piątek, 28 października 2022

Małe Piotrowice z wielką polityką w tle.

To nie był zwykły wtorek. Nie taki jak setki wcześniejszych i późniejszych. Oj nie! To był wtorek z tych wtorków, których się nigdy nie zapomina. To był taki wtorek, o którym długo rozprawiano, debatowano i...szeptano po kątach bo i było o czym. To był wtorek, o który dopytywał leszczyński prokurator....

Od wczesnych godzin porannych we wtorek 3 maja 1938 roku mieszkańcy gromady Piotrowice, leżącej kilka kilometrów na zachód od Święciechowy w powiecie leszczyńskim przygotowywali się do uroczystych obchodów Święta Narodowego z okazji 147 rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Wszędzie panował przyjemny zgiełk bo i scenariusz uroczystości napisali sami mieszkańcy Piotrowic. To  oni bowiem, przy aktywnej pomocy władz powiatu leszczyńskiego, ufundowali kapliczkę przydrożną, która zostanie dzisiaj poświęcona.  Święto narodowe nada tej uroczystości dodatkowego znaczenia i odpowiednią oprawę. Dzień rozpoczęto więc uroczystą mszą świętą w kościele w Gołanicach celebrowaną przez proboszcza F. Rademachera. Przybyło na nią wielu znamienitych gości z powiatu, gminy Święciechowa i zwykłych mieszkańców okolicznych wiosek. W kościele panował ścisk, dodatkowo potęgowany pocztami sztandarowymi stowarzyszeń i różnych patriotycznych organizacji. Było coś dla duszy to teraz kolej na ciało! Kto żyw i w zdrowiu wziął udział w biegu narodowym. Piotrowice wystawiły własną drużynę złożoną z tutejszych strażaków OSP, którzy rywalizowali ze strażakami ochotnikami z Niechłodu, klubem rezerwistów ze Święciechowy, członkami katolickich stowarzyszeń młodzieżowych oraz członkami Stowarzyszenia Przysposobienie Wojskowe z Piotrowic. Czołowe miejsca w zawodach biegowych zajęli: J. Donajówna i Fabijański oboje z KSM w Święciechowie, junak Matuszak z Trzebin, strażak Hoffmann z Piotrowic, strażak Marciniak z Niechłodu, junak Badura z Gołanic, rezerwista Białasik ze Święciechowy. Wójt Gminy Matyla podziękował uczestnikom zawodów za dzielne reprezentowanie swoich organizacji i stowarzyszeń  a następnie wręczył najlepszym drobne upominki i dyplomy. 

Około godz. 13.30 mieszkańcy Piotrowic i zaproszeni goście licznie zebrali się w centrum wsi przy dopiero co wymurowanej kapliczce. Ksiądz proboszcz F Rademacher odprawił krótkie nabożeństwo, podczas którego poświęcił figurkę. Uroczystość uświetniły pieśni śpiewane przez uczniów szkoły powszechnej w Piotrowicach. Występ dzieci był bardzo wzruszający dla rodziców małych śpiewaków i stresujący dla wychowawcy szkolnego p. Krajewskiego. 

Gospodarz uroczystości wójt Matyla poprosił o zabranie głosu gościa honorowego prof. Juliana Szpunara (1877-1974) z Leszna, wybitnego nauczyciela, działacza kulturalnego i społecznego. Julian Szpunar w Lesznie znalazł się we wrze­śniu 1924 i podjął obowiązki nauczyciela w szkole ćwiczeń przy Seminarium Nauczy­cielskim Męskim. Później był profesorem języka polskiego tego Seminarium oraz gim­nazjów męskiego i żeńskiego. Uczył języ­ka polskiego w Gimnazjum Niemieckim i w Szkole Rolniczej w Zaborowie. Angażował się w życie kulturalne miasta. Przez 15 lat był prezesem Związku Obrońców Kresów Zachodnich, od 1934 Polskiego Związku Zachodniego, przez 2 lata - Ligi Obrony Po­wietrznej Polski. Wygłaszał odczyty w „So­kole", w jednostkach garnizonu na kursach wieczorowych, występował jako skrzypek w zespołach orkiestrowych i solo na koncer­tach Towarzystwa Urzędników Kolejowych, także przed niektórymi seansami filmowy­mi, a nawet dla więźniów. Urządzał wieczory autorskie dla inteligencji miasta i powiatu, pisał do prasy regionalnej. Reżyserował przedstawienia amatorskie. Opiekował się Drużyną Harcerską nr 2 im. J. Słowackiego w Lesznie i pisał artykuły do prasy harcerskiej. Organi­zował dla młodzieży wycieczki rowerowe, m.in. szlakiem Mickiewicza w Wielkopolsce. Rower był jedną z jego pasji. Był człowie­kiem towarzyskim, bardzo ruchliwym, cie­kawym wszystkiego, co wielkopolskie. Na łamach prasy niemieckiej był atakowany za pisanie o polskości Leszna i działanie w Pol­skim Związku Zachodnim. Do tej prasy pi­sał również, broniąc spraw polskich.

