 roku trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen (koło Oranienburga w Niemczech). Numer obozowy: 037079. W czasie pobytu w obozie kilkukrotnie przebywał w budynku szpitalnym. Według archiwów obozowych zmarł na czerwonkę w dniu 24.10.1942 roku.    

Wróćmy do gościnnego Stępczaka. 

Właściciel gościńca w Radomicku kategorycznie zaprzeczył jakoby na przekór księdzu  demoralizował młodzież, urządzając huczne zabawy w swojej restauracji. Wyjaśnił również dlaczego jego syn nie chciał chodzić na nauki do księdza (prawdopodobnie chodziło o naukę przed sakramentem I Komunii Św.) Stępczak stwierdził, że chłopak nie mógł uczestniczyć w nauce ponieważ pomagał w czasie choroby ojca w gospodarstwie. Aby usprawiedliwić syna posłał do księdza córkę, ale ksiądz nie uwierzył w te tłumaczenia. Zapowiedział, że ukarze krnąbrnego chłopaka. 

W swoim wystąpieniu przed starostą Kopczyńskim właściciel gościńca nieprzychylnie wypowiadał się na temat postawy ks. Franciszka Roepke wobec Polaków, polskiego rządu i polskich urzędników. Swoje krytyczne uwagi wobec Naczelnika Państwa (J. Piłsudski) miał wyrażać wprost z ambony radomickiego kościoła. Stępczakowi nie podobało się, że ksiądz proboszcz w swoim kazaniu krytykował polskich królów. Opowiadał między innymi o tym, że król Kazimierz Wielki zlecił utopić jednego z księży katolickich (zapewne chodzi tu o przekaz Jana Długosza, w którym król Kazimierz Wielki miał dopuścić się zlecenia zamordowania księdza Baryczki przez utopienie go w Wiśle). Dla porządku należy dodać, że Szczepan Stępczak również figuruje na listach Powstańców Wielkopolskich. 

W tym budynku ponad 100 lat temu znajdowała się gospoda Zgaińskiego. Żródło: https://www.google.com/maps/place/Radomicko 

Zdjęcie z dawnej pocztówki. Przedstawia gospodę Zgaińskiego w Radomicku. Pocz. XX w.


CDN


Źródła z których korzystałem: 

Akta Starostwa Powiatowego w Śmiglu 1919-1932. Archiwum Państwowe w Lesznie. 






piątek, 3 kwietnia 2026

Wrzawa o gościniec w Radomicku cz. II

W tej opowieści pierwsze skrzypce grają emocje, ludzka pokręcona natura, zawiść, zazdrość i chęć dominacji. Znamy to dobrze z naszych polskich podwórek. Pomimo tego, że od wydarzeń które miały miejsce w Radomicku minął już cały wiek, nie będę recenzentem zachowań ich uczestników. Zrobię to co należy do genealoga: przedstawię fakty, dokładnie to co znalazłem w dokumentach archiwalnych, dotyczących sprawy gościńca  i wzajemnej niechęci  tutejszego sołtysa (Szczepan Bednarczyk) i proboszcza (ks. Franciszek Roepke)

Wrzawa, o której mowa w tytule, szybko wymknęła się spod kontroli. Nie mogli jej lekceważyć ani starosta śmigielski Józef Kopczyński ani wojewoda wielkopolski Witold Celichowski. Panowie zaczęli przerzucać się pismami, w których wojewoda żądał wyjaśnień. Niepokoił się konfliktem, w którego centrum byli powszechnie znany i przez wielu szanowany proboszcz radomickiej Parafii i wieloletni sołtys tej wsi. W tym celu wojewoda Celichowski wydał polecenie gruntownego zbadania sprawy i przesłania mu pisemnych wyjaśnień każdej ze stron konfliktu. Jest niemal pewne, że wzajemna niechęć Bednarczyka i proboszcza rozpoczęła się kilka lat wcześniej a obecna sprawa jest tylko kolejnym jej przejawem.  

