Rok 1945 był rokiem szczególnym w rodzinie Chudzików. Przede wszystkim wreszcie skończyła się wojna. Piotrowice opustoszały. Mieszkańcy wsi, noszący niemieckobrzmiące nazwiska, którzy w całym okresie dwudziestolecia międzywojennego nie zdążyli poczuć się Polakami wyjeżdżali na zachód, do Niemiec. To były tragiczne wybory, dokonywane często z dnia na dzień. Chudzikowie przyglądali się temu każdego dnia. W tak małej wsi wszyscy znali się przecież doskonale. Byli sąsiadami nawet w murach jednego domu. Chudzikowie zajmowali dom pod numerem 2, który dzielili przez sień z drugą rodziną pochodzenia niemieckiego. Z pewnością dom nie należał do nich w znaczeniu własności prywatnej. Raczej wynajmowali jedno lub dwa pomieszczenia ze skromną kuchnią. Cała rodzina przed wojną pracowała w miejscowym majątku rolnym. Gdzieś przecież musieli mieszkać, a nie figurują jako główni lokatorzy w książce meldunkowej Piotrowic z tego okresu. Ci z dawnych mieszkańców Piotrowic, którzy zdecydowali się zostać na miejscu w oczekiwaniu na rozwój wypadków teraz zajęci byli szacowaniem strat i doznanych krzywd. Wspólnymi siłami, solidarnie próbowali jak najszybciej rozpocząć w miarę normalne życie.
Zawierucha wojenna oszczędziła rodzinę Marcina i Stanisławy. W działaniach wojennych uczestniczył tylko Andrzej Zakręt. Wzięty do niewoli podczas Kampanii Wrześniowej lata wojny spędził w niemieckich stalagach. Kiedy inni cieszą się z odzyskanej wolności, do drzwi Chudzików puka nieszczęście. We wtorek 29 maja 1945 roku w wieku 48 lat w Piotrowicach w domu pod numerem 2 umiera Marcin Chudzik. Jak tu cieszyć się z końca wojny, kiedy w tak ważnym czasie i w tak młodym wieku odchodzi głowa rodziny? Marcin został pochowany na gołanickim cmentarzu parafialnym zapewne w piątek 1 czerwca 1945 roku. Następnego dnia jego pasierb Feliks Zakręt udał się do urzędnika stanu cywilnego w Święciechowie aby oficjalnie zgłosić śmierć ojczyma. Za każdym razem gdy poruszam wątek śmierci swojego pradziadka, zastanawiam się czy na pogrzebie była jego matka Franciszka Kucharczyk przychodzą mi do głowy myśli krążące wokół Hudzików mieszkających w tym czasie w Mielcuchach. W chwili śmierci Marcina Chudzika żyła w Łodzi jego matka Franciszka (1872-1954). W owym czasie mieszkała w Łodzi przy ul. Przędzalniczej i od 6 lat była wdową po mężu Józefie Kucharczyku. Sądzę jednak, że nie było jej na pogrzebie syna.
| Marcin Zakręt (1896-1945) |
| Rodzina Nowaczyków. Zdjęcie z rodzinnego albumu. |
W tym czasie pozostałe dzieci Babci Stasi (nie licząc najmłodszego Antoniego który jest 14 letnim chłopcem) albo już są pełnoletnie albo zaraz dobiją do pełnoletności. Józef Chudzik skończył już 23 lata a Dominik Chudzik to już 19 letni młodzieniec. Mój Dziadek - Ludwik Hudzik w sierpniu 1945 roku skończył 18 lat a za dwa lata zostanie wcielony do Jednostki Wojskowej Nr 2165 w Lublinie / 3 Brygada Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego/.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz