Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lemanowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lemanowicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 lutego 2026

Jan Lemanowicz - honorowy artylerzysta

Historia, którą dzisiaj opowiem, wydarzyła się w Wąbrzeźnie w październiku 1889 roku. Główny jej bohater to Jan Lemanowicz z Wąbrzeźna, parobek w gospodarstwie niejakiego Jana Lesieńskiego. Jest to historia o honorze i nieustępliwości w obliczu krzywoprzysięstwa i przemocy. Przenieśmy się wiec do sali rozpraw Sądu Obwodowego Cesarstwa Niemieckiego w Wąbrzeźnie.  Trwa rozprawa przeciwko Tomaszowi Szczepańskiemu, mieszkańcowi Wąbrzeźna. Broni go adwokat Aronsohn. Szczepański został oskarżony o złożenie fałszywego zeznania pod przysięgą, w sprawie karnej przeciwko parobkowi Janowi Lemanowiczowi przed Sądem Obwodowym w Wąbrzeźnie. Jan Lemanowicz pracował jako parobek u gospodarza Jana Lesieńskiego w gospodarstwie rolnym pod Wąbrzeźnem. Jego kontrakt rozpoczął się w listopadzie 1888 roku i miał trwać do listopada 1889 roku.  Z jakiegoś powodu na miesiąc przed wypełnieniem kontraktu Jan odszedł z tej służby. Kilka dni później wrócił do gospodarstwa Lesieńskiego. Najpierw rozmawiał z żoną gospodarza Katarzyną, którą spotkał na podwórzu. Poprosił o  wydanie swoich rzeczy oraz reszty zaległego zarobku. Gospodyni wydała mu należące do niego przedmioty, jednak w sprawie roszczeń o zaległe pobory kazała zwrócić się do swojego męża. Wkrótce na podwórzu pojawił się Lesieński. Towarzyszył mu jego pracownik Tomasz Szczepański. Lemanowicz ponownie poprosił o swoje pieniądze. W tym momencie stała się rzecz, której Lemanowicz nie mógł się spodziewać.  Gospodarz błyskawicznie chwycił za łańcuszek od zegarka kieszonkowego, który wystawał z kieszeni Jana Lemanowicza i wyrwał go.  Wywiązała się sprzeczka, podczas której Lemanowicz zażądał zwrotu zegarka. Lesieński oznajmił byłemu pracownikowi, żeby ten najpierw  znalazł następcę na swoje miejsce. Lemanowicz nawet nie zdążył zareagować, kiedy został powalony przez Lesieńskiego i Szczepańskiego na ziemie i dotkliwie pobity. 

Nagłówek gazety w której opisano perypetie młodego artylerzysty Jana Lemanowicza. Thorner Presse 1891, Jg. IX, Nro. 87

Janowi Lemanowiczowi jakimś cudem udało się uwolnić i ruszył na przełaj przez pole w stronę Wąbrzeźna. Szczepański rzucił się za nim w pogoń i ponownie bił go po twarzy i wymierzał razy trzcinową laską. Jan Lemanowicz nie zamierzał zostawić tak tej sprawy. Złożył doniesienie na obu oprawców o pobicie. Szczepański jednak był na tyle bezczelny, że pod przysięgą oskarżył niewinnego Jana o kradzież. Twierdził mianowicie, że powiesił na płocie swoją marynarkę, w której znajdował się portfel z 3 markami. Rzekomo widział jak Lemanowicz się przy niej kręcił. Wkrótce potem zauważył brak portfela. Zeznał kłamliwie przed sądem, że od razu podejrzewał o kradzież Lemanowicza i dlatego go pobił. Następnie miał pobiec za nim przez pole i widzieć, jak tamten wyrzucił portfel. Kiedy Szczepański go podniósł, to okazał się że portfel był pusty. W wyniku kłamliwych zeznań Szczepańskiego przeciwko Janowi Lemanowiczowi wniesiono oskarżenie o kradzież. Jan został skazany na 14 dni więzienia. Karę odbył w więzieniu w Wąbrzeźnie, jednak nie odpuścił: po opuszczeniu więzienia złożył apelacje. Sprawa została wznowiona. W jej rozwiązaniu pomógł długi język Szczepańskiego, który wygadał się kilku znajomkom, że przysięga, którą złożył przed sądem była fałszywa. Przysięgał fałszywie bo bał się, że za pobicie Lemanowicza trafi za kratki. Sąd uznał winę Szczepańskiego, który został skazany na 2 lata ciężkiego więzienia w Grudziądzu oraz 2 lata utraty praw obywatelskich.

Do aresztu trafił również Jan Lesieński. Został  oskarżony o świadome krzywoprzysięstwo w dwóch przypadkach i podżeganie do niego w jednym przypadku, a także przeciwko jego żonie Katarzynie z domu Potarskiej oraz żonie oberżysty Helenie Straszkiewicz z domu Lesinskiej z Radzynia Chełmińskiego o świadome krzywoprzysięstwo w jednym przypadku każda. Jak widać sprawa stała się "rozwojowa" i objęła nawet rodzinę z Lesieńskiego z Radzynia Chełmińskiego, może co sugerować, że Lesinscy próbowali ratować się przed sądem, angażując w kłamstwa krewnych. 

Ostatecznie Jan Lemanowicz został oczyszczony przez sąd z zarzutów. Ciekawe czy otrzymał jakieś zadośćuczynienie za niesłusznie zasadzony wyrak 14 dni więzienia? 

Wkrótce rozpoczął służbę w pułku artylerii w Grudziądzu. 

Nasuwa się pytanie: jakie koligacje mogą łączyć mnie z Janem Lemanowiczem, młodym artylerzystą, niesłusznie skazanym w procesie o pobicie i kradzież? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie dysponuję innymi danymi na jego temat a jedynie jego niewątpliwie prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Poszukajmy więc Janów Lemanowiczów, których mam w Drzewie Genealogicznym. 