AKT I. Wersja Szczepana Bednarczyka

Sołtys Radomicka stawił się u starosty powiatu śmigielskiego Józefa Kopczyńskiego  w Sylwestra 31 grudnia 1921 roku. Na wstępie podał do protokołu swoje dane personalne dotyczące: sprawowanej funkcji (sołtys), wieku (63 lata), stanu cywilnego (żonaty z Anastazją z d. Skorupińską) posiadanej liczby dzieci na utrzymaniu (10), wyznaniu (katolik) oraz o karalności (nie był karany). Szczepan Bednarczyk oświadczył, że nieprawdą jest jakoby od samego początku znajomości z księdzem Franciszkiem Roepke (ten przybył do parafii Radomicko w 1901 r jako administrator a proboszczem został w 1904 r) miał jakieś zatargi. Przeciwnie, w pierwszych latach działalności księdza pomagał mu na probostwie, w pracach gospodarskich oraz naprawiał księdzu różne narzędzia i przedmioty. Z sąsiadem Hoffmannem mieli postawić bezpłatnie krzyż na tutejszym cmentarzu. Przez pierwsze lata znajomości sołtys Bednarczyk chodził regularnie spowiadać się do księdza Roepke. Bednarczyk oznajmił, że nieporozumienia między nim a proboszczem rozpoczęły się po tym, jak ten drugi (rzekomo) ograniczył ilość mszy z kazaniem w języku polskim. Miały też być dużo krótsze niż te głoszone w języku niemieckim. Bednarczyk przyznał, że we wsi obawiano się takich działań ze strony nowego księdza noszącym niemieckie nazwisko i z obawą tą podzielono się z proboszczem sąsiedniej parafii w Górce Duchownej, tj z księdzem Józefem Krótkim (1847-1920). Ks. Krótki nie podzielał tej obawy. Sołtys Bednarczyk stwierdził, że jednak stało się inaczej. Tak właśnie miał rozpocząć się ten konflikt. A później było już "z górki" 

Najpierw powstały zatargi przy wyborach nowego Dozoru Kościelnego przy parafii radomickiej (dozory kościelne przed wojną zrzeszały mieszkańców danej parafii, którzy zarządzali majątkiem ich kościoła). Wybory, których inicjatorem miał być Szczepan Bednarczyk miały symbolizować niezadowolenie i sprzeciw wobec działań nowego proboszcza. Sołtys przyznał bez ogródek, że to był kolejny powód do sporu pomiędzy nim a księdzem Roepke. 

Bednarczyk wspomniał, że jego rodzinę nie ominęły zatargi typowo sąsiedzkie. Gospodarstwo Bednarczyków graniczyło bowiem z plebanią i  to już było dostatecznym powodem do ciągłych sprzeczek między sąsiadami. 

Sołtys Radomicka zwierzył się staroście śmigielskiemu o pewnym wydarzeniu z czasów I wojny światowej, kiedy to razu pewnego miał przybyć do Radomicka oddział żołnierzy niemieckich na koniach. On jako sołtys musiał ich rozmieścić na kwaterach. Mieszkańcy niechętnie przyjmowali pod swój dach takich gości. Jednak do domu sołtysa zapukała siostra księdza proboszcza, która oznajmiła, że ksiądz chętnie przyjmie niemieckich żołnierzy pod swój dach. I tak też się miało stać. Lecz kiedy wybuchło Powstanie Wielkopolskie to według Szczepana Bednarczyka ks. Roepke cyt:"...nie tylko żadnej zachęty dla sprawy Polski lecz przeciwnie, na każdym kroku przeszkody..." Np. miał odwodzić mieszkańców wsi od udziału w Powstaniu i zarzucał im, że aktywnie wspomagają Powstańców. Bednarczyk na koniec swojego zeznania, stwierdził że w dniu 3 maja 1919 roku, kiedy cały naród świętował rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja to ksiądz Roepke odprawić miał tylko cichą mszę św. ponieważ nie miał nakazu od władz duchownych na jej uroczyste celebrowanie. 

KURTYNA

Jest w tej sprawie jeszcze jeden ciekawy wątek. Szczepan Bednarczyk w kontekście sporu o gościniec wspomina o liście do Franciszka Sobolewskiego z Poznania. Człowiek ten był szwagrem brata sołtysa - Michała. Mężczyźni spotkali się w karczmie Stępczaka w dniu pogrzebu Michaliny Sobolewskiej - bratowej Szczepana Bednarczyka....Ale o tym później. 

