Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czesław Bednarczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czesław Bednarczyk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

Ostatnia wola Bartłomieja. Dłużyna 1837 r.

Postaram się uporządkować wiadomości na temat jednego z moich najstarszych przodków 5xpradziadka Bartłomieja Jędrzychowskiego z Dłużyny. Rzucę też nowe światło na testament Bartłomieja, spisany 22 grudnia 1837 roku w obliczu śmierci, która nie była aż tak rychła, jak można by przypuszczać. 

Dom Czesława i Marianny  Bednarczyków w Dłużynie a wcześniej Kędziorów i Jędrzychowskich. Lata przedwojenne. Zdjęcie z rodzinnego albumu, jednak poglądowe bo poprawione przez AI ponieważ oryginał bardzo niewyraźny.


Nie wiem gdzie urodził się Bartłomiej ale dzięki Nelly, genealożki z Francji od niedawna wiem, że jego rodzicami a moimi 6x pradziadkami byli Paweł Jędrzychowski i nieznana z rodowego nazwiska jego żona Regina. Winien jestem w tym miejscu wyjaśnienie. Otóż Nelly udostępniła mi wiele ciekawych materiałów dotyczących Jędrzychowskich z Dłużyny, które pozyskała z archiwów kościelnych. Fajnie wiedzieć, że jesteśmy spokrewnieni za sprawą wspólnych dziadków z odległej przeszłości tj. Pawła i Reginy Jędrzychowskich :)

Przypuszczenia:

Bartłomiej urodził się gdzieś około 1769 roku w Dłużynie lub jednej z pobliskich wsi. Możliwe że w Bronikowie lub Machcinie. Jest to bardzo prawdopodobny rok, ponieważ wynika wprost z zapisu z jego aktu śmierci z 1838 r gdzie w rubryce "wiek zmarłego" widnieje liczba 69. Z kolei z testamentu Bartłomieja dowiadujemy się, ze jest w związku małżeńskim z Ewą od 50 lat. 

Prawdopodobnie, Bartłomiej Jędrzychowski oraz jego żona Ewa z domu Wilczek byli pierwszymi lokatorami domu w Dłużynie oznaczonego numerem 24b. Zakładam ostrożnie, że dom ze zdjęcia poniżej wybudował sam Bartłomiej w latach 1800 -1820. W dokumentach dotyczących tej posiadłości, znajdujących się obecnie w Archiwum Państwowym w Lesznie, nie znalazłem żadnej wzmianki na temat roku budowy domu Jędrzychowskich. Z pewnością wygląd budynku zmieniał się przez dziesięciolecia za sprawą prowadzonych, napraw, remontów itp. Możliwe że pierwotnie pokryty był strzechą. Wielu z Was pamięta go jeszcze z lat 70tych XX w kiedy to ostatecznie został rozebrany. Pomyślcie tylko: mógł mieć wówczas ze 170 lat!  Ale czy na pewno? 

Ufundowana przez rodzinę tablica poświęcona Czesławowi Bednarczykowi.
Dłużyna 2026.
 

Fakty:

26 lipca 1789 roku wielmożny Kazimierz, hrabia Sułkowski właściciel Machciana i Dłużyny wydał Bartłomiejowi "przywilej" na podstawie którego, stał się on wolnym człowiekiem i nie musiał już odpracowywać pańszczyzny. Hrabia Sułkowski nadał Bartłomiejowi prawo własności do swoich pól ornych  i łąk. To właśnie na kawałku tej ziemi w Dłużynie Bartłomiej zbudował dom, w którym przez całe dziesięciolecia mieszkały rodziny Jędrzychowskich, Stachowskich, Kędziorów i wreszcie Bednarczyków. Dokument ten był niezwykle cenny, ponieważ dzięki niemu  237 lat temu diametralnie zmienił się los Bartłomieja. Z pańszyźnianego chłopa nagle stał się wolnym człowiekiem. Wkrótce został zamożnym chłopem - kmieciem jakich w tym czasie w Dłużynie można było policzyć na palcach jednej ręki. Oficjalne uwłaszczenie chłopów z Dłużyny miało miejsce w 1825 roku.  Bartłomiej cieszył się już w tedy statusem wolnego chłopa od 36 lat! Pozostaje otwartą kwestia przyczyna dla której Bartłomiej Jędrzychowski mógł liczyć na taki gest ze strony hrabiego Sułkowskiego.  Nie ulega wątpliwości, że był to chłop zasobny i stać go było na płacenie dziedzicowi Dłużyny czynszu za swoją wolność i niezależność. 

Specjalny status we wsi miał brat Bartłomieja - Wojciech. Ten z kolei był młynarzem dłużyńskim a więc nie byle kim jak na ówczesne czasy. 

22 grudnia 1837 roku w Dłużynie w domu pod numerem 24b, dokładnie w tym domu, który za 75 lat stanie się własnością Czesława Bednarczyka i Marii z Kędziorów, zebrała się najbliższa rodzina Bartłomieja aby wysłuchać jego ostatniej woli. Bartłomiej był chory i nikt nie dawał mu szansy na rychły powrót do zdrowia. Chyba sam sobie z tego zdawał sprawę bo wezwał do Dłużyny sędziego Sądu Ziemsko-Miejskiego z Kościanie aby w jego obecności i w majestacie prawa podyktować mu ostatnią swoją wolę – testament. Leżący w łóżku mężczyzna dobiegał siedemdziesiątki. Był schorowany i zmęczony długim życiem. Tej smutnej urzędowej ceremonii przysłuchiwali się uważnie: żona Bartłomieja Ewa, najstarszy syn Stanisław, młodszy syn Walenty, oraz córki z mężami: Maria Sterna, Franciszka Krawiec i Brygida Stępczak. 

Treść testamentu Bartłomieja Jędrzychowskiego:

Gospodarstwo zostało podzielone pomiędzy dwóch najstarszych synów Bartłomieja tj. Stanisława oraz Walentego. Na dobytek ten składały się dom mieszkalny wraz z przyległym samem owocowym,  budynki gospodarcze, sprzęt gospodarski, narzędzia, żywy inwentarz (np. bydło) oraz łąki i pola orne. Stanisław otrzymał w spadku wszystkie budynki wraz z wyposażeniem. Pola i łąki nie zostały w testamencie precyzyjnie oznaczone ale możemy wyczytać, że były to: kawałek pola przy drodze wiejskiej, kawałek pola i lasek i przy drodze prowadzącej do Sokołowa, ogród pod Charbielinem, łąka na Kamionkach, łąka na Wielkim Bagnie (Wielkim Błocie), kawałek ziemi za łąką na Wielkim Bagnie. Pola, sad i łąki zostały podzielone pomiędzy braćmi po równo. 

Bartłomiej pomimo, że był kmieciem (zwykle byli bogatymi pełnorolnymi chłopami) to zastrzegł na łożu śmierci, że nie posiada oszczędności a jedynie długi, które polecił spłacić po równo braciom Stanisławowi i Walentemu. Zwolnił córki z tego przykrego obowiązku. Jego dłużnikami byli: 

1. Łucja, żona włodarza (rolnika) Jana - zalegał jej 600 zł

2. Wawrzyniec, właściciel karczmy - zalegał mu 144 zł

3. Leśniczy - zalegał mu 45 zł

4. Klemens, handlarz bydłem - zalegał mu 74 zł

Córce Bartłomieja Mariannie (po mężu Sterna) należał się spadek, który został wyceniony na 100 polskich złotych czyli 16 talarów i 20 srebrnych groszy.  

Córce Bartłomieja Franciszce (po mężu Krawiec) należał się spadek, który został wyceniony na 100 polskich złotych czyli 16 talarów i 20 srebrnych groszy.  

Córce Bartłomieja Brygidzie (po mężu Stępczak) należał się spadek, który został wyceniony na 100 polskich złotych czyli 16 talarów i 20 srebrnych groszy. Z testamentu dowiadujemy się że Brygida wraz z mężem mieszkała w małej przybudówce przy domu Bartłomieja (izdebka). Bartłomiej zastrzegł że ta dobudowana część stanowi wyłączną własność Brygidy. 

Bartłomiej zobowiązał braci aby solidarnie spłacili siostry najpóźniej do 3 lat po jego śmierci. 