Jednym z nich jest Jan Lemanowicz (1839-1895) syn Franciszka, urodzony w Mgowie. To mój prapradziadek. To raczej nie on był parobkiem u Lesieńskiego, bowiem miał w tym czasie 50 lat. Możliwe jednak, że naszym bohaterem był jego syn urodzony w 1871 roku. W czasie opisywanych wydarzeń miał 18 lat. 

 

Fragment drzewa genealogicznego rodziny Jana Lemanowicza i Katarzyny z Witkowskich. 

Źródła:

  1. Thorn Presse nr 87 z 1891 r.
  2. Thorn Presse nr 288 z 1892 r.



wtorek, 1 grudnia 2020

Złote Gody Franciszka i Rozalii Lemanowicz. Königlich Neudorf 1889 r.

 

Nowa Wieś Królewska (niem. Königlich Neudorf) to niewielka miejscowość położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie wąbrzeskim, w gminie Płużnica. To w tutejszym kościele w dniu 10 lutego 1839 roku na ślubnym kobiercu stanęli młodzian Franciszek Lemanowicz lat 27 i  Rozalia Schilke panna lat 23. Tak zaczęła się historia rodu Lemanowiczów wywodzącego się z Ziemi Chełmińskiej.
 
 
Akt zawarcia małżeństwa pomiędzy Franciszkiem Lemanowicz a Rozalią Schilke 10.02.1839 r

Zajrzyjmy więc do liczącego już ponad 181 lat dokumentu. Dowiadujemy się z niego, że młodzi małżonkowie Franciszek i Rozalia byli wyznania katolickiego. Ceremonię ślubną poprzedziły 3 zapowiedzi dokonane w kościele parafialnym w Nowej Wsi Królewskiej w dniach 27 stycznia, 3 i 10 lutego 1839 roku. Z aktu małżeństwa wynika, że z jakiegoś ważnego powodu narzeczeni zawarli małżeństwo za zgodą sądu, co zostało wyraźnie zapisane w jednej z rubryk jako "consensus judicii". Zapis ten może świadczyć o przynajmniej kilku przyczynach wymaganej zgody sądu na to małżeństwo. Z dokumentu raczej nie wynika aby któreś z małżonków było wdowcem lub wdową. Franciszka określono jako "juvenis" co znaczy młodzian, chłopak a Rozalię jako "virgo" co znaczy panna, dziewica. Zgoda sądu z powodu małoletności małżonków też raczej nie wchodzi w grę. Ta kwestia pozostaje więc do rozstrzygnięcia. 

Po ślubie Franciszek i Rozalia zamieszkali we wsi Mgowo oddalonej od Wąbrzeźna o ok. 20 km na północny zachód. Tutaj przychodziły na świat ich dzieci: Jan (1839-1895), Marianna (1841- prawdopodobnie zmarła przed 1845 r), Marianna (1845-1911). Po 1845 roku rodzina przeniosła się do wsi Bągart. W tej wsi urodzili się: Franciszek (1848 -?) i Rozalia (1851 -?). Ich kolejne dziecko - syn Walenty urodził się we wsi Pieńki w 1854 roku. Franciszek i Rozalia powracają do Nowej Wsi Królewskiej aby tutaj w 1860 roku przyszła na świat ich córka Franciszka.  
 
Zastanawiałem się skąd na Ziemię Chełmińską przybyli Franciszek Lemanowicz i Rozalia Schilke? Jestem pewien, że przed 1839 roku nie mieszkali tutaj ich przodkowie. Łatwo to sprawdzić przeglądając akta parafialne z lat 1803 - 1839. Nie napotkałem w nich nawet najmniejszego śladu obecności Lemanowiczów na tym terenie. Dopiero po roku 1874 potomkowie Franciszka i Rozalii zaczęli osiedlać się w pobliskich miejscowościach takich jak Niedźwiedź, Lisewo i Wąbrzeźno.
W akcie małżeństwa moich praprapradziadków nie podano imion ich rodziców ani miejsca ich urodzenia. Gdzie więc mieszkali Lemanowicze w XVIII i na początku XIXw? Według mojego rozeznania mieszkali przede wszystkim w okolicach Drobina i Rypina. Obie te miejscowości znajdują się kilkadziesiąt kilometrów na południowy wschód od Wąbrzeźna. Kto wie, może właśnie tam powinienem szukać swoich korzeni? Kluczem do odpowiedzi na postawione pytanie z pewnością  będzie odnalezienie aktów urodzenia Franciszka Lemanowicz lub Rozalii Schilke. 
 
W Nowej Wsi Królewskiej Franciszek i Rozalia doczekali sędziwej starości. W lutym 1889 roku uroczyście obchodzili 50 lecie małżeństwa. Z tej okazji Gazeta Toruńska "Thorner Presse" w dniu 17 lutego 1889 roku umieściła następującą informację:
 
Fragment z "Thorner Presse" z 17 lutego 1889 roku mówiący o uroczystych obchodach złotych godów Franciszka i Rozalii Lemanowicz. 

..."Z powiatu wąbrzeskiego. 13 lutego. Małżeństwo Lemanowiczów uroczyście obchodziło wczoraj w Nowej Wsi Królewskiej złote gody. Cesarz zatwierdził na tą uroczystość kwotę w wysokości 30 marek. Gmina również sprawiła parze małżonków miłą niespodziankę przekazując im uroczyście w dniu ich święta kwotę 25 marek"


Cesarz Prus Wilhelm II. To on w 1889 roku przekazał 25 marek Franciszkowi i Rozalii Lemanowicz z okazji 50 lecia zawarcia związku małżeńskiego. Zdjęcie źródło: https://pl.wikipedia.org


czwartek, 24 września 2020

Nasi też to zrobili: podpisali !

W 1926 roku naród amerykański świętował 150 lecie niepodległości. Leopold Kotnowski, pełniący w 1926 roku obowiązki prezesa Amerykańsko-Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej zaproponował aby z tej okazji stworzyć Polską Deklaracje o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych. Był to bardzo nietypowy sposób uczczenia tej rocznicy, który zakładał włączenie się do akcji wielu milionów Polaków a przede wszystkim uczniów szkół powszechnych. W tym celu urzędnicy, pracownicy zakładów pracy i uczniowie szkół  powszechnych składali na specjalnie opracowanych kartach wdzięczności własnoręczne podpisy.  Akcja spotkała się z niebywałą aprobatą zwłaszcza szkół, które prześcigały się w oryginalności składanych życzeń narodowi amerykańskiemu. Chciały w ten sposób wyróżnić się  na tle pozostałych placówek. Karty wdzięczności odsyłane przez szkoły, pięknie kaligrafowane, były często bogato zdobione w motywy kwiatowe, ilustracje, podpisy skoncentrowane wokoło pieczęci. Ponadto, prócz złożonych podpisów wklejano pocztówki, zdjęcia oddziałów klasowych, a nawet układano wierszyki. Dzięki powszechnemu dostępowi do Internetu każdy może samodzielnie przeglądać poszczególne strony Deklaracji pod adresem: Polska1926

Poniżej przedstawiam efekt moich własnych poszukiwań. Zajęło mi to kilka dni ale było warto. 

Jednoklasowa szkoła w Radomicku. Na stronie podpis Szczepana Bednarczyka członka Miejscowej Rady Szkolnej

 
Szkoła Powszechna w Dłużynie. W ramkach podpisy Marty-11 lat i Marianny-12 lat (córek Walentego Bednarczyka) oraz Marty-14 lat i Władysławy-12 lat (córek Czesława Bednarczyka)


Jednoklasowa Szkoła Powszechna w Gołanicach. W ramkach podpisy synów Stanisławy Zakręt Feliksa i Andrzeja. Ciekawostką jest, że obaj nastoletni chłopcy podpisali się nazwiskiem ojczyma Marcina Chudzika. Kartę opatrzono zdjęciem szkoły w Gołanicach.

7 klasowa Powszechna Szkoła Męska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis mojego dziadka Franciszka Lemanowicza-14 lat

Szkoła Wydziałowa Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis mojej babci Gertrudy Błaszkiewicz - 12 lat

7 klasowa Powszechna Szkoła Męska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Bolesława Lemanowicza-14 lat

Szkoła Wydziałowa Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Łucji Lemanowicz -17 lat

7 klasowa Szkoła Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Ireny Lemanowicz-14 lat


7 klasowa Szkoła Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpisy Heleny Błaszkiewicz -14 lat i Marii Lemanowicz (jak dotąd nie udało mi się ustalić kim była Maria)

Szkoła Powszechna w Piotrowicach.


wtorek, 21 stycznia 2020

Wszystkie moje Babcie....

Kim są Babcia i Dziadek? Oj to bardzo proste, wystarczy zapytać o to dzieci z przedszkola w Lublińcu :)


"Babcia to taka kobieta, która nie ma własnych dzieci. Kocha ona małych chłopców i małe dziewczynki, które są dziećmi innych ludzi"

"Dziadek to też jest babcia, ale jest mężczyzną. Chodzi on z chłopcami na spacery i rozmawiają       o wędkowaniu i innych rzeczach"


Dzisiaj jest Dzień Babci. Z tej miłej okazji postanowiłem dowiedzieć się ile tak naprawdę miałem Babć. Poniżej zrobiłem krótkie zestawienie.

1. Babcie z rodziny Hudzik:

a) Anna HUDZIK z domu Bednarczyk (1925-2017)
b) Stanisława HUDZIK z domu Zakręt (1894-1964)
c) Franciszka KUCHARCZYK z domu Chudzik (1872-1964)
d) Katarzyna CHUDZIK z domu Alejziak (1846-?)
e) Katarzyna CHUDZIK z domu Cieślak (1803-?)
f) Jadwiga CHUDZIK z domu Krawczykowicz (1753-1852)
g) Marianna CHUDZIK z domu Szewc (ok 1730-?)

2. Babcie z rodziny Bednarczyk:

a) Marianna BEDNARCZYK z domu Kędziora (1889-1968)
b) Anastazja BEDNARCZYK z domu Skorupińska (1867-1958)
c) Katarzyna BEDNARCZYK z domu Moszak (1820-1874)
d) Regina BEDNARCZYK z domu Kasprowiak (1786-?)
e) Regina BEDNARZ (ok 1733-?)

3. Babcie z rodziny Lemanowicz:

a) Gertruda LEMANOWICZ z domu Błaszkiewicz (1912-1982)
b) Marianna LEMANOWICZ z domu Lubomska (1875-1959)
c) Katarzyna LEMANOWICZ z domu Witkowska (1847-?)
d) Rozalia LEMANOWICZ z domu Schielke ( 1818 -?)

4. Babcie z rodziny Zakręt:

a) Stanisława CHUDZIK z domu Jabłońska (1889-1964)
b) Zofia ZAKRĘT z domu Jabłońska (1868-1928)
c) Anna ZAKRĘT z domu Koch (1830-1901)
d) Marianna ZAKRĘT z domu Gałdyn ( 1795-1858)
e) Katarzyna GAŁDYN z domu Gałka ( 1769-1818)
f) Jadwiga GAŁDYN z domu Młynarz (1749-1819)



wtorek, 22 stycznia 2019

Franciszek Lemanowicz i Rozalia Schilke

W styczniu 2016 roku odwiedziłem Gdańsk. Towarzyszyła mi Beata, która uwielbia podróże o każdej porze roku. Podróż zakończyła się przykrą przygodą z autem ale pomimo tego obfitowała w wiele sympatyczniejszych wrażeń. Jednym z celów wycieczki było odnalezienie grobów moich pradziadków Franciszka Lemanowicz (1874-1964) i Marii z Lubomskich (1875-1959) na historycznym cmentarzu w Gdańsku Oliwie znajdującym się przy ul. Opackiej 8.  Cel został osiągnięty o czym informowałem na Facebooku. Przy okazji udało nam się odnaleźć inne ważne dla nas nagrobki między innymi Łucji z Lemanowiczów (1909-1998), córki Franciszka Lemanowicz i Marii z Lubomskich. Przy niektórych nagrobkach zostawiłem listy. Umieściłem je pod zniczami, licząc na to że znajdzie je ktoś z rodziny.

Grób Andrzeja Waliszewskiego i Łucji Waliszewskiej  


Listy wsunąłem pod znicze.





