Wzgórza Combres, położone są 20 km na południe od miasta Verdun we Francji. Podczas I wojny światowej były miejscem niezwykle zaciętych walk toczonych przez żołnierzy armii francuskiej i niemieckiej. Wzgórza miały duże znaczenie strategiczne. Osiągając wysokość 350 m, dominują w lokalnym krajobrazie, zapewniając doskonałą widoczność. Francuzi i Niemcy zaciekle walczyli o całkowite opanowanie tych wzgórz. Z punktu widzenia dowództwa niemieckiego ich posiadanie było kluczowe dla prowadzenia dalszej ofensywy w kierunku Verdun. Wiosną i latem 1915 roku Francuzi przypuścili serię zaciętych ataków na Wzgórza Combres, za cenę bardzo dużych strat. W okresie luty-kwiecień 1915 r stracili blisko 12 tys. żołnierzy. Wspierana ogniem artylerii francuska piechota zdołała zająć jedynie część niemieckich pozycji na zboczach. Szczyt wzgórza pozostał w rękach niemieckich. W tamtym czasie walki przyjęły formę wojny minowej. Saperzy i górnicy obu stron wydrążyli w zboczu wzgórza, pod pozycjami wroga, liczne tunele (chodniki minerskie), na końcu których (w komorze minowej) umieszczone zostały ładunki wybuchowe. W ten sposób poprzez detonację min zamierzano oczyścić i zająć Wzgórza Combres. Od kwietnia 1915 roku do września 1917 roku zdetonowano łącznie 78 min lądowych (46 niemieckich i 32 francuskie). W wyniku prowadzonej tzw. "wojny minowej" po obu stronach zginęło blisko 50 tys. żołnierzy. Powstałe na skutek eksplozji min lądowych kratery nadal są widoczne, będąc ponurym świadectwem zaciętych walk o Wzgórza Combres.
O wzgórza Combres wiosną 1915 roku walczył kpr. Kurt Klunska, wiejski nauczyciel z Piotrowic w gminie Święciechowa. Wiemy o tym z korespondencji, którą prowadził z tą szkołą lub ze swoimi rodzicami. W jednym z listów Kurt Klunska opisuje tragiczny przebieg walk z Francuzami. Pisze o tym jak Francuzi próbowali przebić się pod Combres. Atak trwał 2-3 dni. Wzgórza były pod takim ostrzałem artyleryjskim, że nie było widać nic poza ogniem i dymem. Zwykle po ostrzale artyleryjskim rozpoczynał się szturm na pozycje zajmowane przez wojska niemieckie. Pisząc o ogromnych stratach w ludziach i sprzęcie Kurt Klunska wspomina o osobistym udziale w walkach. Nauczyciel szkoły w Piotrowicach będąc w tym czasie dowódcą patrolu regularnie, pod osłoną nocy patrolował teren walk. Prawdopodobnie zapuszczał się również na tyły wroga i sprawdzał opuszczone rowy strzeleckie. Podczas jednego z takich patroli natknął się w gęstym lesie na transzeję, która była zajmowana przez Francuzów tylko w ciągu dnia. Dowódca Kurta rozkazał ostrzeliwać to miejsce przy pomocy artylerii ale to działanie było nieskuteczne. Kurt Klunska wpadł na śmiały pomysł aby miejsce to zaminować, a gdy pojawią się tam Francuzi - wysadzić w powietrze. Jego dowódca nie zaakceptował tego pomysłu, dlatego Klunska wykorzystał jego nieobecność i przekonał zastępcę por. Seidla do ryzykownego planu. Otrzymał 5 funtów dynamitu, spłonkę i 18 metrów lontu. Klunska czekał kilka dni na sprzyjające warunki. Gdy nastały...wraz z towarzyszami z oddziału zaczaił się w pobliżu a gdy Francuzi odeszli, pod osłoną nocy założył ładunki wybuchowe i połączył je spłonką i lontem. Dla wzmocnienia siły wybuchu, na tak przygotowanej minie położył znaleziony niewybuch z francuskiej amunicji artyleryjskiej. Na koniec szybko odczołgał się na bezpieczną odległość i czekał do świtu. Rano w okopie jak zwykle pojawili się francuscy żołnierze. Klunska wyraźnie słyszał gwar rozmów, chwilami śmiechy. Leżąc całą noc w przypadkowym leju po bombie był zmarznięty i wyczerpany. Teraz zgrabiałymi rękoma odpalił lont, który tlił się przez długie 15 minut. Po tym czasie nastąpił ogromny huk. Pęd powietrza spowodowany falą uderzeniową, dał znać Klunsce i jego towarzyszom, że teraz jest czas na zajęcie wrogiego okopu. Rzucili się wiec naprzód ale zostali ostrzelani z sąsiedniego rowu. W tej sytuacji byli zmuszeni wycofać się na swoje pozycje. W wyniku zaminowania francuskiego okopu śmierć poniosło 25 podoficerów. Po tym wyczynie Kurt Klunska cieszył się uznaniem towarzyszy broni. Otrzymał też pochwałę od dowódcy. Na końcu listu serdecznie wszystkich pozdrowił i zapowiedział, że spodziewa się rychłego awansu.
6 listopada 1914 roku niemiecki Krążownik "EMDEM" został zatopiony przez australijski krążownik lekki HMAS "Sydney" w bitwie morskiej koło Wysp Kokosowych na Oceanie Indyjskim. EMDEN Był jednym z najsłynniejszych okrętów tamtego okresu. Samodzielnie "polował" na samotne statki handlowe Wielkiej Brytanii i jej sojuszników. Uczniowie szkoły w Piotrowicach na rzecz załogi zatopionego okrętu zebrali 1,50 marek. Z tej okazji otrzymali okolicznościowy znaczek, który potwierdzał tą darowiznę.
| Okolicznościowy znaczek potwierdzający udział uczniów szkoły w Piotrowicach w akcji charytatywnej na rzecz załogi zatopionego na Oceanie Indyjskim okrętu EMDEN |
- Kronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.
- https://www.facebook.com/Poznanczycy1914.1918

