poniedziałek, 16 lutego 2026

Postępowanie spadkowe Bednarczyków z Radomicka

W 1873 roku w Radomicku zmarł mój praprapradziadek Antoni Bednarczyk (ur. ok 1780 r). Naturalnym spadkobiercą po nim został najstarszy z synów Antoniego - mój prapradziadek Walenty Bednarczyk (1812-1900). 13 maja 1873 roku Walenty zawarł ugodę przed sądem zapewne z pozostałymi spadkobiercami po Antonim (zmarły miał 6 żyjących dzieci), w której zobowiązał się do zapewnienia swojej matce Reginie Bednarczyk, z domu Kasperskiej, dożywotniej opieki tj. dachu nad głową, wyżywienia oraz opieki, aż do jej śmierci. Ponadto w księdze wieczystej zapisano, że przejętej po zmarłym ojcu nieruchomości nie można było sprzedać bez zgody dożywotniczki (Reginy) lub bez przejęcia obowiązku opieki przez innego nowego nabywcę. 

Minęło 10 lat...

7 listopada 1883 roku ten sam Walenty Bednarczyk stawił się  u notariusza Teodora Geisslera w Śmiglu w towarzystwie swoich dwóch synów: starszego Andrzeja (1845-1894) i młodszego Michała (1851-1901). Podczas tej urzędowej wizyty bracia zawarli kontrakt kupna, którego przedmiotem była parcela o powierzchni 0,32 ha. Kupującym był starszy z nich Andrzej Bednarczyk, sprzedającym - Michał Bednarczyk. Ich ojciec występował tu jako dożywotnik tj. w dokładnie takiej samej roli jak przed laty jego matka Regina z Kasperskich. Andrzej Bednarczyk nabył majątek od brata za kwotę 270 marek i zobowiązał się do dożywotniego utrzymywania swojego ojca Walentego.  Co ważne nieruchomość była obciążona rentą, którą płacił jeszcze Antoni Bednarczyk po tym jak w wyniku uwłaszczenia stał się prawnym właścicielem swojej ziemi i domu. Co prawda przestał być chłopem pańszczyźnianym, ale nie ma nic za darmo. Musiał płacić specjalną rentę do tzw banku rentowego, która przechodziła z pokolenia na pokolenie i została spłacona ostatecznie dopiero na początku XX w. Ale o tym później.  

Fragment umowy kupna działki o pow 0,32ha spisany między braćmi Michałem a Andrzejem Bednarczykami. Śmigiel 1883. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.


Andrzej Bednarczyk nabywając majątek od młodszego brata Michała wraz z obowiązkiem dożywotniego utrzymywania swojego ojca Walentego, musiał spłacić pozostałe swoje rodzeństwo. I tak zobowiązał się do:

  • zapłacenia 900 marek mojemu pradziadkowi Szczepanowi Bednarczykowi (ojcu Czesława Bednarczyka) 
  • zapłacenia siostrze Michalinie - 900 marek. 
  • zapłacenia 15 marek na zakup świni swojej siostrze Mariannie (po mężu Zugehoer)                                                                                                   
Mówiąc prościej: Andrzej Bednarczyk, przejmując ziemię, stawał się dłużnikiem swojego rodzeństwa. Musiał im wypłacić należną część spadku po dziadku Antonim. 

Andrzej Bednarczyk stał się pełnoprawnym gospodarzem, ale z ogromnym "plecakiem" finansowym. Musiał nie tylko utrzymać siebie i żonę Mariannę z domu Zugehoer (z niewielkiego areału, bo te 0,32 ha to było raczej niewielkie gospodarstwo może z przyległym ogrodem), ale także systematycznie spłacać liczne rodzeństwo. To wyjaśnia, dlaczego w dokumentach figuruje jako "robotnik" – prawdopodobnie dorabiał poza własnym gruntem, by sprostać tym zobowiązaniom. 

Minęło kolejnych 11 lat...

Andrzej Bednarczyk zmarł przedwcześnie w styczniu 1894 w wieku 49 lat. 26 lutego 1894 roku w Królewskim Sądzie Rejonowym w Śmiglu stawiła się owdowiała żona Andrzeja Marianna z d. Zugehoer aby dopełnić spraw spadkowych. 

Protokół z rozprawy w sprawie opiekuńczej (spadkowej) po zmarłym mężu Marianny Bednarczyk. Śmigiel 1894 r Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.


Śmigiel, dnia 21 lutego 1894 r

W sprawie opiekuńczej po śmierci Andrzeja Bednarczyka stawiła się wdowa Marianna Bednarczyk z domu Zugehoer  z Radomicka, wyznania katolickiego, władająca jedynie językiem polskim, w związku z czym rozprawiano z nią jedynie w tym języku. Osoba ta posiada zdolność do czynności prawnych a jej tożsamość została prawidłowo zweryfikowana. Osoba zobowiązuje się do rzetelnego i sumiennego sprawowania opieki w miejsce dotychczasowego opiekuna (w domyśle Andrzeja Bednarczyka) nad niżej wymienionymi dziećmi: Franciszkiem, Michaliną, Józefem, Katarzyną i Janem. Wyżej wymieniony jej mąż zmarł w dniu 2 lutego 1894 roku w Radomicku i żył z nią we wspólnocie majątkowej. Nie sporządził testamentu. Marianna Bednarczyk zapewnia pod przysięgą, że poza wymienionymi pięciorgiem dzieci nie są jej znani żadni inni spadkobiercy jej zmarłego męża, Andrzeja Bednarczyka, ani nie wie o żadnym rozporządzeniu na wypadek śmierci, które by po sobie pozostawił. Wnosi o: wydanie zaświadczenia o dziedziczeniu z wpisaniem do ksiąg wieczystych wsi Radomicko (nr 66 i 68) oraz o wpisanie jej i jej dzieci jako jedynych właścicieli. Przeczytano i podpisano. 


Dokument jaki otrzymała Marianna Bednarczyk (dla celów spadkowych) potwierdzający jedyną prawną opiekę nad dziećmi. Śmigiel 1894. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie

Wdowa Marianna Bednarczyk  z domu Zugehoer, katoliczka, zostaje niniejszym ustanowiona opiekunem dla swoich dzieci z małżeństwa ze zmarłym w dniu 2 lutego 1894 roku chałupnikiem Andrzejem Bednarczykiem o imionach:

Franciszek  urodzony 24 marca 1877 r.