Dzisiaj znowu powracam do swoich przodków z Ziemi Chełmińskiej. Od kilku tygodni przeglądam dostępne w archiwach dokumenty i próbuję znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie od dawna pytanie: kiedy dokładnie Lemanowicze osiedlili się w okolicach Wąbrzeźna? Odpowiedzi szukam w dostępnych w internetowych archiwach aktach metrykalnych z kilku sąsiadujących z Wąbrzeźnem parafiach. Mam nadzieję, że w ten sposób uda się ponad wszelką wątpliwość wykluczyć niektóre miejscowości, wsie i przysiółki z moich poszukiwań. Póki co ustaliłem, że pierwszymi mieszkańcami Wąbrzeźna noszącymi nazwisko Lemanowicz byli moi prapradziadkowie Jan Lemanowicz (1839-1895) i jego żona Katarzyna z Witkowskich (1847-?). Oboje osiedlili się w tym mieście w 1873 lub 1874 roku po 14 latach wspólnego życia w Nowej Wsi Królewskiej, miejscowości oddalonej  o ok. 10 km na północny zachód od Wąbrzeźna. W części miasta zwanej Podzamkiem zamieszkali ze sporą gromadką dzieci: Franciszką, Katarzyną, Adamem, Marianną i Janem. Trudno dzisiaj znaleźć odpowiedź na pytanie co było przyczyną wyprowadzki ze wsi do miasta.  W Wąbrzeźnie na świat przyszły kolejne dzieci Franciszka i Katarzyny: mój dziadek Franciszek, którego grób odnalazłem w Gdańsku Oliwie, jego starsza siostra Julianna oraz najmłodszy brat Hieronim (zmarł w 1880 roku przeżywszy niespełna 10 miesięcy).

Wróćmy do Nowej Wsi Królewskiej. 10 lutego 1839 roku na ślubnym kobiercu stanęli młodzian Franciszek Lemanowicz lat 27 i  Rozalia Schilke panna lat 23.

Strona z metryki Ślubów z Nowej Wsi Królewskiej za 1839 rok. Pod poz. 3 zapisano fakt zawarcia związku małżeńskiego pomiędzy Franciszkiem Lemanowicz i Rozalią Schilke
Z aktu zawarcia tego związku małżeńskiego dowiadujemy się, że oboje  byłi wyznania katolickiego. Ceremonię ślubną poprzedziły 3 zapowiedzi dokonane w kościele parafialnym w Nowej Wsi Królewskiej w dniach 27 stycznia, 3 i 10 lutego 1839 roku. Z aktu dowiadujemy się ponadto, że  narzeczeni zawarli małżeństwo za zgodą sądu, co zostało wyraźnie zapisane w jednej z rubryk jako "consensus judicii". Zgoda sądu była wymagana np. w przypadkach gdy rodzice młodych już nie żyli. W naszym przypadku chodzi raczej o rodziców znacznie młodszej Rozalii. 
Franciszek i Rozalia zamieszkali we wsi Mgowo oddalonej od Wąbrzeźna o ok. 20 km na północny zachód. Tutaj przychodziły na świat ich dzieci: Jan (1839-1895), Marianna (1841- prawdopodobnie zmarła przed 1845 r), Marianna (1845-1911). Po 1845 roku rodzina przeniosła się do wsi Bągart
Tutaj przyszły na świat Franciszek (1848 -?) i Rozalia (1851 -?). Ich kolejne dziecko - syn Walenty urodził się we wsi Pieńki w 1854 roku. Ostatnie dziecko - córka Franciszka przyszła na świat w 1860 roku w Nowej Wsi Królewskiej. Aż do osiągnięcia dorosłości przez dzieci Franciszka Lemanowicz i Rozalii Schielke nie napotkałem obecności "innych" Lemanowiczów w promieniu 30 km od Nowej Wsi Królewskiej. Dopiero po roku 1874 potomkowie Franciszka i Rozalii zaczęli osiedlać się w takich miejscowościach jak Niedźwiedź, Lisewo i Wąbrzeźno.
Skąd więc na ziemi Chełmińskiej wzięli się Franciszek Lemanowicz i Rozalia Schilke?   W ich akcie małżeństwa nie podano imion rodziców ani miejsca urodzenia. Z całą pewnością nie urodzili się w którejś z miejscowości leżących niedaleko Wąbrzeźna.  Nie znalazłem tam bowiem żadnego śladu obecności osób noszących nazwisko Lemanowicz lub Schilke przed 1839 rokiem.  Gdzie więc mieszkali Lemanowicze w XVIII i na początku XIXw? Według mojego rozeznania mieszkali przede wszystkim w okolicach Drobina i Rypina. Obie te miejscowości znajdują się kilkadziesiąt kilometrów na południowy wschód od Wąbrzeźna. Kto wie, może właśnie tam powinienem szukać swoich korzeni? Kluczem do odpowiedzi na postawione pytanie z pewnością  będzie odnalezienie aktów urodzenia Franciszka Lemanowicz lub Rozalii Schilke.

środa, 24 sierpnia 2016

Julianna i Eduard Ernst Treichel -związek katoliczki z ewangelikiem.

Cóż za zbieg okoliczności! Czy można sobie wyobrazić sytuację, w której na ślubnym kobiercu  stają młodzi przyszli małżonkowie, urodzeni dokładnie w tym samym dniu, tego samego miesiąca i w tym samym roku? Oczywiście że można! Taka niewiarygodna historia przytrafiła się w rodzinie moich Praprapradziadków Jana Lemanowicz i Katarzyny z Witkowskich. Ostatnio o Janie i Katarzynie pisałem co nieco tutaj. Dzięki szperaniu po niemieckich stronach genealogicznych, dzisiaj uzupełnię informacje na ich temat. 