CDN

Podpis Bednarczyka pod zeznaniem 


Źródła z których korzystałem: 

Akta Starostwa Powiatowego w Śmiglu 1919-1932. Archiwum Państwowe w Lesznie. 



czwartek, 5 marca 2026

Wrzawa o gościniec w Radomicku cz. I

W lipcu 2015 w poście pt" O tym, jak to między sołtysem, młynarzem a plebanem bywało"  pisałem o konflikcie jaki rozgorzał w 2026 roku pomiędzy moim prapradziadkiem Szczepanem Bednarczykiem (1857-1935) a proboszczem parafii w Radomicku ks. Franciszkiem Roepke (1868-1938). W Archiwum Państwowym w Lesznie znajdują się archiwalne dokumenty dotyczące spraw prowadzonych w Starostwie Powiatowym w Śmiglu za lata 1919-1932. Wśród tych spraw natrafiłem ponownie na bardzo dobrze udokumentowany konflikt, którego stroną byli ks. Franciszek Roepke i niektórzy mieszkańcy Radomicka. Analizując dokumenty doszedłem do wniosku, że osobą reprezentującą mieszkańców wsi był ich wieloletni sołtys (sołtysował w latach 1896-1935) Szczepan Bednarczyk.  Czymże był ów spór?


Szczepan Bednarczyk (1857-1935)

Spór, według Wielkiego Słownika Języka Polskiego, to sytuacja, w której co najmniej dwie osoby lub grupy wyrażają odmienne opinie na jakiś temat i nie chcą zaakceptować opinii przeciwników. O co więc sprzeczali się Szczepan Bednarczyk i ks. Franciszek Roepke? Zanim to wyjaśnię, muszę zaznaczyć, że będę pisał jedynie o rzeczach, które znajdują się we wspomnianym na początku Archiwum. Moim celem jest poznanie prawdy o wzajemnych relacjach pomiędzy uczestnikami tego sporu a w zasadzie o stosunkach panujących we wsi Radomicko w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości. Wiadomo, że po podpisaniu Traktatu Wersalskiego w dniu 28 czerwca 1919 roku Radomicko oficjalnie znalazło się w granicach odrodzonej Polski. Piszę o tym dlatego, ponieważ miało to kolosalne znaczenie dla mieszkańców tej wielkopolskiej wsi. Od pokoleń byli poddanymi cesarza Niemieckiego. Trzeba sobie uzmysłowić, że nikt z ówczesnych mieszkańców Radomicka nigdy nie żył w wolnym państwie polskim. Wielkopolska znalazła się pod panowaniem Prus po II rozbiorze tj od 1792 roku. Odzyskanie więc niepodległości w 1919 r było dla nich niezwykle ważnym i doniosłym przeżyciem. I na tym tle zaczęły do głosu dochodzić antagonizmy pomiędzy Polskimi a Niemieckimi mieszkańcami. Zaczęto głośno mówić o sprawach, które do tej pory były ukrywane, przemilczane.  Sąsiad zaczął bacznie przyglądać się sąsiadowi. Wyrzucano sobie błędy i niewłaściwe i niegodne prawdziwych Polaków postępowania w czasach pruskich rządów. 

Franciszek Roepke (1868-1938) Żródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/

Wszystko rozpoczęło się w 1921 roku najprawdopodobniej z inicjatywy ks. proboszcza Franciszka Roepke. Przełożony tutejszej parafii upomniał się głośno o budynek wraz z ziemią, pełniący wówczas funkcję gościńca. Zarzucał właścicielowi  Szczepanowi Stępczakowi, że ten prowadzi biznes nie zważając na powagę znajdującego się niedaleko kościoła pod wezwaniem  Św. Jana Chrzciciela oraz w bezpośredniej bliskości budynku szkoły. Z tej przyczyny restauracja powinna być zamknięta a najlepiej zlikwidowana. Drugi powód do likwidacji tej placówki gastronomicznej to fakt, że w owym czasie kilkadziesiąt metrów dalej funkcjonował inny gościniec, który z powodzeniem zaspokoiłby potrzeby mieszkańców Radomicka. Zwolennicy ks. Roepke uważali że działanie obu restauracji jest nieracjonalne i nieekonomiczne dla ich właścicieli. To z tego powodu p. Stępczak aby poprawić zasobność portfela rzekomo miał urządzać w swoim gościńcu huczne i mocno zakrapiane zabawy, demoralizujące tutejszą młodzież. Ciekawa jest historia  gościńca p. Stępczaka. Podobno został wybudowany przez Niemców (władze niemieckie?) w odpowiedzi na opór jaki napotkali ze strony polskich mieszkańców wsi, którzy uniemożliwili wykupienie przez Niemców polskiego gościńca, właśnie tego, który znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej. W opinii ks. Franciszka Roepke p. Stępczak w ogóle nie nadawał się na restauratora. Należało go z  tej posiadłości wysiedlić wraz z całą rodziną. Docelowo budynek gościńca miał być przebudowany w taki sposób aby służył parafii radomickiej. Miały się w nim znaleźć dwa gościnne mieszkania, oraz salka, w której odbywały by się zebrania organizacji i stowarzyszeń kościelnych, oświatowych a także nauki przygotowujące do przyjęcia sakramentów.  