Michał urodzony 12 września 1879 r.

Józefa urodzona 14 marca 1882 r.

Katarzyna urodzona 24 października 1884 r.

Jan urodzony 7 lipca 1887 r.

Marianna Bednarczyk został pouczona przez urzędnika, że od teraz spoczywa na niej obowiązek troski o swoje dzieci oraz ich sprawy majątkowe, a także o niezbędne reprezentowanie ich interesów. Została zobowiązana o informowaniu o każdej zmianie miejsca zamieszkania podopiecznych (dzieci). Kobieta dowiedziała się, ze na wypadek ponownego zamążpójścia powinna zgłosić ten fakt Królewskiemu Sądowi Rejonowemu w Śmiglu. 

Pisałem na początku, że posiadłość Antoniego Bednarczyka a następnie jego spadkobierców tj. Walentego, Michała, Andrzeja i na końcu Marianny Bednarczyk była obciążona rentą, która stanowiła swoistą formę zadośćuczynienia dla dworu za to, że chłopi mogli wykupić się z pańszczyzny, często za pośrednictwem państwowych instytucji finansowych, takich jak banki rentowe. Wpłaty miały formę renty pieniężnej, która mogła być rozłożona na długie lata (np. 20 lat lub dłużej), a spłacenie jej w całości dawało pełne prawo własności. 

Marianna Bednarczyk ostatnią ratę renty wpłaciła do Banku Rentowego z siedzibą we Wrocławiu wpłaciła dopiero w 1 lipca 1915 roku. Było to 7 marek i 47 fenigów. (Całość renty wynosiła 34 marki i 30 fenigów). Kwota ta została zaksięgowana w Królewskiej Kasie Banku Rentowego pod numerem dziennika 761 i na stronie 44. 


Potwierdzenie spłaty ostatniej raty renty (wykupu) do kasy banku rentowego we Wrocławiu. 1 lipca 1915 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.  







sobota, 14 lutego 2026

Jan Lemanowicz - honorowy artylerzysta

Historia, którą dzisiaj opowiem, wydarzyła się w Wąbrzeźnie w październiku 1889 roku. Główny jej bohater to Jan Lemanowicz z Wąbrzeźna, parobek w gospodarstwie niejakiego Jana Lesieńskiego. Jest to historia o honorze i nieustępliwości w obliczu krzywoprzysięstwa i przemocy. Przenieśmy się wiec do sali rozpraw Sądu Obwodowego Cesarstwa Niemieckiego w Wąbrzeźnie.  Trwa rozprawa przeciwko Tomaszowi Szczepańskiemu, mieszkańcowi Wąbrzeźna. Broni go adwokat Aronsohn. Szczepański został oskarżony o złożenie fałszywego zeznania pod przysięgą, w sprawie karnej przeciwko parobkowi Janowi Lemanowiczowi przed Sądem Obwodowym w Wąbrzeźnie. Jan Lemanowicz pracował jako parobek u gospodarza Jana Lesieńskiego w gospodarstwie rolnym pod Wąbrzeźnem. Jego kontrakt rozpoczął się w listopadzie 1888 roku i miał trwać do listopada 1889 roku.  Z jakiegoś powodu na miesiąc przed wypełnieniem kontraktu Jan odszedł z tej służby. Kilka dni później wrócił do gospodarstwa Lesieńskiego. Najpierw rozmawiał z żoną gospodarza Katarzyną, którą spotkał na podwórzu. Poprosił o  wydanie swoich rzeczy oraz reszty zaległego zarobku. Gospodyni wydała mu należące do niego przedmioty, jednak w sprawie roszczeń o zaległe pobory kazała zwrócić się do swojego męża. Wkrótce na podwórzu pojawił się Lesieński. Towarzyszył mu jego pracownik Tomasz Szczepański. Lemanowicz ponownie poprosił o swoje pieniądze. W tym momencie stała się rzecz, której Lemanowicz nie mógł się spodziewać.  Gospodarz błyskawicznie chwycił za łańcuszek od zegarka kieszonkowego, który wystawał z kieszeni Jana Lemanowicza i wyrwał go.  Wywiązała się sprzeczka, podczas której Lemanowicz zażądał zwrotu zegarka. Lesieński oznajmił byłemu pracownikowi, żeby ten najpierw  znalazł następcę na swoje miejsce. Lemanowicz nawet nie zdążył zareagować, kiedy został powalony przez Lesieńskiego i Szczepańskiego na ziemie i dotkliwie pobity. 

Nagłówek gazety w której opisano perypetie młodego artylerzysty Jana Lemanowicza. Thorner Presse 1891, Jg. IX, Nro. 87

Janowi Lemanowiczowi jakimś cudem udało się uwolnić i ruszył na przełaj przez pole w stronę Wąbrzeźna. Szczepański rzucił się za nim w pogoń i ponownie bił go po twarzy i wymierzał razy trzcinową laską. Jan Lemanowicz nie zamierzał zostawić tak tej sprawy. Złożył doniesienie na obu oprawców o pobicie. Szczepański jednak był na tyle bezczelny, że pod przysięgą oskarżył niewinnego Jana o kradzież. Twierdził mianowicie, że powiesił na płocie swoją marynarkę, w której znajdował się portfel z 3 markami. Rzekomo widział jak Lemanowicz się przy niej kręcił. Wkrótce potem zauważył brak portfela. Zeznał kłamliwie przed sądem, że od razu podejrzewał o kradzież Lemanowicza i dlatego go pobił. Następnie miał pobiec za nim przez pole i widzieć, jak tamten wyrzucił portfel. Kiedy Szczepański go podniósł, to okazał się że portfel był pusty. W wyniku kłamliwych zeznań Szczepańskiego przeciwko Janowi Lemanowiczowi wniesiono oskarżenie o kradzież. Jan został skazany na 14 dni więzienia. Karę odbył w więzieniu w Wąbrzeźnie, jednak nie odpuścił: po opuszczeniu więzienia złożył apelacje. Sprawa została wznowiona. W jej rozwiązaniu pomógł długi język Szczepańskiego, który wygadał się kilku znajomkom, że przysięga, którą złożył przed sądem była fałszywa. Przysięgał fałszywie bo bał się, że za pobicie Lemanowicza trafi za kratki. Sąd uznał winę Szczepańskiego, który został skazany na 2 lata ciężkiego więzienia w Grudziądzu oraz 2 lata utraty praw obywatelskich.