Bartłomiej pozbawił żonę prawa do spadku ale w zamian zobowiązał Stanisława aby po jego śmierci zaopiekował się matką. Ewa będzie miało prawo dalej mieszkać w domu do końca życia, natomiast na najstarszym  synu będzie spoczywał obowiązek zapewnienia jej wszelkiej opieki oraz wyżywienia, opału, i pokrywania kosztów leczenia.  Bartłomiej zapewnił wszystkich, że rozmawiał na ten temat z żoną Ewą, która z takiego postawienia sprawy jest bardzo zadowolona.  

Testament kończy  zapisem, że każdy spadkobierca musi podporządkować się woli Bartłomieja. Jeśli ktoś będzie się uchylał ze swoich obowiązków, zostanie wydziedziczony. Bartłomiej podpisał się trzema krzyżykami ponieważ albo nie potrafił pisać albo był na tyle chory, że wyręczono go w tej urzędowej czynności.  

Na swoją śmierć Bartłomiej czekał kolejny cały rok. Zmarł w Wigilię 1838 roku w swoim domu w Dłużynie mając 69 lat. 

Zapis o śmierci Bartłomieja Jędrzychowskiego w księdze zgonów parafii Dłużyna 1838. 









środa, 20 maja 2026

Elektryfikacja wsi Dłużyna w 1956 - 1959 r.

„Wiatraki to pomnik dnia wczorajszego – słychać głos narratora Polskiej Kroniki Filmowej z 1946 roku. – W tę sielankę wkracza nagle nowoczesność. Właśnie stawiają pomniki nowej epoki. Słupy linii elektrycznej [...] Dzięki nim światło elektryczne dotarło pod wiejską strzechę. Chwila niepewności – żarówka oświetla wiejską chatę. Nic już nie będzie tak jak było”.

Władze powojennej Polski do serca wzięły sobie leninowskie hasło: komunizm to władza rad i elektryfikacja wsi. Gdy tylko zaprowadziły władzę, zajęły się tym drugim tematem.

Niestety elektryfikacja wsi postępowała powoli – z powodu braku materiałów, fachowców, a wreszcie pieniędzy. Starano się więc skłonić ludzi do pracy społecznej. W pierwszej kolejności elektryfikowano te miejscowości, które zadeklarowały więcej prac w czynie społecznym, czyli kopanie dołów, organizowanie transportu itp. Taką właśnie wsią była Dłużyna w pow. leszczyńskim. A wszystko miało swój początek w 1956 roku.

11 lat po wojnie. Ileż jeszcze można było czekać na prąd w chałupie? 

W przyjętym założeniu do Ustawy o z dnia 28 czerwca 1950 r. o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli przyjęto, że mieszkańcy będą aktywnie uczestniczyli w tym procesie. I tak było w Dłużynie. Nieformalny, tymczasowy komitet elektryfikacyjny wsi działał już w 1956 roku. Jednak pomysł aby dostarczyć prąd do każdego gospodarstwa w Dłużynie nie był wówczas jeszcze tak oczywisty. Pierwotnie elektryczność miała być doprowadzona przede wszystkim do istniejącego tu Rolniczego Zespołu Spółdzielczego "Wiosna Ludu". Jednak w połowie tego roku gruchnęła wiadomość, że Rolniczy Zespół Spółdzielczy wypadł z planu elektryfikacji. Z tego powodu kierownictwo zespołu wystosowało pismo do Warszawy do Ministerstwa Rolnictwa wprost domagając się przywrócenia przedsiębiorstwa do planu na 1957 r. Sądzę, że w efekcie tego, aby jeszcze dobitniej dać wyraz niezadowoleniu postanowiono wciągnąć całą wieś do tej gry, która w efekcie miała doprowadzić Dłużynę do pełnej elektryfikacji.  Dowodem na to jest rachunek na kwotę 2808,90 zł wystawiony przez Zbigniewa Nowackiego i Kazimierza Urbaniaka z Poznania, za usługę opracowania wstępnego projektu elektryfikacji wsi Dłużyna, na podstawie zlecenia z dnia 21 października 1956 r. W rachunku wyszczególniono takie pozycje jak: pomiar linii wysokiego i niskiego napięcia, usytuowanie stacji trafo czy projektowanie instalacji. Rachunek został zatwierdzony przez Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu. Choćby z tego powodu mieszkańcy wsi mieli prawo przypuszczać, że już wkrótce, najdalej do końca 1957 roku w ich chałupach zaświecą się żarówki. Tymczasem mijały dni i kolejne tygodnie a sprawa elektryfikacji wsi jakoś utknęła w martwym punkcie. Trzeba było działać i dlatego 16 stycznia 1957 roku w Dłużynie odbyło się zebranie mieszkańców wsi. Tematem obrad było przedyskutowanie ostatnich doniesień o niewłączeniu wioski do powiatowego planu elektryfikacji na 1957 rok.  Mieszkańcy zgodzili się, że należy w tej sytuacji wystąpić z wnioskiem do Wydziału Planowania w Powiatowej Radzie Narodowej w Lesznie o włączenie Dłużyny do planu elektryfikacji na ten rok. Protokół z zebrania wykonał odręcznie Czesław Bednarczyk a podpisało się pod nim około 45 gospodarzy. 

Na marginesie należy dodać, ze Czesław Bednarczyk był akurat tym gospodarzem, który potrafił poradzić sobie z brakiem prądu w swoim domu. Wspierał swojego syna Telesfora, wówczas ucznia technikum mechanicznego we Wschowie, w śmiałym jak na owe czasy projekcie tj. budowie domowej elektrowni wiatrowej. Za sprawą młodego i zdolnego elektrotechnika na posesji Bednarczyków stanął wysoki słup, na szczycie którego zamontowano śmigła, które wprawiane przez wiatr w ruch obrotowy produkowały prąd, który ładował akumulator samochodowy. Ten z kolei był źródłem prądu w gospodarstwie pod numerem 20.

W dniu  10 maja 1957 roku na zebraniu wiejskim podjęto uchwałę o przeprowadzeniu elektryfikacji Dłużyny własnymi siłami  i na własny koszt. Obecni na spotkaniu pierwszy sekretarz Powiatowego Komitetu PZPR Hybiak oraz przewodniczący Powiatowego Komitetu Planowania Gospodarczego Marcinkowski zapewnili, że państwo zapłaci za szczegółową dokumentacje projektową. Ponadto wybrano oficjalny skład komitetu elektryfikacyjnego. Na jego czele znalazły się osoby najbardziej do tej pory zaangażowane w to zadanie. Na swojego pierwszego przedstawiciela mieszkańcy wybrali Czesława Bednarczyka, od tej pory piastującego funkcję przewodniczącego Komitetu Elektryfikacyjnego wsi Dłużyna. Jego zastępcą został Stanisław Furmańczak, sekretarzem Henryk Pfeifer  a skarbnikiem Stanisław Śleboda. Członkami zostali: Ignacy Michałowski, Ludwik Apolinarski, Władysław Otto, Stefan Poloszyk, Stanisław Mierzyński, Franciszek Marciniak, Jan Gąd i Piotr Adamczak. Całkowity koszt elektryfikacji miał się zamknąć w kwocie 286 000 zł czyli około 4000 zł na jedno gospodarstwo. Na początek każdy z mieszkańców wpłacił 1000 zł plus dodatkowe 400 zł za każdy użytkowany hektar ziemi.  Reszta kosztów tego zadania miała zostać sfinansowana z kredytu. Decyzja mieszkańców Dłużyny świadczyła o ich dużej determinacji ale i o poczuciu bezradności wobec skostniałej biurokracji i braku pomocy ze strony władz powiatowych i wojewódzkich.  Zaczęto działać dwutorowo: z jednej strony założono oficjalny komitet elektryfikacyjny, podejmujący aktywne działania popychające temat do przodu, a z drugiej strony słano pisma aż do Warszawy do władz państwowych. Od samego początku szczególną aktywnością na tym polu wykazywał się  Czesław Bednarczyk. Zdawał sobie doskonale sprawę z powagi sytuacji. Można by odnieść wrażenie, że był zaangażowany ponadprzeciętnie. Najlepiej świadczy o tym teczka, w której gromadził wszystkie dokumenty związane z tym przedsięwzięciem. Do dzisiaj przetrwały w niej nie tylko oficjalne pisma, protokoły i rachunki ale nawet odręczne notatki dziadka na różne inne tematy, które zajmowały go przez całe życie (np. sprawa parcelacji ziemi po 1945 r) - ale o tym kiedy indziej.