Jak można się łatwo domyśleć pomysł ten nie przypadł do gustu rodzinie Stępczaków. We wsi zawrzało. 

Co z tą sytuacją miał wspólnego Szczepan Bednarczyk? Jako sołtys wsi, postanowił wypowiedzieć się w tej sprawie. Od początku był do niej negatywnie nastawiony. Stanął po stronie Stępczaka. Wrzawa, która wybuchła szybko wymknęła się spod kontroli. Nie mogli jej lekceważyć ani starosta śmigielski Józef Kopczyński ani wojewoda wielkopolski Witold Celichowski. Panowie zaczęli przerzucać się pismami, w których wojewoda żądał wyjaśnień. Niepokoił się konfliktem, w którego centrum był powszechnie znany i przez wielu szanowany proboszcz radomickiej Parafii i wieloletni sołtys - urzędnik samorządowy. W tym celu wojewoda Celichowski wydał polecenie gruntownego zbadania sprawy i przesłania mu pisemnych wyjaśnień każdej ze stron konfliktu. Jest niemal pewne, że wzajemna niechęć Bednarczyka i proboszcza rozpoczęła się kilka lat wcześniej a obecna sprawa jest tylko kolejnym jej przejawem.  

CDN.



poniedziałek, 16 lutego 2026

Postępowanie spadkowe Bednarczyków z Radomicka

W 1873 roku w Radomicku zmarł mój praprapradziadek Antoni Bednarczyk (ur. ok 1780 r). Naturalnym spadkobiercą po nim został najstarszy z synów Antoniego - mój prapradziadek Walenty Bednarczyk (1812-1900). 13 maja 1873 roku Walenty zawarł ugodę przed sądem zapewne z pozostałymi spadkobiercami po Antonim (zmarły miał 6 żyjących dzieci), w której zobowiązał się do zapewnienia swojej matce Reginie Bednarczyk, z domu Kasperskiej, dożywotniej opieki tj. dachu nad głową, wyżywienia oraz opieki, aż do jej śmierci. Ponadto w księdze wieczystej zapisano, że przejętej po zmarłym ojcu nieruchomości nie można było sprzedać bez zgody dożywotniczki (Reginy) lub bez przejęcia obowiązku opieki przez innego nowego nabywcę. 

Minęło 10 lat...

7 listopada 1883 roku ten sam Walenty Bednarczyk stawił się  u notariusza Teodora Geisslera w Śmiglu w towarzystwie swoich dwóch synów: starszego Andrzeja (1845-1894) i młodszego Michała (1851-1901). Podczas tej urzędowej wizyty bracia zawarli kontrakt kupna, którego przedmiotem była parcela o powierzchni 0,32 ha. Kupującym był starszy z nich Andrzej Bednarczyk, sprzedającym - Michał Bednarczyk. Ich ojciec występował tu jako dożywotnik tj. w dokładnie takiej samej roli jak przed laty jego matka Regina z Kasperskich. Andrzej Bednarczyk nabył majątek od brata za kwotę 270 marek i zobowiązał się do dożywotniego utrzymywania swojego ojca Walentego.  Co ważne nieruchomość była obciążona rentą, którą płacił jeszcze Antoni Bednarczyk po tym jak w wyniku uwłaszczenia stał się prawnym właścicielem swojej ziemi i domu. Co prawda przestał być chłopem pańszczyźnianym, ale nie ma nic za darmo. Musiał płacić specjalną rentę do tzw banku rentowego, która przechodziła z pokolenia na pokolenie i została spłacona ostatecznie dopiero na początku XX w. Ale o tym później.  

Fragment umowy kupna działki o pow 0,32ha spisany między braćmi Michałem a Andrzejem Bednarczykami. Śmigiel 1883. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.


Andrzej Bednarczyk nabywając majątek od młodszego brata Michała wraz z obowiązkiem dożywotniego utrzymywania swojego ojca Walentego, musiał spłacić pozostałe swoje rodzeństwo. I tak zobowiązał się do:

  • zapłacenia 900 marek mojemu pradziadkowi Szczepanowi Bednarczykowi (ojcu Czesława Bednarczyka) 
  • zapłacenia siostrze Michalinie - 900 marek. 
  • zapłacenia 15 marek na zakup świni swojej siostrze Mariannie (po mężu Zugehoer)                                                                                                   
Mówiąc prościej: Andrzej Bednarczyk, przejmując ziemię, stawał się dłużnikiem swojego rodzeństwa. Musiał im wypłacić należną część spadku po dziadku Antonim. 

Andrzej Bednarczyk stał się pełnoprawnym gospodarzem, ale z ogromnym "plecakiem" finansowym. Musiał nie tylko utrzymać siebie i żonę Mariannę z domu Zugehoer (z niewielkiego areału, bo te 0,32 ha to było raczej niewielkie gospodarstwo może z przyległym ogrodem), ale także systematycznie spłacać liczne rodzeństwo. To wyjaśnia, dlaczego w dokumentach figuruje jako "robotnik" – prawdopodobnie dorabiał poza własnym gruntem, by sprostać tym zobowiązaniom. 

Minęło kolejnych 11 lat...

Andrzej Bednarczyk zmarł przedwcześnie w styczniu 1894 w wieku 49 lat. 26 lutego 1894 roku w Królewskim Sądzie Rejonowym w Śmiglu stawiła się owdowiała żona Andrzeja Marianna z d. Zugehoer aby dopełnić spraw spadkowych. 

Protokół z rozprawy w sprawie opiekuńczej (spadkowej) po zmarłym mężu Marianny Bednarczyk. Śmigiel 1894 r Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.


Śmigiel, dnia 21 lutego 1894 r

W sprawie opiekuńczej po śmierci Andrzeja Bednarczyka stawiła się wdowa Marianna Bednarczyk z domu Zugehoer  z Radomicka, wyznania katolickiego, władająca jedynie językiem polskim, w związku z czym rozprawiano z nią jedynie w tym języku. Osoba ta posiada zdolność do czynności prawnych a jej tożsamość została prawidłowo zweryfikowana. Osoba zobowiązuje się do rzetelnego i sumiennego sprawowania opieki w miejsce dotychczasowego opiekuna (w domyśle Andrzeja Bednarczyka) nad niżej wymienionymi dziećmi: Franciszkiem, Michaliną, Józefem, Katarzyną i Janem. Wyżej wymieniony jej mąż zmarł w dniu 2 lutego 1894 roku w Radomicku i żył z nią we wspólnocie majątkowej. Nie sporządził testamentu. Marianna Bednarczyk zapewnia pod przysięgą, że poza wymienionymi pięciorgiem dzieci nie są jej znani żadni inni spadkobiercy jej zmarłego męża, Andrzeja Bednarczyka, ani nie wie o żadnym rozporządzeniu na wypadek śmierci, które by po sobie pozostawił. Wnosi o: wydanie zaświadczenia o dziedziczeniu z wpisaniem do ksiąg wieczystych wsi Radomicko (nr 66 i 68) oraz o wpisanie jej i jej dzieci jako jedynych właścicieli. Przeczytano i podpisano. 


Dokument jaki otrzymała Marianna Bednarczyk (dla celów spadkowych) potwierdzający jedyną prawną opiekę nad dziećmi. Śmigiel 1894. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie

Wdowa Marianna Bednarczyk  z domu Zugehoer, katoliczka, zostaje niniejszym ustanowiona opiekunem dla swoich dzieci z małżeństwa ze zmarłym w dniu 2 lutego 1894 roku chałupnikiem Andrzejem Bednarczykiem o imionach:

Franciszek  urodzony 24 marca 1877 r.

Michał urodzony 12 września 1879 r.

Józefa urodzona 14 marca 1882 r.

Katarzyna urodzona 24 października 1884 r.

Jan urodzony 7 lipca 1887 r.

Marianna Bednarczyk został pouczona przez urzędnika, że od teraz spoczywa na niej obowiązek troski o swoje dzieci oraz ich sprawy majątkowe, a także o niezbędne reprezentowanie ich interesów. Została zobowiązana o informowaniu o każdej zmianie miejsca zamieszkania podopiecznych (dzieci). Kobieta dowiedziała się, ze na wypadek ponownego zamążpójścia powinna zgłosić ten fakt Królewskiemu Sądowi Rejonowemu w Śmiglu. 

Pisałem na początku, że posiadłość Antoniego Bednarczyka a następnie jego spadkobierców tj. Walentego, Michała, Andrzeja i na końcu Marianny Bednarczyk była obciążona rentą, która stanowiła swoistą formę zadośćuczynienia dla dworu za to, że chłopi mogli wykupić się z pańszczyzny, często za pośrednictwem państwowych instytucji finansowych, takich jak banki rentowe. Wpłaty miały formę renty pieniężnej, która mogła być rozłożona na długie lata (np. 20 lat lub dłużej), a spłacenie jej w całości dawało pełne prawo własności. 