Wiemy już, że rodzina Lemanowicz wywodzi się z kilku wsi leżących w bliskim sąsiedztwie Wąbrzeźna. Najważniejsza z nich to Nowa Wieś Królewska, którą moi przodkowie zamieszkiwali przez kilkadziesiąt lat  XIX w.  /najpóźniej do 1874 roku/ Ojciec Jana Lemanowicza - Franciszek osiadł w Nowej Wsi Królewskiej gdzieś około 1850 roku. Tutaj urodziło się dwoje rodzeństwa Jana: Ignacy ur 1855 r. i Franciszka ur. 1860 r.  Jan  był najstarszy i przyszedł na świat  w Mgowie w 1837 roku. Tradycją w rodzinie Lemanowiczów było nadawanie tych samych imion w kolejnych pokoleniach. Największym wzięciem cieszyły się takie imiona jak Jan, Franciszek, Franciszka i Katarzyna. Ojciec Jana a więc mój 4xpradziadek miał na imię Franciszek a jego żoną była Rozalia Schielke. Franciszek i Rozalia Lemanowicz to najstarsi znani mi przodkowie po mieczu /ze strony ojca/ 


Potomkowie Franciszka i Rozalii Lemanowicz. Źródło: www.treichel-familie.de

W domu Jana i Katarzyny z Witkowskich było ośmioro dzieci: Franciszka ur. 1863 r., Katarzyna ur. 1865 r. Adam ur. 1867 r, Marianna ur. 1868 r, Jan ur.1861 r, Franciszek ur. 1864 r - mój prapradziadek, Julianna ur. 1876 r. oraz Hieronim ur. 1879 r. Franciszek urodził się w Wąbrzeźnie natomiast Julianna i Hieronim we wsi Podzamek, stanowiącej dzisiaj część miasta Wąbrzeźno.


Potomkowie Jana i Katarzyny Lemanowicz. Źródło: www.treichel-familie.de

Historia o której napisałem na wstępie, przytrafiła się córce Jana i Katarzyny - Juliannie. Julianna urodziła się 12 maja 1876 roku w Podzamku. Nr aktu urodzenia 27/1876 Dokładnie w tym samym dniu w Wąbrzeźnie  w ewangelickiej rodzinie Augusta Ferdynanda Treichel i jego małżonki Luizy Berthy Hoffmeister przyszedł na świat chłopiec, którego od tej chwili zwą Edward Ernst Treichel - przyszły mąż Julianny. Nr aktu urodzenia 70/1876. Edward miał fach w ręku, parał się murarstwem. To w zasadzie wszystko co o nim wiem. Trudno powiedzieć w jakich okolicznościach Edward i Julianna zostali parą. Z pewnością znali się z dzieciństwa, może nawet chodzili do jednej szkoły. Będąc na etapie planowania zamążpójścia Julianny, jej rodzice borykali się z pewnym kłopotliwym problemem. Otóż ślub kościelny katoliczki z ewangelikiem praktycznie nie wchodził w grę. Problem ten można było rozwiązać ale na to potrzeba było czasu ale przede wszystkim zgody samego biskupa i to pod warunkiem, że dzieci z tego małżeństwa będą wychowywane w wierze katolickiej. Póki co Młodzi najpierw przystąpili do ślubu cywilnego, który odbył się w Wąbrzeźnie 12 listopada 1897 roku. Dopiero od tego momentu starali się o zgodę na zawarcie związku małżeńskiego w kościele katolickim. Ta trudna sytuacja została jednak rozwiązana w ciągu niespełna 3 lat. W dniu 21 stycznia 1900 roku Edward i Julianna Treichel stanęli na ślubnym kobiercu w bydgoskiej farze tj. Parafii Św. Marcina i Mikołaja jako jedna z 3 par. Świadkami na tym ślubie byli Antoni Wojciechowski i starsza siostra Julianny - Marianna Wesołowska. Kilka lat po ślubie Młodzi wyjechali na zachód aby ostatecznie zamieszkać na terenie Landu Brandenburgia. Julianna Treichel z domu Lemanowicz dożyła 67 lat. Zmarła w miejscowości Golzow, niedaleko Kostrzyna nad Odrą 12.10.1943 roku. 5 dni później w dalekim Briesen /Wąbrzeźnio/ przyszedł na świat mój ojciec Olgierd Lemanowicz.


Podpisy pod aktem zawarcia związku małżeńskiego przez Edwarda Ernsta Treichel z Julianną Lemanowicz. Wąbrzeźno 1897 r.

Fragment Księgi Ślubów Fary w Bydgoszczy

Julianna Lemanowicz przeżywała traumę związaną z przedwczesną  śmiercią swoich  synów. Jej pierwszy syn Jan był dzieckiem nieślubnym. Urodził się 6 kwietnia 1897 roku i zmarł kilka miesięcy później - 12 sierpnia 1897 roku. Drugim jej synem, którego ojcem był Edward Treichel był Bruno. Urodził się 18.03.1898 roku w Wąbrzeźnie lecz zmarł miesiąc później 19.04.1898 roku. Trzecim synem Julianny był Antoni ur. w 1899 r. Jedyną córką Julianna mogła się nacieszyć tylko 1 rok. Elizabeth urodziła się w grudniu 1903 roku a zmarła 6 grudnia 1904 roku. Ostatnim dzieckiem rodziny Treichel był Franciszek, który przyszedł na świat 16.12.1911 roku w Wąbrzeźnie a zmarł w Berlinie 6 grudnia 1997 roku.

Rodzina Edwarda i Julianny Treichel. Źródło: www.treichel-familie.de



środa, 20 lipca 2016

Franciszek Lemanowicz i Marianna Lubomska

Ostatnie kilka dni urlopu skrzętnie wykorzystałem, choć z mizernym skutkiem,  na poszukiwanie dokumentów dotyczących historii rodziny Lemanowicz. Niestety  kolejny już raz przekonałem się, że tereny województwa kujawsko - pomorskiego to swoista czarna dziura na  genealogicznej mapie Polski. Dostępne w internecie akta urodzeń, małżeństw i zgonów z tego terenu są nieliczne lub niekompletne. Jednak nie pisałbym tych słów gdybym nie miał się czym pochwalić. 