Fragment protokołu z zebrania wiejskiego w Dłużynie z dnia 10 maja 1957 r. 

Komitet Elektryfikacyjny wsi Dłużyna zmagał się z problemem jakim był permanentny brak materiałów niezbędnych do poprowadzenia elektrycznych linii napowietrznych. Brakowało po prostu wszystkiego: słupów drewnianych, przewodów, transformatora, izolatorów, złączy, śrub, podstawowych narzędzi.  Brakujących podzespołów szukano na własną rękę, często przeglądając lokalną prasę z ogłoszeniami. Tak było w przypadku poszukiwań betonowych szczudeł, służących do zamontowania na nich drewnianych słupów. Dzięki nim nie trzeba było osadzać słupów bezpośrednio w gruncie, co pozwalało utrzymać je przez wiele lat w dobrym stanie technicznym. Starano się o nie w Strzybnickich Zakładach Betoniarskich k/ Tarnowskich Gór ale bezskutecznie. W podobnej sprawie Czesław Bednarczyk słał list aż do Orzysza na Mazurach. Działająca tam firma o nazwie "Wibrobeton" była producentem  akcesoriów budowlanych i akurat w 1957 roku ogłaszała się regularnie w Głosie Wielkopolskim.

Ogłoszenie z Głosu Wielkopolskiego 1957 r z którego komitet elektryfikacyjny wsi Dłużyna dowiedział się o dostępności szczudeł słupowych. Źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

Czesław Bednarczyk wysłał zapytanie ofertowe we wrześniu 1957 r a po kilku dniach z Orzysza nadeszła odpowiedź, że szczudła są najlepszej jakości  a firma Wibrobeton jest gotowa dostarczyć wymaganą liczbę tego asortymentu. 


Pismo Czesława Bednarczyka do firmy Wibrobeton. 1957 r. Źródło: Archiwum rodzinne

7 listopada 1957 roku Komitet wystąpił ze skargą do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego na decyzję o skreśleniu Dłużyny z planu elektryfikacji na 1957 rok. W piśmie zapewniono ministra, że prace przy elektryfikacji już trwają. Dano jednak do zrozumienia, że z powodu braku odpowiedniego transformatora nie będzie można ich szybko zakończyć. Komitet wyraził nadzieję, że czynniki państwowe staną na wysokości zadania i pomogą w szybkim przydzieleniu tego urządzenia. Nie mając jeszcze transformatora Komitet Elektryfikacyjny podpisał w dniu 17 stycznia 1958 r. umowę na wykonanie  najważniejszych prac instalacyjnych Zakładowi Elektroinstalacyjnemu Stanisława Krawczyka ze Szczecina. Głównym monterem z tej firmy przydzielonym do prac w Dłużynie został niejaki Józef Jatczak.  Interesujący zapis znajduje się w piśmie który skierował on do Komitetu w Dłużynie w lutym 1958 roku. Zapewnił, że wysłał już do Dłużyny transport z 1000 kg linki aluminiowej niezbędnej do budowy linii napowietrznej. Zastrzegł jednak, że na transport słupów drewnianych trzeba będzie jeszcze poczekać, ponieważ z powodu mrozu nie można ich wykopać z ziemi...! Czyżby były z odzysku? 

31 marca 1958 roku Komitet śle pismo do Zarządu Elektryfikacji Rolnictwa w Warszawie - który przydzielał transformatory - z prośbą o odpowiedni transformator. Członkowie Komitetu "legitymowali" się przy tym poparciem Powiatowego Zarządu Rolnictwa. Według Konrada Bednarczyka, nieżyjącego wnuka Czesława Bednarczyka, znanego autora książek o tematyce historycznej, związanej z rejonem Wolsztyna, 17 lipca 1958 roku Zarząd Elektryfikacji Rolnictwa zlecił Poznańskiemu Przedsiębiorstwu Elektryfikacji Rolnictwa sprzedaż transformatora Komitetowi Elektryfikacji wsi Dłużyna ale pod warunkiem, że wydanie go nie może zahamować robót planowych i nastąpi dopiero po uregulowaniu całkowitej należności. 

21 listopada 1958 roku nastąpił wreszcie uroczysty dzień zebrania owoców dwuletnich starań i wysiłków. O godz. 14.30  Czesław Bednarczyk przewodniczący Komitetu Elektryfikacji, podpisał oświadczenie, że został poinformowany, iż oddana do użytku sieć jest pod napięciem. Jednocześnie w aktach sprawy znalazło się zastrzeżenie Komitetu Elektryfikacji, że zgodnie z protokołem z dnia 10 maja 1957 roku bez jego zgody przez 5 lat Zakład Energetyczny nie podłączy do sieci tych, którzy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań wobec Komitetu. Pod tym zastrzeżeniem widnieje 10 podpisów w tym Czesława Bednarczyka. 

Ostatnim akordem elektryfikacji Dłużyny było oddanie do użytku oświetlenia ulicznego. Nastąpiło to w połowie maja 1959 roku. Protokół odbioru oświetlenia za Komitet Elektryfikacyjny podpisał nie kto inny jak Czesław Bednarczyk. Dobiegał wtedy do 70tki, ale to wcale nie była ostatnia batalia w jego długim i bogatym życiu. 

I tak oto głos narratora Polskiej Kroniki Filmowej z 1946 roku ziścił się w Dłużynie, wiosce, w której za sprawą wielu wspaniałym ludzi i mojego pradziadka Czesława Bednarczyka światło elektryczne dotarło pod wiejską strzechę. Nic już nie będzie tak jak było.



........................................................................................

Źródła:
  1. Archiwum rodzinne Bednarczyków
  2. Konrad Bednarczyk "Nasz dziadek" 

środa, 25 lutego 2026

Czesław Bednarczyk - mąż zaufania w środowisku "Chrześcijańskich Rolników" -1929

W okresie międzywojennym w Dłużynie obok Kółka Rolniczego prężnie działała inna organizacja tj. Stronnictwo Chrześcijańskich Rolników. Była to organizacja polityczna, z własnym programem, propagująca wartości chrześcijańskie i mocno konserwatywne. W klimacie tego stronnictwa dobrze czuł się mój pradziadek Czesław Bednarczyk (1889-1980). Nie ukrywam, że zawsze po cichu liczyłem na aktywność polityczną Bednarczyków i...  się nie zawiodłem. Przypomnę tylko, bo pisałem już o tym w 2019 roku, że w obwodowych komisjach wyborczych w wyborach do Sejmu i Senatu I kadencji II RP w listopadzie 1922 roku  zasiadali: 

1. Zastępcą przewodniczącego obwodu do głosowania nr 23 w Wydorowie był Franciszek BEDNARCZYK (1890-1970) s. Szczepana 
2. Członkiem komisji obwodowej nr 16 w Radomicku był Szczepan BEDNARCZYK (1857-1935) ojciec Franciszka i Czesława. 

W 1932 roku Czesław Bednarczyk startował w wyborach do Sejmiku Powiatowego w okręgu wyborczym nr II Śmigiel. Źródło: Polona 


Przed wyborami do Senatu w dniu 8 października 1922 roku zaraz po mszy 33 letni wówczas Czesław BEDNARCZYK, zwołał wiec przedwyborczy dla zwolenników listy wyborczej nr 8 tj. Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej (ChZJN potocznie zw. Chjena). Chętnych do wysłuchania przemówień było naprawdę wielu, zwłaszcza kobiet. Nie dość, że mieszkańcy wsi szczelnie wypełniali salkę parafialną to jeszcze okupowali sień oraz zaglądali przez otwarte okna. Obrady rozpoczął Czesław Bednarczyk intonując pieśń "Boże coś Polskę". Wiec miał burzliwy przebieg a jego uczestnicy nie szczędzili pochwał dla polityków listy nr 8. Prelegenci ostrzegali zgromadzonych aby nie obciążali swoich sumień głosowaniem na takie stronnictwa polityczne, które przeciwne są Kościołowi, szkołom wyznaniowym i wszelkim dążeniom prawicy do nadania Polsce charakteru państwa katolickiego. W trakcie spotkania dyskutowano żywo o ówczesnych stosunkach w Sejmie  oraz przypomniano techniki głosowania. Czesław Bednarczyk miał chyba "dobrego nosa" do polityki bo w wyborach w 1922 roku Chjena wygrała,  uzyskując 163 mandaty poselskie (na 444) i 48 senatorskich (na 111)

Ulotka. Źródło: https://pressmania.pl/

W poniedziałek 15 kwietnia 1929 roku o godz. 19 tej w lokalu pana Stawińskiego w Dłużynie odbyło się zebranie członków Stowarzyszenia Chrześcijańskich Rolników, na które przybyło 48 gospodarzy. Zebranie rozpoczął pan Lisiecki, który w wygłoszonym politycznym referacie nakreślił obecne położenie polskiego rolnika w rzeczywistości przełomu lat 20/30 XX w. Mówił o ciężarach i bolączkach trawiących rolników w Polsce. Nawoływał do jednoczenia się rolników w jeden zwarty obóz chrześcijańsko - rolniczy. Kolejni mówcy wtórowali p. Lisieckiemu, dając zgromadzonym szereg przykładów złych obyczajów sejmowych i zgubne skutki tych obyczajów  w szczególności dla stanu rolniczego. Na spotkaniu, które w krótkiej chwili zamieniło się w wiec polityczny okoliczni gospodarze wzywali wszystkich ospałych do łączenia się w szeregach Stronnictwa Chrześcijańskich Rolników. 