Uczestnicy koncertu z osobistym udziałem kompozytora Feliksa Nowowiejskiego (siedzi w środku z założonymi rękoma). Pierwszy z lewej siedzi prof. Julian Szpunar (trzyma skrzypce). Leszno 1933 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe 

Ten wybitny człowiek teraz stał przed mieszkańcami Piotrowic i zaczął przemawiać w miejscu szczególnym bo na pograniczu polsko niemieckim. W swoim wystąpieniu poruszał aktualne problemy związane ze stosunkami między oba państwami. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę z faktu, że przed II wojną światową połowę mieszkańców Piotrowic stanowili Niemcy (w pewnych okresach nawet większość). Prof. Szpunar stwierdził, że duch polityki hitlerowskiej wobec Polski nie zmienił się pomimo zawartego z Niemcami paktu o nieagresji. Mówca skrytykował ostatnie słowa kanclerza Niemiec Hitlera, który stwierdził, że Polska nie ma prawa mieć dostępu do Morza Bałtyckiego. Mówiąc to prof. Szpunar skierował rękę w kierunku południowym gdzie kilka kilometrów od Piotrowic znajdowała się granica państwowa z Niemcami. "Tam" - powiedział - "za tą granicą znajdują się odwiecznie polskie ziemie i nigdy się ich nie wyrzekniemy! " Tego emocjonującego przemówienia, jeśli wierzyć ówczesnej prasie, wysłuchało 700 osób! Wśród zgromadzonych był Niemiec Alfred Rausch, młody robotnik rolny zatrudniony jako parobek w majątku hrabiego von Lessen, właściciela ziemskiego z Trzebin. Parobek ten, gdy następnego dnia spotkał się ze znajomym Polakiem M. zaczął wykrzykiwać w złości: "Co te przeklęte Polaki chcą? Sami nie mają co żreć, a chcą Polskę większą zrobić! Polacy mogą być radzi, że Niemcy zatrudniają bezrobotnych Polaków. Tak czy siak niedługo będzie z Polską koniec! 

Sprawą Niemca Alfreda Rauscha zajął się leszczyński prokurator Sądu Okręgowego. Parobek został oskarżony o lżenie i obrazę Narodu Polskiego. 


Wszystkich którzy znają historie kapliczki, ufundowanej przed wojną przez mieszkańców Piotrowic zachęcam do dzielenia się swoją wiedzą. Może ktoś wie, gdzie się znajdowała i co się z nią stało? A może to nie była kapliczka tylko krzyż, który kiedyś stał w centrum wsi, zniszczony przez Niemców podczas ostatniej wojny?




Źródła z których korzystałem: 

1. Głos Leszczyński wydanie z 7 lipca 1938 roku

2. Głos Leszczyński wydanie z 6 maja 1938 roku

3. https//szukajwarchiwach.gov.pl/

4. https//kurierswieciechowski.pl/

5. Wspomnienia członków rodziny


czwartek, 13 października 2022

Babcia Stanisława Chudzik z domu Zakręt – zagadka rozwiązana


Stanisława Zakręt 1894-1964

Pamiętacie Babcie Stasie? Pisałem o niej TUTAJ i TUTAJ. Warto przeczytać te wątki aby odświeżyć sobie pamięć i wiedzę o tej skromnej osobie, naszej Babci, Prababci, Praprababci. Przez  dziesięć ostatnich lat starałem się rozwikłać jedną z ciekawszych tajemnic, które towarzyszyły mi w trakcie moich genealogicznych zmagań z przeszłością. Tą zagadką były niejasne okoliczności w jakich Babcia Stasia przyszła na świat, ponieważ nie dysponowałem żadnym dokumentem, który potwierdziłby gdzie się urodziła, kiedy, i kim byli jej rodzice. I choć nie ma jej już z nami od ponad 50 lat to postawiłem sobie za punkt honoru aby dojść prawdy i zakończyć ten temat. Po tym trochę chaotycznym wstępie lecimy z tematem:

30 lipca 1909 roku. Kraszewice, Powiat Ostrzeszowski, 10 km na północny zachód od miejscowości Mielcuchy. Godzina 10.00. Od rana, jak na porządny lipiec przystało pada rzęsisty deszcz. Jest przenikliwie zimno bo jakby deszczu było mało - wieje, i to całkiem mocno. Do budynku plebani zbliża się kilka osób. Opatuleni w płaszcze próbują przedrzeć się przez ścianę deszczu pchaną w ich kierunku przez silny wiatr. Wreszcie z trudem docierają do ganku budynku, w którym urzęduje proboszcz tutejszej parafii. Przyjrzyjmy się tym postaciom: pierwszy z mężczyzn to 37 letni gospodarz z Mielcuch Szczepan Zakręt. Raczej nie grzeszy wzrostem. Spod kaptura jego płaszcza wystaje sfatygowany już daszek czapki. Drugi mężczyzna to Andrzej Zakręt - starszy brat Szczepana. Choć dobiega 50tki wydaje się być silnym i ciągle sprawnym mężczyzną. Andrzej wydaje się być wylewnym człowiekiem. Nawet teraz, w trakcie takiej ulewy, buzia mu się nie zamyka. Gestykulując próbuje przekonać do czegoś trzeciego mężczyznę, którym okazuje się być Walenty Wysota, sąsiad z  Mielcuch. Tuż obok przemoczonych postaci stoi nieśmiało młoda dziewczyna. Spod chustki na głowie wystaje długi warkocz upleciony starannie z czarnych jak smoła włosów. Dziewczę ma 15 lat i tak naprawdę to nie wie po co została tu przywieziona przez ojca Szczepana, stryjka Andrzeja i pana Walentego.

Ta 15 letnia dziewczyna to oczywiście Babcia Stasia .Tak sobie wyobraziłem ten dzień w którym Szczepan Zakręt oficjalnie zgłosił…..urodzenie córki!

10 lat zeszło mi na szukaniu aktu urodzenia Stanisławy Zakręt. Jej datę urodzenia tj 13 listopada 1894 roku potwierdził telefonicznie urzędnik gminy w Kotli, na terenie której w 1964 roku umarła Babcia Stasia. Powiedział mi przy okazji że urodziła się w Mielcuchach. Wziąłem się więc ochoczo za szukanie aktu urodzenia Stanisławy. Zeszło mi 10 lat. W końcu zacząłem podejrzewać że Stanisława nie urodziła się w Mielcuchach tylko w zupełnie innej miejscowości. Jej mama a moja praprababka Zofia z Jabłońskich całe życie mieszkała w Mielcuchach. Co więc takiego się wydarzyło, że nie mogłem znaleźć tego jednego aktu urodzenia? 

1. Stanisława Zakręt urodziła się 13 listopada 1894 roku. Źródło: akt urodzenia nr 230 z książki urodzonych w parafii Kraszewice z 1909 roku.

2. Stanisława w dniu urodzenia nie mogła przyjąć nazwiska Zakręt lecz nazywała się Jabłońska, po swojej matce Zofii z Jabłońskich, która w dniu urodzin córki była panną.

3. Zofia Jabłońska wyszła za mąż za Szczepana Zakręta dokładnie 2 miesiące po urodzeniu Stanisławy tj. 13 stycznia 1895 roku.

4. Zofia Jabłońska z jakiegoś powodu nie dopełniła formalności wymaganych prawem i nie zgłosiła urodzenia dziecka przed urzędnikiem stanu cywilnego (w tamtych czasach należało zgłosić urodzenie dziecka proboszczowi).

4. Po ślubie małżonkowie Szczepan i Zofia Zakręt również nie zgłosili urodzenia Stanisławy, choć zgłaszali wszystkie swoje dzieci, które przyszły potem na świat (Józefa w 1897, Ludwik w 1901, Ludwika w 1903, Józef w 1906, Bronisław w 1909, Helena w 1914)

5. Z aktu urodzenia Stanisławy (tego z 1909 roku) wynika, że jako powód niezgłoszenia urodzin dziecka podano nieobecność ojca (w dniu urodzin?) Osobiście uważam, że Szczepan Zakręt nie był biologicznym ojcem Babci Stasi. Gdyby tak było to zadbałby o to aby w akcie urodzenia Stanisławy wyraźnie to zaznaczyć, zresztą tak zwykle się to odbywało. Tymczasem ojcostwo Stanisławy jest w jej akcie urodzenia dziwnie „niedopowiedziane” Cyt: "…dziecię urodziło się we wsi Mielcuchy trzynastego listopada tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego czwartego roku o godzinie dziewiątej po południu z jego  (Szczepana) ślubnej małżonki Zofii z Jabłońskich…" Spisujący dokument ksiądz stwierdził, że dziecko urodziła Zofia. Nic ponad to.

6. Nie ulega wątpliwości, że Szczepan uznał dziecko Zofii za swoje i „zezwolił” aby nosiła jego nazwisko.

7. Kto więc był biologicznym ojcem Stanisławy? Nigdy się tego nie dowiemy.

8. Dlaczego Szczepan nie ożenił się z Zofią gdy była w ciąży lecz krótko po porodzie? Hm…

9. Rodzicami chrzestnymi Stanisławy zostali Tomasz Perlak i Jadwiga Godyla

Akt urodzenia Stanisławy Zakręt z 1909 r.


wtorek, 15 marca 2022

Kronika szkolna z Piotrowic.

Postanowiłem kontynuować temat historii szkoły w Piotrowicach w gminie Święciechowa. Temat ten od dawna rozpala moją wyobraźnię, co zaowocowało jakiś czas temu dwuczęściowym tekstem, który napisałem dla Kurier Święciechowski:

Szkoła w Piotrowicach cz.1 

Szkoła w Piotrowicach cz.2 

Oba teksty napisałem posiłkując się dostępnymi w Internetach materiałami z okresu dwudziestolecia międzywojennego, które zawierały szereg ciekawych informacji na temat ówczesnego szkolnictwa w odrodzonej Polsce. Innym źródłem wiedzy, z którego czerpałem poznając losy uczniów i ich nauczycieli z Piotrowic i Niechłodu  był artykuł zamieszczony kilkanaście lat temu w Przyjacielu Ludu, którego autorem jest znany leszczyński regionalista Pan Stanisław Jędraś. Pan Stanisław chyba jako pierwszy podjął temat historii szkoły w Piotrowicach korzystając  przy tym z "tajemniczej" kroniki szkolnej, która była prowadzona niemal przez wszystkie lata istnienia szkoły w Piotrowicach tj przynajmniej od 1877 roku. 

Dlaczego kronika szkoły w Piotrowicach jest taka wyjątkowa?

Przede wszystkim dlatego, że powstawała w miejscu szczególnym dla tak małej wsi jak Piotrowice a mianowicie w szkole - placówce oświatowej. Poza tym z kroniki z pewnością wyłania się obraz wsi Piotrowice na przestrzeni ponad 100 lat!. Kronika zawiera opis organizacji szkoły i wszystkie aspekty jej funkcjonowania w okresie zaboru pruskiego, po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku oraz w Polsce Ludowej. To musi być fascynująca lektura! Wyobrażam sobie, że na kartach kroniki opisano ważne wydarzenia, uroczystości, nazwiska uczniów, opisy wycieczek, daty rozpoczęcia i zakończenia roku szkolnego itp.  Być może w kronice znajdują się zdjęcia uczniów i nauczycieli.  

Uczniowie szkoły w Piotrowicach. Lata 30te XX w?

 Kilka tygodni temu nawiązałem kontakt z Panią Agatą J. która okazała się być prawnuczką Stanisława Gilowskiego - pierwszego polskiego kierownika szkoły w Piotrowicach w latach 1922-1929. Ta bardzo interesująca internetowa znajomość pozwoliła mi zapoznać się z losami rodziny Gilowskich z okresu kiedy mieszkali w Piotrowicach a nawet później. W 1929 roku Stanisław Gilowski objął posadę kierownika szkoły w Lasocicach. Jego prawdziwą pasją była miłość do książek, które regularnie kupował w "zaprzyjaźnionej" leszczyńskiej bibliotece. Sam również udzielał się w bibliotekarstwie. Dość powiedzieć, że w latach 30 tych XX w związany był z Biblioteką Pedagogiczną Nauczycielstwa Obwodu Szkolnego w Lesznie. Biblioteka ta została założona w 1934 roku a jej księgozbiór kupowany był ze składek nauczycieli. Biblioteką kierował Zarząd, do którego oprócz Stanisława Gilowskiego wchodzili nauczyciele z Leszna: Czesław Ziętek, Wincenty Kohutyński, Leonard Gąsiorek. Po wojnie w latach 1946 - 1951 Stanisław Gilowski był dyrektorem Publicznej Średniej Szkoły Zawodowej w Lesznie (obecny Zespół Szkół Technicznych przy ul. Narutowicza w Lesznie). 

Pani Agata J obdarzyła mnie wielkim zaufaniem (za co bardzo dziękuję) i udostępniła mi zdjęcia kilku stron kroniki szkoły w Piotrowicach, zapisanych własnoręcznie przez swojego pradziadka Stanisława Gilowskiego. Poniżej przedstawiam fragment pierwszej strony, którą Stanisław Gilowski zapisał w dniu objęcia posady kierownika szkoły tj 7 listopada 1922 roku:

Fragment kroniki szkolnej. Notatka Stanisława Gilowskiego o objęciu posady kierownika szkoły w Piotrowicach . 7.11.1922 rok

Treść: 

"Objęcie posady. Na mocy rozporządzenia Wysokiego Kuratora Okręgu Szkolnego Poznańskiego w dniu 7.11.1922 objął posadę kierownika szkoły katolickiej w Piotrowicach Stanisław Gilowski. Mało nas tu na kresach zachodnich jest Polaków – Światłodawców. Z dalekich stron znad Dniestru, srebrnej wstęgi gór Karpat łańcucha granicznego południowo-wschodnich kresów przybyłem tu, by dalej pracować i wychowywać młode pokolenie na godnych synów i córki wolnej – niepodległej Polski. Trudną i mozolną tu będzie praca wśród wprost wrogo usposobionej do polskości ludności niemieckiej. Gościnność niepolska tu jest, wrogiem najstraszniejszym dla mieszkańców zdaję się być. Bóg da – będzie lepiej – przyszłość pokaże! Zaniedbanie zaś w szkole pod każdym względem jest bardzo wielkie. Dziatwa III grupy i IV grupy prawie czytać i pisać nie umie. Trzeba by dobrego ogrodnika by z tych „dziczek” wychować owoce dobre. Dołożę wszelkich starań bym się stał godnym tego zaszczytu, że tu pracować mam jako pierwszy polski kierownik szkoły. W imię Boże dla Boga i Ojczyzny"

Na koniec trochę statystycznych danych dotyczących szkoły powszechnej w Piotrowicach z roku szkolnego 1925/1926. Informacje znalazłem w wydawnictwie pt: "Szkoły Powszechne Rzeczypospolitej Polskiej w roku szkolnym 1925/1926. Stan na dzień 1.12.1925.":

  • Liczba nauczycieli etatowych: 2, nieetatowych: 1
  • Ilość godzin lekcyjnych w tygodniu: 62
  • Ilość uczniów 62 (z Piotrowic i Niechłodu)
  • Język nauczania: polski i niemiecki
  • Ilość izb lekcyjnych: 2 o łącznej powierzchni 83,8 m kw.
  • We władaniu szkoły były 2 mieszkania dla nauczycieli o łącznej liczbie pokoi: 9 ( w tym 2 kuchnie)

Proszę o informację wszystkich, którzy wiedzą coś na temat losów kroniki szkolnej z Piotrowic. Jak dotąd nie udało mi się ustalić jej miejsca przechowywania. Zwróciłem się w tej sprawie do kilku instytucji i obecnie czekam na odpowiedź.


 

 

wtorek, 5 października 2021

Wspomnienia Telesfora Bednarczyka (1929-2018)

Telesfor Bednarczyk (1929-2018) był szóstym synem Czesława i Marianny z domu Kędziora. W 2001 roku obchodził 72 urodziny. Będąc świadomym szybko upływającego czasu, rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu i umieścił kasetę magnetofonową w kieszeni swojego "kaseciaka". Po chwili z jego ust zaczęły wydobywać się słowa...Tak powstały jego wzruszające wspomnienia, które dzisiaj, po 20 latach możemy wspólnie odsłuchać. Z nagrania dowiemy się o losach rodziny Bednarczyków z Dłużyzny w okresie okupacji. Telesfor Bednarczyk oczami nastolatka barwnie opisuje lata spędzone we wsi Zaborówiec po przymusowym wysiedleniu Bednarczyków z Dłużyny. Wspomina swoich krewnych, a także ...zaprasza nas do wspólnego śpiewania. Nagranie jest słabej jakości dlatego należy słuchać go uważnie i na zwiększonej głośności. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do wspólnego słuchania. Przed Wami Telesfor Bednarczyk. Klikajcie w link poniżej:

         Wspomnienia Telesfora Bednarczyka z 2001 roku.

 


niedziela, 11 lipca 2021

Hudzikowie z Mielcuch

Jak ten czas pomyka. A wokół zmiany, zmiany, zmiany....Czy się nudzę? Ależ skąd! Roboty co niemiara i to nie tylko w ogrodzie. Zewsząd mnóstwo impulsów pobudzających do działania. Wraz z upływem lat wcale ich nie ubywa, wręcz przeciwnie. Skoro już usprawiedliwiłem swoją małą aktywność na blogu, czas zacząć go pisać. Dzisiaj wracam do Mielcuch, sympatycznej wioseczki leżącej w powiecie ostrzeszowskim. Ciekawe, że przed 2013 rokiem nie miałem pojęcia o istnieniu tej miejscowości. Wszystko się zmieniło za sprawą potomków Klemensa Hudzika, którzy we właściwym dla mnie momencie "oświecili" mnie a moje skromne badania genealogiczne ukierunkowali we właściwym kierunku - w stronę  Mielcuch. Mielcuchy wcale nie są kolebką Hudzików. Raczej przystankiem w podróżach w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Przed 1909 rokiem w Mielcuchach pewnie nikt nawet nie słyszał o Hudzikach. Tacy tu nie mieszkali. Pełno tu było od lat Bednarków, Salomonów Pacynów, Niedźwiedzi, Bolków, Jeziornych, Zakrętów, Kędzi, Kosmalów, Gołdynów, Grzegorków, Raszewskich, Sibińskich...ale nie Hudzików. Aż do 1910 roku. Wówczas to we wsi pojawił się Klemens Hudzik/Chudzik* (1880-1941) wraz z poślubioną 4 lata wcześniej Jadwigą z Grzegorków (1882-1951) Towarzyszyła im dwójka ich dzieci: pięcioletni Jan (1905-1970) i jednoroczna Maria (1909-1990). Nowi mieszkańcy Mielcuch przyjechali ze wsi Gęsówka leżącej w gminie Wróblew k/Sieradza. Był jeszcze ktoś ale o tym za chwilę.