Marianna Bednarczyk ostatnią ratę renty wpłaciła do Banku Rentowego z siedzibą we Wrocławiu wpłaciła dopiero w 1 lipca 1915 roku. Było to 7 marek i 47 fenigów. (Całość renty wynosiła 34 marki i 30 fenigów). Kwota ta została zaksięgowana w Królewskiej Kasie Banku Rentowego pod numerem dziennika 761 i na stronie 44. 


Potwierdzenie spłaty ostatniej raty renty (wykupu) do kasy banku rentowego we Wrocławiu. 1 lipca 1915 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.  







czwartek, 17 lipca 2025

Szczepan Bednarczyk zabiega o "kocie łby" Radomicko 1928

 

Wakacje w pełni. Odwiedzając różne miejsca  możemy natrafić na zabytki techniki znajdujące się pod naszymi stopami czy bardziej kołami aut lub rowerów. Jednak nie są to kanały czy mosty. Chodzi o drogi z kamienia polnego potocznie zwane „kocimi łbami”. A dlaczego kocie łby a czemu nie psie?  Według językoznawcy dr. Artura Czesaka "kocie łby" to związek frazeologiczny odnoszący się do dawnych dróg brukowanych. Bruk to oczywiście germanizm. Kamienie wykorzystywane do brukowania dróg wiejskich przypominają swoją gładką powierzchnią kocią główkę. Pojęcie to nie zostało wymyślone w Polsce a w Niemczech. Używane jest tam pojęcie „katzenkopfplaster” czyli głowa kocia. Czesi również pod wpływem niemieckim mają „kocici hlavy”.(Źródło: https://pojezierze24.pl)

Mój prapradziadek Szczepan Bednarczyk (1857-1935) był prawdziwie oddanym synem Ziemi Radomickiej. Czy znacie kogoś kto przez 39 lat nieprzerwanie pełnił funkcję sołtysa w Radomicku? Nie dość tego! Tą funkcję pełnił w dwóch Polskach: tej zniewolonej, będącej pod zaborczym butem Prus i tej, która  odzyskała niepodległość w 1918 r. Sołtysował nawet wówczas, gdy zmagał się z ciężką chorobą, która w końcu przyniosła mu śmierć w dniu 30 sierpnia 1935 r.

Szczepan Bednarczyk (1857-1935)

W latach 20tych XX w Radomicko zmagało się z problemem fatalnej jakości drogi biegnącej przez wieś. Droga na całej jej długości była piaszczysta i dziurawa. W czasie ulew i zimowych roztopów zamieniała się w bagnistą rzekę, Mieszkańcy ślizgali się na niej jak na lodowisku. Z pewnością nie jeden skręcił na niej nogę lub powybijał zęby.  Coś trzeba było w końcu z tym zrobić, tym bardziej że mieszkańcy Radomicka od dawna wiercili sołtysowi dziurę w brzuchu. Przeglądając dokumentację Rady Gminy Radomicko (Radomicko było w tamtych czasach gminą) natknąłem się na notatkę z 3 czerwca 1928 roku. Zapisano w niej, zapewne ręką mojego prapradziadka Szczepana Bednarczyka, że w tym dniu przez kurendę sołtys Bednarczyk zwołał wszystkich członków Rady Gminy Radomicko na zebranie wiejskie zaraz po mszy świętej. 

Kurenda odnosi się do zebrania wiejskiego zorganizowanego przez sołtysa. "Kurenda" to określenie potoczne, nawiązujące do formy obwieszczenia, ogłoszenia lub pisma, które sołtys wykorzystuje do poinformowania mieszkańców o zebraniu. W praktyce, kurenda jest zazwyczaj formą pisemnego zawiadomienia o terminie, miejscu i celu zebrania wiejskiego

Na zebraniu obecnych było 30 mieszkańców wsi. Wśród nich widzimy gospodarzy o takich nazwiskach jak: Dolata, Skorupiński,Adamski, Stachowiak, Szymanowski, Ratajczak, Danek, Nowak, Ciesielski, Moszak, Golec, Majorek, Markiewicz, Sieracki, Borowczak, Tomaszewski, Kostrowski itd.  Zebraniu przewodniczył Szczepan Bednarczyk. Zanotował, że wszyscy mieszkańcy wsi, jednogłośnie opowiadają się za nową brukowaną drogą przez wieś. Nie zgadzają się jednak na propozycję starosty  aby gminę obarczać obowiązkiem zwiezienia kamieni, niezbędnych do brukowania drogi. Gmina zadeklarowała swoją pomoc co najwyżej do zwiezienia  piasku i kamieni ale z odległości nie większej niż 7-8 km od Radomicka. Mieszkańcy wsi zobowiązali swojego sołtysa aby odpis z tego zebrania przesłał do Powiatu w Śmiglu.  