Ważną rolę odegrał na tym zebraniu Czesław  Bednarczyk. Został mianowicie wybrany mężem zaufania, którego zadaniem będzie dalsze działanie na rzecz organizacji struktur Stowarzyszenia Chrześcijańskich Rolników w Dłużynie i okolicznych wsiach. 

Trzy zasady tzw fundamentu politycznego Chrześcijańskich Rolników "Chrześcijańscy Rolnicy " Kim są! Do czego dążą! Wyd. Warszawa 1929 










Źródła: 
  1. Gazeta Powszechna wyd. 21.04.1929 (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)
  2. Orędownik Śmigielski nr 207 z dnia 12 września 1922 r. (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)
  3. "Chrześcijańscy Rolnicy " Kim są! Do czego dążą! Wyd. Warszawa 1929 (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)

piątek, 16 maja 2025

Ochotnicza Straż Pożarna z Dłużyny i jej Orkiestra

Właściwie to nie bardzo wiadomo jakie były początki ochotniczej straży pożarnej w Dłużynie. Trzeba pamiętać, że w czasach naszych pradziadków były to organizacje bardziej obowiązkowe niż ochotnicze, ponieważ każdy z mieszkańców wsi miał obowiązek uczestniczenia w akcjach ratunkowo- gaśniczych. W 1977 roku  Zarząd OSP w Dłużynie do którego należeli: Kazimierz Hanusek, Tadeusz Czternaścik, Walery Drobnik, Marian Mrozkowiak, Tadeusz Poloszyk i Kazimierz Apolinarski postanowił odtworzyć historię tej formacji w Dłużynie. W tym celu założono "kronikę", którą w następnym kroku należało uzupełnić o materiały źródłowe z przeszłości. 

Prawdziwą kopalnią wiedzy na temat przeszłości dłużyńskich strażaków okazał się nie kto inny jak Czesław Bednarczyk (1889-1980), który był jednym z głównych założycieli ochotniczej straży pożarnej w Dłużynie. Formację tą tworzył wspólnie z Leonem Rzyskim (ur. 1898)  i Edwrdem Furmańczakiem (ur. 1900). Ci trzej panowie doskonale pamiętali pożar jaki wybuchł na folwarku w Dłużynie w 1921 roku. Brak organizacji i chaos panujący wśród gaszących pożar mieszkańców wsi spowodował, że spaliła się doszczętnie całą obora. Po tych wydarzeniach zaczęto poważnie rozważać konieczność powołania do życia lokalnej straży pożarnej. Pomysł zmaterializował się w latach 1928-1929, kiedy to istniejącą lecz "przymusową" straż pożarną w Dłużynie zastąpiono strażą "ochotniczą" 

W takiej formie OSP w Dłużynie działało do 1935 roku. 28 maja 1935 roku członkowie ochotniczej straży pożarnej na czele z Czesławem Bednarczykiem wystąpili z wnioskiem do Wojewody Poznańskiego o zarejestrowanie "Stowarzyszenia Ochotniczej Straży Pożarnej" w Dłużynie. Na liście współzałożycieli stowarzyszenia oprócz Czesława Bednarczyka  podpisało się 14 innych mieszkańców wsi. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie i w marcu 1936 roku stowarzyszenie ochotników strażaków z Dłużyny zostało zarejestrowane w Rejestrze Stowarzyszeń i Związków Poznańskiego Urzędu Wojewódzkiego pod numerem 913. 

Podanie o zarejestrowanie "Stowarzyszenia Ochotniczej Straży Pożarnej" w Dłużynie. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.

Działalność Ochotniczej Straży Pożarnej w Dłużynie wznowiono 15 kwietnia 1945 roku. W tym dniu zwołano we wsi zebranie, którego sekretarzem został syn Czesława Bednarczyka - Józef. Józef Bednarczyk pracował wówczas w Zarządzie Gminnym we Włoszakowicach na stanowisku zastępcy sekretarza gminy Włoszakowice. W trakcie zebrania wygłosił przemówienie na temat korzyści płynących z kontynuowania po zakończonej wojnie działalności ochotniczej straży pożarnej, powołując się na hasło strażaków "Bogu na chwałę, bliźniemu na ratunek". Do nowej organizacji zapisało się 25 członków, wybrano Zarząd. 

Osobny rozdział w historii OSP w Dłużynie stanowi dłużyńska orkiestra dęta, która od samego początku istnienia była orkiestrą strażacką. Istniała już w czasach II Rzeczpospolitej. Z kroniki OSP Dłużyna wynika, że w 1948 roku została włączona do jednostki a rok później w Komendzie Powiatowej OSP zarejestrowano ją jako orkiestrę strażacką. W 1948 roku liczyła zaledwie 7 członków. Kierownikiem i zarazem dyrygentem orkiestry był w tym czasie Stanisław Michalak, a po nim Stanisław Hanusek. 

Orkiestra OSP Dłużyna. Od lewej siedzą: prezes ZSL Stanisław Skórzewski, kierownik orkiestry Stanisław Michalak, założyciel OSP w Dłużynie Czesław Bednarczyk. Zdjęcie z rodzinnego albumu Bednarczyków.

 Źródła:

  1. Archiwum Państwowe w Lesznie
  2. "Nasze Jutro" nr 98/1998 r.

 


piątek, 10 stycznia 2025

"Profesor" Czesław Bednarczyk źródłem wiedzy o historii kółek rolniczych w Wielkopolsce.

Działalność mojego pradziadka Czesława Bednarczyka na polu organizowania i kierowania kółkiem rolniczym w Dłużynie nie została przeze mnie dostatecznie rozpoznana. Ubolewam nad tym, ponieważ natknąłem się na zupełnie nowe fakty z życia Dziadka, które wręcz zmuszają mnie do zajęcia się tym tematem raz jeszcze.  Kilka tygodni temu dotarłem do informacji jakoby Czesław Bednarczyk w dniu 7 grudnia 1958 roku był delegatem na zjeździe powiatowym Kółek Rolniczych i Organizacji Rolniczych w Lesznie.  Jako współzałożyciel oraz prezes kółka rolniczego w Dłużynie i jego długoletni sekretarz, został poproszony przez organizatorów zjazdu o wygłoszenie na nim referatu na temat historii i genezy powstania kółka rolniczego w Dłużynie. Czesław Bednarczyk przyjął to zaproszenie z zadowoleniem, tym bardziej że zbiegło się ono z 50 - leciem tej chłopskiej organizacji. Kółko rolnicze w Dłużynie powstało bowiem 9 września 1908 roku. Dziadek chwycił więc za pióro i tak powstał referat, którego ostateczny tytuł brzmiał: "50-lecie powstania i działalności Kółka Rolniczego w Dłużynie w powiecie leszczyńskim” Praca Czesława Bednarczyka została przepisana na maszynie a w dniu 7 grudnia 1958 roku  jej autor osobiście odczytał ją na zjeździe organizacji rolniczych w Lesznie. 

Czym były kółka rolnicze w czasach młodości Czesława Bednarczyka? Zakładano je jako dobrowolne, samorządne organizacje zrzeszające drobnych rolników, zajmujące się upowszechnianiem wiedzy rolniczej. Ich głównym zadaniem i celem była nauka i wdrażanie w chłopskich zagrodach nowoczesnej techniki rolniczej i nowych rozwiązań w uprawie roślin i hodowli zwierząt gospodarskich. Ponadto kółka rolnicze stawiały sobie za cel wychowywanie swoich członków w duchu solidarystycznym, narodowym i katolickim i w ścisłej wzajemnej współpracy. 