Klemens Hudzik był jedynym męskim potomkiem Tomasza Chudzika i Katarzyny z domu Alojziak/Alejziak. Urodził się 19 listopada 1880 roku we wsi Józefów w parafii Gruszczyce. Lata młodości spędził w Gęsówce. To tutaj prawdopodobnie przejął gospodarstwo po ojcu Tomaszu Chudziku. Gęsówka to bardzo ważne miejsce na genealogicznej mapie Hudzików. Oprócz wymienionych osób przynajmniej przez jakiś czas mieszkali tam inni członkowie rodziny Tomasza i Katarzyny Chudzików. Były to ich pozostałe dzieci: moja praprababka Franciszka (1872-1955), Kamila (1883-?), Marianna (1869-?) i prawdopodobnie Tekla (1875-1894). Dziadkowie Tomasz i Katarzyna wychowywali w Gęsówce wnuka o imieniu Marcin. To smutna historia o której wielokrotnie już pisałem i nie będę się teraz powtarzał. Napiszę tylko, że był to mój prapradziadek Marcin, który urodził się w tej wsi w 1896 roku (zmarł w Piotrowicach k/Leszna 29 maja 1945 r) Marcin był nieślubnym synem Franciszki, która- jak wszystko na to wskazuje - nie miała zamiaru go wychowywać. W tej sytuacji jedyne co mogła zrobić to oddać dziecko do jakiegoś przytułku lub zostawić na wychowanie swoim rodzicom w Gęsówce. Na szczęście wybrała to drugie wyjście, prawdopodobnie dlatego, że jej ojciec Tomasz miał dopiero 57 lat a Katarzyna właśnie ledwo przekroczyła 50tkę. I tak oto mój pradziadek Marcin zaczął dorastać u boku swoich dziadków, wujków i ciotek. W tym miejscu pozwolę sobie na ciekawą dygresję: Klemens Hudzik w naturalny sposób przekazał nazwisko swoim potomkom. Paradoksalnie mój pradziadek Marcin Chudzik dzięki temu /poprawniej będzie napisać za sprawą tego/, że był dzieckiem nieślubnym, przekazał nazwisko "Chudzik" swoim potomkom. Zauważmy: gdyby Marcin urodził się w pełnej rodzinie to dzisiaj cała moja rodzina po kądzieli (ze strony mojej mamy)  nosiłaby inne nazwisko rodowe. :)
 
Wróćmy jednak do Mielcuch. Jak napisałem wyżej Klemens wraz z żoną w 1910 roku zamieszkali w Mielcuchach. Z pewnością nie było ich stać na nowy dom, dlatego przypuszczam, że przynajmniej przez jakiś czas korzystali z gościnności rodziców Jadwigi: Ignacego Grzegorka i jego żony Marii z Raszewskich. W Mielcuchach przyszły na świat kolejne dzieci Klemensa: Marcin w 1911 r, Feliks w 1914 r, Stanisława w 1920 r, Ignacy w 1923 r, Władysław w 1935 r oraz Józefa w 1928 r. 

Przez wiele lat zastanawiałem się jak potoczyły się losy Tomasza Chudzika i jego żony Katarzyny po tym jak ich  jedyny syn Klemens założył rodzinę i opuścił Gęsówkę.  Naturalnie zacząłem ich szukać w Gęsówce. Jeśli dobiegli tam swojego żywota to musieli być pochowani  na tutejszym cmentarzu parafialnym w Charłupii Wielkiej.  Spodziewałem się, że właśnie tutaj znajdę ich akty zgonów. Przejrzałem dostępne w Internecie akty metrykalne parafii Charłupia Wielka i nie znalazłem interesujących mnie dokumentów. Wówczas napisałem list do USC we Wróblewie (siedziba gminy, na terenie której  znajduje się Gęsówka) Poprosiłem o sprawdzenie akt metrykalnych aż do 1920 roku.  Przemiła Pani Urzędniczka zapewniła mnie w rozmowie telefonicznej, że w przechowywanych przez USC we Wróblewie aktach metrykalnych nie ma śladu Chudzików.  Teraz nabrałem pewności,  że  Tomasz i Katarzyna z jakiegoś powodu opuścili Gęsówkę z zamieszkali na terenie innej gminy lub innej parafii. Tylko gdzie ? I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Założyłem optymistycznie, że Klemens nie zostawił rodziców samych w Gęsówce ale po jakimś czasie sprowadził ich do Mielcuch. Sprowadził ich razem z ich wnukiem a moim pradziadkiem Marcinem Chudzikiem. Jednak brakowało mi dowodów na tą śmiałą tezę więc zacząłem ich szukać w Archiwum Państwowym w Kaliszu, gdzie znajdują się akta metrykalne parafii w Kraszewicach (do tej parafii należały Mielcuchy przed 1915 rokiem) Niestety i w tym przypadku moje poszukiwania spełzły na niczym. Tak mijały kolejne lata a ja traciłem nadzieję na wyjaśnienie tej zagadki. 