Tekst odpisu sporządzonego przez Szczepana Bednarczyka zamieściłem poniżej. Starałem się zachować oryginalną składnie, jaką posługiwał się mój prapradziadek. Niektórych wyrazów nie udało mi się rozczytać. Są też  zwroty nie mające większego sensu ale proszę pamiętać, że jesteśmy w 1928 roku. 

Fragment odpisu zakończony własnoręcznym podpisem Szczepana Bednarczyka. Źródło: Archiwum  Państwowe w Lesznie.

   ODPIS

Radomicko dnia 3 czerwca 1928

WYDZIAŁ POWIATOWY w Śmiglu

W niedzielę 23 czerwca 1928 odbyło się zwołane przez kurende na urzędzie sołeckim zebranie wszystkich członków (posiedzicieli) tutejszy gminy na które z 52 członków stawiło się 30 członków w sprawie obmówienia tyczący się bruku przez wioskę.  

Po przedstawieniu sprawy i propozycy Pana Starosty przez sołtysa, że gmina ma dostawić kamienie i piasek potrzebny do brukowania wymówili się wszyscy za brukiem że jest bardzo potrzebny i pragnęli by mocno tego. Nie byłby bruk tak mocno potrzebny dla gminy jak [...] dla całego powiatu a leszczyńskiego i kościańskiego, którzy tutaj z drzewem przyjeżdżają muszą i nam naszą ulicę wiejską,  przez ciężkie ładunki, którzy by byli przede wszystkim mocno wdzięczni  bo nie potrzebowaliby tak bydła mordować. Dla naszy kominikacji ile my jezdamy nie [...] tak jak to nieraz ta ulica wygląda ale nam obcy popsują. Gmina zebranie wymówiła się z chęcią za pomocą przy budowaniu bruku o ile by była w stanie. Gmina wymówiła się za zwiezieniem kamieni o ile by kamienie nie byli dali od tego 7-8 kilometrów zakupionych przez powiat i dostarczyć potrzebnego piasku z własnych piasków. Zatem gmina zebranie prość pokornie Pana Starostę o przyczynienie się za gminą co do bruku żeby zbyt wielkich ciężarów nie zostało włożono w gminę, która przecież jest powszechnie znana że jest biedna składająca się przeważnie z samych posiedzicieli, gleba licha przeważnie 7-8 klasa ziemi , a przy tem jeszcze bardzo [...] zwierzynę która sie w tutejszych państwowych lasach utrzymuje. Gmina nasza płaci rok w rok podatek powiatowy a nie ma (pamiętnika?) żeby gmina na drogi od powiatu co dostała (jeszcze nie potrzebowała) obecnie jest co prawda zmuszona bo każdy przyznać musi że jest wielka potrzeba zeby był bruk. Mając nadzieję że powiat zaczyni naszem prożką.

Z polecenia zebranych członków gminy

Bednarczyk (podpis odręczny) 


Wielkopolanin numer z dnia 7 września 1935 r.

  

Informacja o ogłoszonym przetargu na brukowanie drogi w Radomicku. Źródło: Rynek Metalowy i Maszynowy Nr18 z 4 maja 1929 r. 
 

 

 

 

 

środa, 28 maja 2025

Skorupińscy z Radomicka cz. II

Jakiś czas temu przypomniałem o historii rodziny Jana i Marty Skorupińskich z Radomicka : Skorupińscy z Radomicka cz. I Jan Skorupiński był młodszym bratem mojej praprababki Anastazji Bednarczyk. Podobnie jak Anastazja urodził się w Zaborowie w ówczesnym powiecie babimojskim 9 lipca 1871 roku w rodzinie Piotra Skorupińskiego i Cecylii z d. Gryca. Skorupińscy z nieznanego mi powodu przenieśli się do Radomicka najpóźniej w 1877 roku. Jan i Anastazja byli więc jeszcze dziećmi. Jan rozpoczął naukę w tutejszej szkole w 1878 r. Świadectwo jej ukończenia odebrał w 1885 roku. 