Na informacje o referacie Czesława Bednarczyka z 1958 roku natkałem się, można powiedzieć że przypadkowo, czytając niepozorną broszurę, wydaną przez Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego w Warszawie pt "Opowiedz nam swoją historię. 100 lat niepodległości w historii mojej rodziny" Broszura ta zawiera zbiór opowieści o kilku rodzinach, których losy splotły się z wydarzeniowymi związanymi z odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku. W trakcie pochłaniania tej lektury przeczytałem  pracę prof dr. hab. inż. Adama Górskiego oraz Wojciecha Weinerta pt: "Rodzina Górskich w dziele odzyskania niepodległości i polityczno-społecznych przemianach w Małopolsce i Wielkopolsce w XX w." To pasjonujące studium o historii wywodzącej się z Małopolski rodziny Górskich zawiera w sobie wspomnienie Czesława Bednarczyka, mojego dziadka z Dłużyny. 

Zacząłem się zastanawiać co łączyło Czesława Bednarczyka z Górskimi. Odpowiedź na tak postawione pytanie okazała się zaskakująca: ....naprawdę NIC. Dlaczego więc mój dziadek znalazł się na łamach opowieści  o rodzinie Górskich z okresu po I wojnie światowej? Znalazł się ponieważ jego referat z 1958 roku o historii kołka rolniczego w Dłużynie był znany Panu prof. dr. hab. inż. Adamowi Górskiemu. Autor opowieści o swojej rodzinie przedstawił Czesława Bednarczyka jako wzór godny naśladowania i najlepsze źródło informacji o trudnych historycznie i złożonych społecznie czasach, w których na nowo kształtowało się Państwo Polskie po 1918 roku. Autorzy pracy o rodzinie Górskich stwierdzili, że Czesław Bednarczyk jako wieloletni sekretarz Kółka Rolniczego w Dłużynie  miał szeroką wiedzę na temat wydarzeń i dokumentów z tamtych lat. Jego wiedza zyskiwała na wartości ponieważ zastępowała dokumenty, zniszczone podczas okupacji II wojny światowej. W swoim referacie Czesław Bednarczyk sformułował wnioski, które wyraźnie stały w sprzeczności do obowiązujących dogmatów i różniły się od tych opisanych w literaturze i opracowaniach historyków. Wiemy już, że Czesław Bednarczyk zawsze mówił to co myślał. Nie oglądał się na innych, był daleki od fałszywie rozumianej "poprawności politycznej" Zdając sobie sprawę ze swojej niezależności oraz z faktu że swoim wystąpieniem wprowadzi nie małą konsternację u delegatów zjazdu powiatowych kółek rolniczych na obrady nie przyjechał sam....Namówił jednego z założycieli kółka rolniczego w Dłużynie, 83 letniego wówczas Franciszka Spławskiego (ur. 1875 r w Skarżyniu) aby ten towarzyszył mu podczas swojego wystąpienia na zjeździe w 1958 roku w Lesznie.  Franciszek Spławski potwierdził to wszystko o czym przeczytał Czesław Bednarczyk. Treść referatu mojego Dziadka , potwierdzona przez oststniego, jak się okazało, świadka tamtych wydarzeń, wzbudziła wśród delegatów zjazdu bardzo duże zainteresowanie. Wywiązała się bardzo twórcza i burzwliwa zarazem dyskusja, łącznie z przypominaniem dalszych istotnych - choć zapomnianych - faktów. 

Czesław Bednarczyk w swoim autorskim referacie wysnuł wniosek co do którego wszyscy uczestnicy zjazdu byli zgodni, że najważniejszą rolę w rozwoju społeczno-gospodarczym polskiej wsi przypisać należy właśnie kółkom rolniczym i to z wyróżnieniem Wielkopolski, gdyż pierwsze kółko rolnicze powstało tutaj w 1866 roku w Dolsku z inicjatywy chłopa Dionizego Stasiaka. Ponadto Czesław Bednarczyk stwierdził, że o powstawaniu kółek rolniczych decydowały jeszcze czynniki polityczne i gospodarcze oraz przeobrażenia struktury społeczno- zawodowej ludności wiejskiej. 

Prof. dr. hab. inż. Adam Górski w 2019 roku na łamach wydawnictwa naukowego REALIA I CO DALEJ...ponownie  odniósł się do referatu Czesława Bednarczyka wygłoszonego na zjeździe kółek i organizacji rolniczych w Lesznie 9 września  1958 roku. Tym razem Pan Profesor w pracy pt. "Proces upowszechniania postępu rolniczego na przykładzie Wielkopolski"  stawia referat mojego Dziadka jako najważniejszy dokument uzupełniający i źródło poznawcze dla rzeczowej, a nie uproszczonej oceny przejawów aktywności politycznej i gospodarczej polskiej wsi zwłaszcza w okresie przed i po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. 

Obecnie cały swój genealogiczny wysiłek skupiam na dodarciu do maszynopisu Czesława Bednarczyka, który tak bardzo rozpalił umysły współczesnych mu rolników ze zjazdu w 1958 roku w Lesznie. Jest dla mnie rzeczą absolutnie priorytetową aby móc przedstawić tą pracę wszystkim, którzy czytają mojego bloga i tym którzy sympatyzują z historią rodziny Bednarczyków. Jak dotąd moje próby dotarcia do Pana prof. Adama Górskiegio i Wojciecha Weinerta nie powiodły się. Nie poddaję się. 


Opracowałem na podstawie:

  1. Proces upowszechniania postępu rolniczego na przykładzie Wielkopolski. Prof. dr. hab. inż. Adam Górski
  2. Rodzina Górskich w dziele odzyskania niepodległości i polityczno-społecznych przemianach w Małopolsce i Wielkopolsce w XX w. Adam Górski, Wojciech Weinert
Czesław Bednarczyk w swoim domu przy pracy ok 1945 r.

 

czwartek, 31 października 2024

Losy Bednarczyków po wysiedleniu z Dłużyny 1940 r.

 

Lato 1939 roku było szczególne. Polacy w napięciu obserwowali rozwój wypadków na arenie międzynarodowej. Choć wojna wisiała na włosku, a prasa nie pisała o niczym innym jak tylko o tym w jaki sposób zachowywać się podczas nalotów - Polacy normalnie pracowali, a ci co mogli korzystali  z wakacji. 
 
Jednak coś takiego wisiało w powietrzu, co nie pozwalało mieszkańcom Dłużyny i okolicznych wiosek mieć nadzieję, że do wojny z Niemcami nie dojdzie. Zaczęło się wcześnie bo już 19 maja 1939 roku.  Nagle późnym popołudniem niebo przykryły ciężkie ołowiane chmury. Zapanował półmrok a już po chwili z tych kłębiących się nad głowami groźnych chmur zaczęły uwalniać się wielkie krople deszczu. Spadały najpierw powoli, tu i ówdzie, bez pośpiechu, mocząc głowy uciekających do swych domów mieszkańców. Wzmógł się zachodni wiatr. Na północnej stronie nieba  ktoś dostrzegł pierwszą w tym roku błyskawicę. Zanosiło się na coś naprawdę dużego, gdy nagle zrobiło się jakby ciszej i jaśniej, wiatr ustał. Lecz po chwili aura ponownie pokazała na co ją stać. Zaczęło lać. Niebo rozwarło swoje czeluści, z których lunęła ściana deszczu. A po niej to, co przeszło do historii - GRAD. Opad gradu wielkości piłeczek do ping ponga zniszczył niemal wszystkie zasiewy mieszkańców Włoszakowic, Bukówca Górnego, Dłużyny i innych pobliskich wiosek. Powybijał setki szyb, uszkodził dziesiątki dachów. To była prawdziwa klęska żywiołowa. Jeszcze przez wiele dni mieszkańcy szacowali straty i łatali dziury w dachach. Nie wszyscy mogli liczyć na odszkodowania. Wielu więc popadło w biedę. Innym razem wieczorem po północno-zachodniej stronie nieba można było dostrzec niezwykłe o tej porze roku zjawisko podobne do zorzy polarnej. Całe niebo jakby płonęło w barwach czerwieni. Widok był niesamowity ale zarazem przerażający. Te wszystkie nagłe - jak w przypadku gradu i niecodzienne jak w przypadku zorzy zjawiska w przyrodzie powodowały, że co bardziej przesądni nie mieli złudzeń: wkrótce nadciągnie wojenna zawierucha. 
 