Do aresztu trafił również Jan Lesieński. Został  oskarżony o świadome krzywoprzysięstwo w dwóch przypadkach i podżeganie do niego w jednym przypadku, a także przeciwko jego żonie Katarzynie z domu Potarskiej oraz żonie oberżysty Helenie Straszkiewicz z domu Lesinskiej z Radzynia Chełmińskiego o świadome krzywoprzysięstwo w jednym przypadku każda. Jak widać sprawa stała się "rozwojowa" i objęła nawet rodzinę z Lesieńskiego z Radzynia Chełmińskiego, może co sugerować, że Lesinscy próbowali ratować się przed sądem, angażując w kłamstwa krewnych. 

Ostatecznie Jan Lemanowicz został oczyszczony przez sąd z zarzutów. Ciekawe czy otrzymał jakieś zadośćuczynienie za niesłusznie zasadzony wyrak 14 dni więzienia? 

Wkrótce rozpoczął służbę w pułku artylerii w Grudziądzu. 

Nasuwa się pytanie: jakie koligacje mogą łączyć mnie z Janem Lemanowiczem, młodym artylerzystą, niesłusznie skazanym w procesie o pobicie i kradzież? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie dysponuję innymi danymi na jego temat a jedynie jego niewątpliwie prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Poszukajmy więc Janów Lemanowiczów, których mam w Drzewie Genealogicznym. 

Jednym z nich jest Jan Lemanowicz (1839-1895) syn Franciszka, urodzony w Mgowie. To mój prapradziadek. To raczej nie on był parobkiem u Lesieńskiego, bowiem miał w tym czasie 50 lat. Możliwe jednak, że naszym bohaterem był jego syn urodzony w 1871 roku. W czasie opisywanych wydarzeń miał 18 lat. 

 

Fragment drzewa genealogicznego rodziny Jana Lemanowicza i Katarzyny z Witkowskich. 

Źródła:

  1. Thorn Presse nr 87 z 1891 r.
  2. Thorn Presse nr 288 z 1892 r.



środa, 4 lutego 2026

Piotrowice. Czas na podsumowanie.

Poniżej znajdują się linki do wszystkich tekstów poświęconych wsi Piotrowice w pow. leszczyńskim, które możecie znaleźć na tym blogu. 



  1. Początki szkoły w Piotrowicach
  2. Dawni mieszkańcy Piotrowic, o których warto pamiętać
  3. Szpiedzy i dywersanci w Piotrowicach 1939
  4. O stowarzyszeniu kołowców w Piotrowicach i Trzebinach
  5. Historia świetlicy wiejskiej w Piotrowicach 
  6. Czasy PRL. Posiedzenie Gromadzkiej Rady Narodowej w sprawie dostaw obowiązkowych przez rolników z Piotrowic 
  7. Czasy PRL. Walka ze stonką ziemniaczaną w Piotrowicach w latach 50 tych XX w. 
  8.  Czasy PRL. Kolektywizacja wsi Piotrowice 1953 r.
  9. Czasy PRL. Posiedzenie Gromadzkiej Rady Narodowej. 1957 r.
  10. Czasy PRL. Posiedzenie Gromadzkiej Rady Narodowej. Problem z zaopatrzeniem sklepów 1959 r. 
  11. Czasy PRL. Zebranie wiejskie w Piotrowicach 1956 r. 
  12. Czasy PRL. Posiedzenie Gromadzkiej Rady Narodowej. Prostowanie drogi przy gorzelni w Zbarzewie. 1957 r. 
  13. Czasy PRL. Zebranie wiejskie w Piotrowicach 1958 rok
  14. Czasy PRL. Kolegia orzekające w gromadzie Niechłód lata 50 XX w
  15. Wiec wyborczy Niechłód, Piotrowice 1958 rok

  16. Uroczystości 3 Majowe i odsłonięcie kapliczki we wsi 1938 rok
  17.  Uroczystości 3 Majowe w Piotrowicach 1923 r.
  18. Uroczyste otwarcie nowej drogi z Piotrowic do Święciechowy 1937 rok 
  19. Obchody Święta Niepodległości w Piotrowicach 1937 r.
  20. Historia szkoły w Piotrowicach cz. 1
  21.  Historia szkoły w Piotrowicach cz. 2
  22.  Historia szkoły w Piotrowicach w pigułce
  23.  Kronika szkoły w Piotrowicach
  24. Podpisy uczniów szkoły w Piotrowicach 1926 r. 
  25.  O dawnej mieszkance Piotrowic Kazimierze Dobrowolskiej
  26. Protokoły Gromadzkiej Rady Narodowej w Niechłodzie dotyczące Piotrowic. Wizyta w Archiwum Państwowym w Lesznie
  27.  Trudne chwile w rodzinie Hudzików po wyzwoleniu 1945 r.. 
  28.  Śmierć Marcina Chudzika 1945 r.
  29.  Młyn w Piotrowicach. Niemy świadek historii wsi cz. 1.
  30.  Młyn w Piotrowicach. Niemy świadek historii wsi cz. 2
  31. Dokumenty archiwalne Ludwika Hudzika. Moja wizyta w Archiwum Państwowym w Lesznie. 
  32. Ślub Ludwika Hudzika i Anny Bednarczyk 1947 r 
  33. Wspomnienia Anny Hudzik cz. 1 
  34. Wspomnienia Anny Hudzik cz. 2 
  35. Wspomnienia Anny Hudzik cz. 3 
  36.  Wspomnienia Anny Hudzik cz. 4
  37. Wspomnienia Anny Hudzik cz. 5 
  38. Ludwik Hudzik praca w GRN i PKP
  39. Ludwik Hudzik strażnik ochrony kolei 
  40.  "Tydzień dziecka" w Piotrowicach 1938 r.
  41. Piotrowice w moich wspomnieniach. Strych mojego dziadka 
  42.  88 urodziny Anny Hudzik. Moje wspomnienia z dzieciństwa.
  43.  Oświata w gromadzie Niechłód oczami Ludwika Hudzika. Lata 50 XX w.
  44. Oświata w gromadzie Niechłód oczami Ludwika Hudzika. Lata 50 XX w cz. 2 
  45. Elektryfikacja wsi Piotrowice i Dłużyna. Lata 50 te XX w. 
  46. Młodzi mieszkańcy Piotrowic: Feliks i Anfdrzej Zakręt
  47. Wojenne losy mieszkańca Piotrowic Andrzeja Zakręta. 
  48.  O siostrach mojego pradziadka Marcina Chudzika
  49.  Rodzina Hudzików z Mielcuch
  50. Wspomnienie o prof. Henryku Hudziku 
  51.  Zagadka Stanisławy Zakręt rozwiązana

niedziela, 1 lutego 2026

Dawni mieszkańcy Piotrowic, o których warto pamiętać.

Po odzyskaniu niepodległości w 1919 r wieś Piotrowice w pow. leszczyńskim miała szczęście mieć wśród swoich polskich obywateli takich, którzy w mojej opinii zasługują aby przypomnieć o nich współczesnym jej mieszkańcom. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że należą do nich bohater Jan Dobrowolski (1915-1939), który poległ tragiczną śmiercią żołnierza w bitwie nad Bzurą we wrześniu 1939 roku, oraz dwoje nauczycieli: Stanisław Gilowski - działacz społeczny, powstaniec wielkopolski, miłośnik kultury i książek oraz Bernard Krajewski (1906-1939), zamordowany w Lesznie przez hitlerowców w październiku 1939 r. Te trzy osoby zasługują na pamięć a być może i inne szczególne upamiętnienie. Ten pomysł pozostawiam mieszkańcom Piotrowic pod rozwagę. O Stanisławie Gilowskim pisałem już wiele razy, przede wszystkim w kontekście historii szkoły w Piotrowicach. Gilowski był pedagogiem bardzo zaangażowanym  w krzewienie polskości wśród tutejszej społeczności. Organizował uroczystości patriotyczne z okazji świąt państwowych, w których uczestniczyły nawet dzieci niemieckie. Ponadto reżyserował sztuki teatralne, oraz jasełka. W przygotowywanych przez niego przedstawieniach chętnie występowały dzieci wraz z rodzicami.  We wrześniu 1925 roku przygotował zabawę wiejską dla mieszkańców wsi a w styczniu 1926 roku wyreżyserował sztukę Adama Mickiewicza pt. “Powrót Taty”. Sztuka ta przyniosła szkole dochód, dzięki któremu Gilowski zakupił książki napisane w języku polskim i niemieckim. Dzisiaj "zostawię" go w spokoju. 

Na zdjęciu Władysław Dobrowolski, Apolonia Dobrowolska, młody mężczyzna to Jan Dobrowolski

W Piotrowicach w latach 30 tych XX w działo się naprawdę wiele. Mieszkańcy tej wsi pewnie nie mieli wówczas świadomości, że za oceanem zaczyna się era telewizorów. Nie korzystali z telefonów, raczej rzadko słuchali radia. Wypełniali więc swój czas zabawą w lokalu Hinderlicha, uczestniczyli w państwowych uroczystościach organizowanych w plenerze. Towarzyszyły im korowody z lampionami, koncerty orkiestry, zawody strzeleckie, wyścigi rowerowe, występy dzieci z tutejszej szkoły. Ważną rolę we wspólnym spędzaniu czasu odgrywał niewątpliwie Kościół z parafią w Gołanicach, do której należały Piotrowice. Ktoś musiał czuwać nad organizacją tych wszystkich iwentów. Oznaczało to poświęcenie własnego czasu dla dobra mieszkańców. Istotna rola w tych przedsięwzięciach przypadać musiała tutejszemu samorządowi. W 1934 roku we wsi wybucha sensacja. Nikt do końca w to nie wierzył ale w powszechnych wyborach na sołtysów wygrała Anna Duda. Od teraz dotychczasowy sołtys Stanisław Gałza musiał zadowolić się byciem zastępcą p. Dudowej. Kim była Anna Duda? Niewiele o niej wiem ale to co zdołałem ustalić to miejsce jej urodzenia. Przyszła na świat 4 czerwca 1897 roku w Dortmundzie (Niemcy) w rodzinie uchodźców zarobkowych Józefa Świtalskiego i Agnieszki z d. Głodowska. Zastanawiam się jak to było z jej kandydowaniem na urząd sołtysa Piotrowic. Jak to się stało, że osoba ta miała tak duże poparcie mieszkańców, że wygrała wybory z dotychczasowym sołtysem Gałzą. Czym Gałza podpadł Piotrowiczanom, że nie chcieli aby sołtysował w następnej kadencji? Te pytania stają się zasadne w kontekście konfliktu jaki miał miejsce pomiędzy nią a miejscowym kierownikiem szkoły Bernardem Krajewskim. To że konflikt był, nie ulega wątpliwości. Wystarczy poczytać miejscową kronikę szkolną. Bernard Krajewski oskarżał panią sołtys o nic nierobienie, powszechne jątrzenie, wzbudzanie konfliktów a nader wszystko o bardzo niepopularne w owym czasie wspieranie i układanie się z niemieckimi mieszkańcami wsi. Anna Duda z pewnością zapisała się na kartach historii wsi Piotrowice. Jakiego koloru były to karty? Tego nigdy się nie dowiemy. 

Uczniowie szkoły w Piotrowicach ze swoim nauczycielem. Przypuszczam, że jest nim Bernard Krajewski. Lata 30 XX w.

Inny znany w tym czasie mieszkaniec Piotrowic to ....mąż Anny - Stanisław Duda. Pochodził spod Szkaradowa w powiecie rawickim, małej wsi w której jego rodzice Błażej i Wiktoria Organistka wzięli ślub w 1869 roku. Stanisław był strażnikiem granicznym w placówce straży granicznej w Tarnowej Łące. Z kilku wzmianek prasowych na jakie udało mi się trafić, wynika, że nie stronił od pracy społecznej. Udzielał się tu i ówdzie. Zasłynął nawet brawurowym działaniem, które skutkowało zatrzymaniem i aresztowaniem przez niego niemieckiego komisarza (swojego odpowiednika). Dzielny Stanisław Duda pojmał owego komisarza za nielegalny pobyt po polskiej stronie granicy. Niemiec tłumaczył , że z powodu gęstej mgły nie zauważył, że przeszedł na polską stronę. O sprawie szeroko rozpisywała się ogólnopolska prasa, co z pewnością przysporzyło p. Dudzie wielu miłych chwil i komplementów. 

7 listopada 1929 roku obowiązki kierownika szkoły powszechnej w Piotrowicach przyjął młody, niedoświadczony nauczyciel Bernard Krajewski. Wraz z żoną Anną z d. Plewka i córką Ireną zamieszkali w domu pod numerem 26. Dotychczasowy kierownik Stanisław Gilowski pozostawił po sobie wysoko postawioną poprzeczkę. Nowy pedagog sprostał wymaganiom. Szybko zaaklimatyzował się wśród tutejszej społeczności. Od samego początku był bardzo aktywnym mieszkańcem Piotrowic. Świadczą o tym jego notatki w kronice szkolnej ale również przekazy prasowe z tamtego okresu. Bernard Krajewski już w pierwszym roku swojej pracy założył we wsi patriotyczną organizację stowarzyszenie PW (Przysposobienie Wojskowe) zrzeszającą młodych Piotrowiczan. Zadaniem tej paramilitarnej organizacji było krzewienie sprawności fizycznej oraz przygotowanie młodych ludzi do czekającej ich służby wojskowej. Bernard Krajewski potrafił zjednać sobie nie tylko polską młodzież, ale co ciekawe, do jego stowarzyszenia wstępowali również młodzi Niemcy. Na tym jednak nie zaprzestał swojej patriotycznej aktywności. W grudniu 1931 roku prawdopodobnie z inicjatywy Bernarda Krajewskiego dochodzi w Piotrowicach do założenia nowej w powiecie leszczyńskim placówki Związku Strzeleckiego. Początek jej istnienia był bardzo uroczysty. Zebranie założycielskie miało miejsce w Piotrowicach z udziałem kpt. Edmunda Wojtala. Ten dawny uczestnik Powstania Wielkopolskiego był w tym czasie obwodowym komendantem Przysposobienia Wojskowego i Wyszkolenia Fizycznego w Lesznie. W 1936 awansował na zastępcę Inspektora Centralnego Urzędu PW i WP w Warszawie. Będąc na spotkaniu założycielskim Związku Strzeleckiego w Piotrowicach kpt. E. Wojtal wygłosił płomienne przemówienie, zachęcające miejscową młodzież do wstępowania w szeregi tej organizacji. Po przemówieniu przystąpiono do wyborów Zarządu Związku Strzeleckiego w Piotrowicach. Jego prezesem został kierownik szkoły Bernard Krajewski. Na komendanta wybrano strażnika Stanisława Dudę, Jan Dobrowolski został sekretarzem a Stanisław Grochowy pełnił funkcję skarbnika. Zarząd Związku szybko przystąpił do pracy. Jedną z jego pierwszych inicjatyw było zorganizowanie 17 stycznia 1932 r występów scenicznych zapewne w salce Hinderlicha. W ramach tego kulturalnego wydarzenia odegrano dwie sztuki teatralne a mianowicie: sztukę ludową w trzech aktach pt. "Marek Łopian" oraz sztukę historyczną w jednym akcie pt. "Powstaniec". Amatorzy Związku Strzeleckiego wywiązali się ze swych ról wspaniale, czego wyrazem była entuzjastyczna reakcja publiczności. Szczególną rolę w zorganizowaniu tego wydarzenia odegrał komendant Związku Stanisław Duda, który nawet pomagał reżyserować owe spektakle wspólnie z  Bernardem Krajewskim. Po przedstawieniach odbyła się zabawa taneczna, w której licznie wzięli udział mieszkańcy Piotrowic. Przygrywała orkiestra Związku Strzeleckiego (z Leszna?). 

Niestety konflikt pomiędzy kierownikiem szkoły a sołtysową narastał. Jeśli wierzyć temu co napisał Bernard Krajewski w kronice szkolnej, Anna Duda przyczyniła się do skłócenia między sobą mieszkańców wsi. Trudno dziś powiedzieć o co tak naprawdę chodziło. Myślę sobie, że dały o sobie znać dawne animozje między polskimi a niemieckimi mieszkańcami .A swoją drogą jakież to podobne do tego co dzisiaj obserwujemy w niejednych małych społecznościach. Te stosunki narodowościowe wpłynęły również na karierę Bernarda Krajewskiego. Po emocjonującym wpisie jakiego dokonał w kronice szkolnej można przypuszczać, że nie wytrzymał presji. W październiku 1938 roku zakończył pracę w tutejszej szkole. Sądzę jednak, że pięknie zapisał się w historii Piotrowic.

Mieszkańcy Piotrowic. Lata 50/60 XX w


 Źródła:

  1. Rekord Polski z dnia 8.3.1932 (dawniej Goniec Polski)
  2. Gazeta Powszechna z dnia 9.1.1932 Nr 6
  3. Goniec Wielkopolski z dnia 18.10.1931 
  4. Kronika szkoły w Piotrowicach 
  5. Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa
  6. Leszczyńska Biblioteka Cyfrowa

                                                                                   Wszelkie prawa zastrzeżone.


czwartek, 16 października 2025

Józef Bednarczyk

Józef Bednarczyk urodził się 19 marca 1911 roku w Dłużynie jako pierwsze dziecko Czesława i Marianny z domu Kędziora. Na podstawie zgromadzonych dokumentów, w tym także tych pozyskanych z Archiwum Państwowego w Lesznie, przedstawię krótki życiorys Józefa Bednarczyka. Zdaję sobie przy tym sprawę, że niektóre wydarzenia z życia pierworodnego syna Czesława i Marianny wcale nie muszą okazać się prawdziwymi! Wynika to z wątpliwej jakości źródeł pisanych, jakimi dysponuję (wycinki gazet z lat 70tych XX w, czy protokół z wywiadu przeprowadzonego z Józefem Bednarczykiem przez milicjanta włoszakowickiego posterunku Milicji Obywatelskiej a także, jak sądzę, z jego sąsiadami lub może nawet członkami rodziny. 

Józef Bednarczyk ok. 1952 r.

Józef Bednarczyk od urodzenia do chwili zawarcia związku małżeńskiego z Zofią z domu Zugehor w 1937 roku mieszkał z rodzicami w Dłużynie. Naukę w tutejszej szkole powszechnej rozpoczął w 1918 roku. Naukę ukończył w 1925 roku i od razu rozpoczął pracę  w warsztacie ślusarskim swojego ojca Czesława. W 1930 roku wziął udział w kursie szoferskim (prawa jazdy) a następnie w 1931 roku rozpoczął służbę wojskową w 1 Batalionie Pancernym w Poznaniu. Jednostka ta mieściła się przy ul. Kościuszki. Z satysfakcją mogę dodać, że od 18 lipca 2025 dziedzictwo tradycji 1 batalionu czołgów i samochodów pancernych oraz 1 batalionu pancernego z honorem kultywuje batalion wozów bojowych  Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych im. Hetmana Polnego Koronnego Stefana Czarnieckiego w Poznaniu, gdzie mam zaszczyt i honor pracować. Po odbyciu dwuletniej służby wojskowej Józef Bednarczyk w stopniu szeregowego rezerwy powrócił do rodzinnej wsi aby w dalszym ciągu pomagać ojcu w kuźni i na gospodarce. Nowy rozdział w życiu Józefa otworzył się wraz z nadejściem nowego 1935 roku. Z dniem 1 stycznia tego roku znalazł zatrudnienie w Zarządzie Gminnym we Włoszakowicach (dzisiaj powiedzielibyśmy, że pracował w siedzibie Gminy Włoszakowice) w charakterze woźnego. Był więc urzędnikiem niższego szczebla, do obowiązków którego należało między innymi doręczanie pism, dbanie o czystość i porządek w urzędzie oraz wykonywaniem  innych drobnych poleceń. 

20 kwietnia 1937 roku Józef Bednarczyk zawarł związek małżeński z Zofią Zugehor (1915-1997) ze Śmigla. 

Wesele Józefa Bednarczyka z Zofią Zugehor. Śmigiel 20.04.1937 r. 

Tuż przed wybuchem II wojny światowej w dniu 25 lipca 1939 roku,  tak pisał do ówczesnego wójta gminy Włoszakowice: 

"...Donoszę, że w dniu dzisiejszym około godz. 12 w południe zauważyłem samolot z niemieckimi znakami rozpoznawczymi na wysokości 500 m, który leciał w kierunku Jezierzyc Kościelnych. Okrążając Gromadę Włoszakowice oddalił się w kierunku granicy niemieckiej."

Następnego dnia po tym meldunku został zmobilizowany do jednostki wojskowej, prawdopodobnie tej, w której odbywał zasadniczą służbę wojskową. W związku z tym, że 1 Batalion Pancerny w dniu wybuchu wojny został rozformowany, Józef Bednarczyk był uczestnikiem kampanii wrześniowej w składzie innej formacji wojskowej. Nie udało mi się jednak ustalić jakiej i jak przebiegał jego szlak bojowy. Wiadomo jedynie, że walczył pod Warszawą, gdzie zapewne w drugiej połowie września 1939 roku jego oddział został rozbity przez Niemców a on trafił do niewoli. Po zwolnieniu z niewoli powrócił do rodzinnych stron, do żony i dwójki dzieci: Kazimiery i Stefana. W Dłużynie kontynuował pracę w warsztacie Czesława Bednarczyka, aż do 27 listopada 1940 roku:

"....Było wcześnie. Na dworze panował mróz, leżał śnieg. Czesław Bednarczyk z żoną Marianną z Kędziorów już dawno nie spali. Marianna przygotowywała śniadanie dla dzieci. Pomagały jej córki: 14 letnia Anna oraz Maria. Czesława zaniepokoił skowyt psów i harmider dobiegający zza okna. Wydawało mu się że słyszy warkot silników oraz krzyki. Chciał włożyć kożuch wiszący jak zawsze w sieni i wyjść na podwórze aby zorientować się co się dzieje. Nie zdążył. W tej chwili wszyscy usłyszeli kroki ciężkich wojskowych butów na schodach wejściowych do domu. Po chwili krzykom "Loss, loss!" towarzyszyło walenie kolbą karabinu w drzwi. Czesław Bednarczyk już wiedział co to byli za "goście". Łudził się przez cały 1940 rok, że do tego nie dojdzie. Łudził się. Lecz był przygotowany, tak jak wielu Polaków, którym groziła wywózka. Marna to pociecha. Wybita szyba w oknie uświadomiła mieszkańcom domu moich Dziadków, że nie mogą dużej zwlekać. Po 4 minutach wszyscy stali na drodze..." Cały tekst o wojennych losach Bednarczyków możesz przeczytać TUTAJ.

27 listopada 1940 roku rodzina Bednarczyków i kilka innych rodzin z Dłużyny zostały wysiedlona do pobliskiego Zaborowa. Na gospodarce Czesława Bednarczyka osiadła niemiecka rodzina a tym samym Józef został zmuszony do poszukania nowego zajęcia aby utrzymać rodzinę. Rozpoczął pracę w Kaszczorze jako robotnik w Związku Melioracji. W 1941 roku zmienił miejsce zatrudnienia i najął się do pracy u proboszcza parafii w Dłużynie, gdzie przepracował do końca wojny. W dniu 14 lutego 1945 roku Józef Bednarczyk rozpoczął pracę w Zarządzie Gminnym we Włoszakowicach jako referent meldunkowy. Szybko awansował, bo już w 1956 roku został zastępcą sekretarza Zarządu Gminnego i funkcje tą pełnił do 1950 roku. 15 czerwca 1950 roku został sekretarzem Prezydium Gminnej Rady Narodowej we Włoszakowicach. Wykonywał również funkcję kierownika Urzędu Stanu Cywilnego.


Zaświadczenie o zatrudnieniu Józefa Bednarczyka. 1952 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.

W 1968 roku gazeta Głos Wielkopolski oraz  organizacja o nazwie Związek Bojowników o Wolność i Demokrację /ZBOWiD/ ogłosiły konkurs pt. „W 50 rocznicę Powstania Wielkopolskiego” Udział w konkursie postanowił wziąć Józef Bednarczyk. Na konkurs nadesłał pracę, którą zatytułował: „Przebieg Powstania Wielkopolskiego we Włoszakowicach pow. Leszno woj. poznańskie” Maszynopis znajduje się w zbiorach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej. Z  tej ośmiostronicowej pracy,  możemy wyczytać opis najważniejszych wydarzeń jakie miały miejsce podczas Powstania Wielkopolskiego na terenie gminy Włoszakowice w styczniu oraz lutym 1919 roku. Praca Józefa Bednarczyka zawiera również odręcznie narysowany szkic sytuacyjny potyczek powstańczych w okolicach Włoszakowic. Autor pracy posłużył się wspomnieniami żyjących jeszcze w 1968 roku byłych Powstańców: Piotra Gąda, Leona Kamińskiego, Jana Grycza, Łukasza Adamczaka, Stanisława Pytlika, Józefa Koniecznego, Józefa Fenglera. Wszyscy oni mieszkali we Włoszakowicach.

Szkic sytuacyjny potyczek powstańczych w okolicach Włoszakowic autorstwa Józefa Bednarczyka. Źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

Od 1 stycznia 1973 roku w Polsce rozpoczęła się reforma administracyjna. Zniosła podział na gromady i osiedla oraz przywróciła gminy jako podstawową jednostkę administracyjną na wsi. Reforma ta oznaczała również koniec zawodowej kariery Józefa Bednarczyka, który z tym dniem został emerytem. Jego miejsce zajął Jerzy Szynczewski (1947-2022). Powołano stanowisko naczelnika Gminy, którym został Zenon Lorek. 

Józef Bednarczyk za swoją pracę w administracji państwowej i samorządzie lokalnym był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany. W dniu 22 lipca 1972 roku odbyła się w Lesznie uroczysta Sesja rady miejskiej i Powiatowej Rady Narodowej, na której odznaczono Józefa Bednarczyka Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 

W latach 50. XX wieku, ankieta personalna dla urzędnika (w tym dotyczyła także urzędników państwowych) była narzędziem używanym do weryfikacji i oceny kandydatów do pracy, często w kontekście systemu politycznego. Obejmowała szczegółowe pytania dotyczące pochodzenia społecznego, przebiegu kariery zawodowej i wykształcenia, a także poglądów politycznych i przynależności do organizacji. Zazwyczaj była to szczegółowa ankieta, często wymagająca własnoręcznego wypełnienia, służąca do sprawdzenia zgodności z ówczesną ideologią państwową. 

Fragment ankiety personalnej Józefa Bednarczyka. W latach 50. XX wieku, ankieta personalna dla urzędników  była narzędziem używanym do weryfikacji i oceny kandydatów do pracy, często w kontekście systemu politycznego. Obejmowała szczegółowe pytania dotyczące pochodzenia społecznego, przebiegu kariery zawodowej i wykształcenia, a także poglądów politycznych i przynależności do organizacji. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie


Fragment "Zgłoszenia celem policyjnego stwierdzenia ludności" Ankieta jaką Polacy wypełniali na początku okupacji. Widoczny odcisk palca Józefa Bednarczyka. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.



Źródła:

1. Archiwum Państwowe w Lesznie

2. Głos Wielkopolski wyd. 22.12.1972

3. Głos Wielkopolski wyd. 22.07.1972

4. Panorama Leszczyńska wyd. 23.09.1984

5. Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

6. Album zdjęć rodziny Bednarczyków



czwartek, 31 lipca 2025

Początki szkoły w Piotrowicach.

Budynki szkoły w Piotrowicach lata 60te XX w. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.

Szkoła we wsi Piotrowice, leżącej w gminie Święciechowa 10 km od miasta powiatowego Leszna prowadziła swoją edukacyjną działalność w okresie zaboru pruskiego już w roku 1866. Dowodem na to jest praca Ludwika Rzepeckiego herbu "Białynia", znanego poznańskiego działacza społecznego, księgarza i wydawcy, wydana w Poznaniu w 1867 r. pt: "Obraz katolickich szkół elementarnych objętych archidyecezyjami gnieźnieńską i poznańską oraz dyjecezyjami chełmińską i  warmińską". Rzepecki wymienia elementarną szkołę w Piotrowicach na stronie 59 swojej publikacji, podając takie szczegóły jak: nazwisko nauczyciela - Franciszek Hoffmann (doświadczony pedagog,  w zawodzie nauczycielskim od 1840 r.) dochód nauczyciela - 155 talarów, liczbę dzieci pobierających naukę - 72 oraz język, w którym prowadzi się lekcje - niemiecki. Do szkoły w Piotrowicach uczęszczały również dzieci z pobliskich Trzebin (wówczas niem. Treben). 
 
Piszę o tym w kontekście kroniki szkolnej szkoły w Piotrowicach, ponieważ jak dotąd wydawało mi się, że rok, w którym zaczęto ją prowadzić,  jest równoważny z początkiem funkcjonowania placówki szkolnej w tej wsi. To okazuje się być nieprawdą, no chyba, że w kronice brakuje kilku lub kilkunastu pierwszych stron. 
 
Jedna z pierwszych stron kroniki szkolnej szkoły w Piotrowicach. Zapis z 1877 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie
 
 
Jednym z pierwszych nauczycieli (po Franciszku Hoffmanie)  był niejaki Hugo Bombitzki. To prawdopodobnie on jako pierwszy zaczął prowadzić szkolną kronikę.  Rozpoczął od wpisu oznaczonego datą  22 marca 1877 roku. W tym dniu zanotował, że uroczyście obchodzono 80 te urodziny cesarza pruskiego Wilhelma I (1797-1888). Z tej okazji szkoła została udekorowana girlandami i flagami, a dzieci zebrane w sali lekcyjnej odśpiewały pieśni ku czci Cesarza. Podniosłej chwili towarzyszyły modlitwy za zdrowie cesarza oraz pogadanki historyczne o życiu i działalności pruskiego władcy. Po przemówieniu nauczyciela dzieci przemaszerowały przez wieś, śpiewając patriotyczne pieśni. Z pierwszej notatki nauczyciela Bombitzkiego możemy dowiedzieć się ponadto, że w marcu 1877 roku dzieci zaczęły przygotowywać się do świąt Wielkiej Nocy. Z powodu łagodnej zimy prac polowe rozpoczęły się wyjątkowo wcześnie, przez co uczniowie nie mogli uczęszczać do szkoły, bo w tym czasie byli zajęci pomaganiem rodzicom w pracach polowych.
 