6 lutego 1874 roku w Wąbrzeźnie /wówczas Briesen/ przyszedł na świat mój pradziadek Franciszek Lemanowicz.  Urodził się w rodzinie robotnika Jana Lemanowicza i jego żony Katarzyny z domu Witkowskiej. O najstarszym znanym moim przodku z linii Lemanowiczów - Janie właściwie wiadomo tyle co nic. Pewne jest, że urodził się w 1855 roku we wsi Nowa Wieś Królewska. Przypuszczam, że Lemanowicze zamieszkiwali tą wieś, leżącą kilka kilometrów na północny zachód od Wąbrzeźna, od wielu pokoleń. W Nowej Wsi Królewskiej urodziło się pięcioro dzieci Jana i Katarzyny: Marianna ur. 1861 r, Franciszka ur. 1863 r, Katarzyna ur. 1865, Adam ur. 1867 r, Jan ur. 1871 r. Około 1873 roku z nieznanego mi powodu Jan i Katarzyna opuścili rodzinną wieś i zamieszkali w Wąbrzeźnie. Tutaj właśnie w 1874 r. urodził się mój pradziadek Franciszek. 

W wieku ok 24 lat Franciszek poznał swoją przyszłą  żonę Mariannę Lubomską. Marianna urodziła się 18 grudnia 1875 roku we wsi Wronie koło Wąbrzeźna w rodzinie Feliksa Lubomskiego i Julii z domu Biernacka. Jej rodzice również przenieśli się do Wąbrzeźna i do końca życia mieszkali na tutejszej plebani, korzystając z gościnności księdza. Sądzę, że Feliks Lubomski był kimś w rodzaju kościelnego a jego żona pracowała jako gospodyni proboszcza. Marianna pracowała w Wąbrzeźnie jako służąca. Ślub młodych odbył się w kościele wąbrzeskim 18 listopada 1899 roku. Tej doniosłej uroczystości z udziałem najmłodszego syna nie doczekał Jan, który zmarł przed 1899 rokiem dożywszy raptem ok 40 lat. Wróćmy jednak do ślubu. W roli świadków wystąpili robotnicy zamieszkali w Wąbrzeźnie Karol Lewandowski oraz Józef Kwiatkowski. Na uwagę zasługuje fakt, że młodzi małżonkowie własnoręcznie podpisali się pod aktem małżeństwa. Świadkowie nie potrafili pisać dlatego potwierdzili swoją tożsamość stawiając pod aktem trzy krzyżyki. 

Fragment akut małżeństwa Franciszka Lemanowicz i Marianny Lubomskiej. 1899 r.
Franciszek i Marianna zamieszkali w Wąbrzeźnie i tutaj przychodziły na świat ich dzieci: Bronisława ur. 1900 r, Apolonia ur. 1903 r, Antonina ur. 1904 r, Leokadia ur. ?, Łucja ur. 1909 r, Franciszek ur. 1912 r. oraz Kazimierz ur. 1920 r. Bronisława nigdy nie wyszła za mąż. Była matką Wacława Lemanowicza /1924-1944/, który zginął w w 1944 roku w walkach pod Bredą w Holandii jako żołnierz polskiej dywizji pancernej gen. Maczka. Bronisława Lemanowicz do 1930 roku mieszkała w Grudziądzu a następnie przeniosła się do Poznania, gdzie podjęła pracę służącej. Zamieszkała przy ul. Wrocławskiej 26/27 w nieistniejącej już dziś kamienicy. 

Karta meldunkowa miasta Poznania 1930 rok.
Bronisława Lemanowicz ostatnie lata swojego życia spędziła w Gdańsku. Została pochowana na cmentarzu w Gdańsku Oliwie /grób znajduje się w kwaterze 7 rząd B/. 

O Kazimierzu Lemanowicz pisałem po mojej ostatniej wizycie w Wąbrzeźnie w poście pt. "Powrót do przeszłości". Dzisiaj wiem ciut więcej na temat okoliczności jego służby i tragicznej śmierci podczas II wojny światowej. Kazimierz zginął w mundurze niemieckiego żołnierza. To może szokować tylko tych, którzy nie znają losów Polaków zamieszkujących tereny dawnych Prusów Wschodnich w obliczu hitlerowskiej okupacji. Należy pamiętać, że w 1939-1940 roku Niemcy siłą wcielali do Wehrmachtu Polaków zamieszkujących tereny Pomorza, Kujaw, Mazur, Wielkopolski  oraz  Śląska. Taki los spotkał zapewne Kazimierza, który służył w zmotoryzowanym batalionie Kradschutze. Po śmierci Kazimierza jego ojciec Franciszek zamieścił w jednej z lokalnych gazet nekrolog /pisany w języku niemieckim/ o następującej treści:


"Kazimierz Lemanowicz w wieku 23 lat poległ na Południu 
najmłodszy syn, brat, szwagier, wujek, kuzyn. Kradschütze.
Franciszek Lemanowicz z żoną jako rodzice, rodzeństwo i wszyscy krewni.
Wąbrzeźno, 8.12.1943"

Poniżej  znajdujemy jeszcze jeden tekst żałobny,z którego dowiadujemy się o miejscu pracy Kazimierza przed wybuchem wojny:

"Straciliśmy drogiego współpracownika, myślami jesteśmy przy rodzicach.
Kierownik i pracownicy firmy pokryć dachowych A. Thiele"


Nie jest znane miejsce pochówku Kazimierza.

Żołnierze niemieccy zmotoryzowanych oddziałów Kradschütze.