O gradobiciu w okolicach Włoszakowic donosił Kurier Warszawski nr 150 z dnia 6 czerwca 1939 r

W sierpniu 1939 roku w Dłużynie miało miejsce jeszcze jedno dziwne wydarzenie, które utkwiło w pamięci Telesfora Bednarczyka do końca jego życia (zm. w 2018 r.). Wspominał, że któregoś upalnego dnia nad wsią przeleciał niemiecki samolot. Dla mieszkańców było to samo w sobie rzadkie widowisko. Jakież było ich zaskoczenie gdy nagle zorientowali się, że z samolotu nad pobliskimi polami wyskoczył skoczek spadochronowy. Według relacji 10 letniego chłopca jakim był w owym czasie Telesfor Bednarczyk, mieszkańcy Dłużyny wyposażeni w widły, siekiery, noże, kosy i inne ostre narzędzia pobiegli za wieś aby złapać niemieckiego skoczka, który w ich przekonaniu musiał być dywersantem wrogiego państwa. Wiele godzin szukano śladów niemieckiego spadochroniarza ale bezskutecznie. Następnego dnia wznowiono poszukiwania tego szpiega. Na miejscu pojawili się funkcjonariusze policji państwowej. Wreszcie po wielu godzinach poszukiwań ktoś z mieszkańców Dłużyny natknął się na zakopany w piasku spadochron. Miejscowe kobiety podzieliły się między sobą znakomitej jakości materiałem, z którego był zrobiony.  Spadochroniarza nie odnaleziono. Minęło kilka, kilkanaście dni i do domu Bednarczyków, późnym wieczorem zapukał jakiś mężczyzna. Poprosił Czesława Bednarczyka o nocleg. Nie wymagał wygód, zapewnił że wystarczy mu mały kąt w stodole. Obiecał, że jego wizyta nie potrwa więcej jak 3 dni. Czesław Bednarczyk udostępnił nieznajomemu miejsce w swojej stodole. Rano mężczyzna pojawił się w domu Bednarczyków na śniadaniu. Większość dnia spędzał w stodole. Podczas drugiej nocy żona Czesława Marianna zwróciła uwagę mężowi, że niepokoi ją, że ich gość dużo pali papierosów, co może przyczynić się do zaproszenia ognia w stodole. Czesław Bednarczyk przyznał rację żonie, wyszedł z domu i skierował się do wejścia do stodoły. Przyłożył ucho do wrót budynku i usłyszał dochodzący zza nich odgłos rozmowy. Zdziwiło go to ponieważ ich gość był w środku sam. Do uszu Czesława dochodził jeszcze jeden odgłos, który podobny był do "pikania" coś w rodzaju "ta, ta,ta, ti, ti ta, ta...." Czyżby to był odgłos radiostacji? Rano tajemniczego gościa już nie było w stodole. Odszedł nie pożegnawszy się ze swoimi gospodarzami. 
 
Na dwa dni przed 1 września 1939 roku wokoło wsi Dłużyna paliły się stogi. Palili je Polacy aby utrudnić Niemcom poruszanie się w głąb Polski. Powszechnie gromadzono jedzenie i chowano je, pakując w co się tylko dało. Gospodynie z Dłużyny wkładały cukier w duże dzbany, które następnie zakopywały  w ziemi. Maria Bednarczyk również schowała mąkę i zboże a cukier umieściła w świniarni za korytem. Dzień 1 września 1939 r. córka Bednarczyków Anna zapamiętała bardzo dobrze. Wspominała, przeraźliwie bijące dzwony kościelne. Mieszkańcy wsi dowiedzieli się z radia, że Niemcy wkroczyli do Polski. Ludzie się modlili i płakali. Większość mężczyzn już wcześniej została powołana do wojska.

Do Dłużyny Niemcy wkroczyli ok. 10 września 1939 roku. Rozpoczął się trwający 5 lat okres okupacji. Czesław Bednarczyk był wówczas sołtysem wsi. Pewnie to on jako pierwszy niósł mieszkańcom hiobową wieść o wybuchu wojny. Z przekazów rodzinnych wiem, że w tych pierwszych dniach wojny Czesław Bednarczyk zebrał wszystkich domowników, pobłogosławił i z małym tobołkiem na rowerze wyruszył w kierunku Kościana aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat sytuacji w Polsce oraz zrobić zapasy żywności na kolejne dni. 

Niemcy po zajęciu  Dłużyny wprowadzili na "urząd" kogoś w rodzaju nadzorcy. Był to Niemiecki urzędnik z Berlina. Zamieszkał na plebani. Zorganizował we wsi spotkanie z mieszkańcami, podczas którego wyznaczył Czesława Bednarczyka,  do przekazywania miejscowym jego poleceń. 

Prawdopodobne miejsce w Zaborówcu w którym stał "dom" Bednarczyków. Źródło: Mapy Google

Wkrótce nastąpiły wysiedlenia podczas których  mieszkańcy Dłużyny mieli pół godziny na spakowanie się i zebranie się na placu przed kościołem. Samochodami ciężarowymi wywożono ich do Leszna, a tam niemiecka komisja rozdzielała poszczególne rodziny na roboty do Niemiec, do obozu przejściowego w Łodzi lub do gospodarstw w pobliskich wsiach. Pierwsza tura wysiedleń ominęła rodzinę Bednarczyków. 
 
Nastał 27 listopada 1940 roku. 
 
Była 6 rano. Na dworze panował mróz, leżał śnieg. Czesław Bednarczyk z żoną Marianną z Kędziorów już dawno nie spali. Marianna przygotowywała śniadanie dla dzieci. Pomagały jej córki: 14 letnia Anna oraz Maria. Czesława zaniepokoił skowyt psów i harmider dobiegający zza okna. Wydawało mu się że słyszy warkot silników oraz krzyki. Chciał włożyć kożuch wiszący jak zawsze w sieni i wyjść na podwórze aby zorientować się co się dzieje. Nie zdążył. W tej chwili wszyscy usłyszeli kroki ciężkich wojskowych butów na schodach wejściowych do domu. Po chwili krzykom "Loss, loss!" towarzyszyło walenie kolbą karabinu w drzwi. Czesław już wiedział co to byli za "goście". Łudził się przez cały 1940 rok, że do tego nie dojdzie. Łudził się. Lecz był przygotowany, tak jak wielu Polaków, którym groziła wywózka. Marna to pociecha. Wybita szyba w oknie uświadomiła mieszkańcom domu moich Dziadków, że nie mogą dużej zwlekać. Po 4 minutach wszyscy stali na drodze.


Telesfor Bednarczyk ok. 1968 r. (1929-2018)