Świadectwo szkolne Jana Skorupińskiego. Radomicko 1885 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Poznaniu

Śledzę z uwagą różne wydania "Gazety Poznańskiej" i "Ekspresu Poznańskiego" z lat 60 tych i 70 tych XX w  ponieważ można w nich znaleźć trochę ciekawych informacji na temat ostatnich lat z życia Jana Skorupińskiego. Redaktorzy wspomnianych periodyków "przypominali"  sobie o Janie i Marcie Skorupińskich przy dwóch okazjach. Były to: żelazne gody tego małżeństwa obchodzone uroczyście w 1967 roku oraz setna rocznica urodzin Jana Skorupińskiego obchodzona w 1971 roku.  65 lat wspólnego pożycia to wyjątkowa okazja. Nawet we współczesnym świecie niewiele par dożywa takiego święta. A co dopiero 60 lat temu! Właśnie dlatego "żelazne gody" kojarzą się z wytrzymałością, twardością i odpornością. Związek małżeński, który przetrwał 65 lat, jest równie mocny i niezniszczalny jak żelazo. 

Oto dokładny przedruk z Głosu Wielkopolskiego, wydanie z dnia 14 czerwca 1967 roku :

Źródło: Głos Wielkopolski. Wydanie z dnia 14.6.1967 r.

Drugim ważnym wydarzeniem w życiu Jana Skorupińskiego były jego setne urodziny, które obchodził niezwykle uroczyście w Radomicku 9 lipca 1971 roku. Wokół szacownego solenizanta zebrało się przeszło 40 zaproszonych gości! Na tej uroczystości obecni byli między innymi dziennikarze z Ekspresu Poznańskiego, którzy "zrobili" z tego wydarzenia obszerny artykuł dla swoich czytelników. Jednym z dziennikarzy obecnych na tym przyjęciu był bardzo znany później w kraju i za granicą (min. w Stanach Zjednoczonych) rysownik i karykaturzysta  Henryk Derwich. Osobiście wręczył Jubilatowi wykonaną przez siebie kartkę okolicznościową z życzeniami. Jeśli wierzyć zachowanym przekazom prasowym Jan Skorupiński był w znakomitej formie: palił cygaro, choć złośliwi twierdzili, że się nie zaciągał :)


Henryk Derwich (1921-1983) znany polski grafik i karykaturzysta. Gościł na setnych urodzinach Jana Skorupińskiego. Wręczył solenizantowi własnoręcznie wykonaną kartkę z życzeniami. Źródło:https://wieniawski.pl/ 


Jan Skorupiński nie stronił od gości. Chętnie udzielił wywiadu*:

(dzienniakrz) - Panie Janie kochany, jak długo mieszka Pan w Radomicku?

(Jan Skorupiński) - Przez całe życie. Ta gospodarka to ojcowizna. 

- Widzimy tu sporo osób. Czy to jest cała Pańska Rodzina?

 - Gdzież tam! Miałem 13 dzieci, z czego 11 żyje - 29 wnuków, 59 prawnuków i 2 praprawnuków. Wszyscy by się tu nie zmieścili. (śmiech)

- Jak u Pana z apetytem?

 - Dziękuję. Nie narzekam. Lubię tłuste mięso!

Ktoś z obecnych na uroczystości gości wtrącił się w tym miejscu mówiąc, że Dziadek zjadł podczas śniadania wielkanocnego siedem jajek!

- Co Pan najbardziej lubi, panie Janie?

- Dużo czytać. Czytam bez okularów. Trochę pośpiewać no i pooglądać telewizję.

Dziennikarz zwraca się do żony Jana Skorupińskiego, 89 letniej Marty:

 - Zadowolona Pani z męża?

-  Wie Pan jak to jest: zawsze musi być pogoda i chmura. Ale powiem Panu, nigdzie nie znajdzie Pan drugiego takiego małżeństwa jak My.

 Do rozmowy wtrąca się syn Jana Skorupińskiego - Szczepan:

 - Któregoś dnia przywieźli nam z lasu parę metrów drzewa. Po kilku godzinach wszystko było porąbane. Wie Pan kto to zrobił?: Ojciec!

 Głos zabiera też sołtys Radomicka p. Marian Danek:

 - Jan Skorupiński to bardzo szanowany u nas obywatel. Nigdy nie mieliśmy z jego powodu kłopotu. Udzielał się społecznie i należał do różnych organizacji. 


Źródło: Głos Wielkopolski wydanie z dnia 8 lipca 1971 r.



Złote Gody Jana i Marty Skorupińskich. Radomicko 1952 r. Zdjęcie z rodzinnego albumu potomków Skorupińskich.

*Źródło: Express Poznański 1971.07.10-11 Nr 1600