Po zakończeniu II wojny światowej Franciszek Lemanowicz wraz z całą rodziną przeniósł się do Gdańska i zamieszkał w willowej dzielnicy przy ul. Zakopiańskiej. Jako robotnik pracował w fabryce przemysłu zapałczanego. Wraz z żoną zostali pochowani we wspólnym grobie na cmentarzu w Gdańsku Oliwie przy ul. Opackiej 8. /kwatera 7, rząd 13, miejsce 3/ Choć nigdy nie byłem na tym cmentarzu to zachęcam do jego odwiedzenia, szczególnie, że spoczywa na nim kilkoro innych członków mojej rodziny min. córka Franciszka Łucja Waliszewska /1909-1998/

Plan cmentarza w Gdańsku Oliwie z zaznaczoną kwaterą 7.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Powrót do przeszłości

1 maja 2015 roku odbyłem sentymentalno-genealogiczną podróż do Wąbrzeźna, rodzinnego miasta mojego ojca. Ostatni raz chodziłem po ulicach tego sympatycznego miasteczka w lipcu 1984 roku. Od tamtego czasu minęło więc ponad 30 lat! ! Czas bezlitośnie pozacierał z mojej pamięci wspomnienia z lat dzieciństwa.  A szkoda, bo dzisiaj z pewnością mógłbym powiedzieć: Ależ tu się zmieniło! A tak? No cóż, pamiętam rynek z charakterystycznymi żeliwnymi jaszczurkami, na których kiedyś sadzał mnie ojciec, a także okolice Jeziora Zamkowego z plażą i trochę zaniedbanymi ruinami średniowiecznego Zamku Biskupów Chełmińskich. Niewiele tego ale zawsze coś :)

Fontanna na rynku w Wąbrzeźnie
Ruiny Zamku Biskupów Chełmińskich

Pod względem genealogii okolice Wąbrzeźna to wciąż niezapisana karta, taka genealogiczna tabula raza. Aby poznać historię rodziny, której korzenie wywodzą się z tych okolic, należy odwiedzić przede wszystkim Archiwa Państwowe i Diecezjalne w Toruniu. Nie zawiedziemy się również gdy odwiedzimy pracowników tutejszego Urzędu Stanu Cywilnego, z bardzo pomocną Panią Kierownik USC na czele. Dzięki jej przychylności, miałem okazję poznać trochę ciekawych faktów z życia rodzin Błaszkiewiczów i Lemanowiczów, o których będę miał przyjemność niedługo napisać. Muszę w tym miejscu jednak wspomnieć o tym, że ostatnio pojawiła się szansa na udostępnienie szerokiemu gronu miłośników genealogii akt parafii Wąbrzeźno w internecie. Mam na myśli projekt realizowany wspólnie przez Archiwum Państwowe w Toruniu oraz Archiwum Państwowe w Bydgoszczy, współfinansowany ze środków pochodzących z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego województwa kujawsko-pomorskiego na lata 2007-2013. Dzięki niemu, z roku na rok przybywać będzie w sieci skanów dokumentów metrykalnych z Wąbrzeźna i okolicznych miejscowości.

Spacerując po zakątkach Wąbrzeźna  odwiedziłem miejsce dla Lemanowiczów szczególne. To pomnik ku czci poległym i pomordowanym podczas II wojny światowej obywatelom tego miasta. Ich nazwiska zostały wygrawerowane na kilku płytach okalających konstrukcję obelisku. Na pomniku umieszczono również imię i nazwisko członków rodziny Lemanowicz. Są to Kazimierz Lemanowicz oraz Wacław Lemanowicz. Kazimierz Lemanowicz /1900-?/ był bratem mojego dziadka Franciszka. Zginął gdzieś na froncie w 1943 roku. Niestety miejsce jego śmierci pozostaje nieznane. Wacław Lemanowicz ur. 22.06.1924 roku był synem Bronisławy Lemanowicz sikostry mojego dziadka Franciszka. Służył w 9 Batalionie strzelców Flamandzkich 1 Brygadzie Pancernej gen. Maczka. Zginął w Holandii w dniu 29 października 1944 roku. Pochowano go na polskim cmentarzu w mieście Breda w Holandii.

                                                     źródło: www.polishwargraves.nl/

Pomnik Poległym i Pomordowanym 1939-1945
   









 
Pisałem jakiś czas temu o rodzicach mojego ojca Franciszku i Gertrudzie Lemanowicz. W poście pt.Było po kądzieli, dziś będzie po mieczu podjąłem się próby przedstawienia skromnej wiedzy dotyczącej moich przodków z Wąbrzeźna i okolicznych wiosek. Dzisiaj będę kontynuował ten wywód, przedstawiając w krótkim tekście pochodzenie rodziców mojej Babci Gertrudy Lemanowicz z domu Błaszkiewicz. 

Ojciec Gertrudy, Jan Błaszkiewicz, urodził się w rodzinie robotniczej w dniu 08.01.1885 roku w Wałyczu, wiosce leżącej kilka kilometrów na południowy-wschód od Wąbrzeźna. Był synem pracownika tutejszej gorzelni Walentego Błaszkiewicza i Wiktorii z Derkowskich.  W młodości Jan Błaszkiewicz pracował we wsi Otoruda, na terenie gminy Kowalewo Pomorskie, zapewne jako robotnik rolny. Tutaj poznał przyszłą żonę, starszą od siebie o 4 lata Franciszkę Nurkowską. Franciszka Nurkowska urodziła się we wsi Jaworze 04 sierpnia 1881 roku w rodzinie robotnika Filipa Nurkowskiego i jego żony Anny z domu Buczkowska.  Ślub moich pradziadków odbył się  23 czerwca 1905 roku w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zieleniu, niedaleko Wąbrzeźna. 

Fragment aktu małżeństwa Jana Błaszkiewicza z Franciszką z Nurkowskich 1905 r.

wtorek, 22 lipca 2014

Było po kądzieli, dziś będzie po mieczu.

Ostatnie kilka lat zajmowałem się w szczególności relacjami łączącymi mnie z krewnymi mojej mamy. Są to moi przodkowie PO KĄDZIELI. Tym zwrotem określa się związki łączące nas z przodkami z linii żeńskiej, czyli przodków naszej mamy (dziadków rodziców matki, pradziadków - zarówno mężczyzn jak i kobiety, a zatem ojciec  mamy Ludwik to mój dziadek po kądzieli). Wakacje to świetna okazja i właściwy czas aby trochę zaszaleć w tych rodzinnych relacjach. Stąd w mojej głowie zrodził się pomysł aby dokonać krótkiej analizy wspomnień i tego wszystkiego co udało mi się ustalić  o moich przodków w linii ojca, a więc PO MIECZU. Czym dysonuję? Niestety bardzo skromnymi wspomnieniami, kilkoma zdjęciami oraz skromną liczbą dokumentów, które udało mi sie pozyskać w ostatnich kilku miesiącach. Zacznę od wspomnień. 

Rodzina Lemanowiczów Wąbrzeźno ok. 1955 r.
Wąbrzeźno / z niem. Briesen / to rodzinne miasto mojego Ojca. To kilkunastotysięczne miasteczko znajduje się na Pojezierzu Chełmińskim w województwie kujawsko - pomorskim. W Wabrzeźnie byłem kilka razy - u dziadków - zazwyczaj w okresie wakacji. Zawsze towarzyszyli mi rodzice. Ostatni raz odwiedziłem to miasto w 1988 roku. Pewnie nie ma się czym chwalić, ale miało być prawdziwie, bez ściemniania  - więc jest!

Wyjazd do "Małej Babci" (tak nazywałem swoją Babcię Gertrudę Lemanowicz z powodu jej niewysokiego wzrostu) zawsze poprzedzony był szeregiem przygotowań. Z perspektywy kilkuletniego chłopca podróż koleją do Wąbrzeźna wydawała mi się wyprawą niemal na koniec Polski. Tych szereg przygotowań, które czyniła mama przed każdym wyjazdem jeszcze potęgowały to wrażenie. Trzeba było spakować trójkę dzieci i dwóch dorosłych, co zajęło 2 lub trzy walizki oraz napchać kolejną dużą torbę z żarciem, bo w podróży chce się przecież jeść :) Następnie należało dotaszczyć się z tobołkami na dworzec w Babimoście i w drogę! Podróż Polskimi Kolejami Państwowymi wykańczała nerwowo i psychicznie.Trwała klika godzin i kończyła sie kilka kilometrów przed Wąbrzeźnem. Teraz należało przesiąsć się do kolejki wąskotorowej, która łączyła dworzec z centrum miasta. Muszę uczciwie przyznać ze jazda kolejka wąskotorową była dla mnie prawdziwą atrakcją, która skutecznie pozwalała mi zapomnieć o trudach podróży w brudnych wagonach PKP. 

Moi Dziadkowie Franciszek Lemanowicz oraz Gertruda z domu Błaszkiewicz mieszkali w bloku. Zajmowali w nim małe mieszkanko na ostatnim piętrze. To była kolejna atrakcja. Pisząc te słowa nie wiem co w tym było takiego nadzwyczajnego. Może to, że Wąbrzeźno wyglądało ciekawie z perspektywy 4 piętra...? Pamiętam, że Mała Babcia lubiła siedzieć w oknie i spoglądać w dół  z tej niebotycznej wysokości 4 piętra. Wtedy dopiero wydawała mi się "Mała". Do Babci Gerdtrudy byliśmy bardziej przywiązani niż do Dziadka Franciszka. Wiadomo, babcia to babcia - weźmie na kolano, pogłaszcze po głowie, zapyta co w szkole, wysłucha, da na loda...Mniej więcej taką ją zapamiętałem. Ona ciągle się śmiała! Zawsze była w świetnej kondycji. Gdy patrzyło się na nią z daleka to miałeś wrażenie ze idzie nastolatka :) Zawinęła torebeczkę przez ramię i dziarsko maszerowała chodnikiem do sklepu lub na spacer. 
  
Gertruda Błaszkiewicz urodziła się 7 marca 1914 roku w Wąbrzeźnie w rodzinie Jana Błaszkiewicza i Franciszki z domu Nurkowskiej. Rodzice Babci nie pochodzili z samego Wąbrzeźna. Ojciec Jan urodził się 08.01.1885 roku w Wałyczu, wiosce leżącej na terenie gminy Wąbrzeźno. Matka, Franciszka Nurkowska urodziła się we wsi Jaworze 04 sierpnia 1881 roku. Była starsza od swojego męża o 4 lata.  Jan Błaszkiewicz ożenieł się z Marią Nurkowską 23.06.1905 roku w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zieleniu, niedaleko Wąbrzeźna.  

Rodzina Lemanowiczów Wąbrzeźno ok 1946 r.
Teraz Dziadek.

O, tu nie będzie łatwo. Wiadomo dlaczego: Dziadek to Dziadek - lubi trzymać wnuki w ostrożnym dystansie :) Pomimo, że zawsze był obecny przy Babci to z przykrością sobie uświadamiam, że niewiele go pamiętam.  Dziadek Franciszek był szczupłym, wyprostowanym mężczyzną. To co wyróżniało go od innych członków rodziny to brak włosów. Z tego powodu przepowiadano mi od najmłodszych lat, że jeśli wdam się w Dziadka to też będę łysy. Nie wdałem się. Dziadka kojarzę zwykle jako siedzącego przy dużym ciemnym stole na pięknie zdobionym starym krześle. Musiał mieć coś wspólnego z Kaszubami bo zarzywał tabakę. Temu wątkowi napewno poświęcę kiedyś więcej czasu. Dziadek jako pierwszy pokazał mi prawdziwe duże i drewniane szachy. Wykradałem mu pionki, które później znajdowałem wśród zabawek w Babimoście. 

Franciszek Lemanowicz przyszedł na świat 21 stycznia 1912 roku w Wąbrzeźnie w rodzinie Franciszka i Marianny z domu Lubomska. W młodości był ślusarzem. Ojciec mojego dziadka a mój pradziadek Franciszek również był robotnikiem. Urodził się w Wąbrzeźnie 06 lutego 1874 roku. Jego rodzice /moi prapradziadkowie/ Jan i Katarzyna z Witkowskich ochcili go w dniu 12 lutego 1874 roku. O matce mojego dziadka wiem tylko tyle, że urodziła się prawdopodobnie we wsi Turzno 18 grudnia 1875 roku.

Podpisy złożone pod aktem małżeństwa Franciszka Lemanowicz i Gertrudy Błaszkiewicz 1940 r.

Przed wojną rodzina Lemanowiczów mieszkała przy Oberburgstrasse pod numerem 4 a rodzina Błaszkiewiczów przy Oberwallstrasse pod numerem 9.

Z tyłu od lewej Franciszka Nurkowska z mężem Janem Błaszkiewicz ok. 1950 r