Do miejsca wysiedlenia w Zaborówcu rodzina Bednarczyków jechała na wozach ciągniętych przez konie. Na wozie siedzieli Czesław Bednarczyk z żoną Marią, ich dzieci: Edward, Jan, Telesfor, Czesław oraz Marianna. Stefania poszła do Szadych a Władysława pozostała w Dłużynie jako przymusowa pracownica tutejszego majątku.  Zarządzał tym majątkiem Niemiec Heinrich Petzold. Siostra Marta była we Włoszakowicach a Józef walczył z Niemcami gdzieś na froncie. Moja Babcia Anna Hudzik z d. Bednarczyk pracowała w gospodarstwie Niemca Klupsch w Święciechowie. Gdy przyjechali do Zaborówca Niemcy zgromadzili 7 przesiedlonych tam rodzin na tzw "placu piaskowym" w centrum wsi. Nazwa tego miejsca związana jest z zalegającym tam w dużej ilości piaskiem.  Rodzine Bednarczyków przydzielono do gospodarstwa znajdującego się po prawej stronie szosy Włoszakowice - Zaborówiec, mniej więcej na wysokości dzisiejszego Domu Rekolekcyjnego.  Gospodarstwo składało się z domu mieszkalnego oraz zabudowań gospodarczych. Dom był przedzielony parkanem na pół, tworząc coś w rodzaju bliźniaka. Płot po jakimś czasie rozebrano.  Na środku podwórka była studnia, z której przelewała się woda i płynęła szerokim strumieniem do ogrodu za domem. Tak naprawdę było to ujarzmione cembrzyskiem źródło, których wiele znajduje się w tej okolicy.  Wkrótce do tego samego gospodarstwa dołączyły 2 siostry Czesława Bednarczyka wysiedlone z Radomicka.  Dlaczego rodzina Czesława Bednarczyka została wysiedlona akurat do Zaborówca a nie do któregoś z miejsc w Generalnej Guberni? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Jedna z wersji mówi, że gospodarstwem Bednarczyków w Dłużynie interesował się pewien Niemiec, mieszkaniec Zaborówca. Przyjeżdżał do Dłużyny, rozmawiał z Czesławem i wypytywał go o szczegóły dotyczące budynków i inwentarza. Ewidentnie upodobał sobie gospodarstwo Bednarczyków i chyba dopiął swego ponieważ podobno to na jego stare i w złym stanie gospodarstwo w Zaborówcu przesiedlono Bednarczyków z Dłużyny.  Kim był ów Niemiec? Nie wiadomo. Według innej wersji, rodzinie Bednarczyków przydzielono gospodarstwo należące do Piotra Szady, mieszkańca Zaborówca, który w dniu 9 listopada 1940 roku został wysiedlony wraz z rodziną gdzieś do Generalnej Guberni.  Piotr Szady (1899-1976) pochodził z Bukówca Górnego. Po ślubie z Anastazją z d. Malepszak zamieszkał w Zaborówcu. Brał udział w Powstaniu Wielkopolskim. Po wojnie przez 10 lat pełnił funkcję sołtysa Zaborówca. 

Piotr Szady (1899-1976) Źródło: https://wijewo.e-kei.pl/

Do Zaborówca Niemcy wysiedlili czworo nieletnich dzieci Czesława i Marianny. Byli to Edward -14 lat, Henryk - 12 lat, Telesfor - 11 lat i Czesław - 6 lat. W świetle pozyskanych ostatnio dokumentów z Archiwum Akt Nowych w Warszawie dowiedziałem się ciekawych informacji o losach  Henryka i Telesfora w tamtym trudnym okresie ich młodego życia. Obaj bracia przez pierwsze dwa lata od wysiedlenia mieszkali w jednym domu z rodzicami w Zaborówcu. Niemcy upomnieli się o nich wraz z początkiem 1942 roku. Od 1 stycznia 1942 roku niespełna 14 letni Henryk został skierowany do Dłużyny do przymusowej pracy w charakterze parobka w dawnym majątku, obecnie zarządzanym przez Niemców. 13 letni Telesfor został przeniesiony do 10  hektarowego gospodarstwa w Zaborówcu, które przed wojną należało do księdza Czaplińskiego. Teraz zarządzał nim Niemiec Herbert Bethke (czyt. Betke). Człowiek ten był znany z okrutnego stosunku do Polaków. Ubierał się w mundur  SA (SA: niem. Sturmabteilung (oddziały szturmowe). Paramilitarne skrzydło NSDAP rekrutujące członków wśród robotników i bezrobotnych weteranów I wojny światowej.  SA znane było z przemocy i bandyctwa zwłaszcza w latach 20 XX w w Niemczech) Herbert Bethke bił pracowników i nie oszczędzał dzieci, ciężko pracujących po 12 godzin na zarządzanym przez niego gospodarstwie. O jego okrucieństwie niech świadczy fakt, (idąc za wspomnieniami Telesfora) że jeden z jego kolegów, współtowarzysz niewolniczej pracy, nie wytrzymał takiego napięcia i upozorował swoją śmierć pod lodem zamarzniętego stawu. 

5 lutego 1945 roku Niemieccy gospodarze z Zaborówca w obawie przed śmiercią z rąk zbliżających się Rosjan zaczęli w popłochu uciekać z Zaborówca w stronę Niemiec. Herbert Bethke rozkazał Telesforowi naprząść konia i oporządzić wóz, na którym załadował co cenniejszy dobytek (z pewnością ten, który kiedyś należał do rodziny księdza Czaplińskiego). Telesfor jako woźnica wiózł swoich oprawców na zachód, byle dalej od zbliżających się Rosjan. Konwój uciekających z Zaborówca Niemieckich gospodarzy zatrzymał się na noc w lesie. Niemcy zabrali woźnicom wszystkie dokumenty licząc na to, że bez nich Polacy nie uciekną. Telesfor jednak nie zważał na to i korzystając z osłony nocy, pozbawiony wszystkich dokumentów uciekł jak sądzę, do Zaborówca, do rodziców. 

Fragment relacji Telesfora Bednarczyka z okresu wysiedlenia z Dłużyny do Zaborówca.
Źródło: Archiwum Akt Nowych Warszawa.





wtorek, 22 października 2024

Zebranie wiejskie w Dłużynie 29 luty 1964 r

 

W dniu  29 lutego 1964 roku odbyło się w Dłużynie zebranie wiejskie zwołane na okoliczność pilnej potrzeby rozbudowy tutejszej szkoły podstawowej, podyktowanej planowanym wprowadzeniem w roku szkolnym 1966/1967 8 klasowej szkoły podstawowej. Było to pokłosiem reformy szkolnictwa w Polsce rozpoczętej w 1961 roku. Wraz z rozbudową szkoły pojawiła się naturalna potrzeba zapewnienia mieszkań zwiększającej się liczbie nauczycieli. W związku z ambitnymi planami dostosowania szkoły podstawowej w Dłużynie do założeń określonych w Ustawie o reformie systemu oświaty z 1961 roku powołano Komitet Rozbudowy Szkoły. 

Na zebraniu obecni byli liczni mieszkańcy wsi Dłużyna, sołtys, kierownik tutejszej szkoły p. Antoni Kaczmarek, przewodniczący Komitetu Rozbudowy Szkoły p. Jan Śleboda, Inspektor szkolny p. Rajewski z Prezydium Powiatowej Rady Narodowej (PPRN) wraz z kierownikiem Działu Planowania PPRN. Warto dodać, że panowie z Prezydium przybyli na zebranie z lekkim opóźnieniem.

Fragment protokołu z zebrania wiejskiego w Dłużynie 29.2.1964 Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.

Przebieg spotkania:

Jako pierwszy głos zabrał sołtys wsi Dużyna p. Stanisław Mierzyński. Przywitał serdecznie wszystkich zgromadzonych i przedstawił gości z powiatu. W następnym punkcie zebrania jednogłośnie na jego przewodniczącego wybrano kierownika tutejszej szkoły p. Antoniego Kaczmarka. Sekretarzem został p. J. Kaminiarz. Zebranie rozpoczęło się od przemówienia p. Jana Ślebody, który szczegółowo omówił dotychczasową działalność Komitetu Rozbudowy Szkoły. Wtórował mu od czasu do czasu Antoni Kaczmarek, sprawnie uzupełniając wypowiedź swojego przedmówcy. Kierownik szkoły szybko przejął inicjatywę i zaczął opowiadać o sprawach konkretnych z punktu widzenia przysłuchujących się jego wypowiedzi mieszkańców wsi. Antoni Kaczmarek mówił w jaki sposób i jakimi etapami będzie przebiegała budowa domu dla nauczycieli. Uprzedził zebranych, że koszty tej inicjatywy będą musieli ponieść solidarnie wszyscy mieszkańcy wsi Dłużyna.    Z tego powodu została sporządzona lista mieszkańców według ich stanu majętności. Zasobność portfeli dłużynian miała więc decydować o tym kto i ile będzie musiał przeznaczyć pieniędzy na budowę domu dla nauczycieli. Antoni Kaczmarek od razu uspokajał, że według niego koszty te będą niewielkie i każdy z mieszkańców będzie w stanie je ponieść. Kierownik szkoły pocieszał, że ciężar budowy będzie też ponoszony przez Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Lesznie oraz przez komitet opiekuńczy. PPRN już przekazała na ten cel kwotę 150 tys złotych. Ważnym elementem zebrania była mobilizacja mieszkańców do działania i poparcia całej idei. Nie wszyscy mieszkańcy dawali wiarę na sukces tej inicjatywy, dlatego w pewnym momencie p. Antoni Kaczmarek podniósł głos mówiąc: "Taka Sądzia dała radę wybudować świetlicę a my nie damy rady wybudować domku...?"  Po tych słowach "uruchomił" się p. Michałowski, który w krótkich wojskowych słowach stwierdził, że tu nie ma co gadać tylko trzeba brać się do roboty. Wtórował mu p. Kiciński, który z dużym przekonaniem zwrócił się do zebranych z zapewnieniem, że budowa domku dla nauczycieli nie powinna sprawiać żadnych trudności. 

W sukces reformy systemu oświaty publicznie zwątpił p. Drewnowski. Stwierdził z rezygnacją w głosie, że wcale nie jest takie pewne czy 8 klasowa szkoła w Dłużynie w ogóle powstanie. Po sali przeszedł szmer potakujących mu sąsiadów. Atmosfera w sali zaczęła gęstnieć. Pewnie Antoni Kaczmarek nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, dlatego spojrzał w stronę Inspektora szkolnego z PPRN. P. Rajewski zrozumiał intencje i wstał od stołu. Zapanowała cisza, po której zwrócił się w stronę p. Drewnowskiego z zapewnieniem, że 8 klasowa szkoła w Dłużynie powstanie już za dwa lata, o ile wieś  spełni ku temu warunki tj. zostanie rozbudowana szkoła i powstanie dom dla nauczycieli. Teraz głos zabrał p. Furmańczak. W uspakającym tonie zwrócił się do Inspektora PPRN z zapewnieniem, że jak dotąd na mieszkańcach wsi nikt się nie zawiódł więc i tym razem będzie można na nich liczyć. Oby starczyło materiałów budowlanych do budowy, zaznaczył.

Inspektor szkolny uznał, ze to dobry moment aby argumentami przekonać mieszkańców wsi do planów rozbudowy szkoły i budowy domu dla nauczycieli. Przez dłuższą chwilę tłumaczył, ze Polska Ludowa potrzebuje ludzi światłych, mądrych, dobrze wykształconych a to mogą zagwarantować tylko rodzice dzieci, poprzez stworzenie im właściwych warunków do nauki. Ponownie zapewnił, że w Dłużynie ma powstać szkoła 8 klasowa, choć w planach była 4 klasowa.  

Głos Wielkopolski 14.01.1967 Źródło: https://www.wbc.poznan.pl/

Ostatnim akcentem zebrania było wystąpienie p. Antoniego Kaczmarka, który zaproponował przeprowadzenie głosowania. Głosowanie miało rozstrzygnąć, kto z obywateli Dłużyny jest za tym aby rozbudować szkołę i wybudować dom dla nauczycieli w czynie społecznym dla uczczenia 20 lecia Polski Ludowej. Wszyscy zebrani jednogłośnie przyjęli to zobowiązanie, jednocześnie ustalając zakończenie prac wraz z końcem 1964 roku.  

Szkoła w Dłużynie współcześnie. Źródło: https://dluzyna.pl


Opracowałem na podstawie protokołu z zebrania wiejskiego w Dłużynie w dniu 29 lutego 1964 roku. 

Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.


 

 

 

 

 

 


 


 

 

wtorek, 25 czerwca 2024

Czesław Bednarczyk sprzedaje łąki na KOZINACH

 

Polska pisarka i poetka ludowa Marianna Dudek Maćkowiak w swojej książce pt. „Bukówiec Górny– moja mała ojczyzna” wspomina lata 20 XX w:

„Rodzice gospodarzyli na 50 morgach, rozłożonych w 6 miejscach. Największe pole, o powierzchni 15 mórg, znajdowało się na tak zwanych „lendach", tuż przy torach kolejowych. Było to pole matki, odziedziczone w spadku po zmarłym mężu Pawle. Ojciec (Nikodem Dudek) wniósł do tego 10 mórg ciągnących się od drogi poprzecznej do drogi Machcińskiej. To pole było własnością pierwszej żony ojca Franciszki z domu Białas. Nie mieli dzieci, a Franciszka zmarła w 1918 roku na grypę hiszpańską, w czasie gdy ojciec był jeszcze na wojnie. Za pieniądze, jakie uzyskał po sprzedaży żoninego domu, ojciec dokupił do gospodarstwa 6 mórg ziemi, które graniczyło z jego polem. Kupił też od Bednarczyka z Dłużyny 5 mórg łąki na Kozinach za Charbielinem”

Postanowiłem iść tym tropem ponieważ p. Marianna Dudek – Maćkowiak przywołała mojego pradziadka Czesława Bednarczyka. Innych gospodarzy o tym nazwisku w tym czasie w Dłużynie nie było.

 A więc było to tak….

 .................................................................................................................................................

W dniu 19 maja 1926 roku do kancelarii notarialnej dr. Tadeusza Soleckiego w Śmiglu przybyli:

 1.  Pan Czesław Bednarczyk , ślusarz i rolnik z Dłużyny

2.  2. Pani Marianna Bednarczyk z domu Kędziora, żona Czesława Bednarczyka

3.  3. Pan Nikodem Dudek, gospodarz z Bukówca Górnego powiat Leszno.

Panowie Czesław Bednarczyk i Nikodem Dudek potwierdzili swoją tożsamość dokumentami opatrzonymi w fotografie, natomiast Pani Marianna Bednarczyk złożyła do wglądu odpis z umowy z dnia 19 października 1911 roku na podstawie której została właścicielką nieruchomości w Dłużynie pod numerem 24 b. Stwierdzono, że Czesław i Marianna Bednarczykowie są współwłaścicielami nieruchomości należących do adresu nr 24 b w Dłużynie ze względu na ustanowioną wspólność majątkową. Do owej wspólności majątkowej wchodzi między innymi łąka oznaczona katastralnie nr parceli 222/112 Bucz.

 

Kontrakt Kupna – sprzedaży

 

Par. 1

Czesław i Marianna Bednarczyk sprzedają Nikodemowi Dudkowi część parceli nr 222/112 to jest 5 i ½ morgi łąki. Sprzedana część łąki położona jest między dwoma kanałami i graniczy z łąką Józefa Nitschego zaś z czwartej strony graniczyć będzie z pozostałością części łąki sprzedających i ma popularną nazwę „KOZINY”

 Par. 2

 Cena kupna została umówioną na 3000 złotych za jedną morgę to jest razem 1650 złotych. Z powyższej kwoty zostało już zapłacone 850 zł co sprzedający kwitując przyznają. Reszta ceny zostanie zapłaconą do dnia 1 października 1926 roku i to bez odsetek. W razie spadku wartości złotego zobowiązuje się kupujący zapłacić jako resztę ceny kupna 80 cetnarów żyta. (przyp: 1 cetnar to około 50 kg) […]

 Par. 3

Łąkę sprzedaje się bez ciężarów. Kupującemu znane są obciążenia wpisane w księdze gruntowej i przyjmuje do wiadomości, że ciężary te będą nadal obciążały kupioną łąkę aż do zupełnego ich wykreślenia. Sprzedający oświadczają i zapewniają, że wymiernik Jan Stachowski (przyp: dziadek Marianny Bednarczyk)  już nie żyje i ze hipoteka dla Banku Ludowego w Śmiglu została już spłaconą i ze wykreślenie tych ciężarów niebawem nastąpi. Natomiast rentę dla Jakuba Kędziory (przyp: ojciec Marianny) i wymiar dla Apoloni Kędziory (przyp: matka Marianny) zobowiązują się sprzedający sami wydawać z własnych środków bez jakiejkolwiek pretensji do kupującego i wykreślić powyższe obciążenia po śmierci tych uprawnionych)

 Par. 4

Oddanie łąki na rzecz kupujących już nastąpiło, korzyści i ciężary związane z nabytą łąką przechodzą na kupującego z dniem oddania. […] Sprzedający udzielają kupującemu plenipotencji do przewłaszczenia sobie samemu nabytej łąki z prawem substytucji. Plenipotencja ta nie gaśnie ze śmiercią psprzedających.

 Par. 5

Koszta i opłatę stemplową niniejszego kontraktu oraz koszta pomiaru ponosi kupujący. […]

Protokół powyższy został jawiącym się przez notariusza przeczytany, przez jawiących się przyjęty i przez nich własnoręcznie jak następuje podpisany.

 

Podpis Czesław Bednarczyk

Podpis Marianna Bednarczykowa z domu Kędziora

Podpis Nikodem Dudek

Podpis Dr. Tadeusz Solecki notariusz

 

Fragment  ostatniej strony aktu notarialnego kupna -sprzedaży przez Bednarczyka łąki na "Kozinach" 1926 r.