Niedawno Archiwum Państwowe w Kaliszu udostępniło dokumentację aktową parafii w Kraszewicach za lata 1910 - 1918. W spisie osób pochowanych w roku 1917 znalazłem swojego praprapradziadka Tomasza Chudzika  !!!. Zagadka rozwiązała się sama.


Teraz już wiem, że Tomasz Chudzik i jego żona Katarzyna z Alojziaków/Alejziaków oststnie lata swojego życia spędzili z najbliższymi sobie osobami w Mielcuchach.

Akt zgonu Tomasza Hudzika - źródło: Archiwum Państwowe Kaliszu


Akt zgonu nr 47. Mielcuchy. Działo się we wsi Kraszewice dnia 13 marca 1917 roku o godzinie 9 rano stawili się Franciszek Grzegorek lat 40 i Idzi Kobiela lat 52 liczących obaj gospodarze zamieszkali we wsi Mielcuchy i oświadczyli iż dnia 11 marca tegoż roku o godzinie drugiej w nocy umarł Tomasz HUDZIK urodzony w gminie Wróblew powiatu sieradzkiego, zamieszkały we wsi Mielcuchy lat 78 liczący syn Feliksa Hudzika i żony jego niewiadomego imienia i nazwiska rodziców zostawiwszy po sobie owdowiałą żonę Katarzynę. Po naocznym przekonaniu się o zejściu Tomasza Hudzika akt ten stawającym pisać nie umiejącym przeczytany przez Nas i podpisany został. Ksiądz Władysław Gumiński 


*Nazwisko Tomasza tak naprawdę należało pisać przez "Ch" Więcej na ten temat pisałem TU

wtorek, 1 grudnia 2020

Złote Gody Franciszka i Rozalii Lemanowicz. Königlich Neudorf 1889 r.

 

Nowa Wieś Królewska (niem. Königlich Neudorf) to niewielka miejscowość położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie wąbrzeskim, w gminie Płużnica. To w tutejszym kościele w dniu 10 lutego 1839 roku na ślubnym kobiercu stanęli młodzian Franciszek Lemanowicz lat 27 i  Rozalia Schilke panna lat 23. Tak zaczęła się historia rodu Lemanowiczów wywodzącego się z Ziemi Chełmińskiej.
 
 
Akt zawarcia małżeństwa pomiędzy Franciszkiem Lemanowicz a Rozalią Schilke 10.02.1839 r

Zajrzyjmy więc do liczącego już ponad 181 lat dokumentu. Dowiadujemy się z niego, że młodzi małżonkowie Franciszek i Rozalia byli wyznania katolickiego. Ceremonię ślubną poprzedziły 3 zapowiedzi dokonane w kościele parafialnym w Nowej Wsi Królewskiej w dniach 27 stycznia, 3 i 10 lutego 1839 roku. Z aktu małżeństwa wynika, że z jakiegoś ważnego powodu narzeczeni zawarli małżeństwo za zgodą sądu, co zostało wyraźnie zapisane w jednej z rubryk jako "consensus judicii". Zapis ten może świadczyć o przynajmniej kilku przyczynach wymaganej zgody sądu na to małżeństwo. Z dokumentu raczej nie wynika aby któreś z małżonków było wdowcem lub wdową. Franciszka określono jako "juvenis" co znaczy młodzian, chłopak a Rozalię jako "virgo" co znaczy panna, dziewica. Zgoda sądu z powodu małoletności małżonków też raczej nie wchodzi w grę. Ta kwestia pozostaje więc do rozstrzygnięcia. 

Po ślubie Franciszek i Rozalia zamieszkali we wsi Mgowo oddalonej od Wąbrzeźna o ok. 20 km na północny zachód. Tutaj przychodziły na świat ich dzieci: Jan (1839-1895), Marianna (1841- prawdopodobnie zmarła przed 1845 r), Marianna (1845-1911). Po 1845 roku rodzina przeniosła się do wsi Bągart. W tej wsi urodzili się: Franciszek (1848 -?) i Rozalia (1851 -?). Ich kolejne dziecko - syn Walenty urodził się we wsi Pieńki w 1854 roku. Franciszek i Rozalia powracają do Nowej Wsi Królewskiej aby tutaj w 1860 roku przyszła na świat ich córka Franciszka.  
 
Zastanawiałem się skąd na Ziemię Chełmińską przybyli Franciszek Lemanowicz i Rozalia Schilke? Jestem pewien, że przed 1839 roku nie mieszkali tutaj ich przodkowie. Łatwo to sprawdzić przeglądając akta parafialne z lat 1803 - 1839. Nie napotkałem w nich nawet najmniejszego śladu obecności Lemanowiczów na tym terenie. Dopiero po roku 1874 potomkowie Franciszka i Rozalii zaczęli osiedlać się w pobliskich miejscowościach takich jak Niedźwiedź, Lisewo i Wąbrzeźno.
W akcie małżeństwa moich praprapradziadków nie podano imion ich rodziców ani miejsca ich urodzenia. Gdzie więc mieszkali Lemanowicze w XVIII i na początku XIXw? Według mojego rozeznania mieszkali przede wszystkim w okolicach Drobina i Rypina. Obie te miejscowości znajdują się kilkadziesiąt kilometrów na południowy wschód od Wąbrzeźna. Kto wie, może właśnie tam powinienem szukać swoich korzeni? Kluczem do odpowiedzi na postawione pytanie z pewnością  będzie odnalezienie aktów urodzenia Franciszka Lemanowicz lub Rozalii Schilke. 
 
W Nowej Wsi Królewskiej Franciszek i Rozalia doczekali sędziwej starości. W lutym 1889 roku uroczyście obchodzili 50 lecie małżeństwa. Z tej okazji Gazeta Toruńska "Thorner Presse" w dniu 17 lutego 1889 roku umieściła następującą informację:
 
Fragment z "Thorner Presse" z 17 lutego 1889 roku mówiący o uroczystych obchodach złotych godów Franciszka i Rozalii Lemanowicz. 

..."Z powiatu wąbrzeskiego. 13 lutego. Małżeństwo Lemanowiczów uroczyście obchodziło wczoraj w Nowej Wsi Królewskiej złote gody. Cesarz zatwierdził na tą uroczystość kwotę w wysokości 30 marek. Gmina również sprawiła parze małżonków miłą niespodziankę przekazując im uroczyście w dniu ich święta kwotę 25 marek"


Cesarz Prus Wilhelm II. To on w 1889 roku przekazał 25 marek Franciszkowi i Rozalii Lemanowicz z okazji 50 lecia zawarcia związku małżeńskiego. Zdjęcie źródło: https://pl.wikipedia.org


czwartek, 24 września 2020

Nasi też to zrobili: podpisali !

W 1926 roku naród amerykański świętował 150 lecie niepodległości. Leopold Kotnowski, pełniący w 1926 roku obowiązki prezesa Amerykańsko-Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej zaproponował aby z tej okazji stworzyć Polską Deklaracje o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych. Był to bardzo nietypowy sposób uczczenia tej rocznicy, który zakładał włączenie się do akcji wielu milionów Polaków a przede wszystkim uczniów szkół powszechnych. W tym celu urzędnicy, pracownicy zakładów pracy i uczniowie szkół  powszechnych składali na specjalnie opracowanych kartach wdzięczności własnoręczne podpisy.  Akcja spotkała się z niebywałą aprobatą zwłaszcza szkół, które prześcigały się w oryginalności składanych życzeń narodowi amerykańskiemu. Chciały w ten sposób wyróżnić się  na tle pozostałych placówek. Karty wdzięczności odsyłane przez szkoły, pięknie kaligrafowane, były często bogato zdobione w motywy kwiatowe, ilustracje, podpisy skoncentrowane wokoło pieczęci. Ponadto, prócz złożonych podpisów wklejano pocztówki, zdjęcia oddziałów klasowych, a nawet układano wierszyki. Dzięki powszechnemu dostępowi do Internetu każdy może samodzielnie przeglądać poszczególne strony Deklaracji pod adresem: Polska1926

Poniżej przedstawiam efekt moich własnych poszukiwań. Zajęło mi to kilka dni ale było warto. 

Jednoklasowa szkoła w Radomicku. Na stronie podpis Szczepana Bednarczyka członka Miejscowej Rady Szkolnej

 
Szkoła Powszechna w Dłużynie. W ramkach podpisy Marty-11 lat i Marianny-12 lat (córek Walentego Bednarczyka) oraz Marty-14 lat i Władysławy-12 lat (córek Czesława Bednarczyka)


Jednoklasowa Szkoła Powszechna w Gołanicach. W ramkach podpisy synów Stanisławy Zakręt Feliksa i Andrzeja. Ciekawostką jest, że obaj nastoletni chłopcy podpisali się nazwiskiem ojczyma Marcina Chudzika. Kartę opatrzono zdjęciem szkoły w Gołanicach.

7 klasowa Powszechna Szkoła Męska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis mojego dziadka Franciszka Lemanowicza-14 lat

Szkoła Wydziałowa Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis mojej babci Gertrudy Błaszkiewicz - 12 lat

7 klasowa Powszechna Szkoła Męska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Bolesława Lemanowicza-14 lat

Szkoła Wydziałowa Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Łucji Lemanowicz -17 lat

7 klasowa Szkoła Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpis Ireny Lemanowicz-14 lat


7 klasowa Szkoła Żeńska w Wąbrzeźnie. W ramce podpisy Heleny Błaszkiewicz -14 lat i Marii Lemanowicz (jak dotąd nie udało mi się ustalić kim była Maria)

Szkoła Powszechna w Piotrowicach.