Cesarz Wilhelm I Hohenzollern (1797-1888). Źródło: https://pl.wikipedia.org

Po nagłej śmierci Bombitzkiego w dniu 2 września 1878 roku nauczania w szkole w Piotrowicach podjął się Heinrich Greeve, nauczyciel wcześniej uczący w okolicach Gdańska. Po tym jak w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, jej skutki odczuli również mieszkańcy wsi Piotrowice i Trzebiny. 1 sierpnia 1914 roku ogłoszono tutaj powszechną mobilizację. Wkrótce na front wyjechało kilkudziesięciu męszczyzn w tym również tutejszy nauczyciel Kurt Klumska. W kronice szkolnej poświęcono jemu sporo miejsca. Będąc na froncie Kurt Klumska dosłużył się stopnia oficerskiego. Pisał listy do szkoły co mogło świadczyć, że traktował ją jak swój drugi dom. Dzieci nie pozostawały swojemu nauczycielowi dłużne i wysyłały mu na front własnoręcznie zrobione paczki i napisane listy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w szkole w Piotrowicach uczył niejaki Iwański. Ciekawostką może być fakt, że pomimo odzyskania przez Polskę wolności jeszcze w 1922 roku szkolną kronikę prowadzono w  języku niemieckim.
 
 
Akt zgonu pierwszego nauczyciela w historii wsi Piotrowice Hugo Bimbitzki 1878 r.

czwartek, 17 lipca 2025

Szczepan Bednarczyk zabiega o "kocie łby" Radomicko 1928

 

Wakacje w pełni. Odwiedzając różne miejsca  możemy natrafić na zabytki techniki znajdujące się pod naszymi stopami czy bardziej kołami aut lub rowerów. Jednak nie są to kanały czy mosty. Chodzi o drogi z kamienia polnego potocznie zwane „kocimi łbami”. A dlaczego kocie łby a czemu nie psie?  Według językoznawcy dr. Artura Czesaka "kocie łby" to związek frazeologiczny odnoszący się do dawnych dróg brukowanych. Bruk to oczywiście germanizm. Kamienie wykorzystywane do brukowania dróg wiejskich przypominają swoją gładką powierzchnią kocią główkę. Pojęcie to nie zostało wymyślone w Polsce a w Niemczech. Używane jest tam pojęcie „katzenkopfplaster” czyli głowa kocia. Czesi również pod wpływem niemieckim mają „kocici hlavy”.(Źródło: https://pojezierze24.pl)

Mój prapradziadek Szczepan Bednarczyk (1857-1935) był prawdziwie oddanym synem Ziemi Radomickiej. Czy znacie kogoś kto przez 39 lat nieprzerwanie pełnił funkcję sołtysa w Radomicku? Nie dość tego! Tą funkcję pełnił w dwóch Polskach: tej zniewolonej, będącej pod zaborczym butem Prus i tej, która  odzyskała niepodległość w 1918 r. Sołtysował nawet wówczas, gdy zmagał się z ciężką chorobą, która w końcu przyniosła mu śmierć w dniu 30 sierpnia 1935 r.

Szczepan Bednarczyk (1857-1935)

W latach 20tych XX w Radomicko zmagało się z problemem fatalnej jakości drogi biegnącej przez wieś. Droga na całej jej długości była piaszczysta i dziurawa. W czasie ulew i zimowych roztopów zamieniała się w bagnistą rzekę, Mieszkańcy ślizgali się na niej jak na lodowisku. Z pewnością nie jeden skręcił na niej nogę lub powybijał zęby.  Coś trzeba było w końcu z tym zrobić, tym bardziej że mieszkańcy Radomicka od dawna wiercili sołtysowi dziurę w brzuchu. Przeglądając dokumentację Rady Gminy Radomicko (Radomicko było w tamtych czasach gminą) natknąłem się na notatkę z 3 czerwca 1928 roku. Zapisano w niej, zapewne ręką mojego prapradziadka Szczepana Bednarczyka, że w tym dniu przez kurendę sołtys Bednarczyk zwołał wszystkich członków Rady Gminy Radomicko na zebranie wiejskie zaraz po mszy świętej. 

Kurenda odnosi się do zebrania wiejskiego zorganizowanego przez sołtysa. "Kurenda" to określenie potoczne, nawiązujące do formy obwieszczenia, ogłoszenia lub pisma, które sołtys wykorzystuje do poinformowania mieszkańców o zebraniu. W praktyce, kurenda jest zazwyczaj formą pisemnego zawiadomienia o terminie, miejscu i celu zebrania wiejskiego

Na zebraniu obecnych było 30 mieszkańców wsi. Wśród nich widzimy gospodarzy o takich nazwiskach jak: Dolata, Skorupiński,Adamski, Stachowiak, Szymanowski, Ratajczak, Danek, Nowak, Ciesielski, Moszak, Golec, Majorek, Markiewicz, Sieracki, Borowczak, Tomaszewski, Kostrowski itd.  Zebraniu przewodniczył Szczepan Bednarczyk. Zanotował, że wszyscy mieszkańcy wsi, jednogłośnie opowiadają się za nową brukowaną drogą przez wieś. Nie zgadzają się jednak na propozycję starosty  aby gminę obarczać obowiązkiem zwiezienia kamieni, niezbędnych do brukowania drogi. Gmina zadeklarowała swoją pomoc co najwyżej do zwiezienia  piasku i kamieni ale z odległości nie większej niż 7-8 km od Radomicka. Mieszkańcy wsi zobowiązali swojego sołtysa aby odpis z tego zebrania przesłał do Powiatu w Śmiglu.  

Tekst odpisu sporządzonego przez Szczepana Bednarczyka zamieściłem poniżej. Starałem się zachować oryginalną składnie, jaką posługiwał się mój prapradziadek. Niektórych wyrazów nie udało mi się rozczytać. Są też  zwroty nie mające większego sensu ale proszę pamiętać, że jesteśmy w 1928 roku. 

Fragment odpisu zakończony własnoręcznym podpisem Szczepana Bednarczyka. Źródło: Archiwum  Państwowe w Lesznie.

   ODPIS

Radomicko dnia 3 czerwca 1928

WYDZIAŁ POWIATOWY w Śmiglu

W niedzielę 23 czerwca 1928 odbyło się zwołane przez kurende na urzędzie sołeckim zebranie wszystkich członków (posiedzicieli) tutejszy gminy na które z 52 członków stawiło się 30 członków w sprawie obmówienia tyczący się bruku przez wioskę.  

Po przedstawieniu sprawy i propozycy Pana Starosty przez sołtysa, że gmina ma dostawić kamienie i piasek potrzebny do brukowania wymówili się wszyscy za brukiem że jest bardzo potrzebny i pragnęli by mocno tego. Nie byłby bruk tak mocno potrzebny dla gminy jak [...] dla całego powiatu a leszczyńskiego i kościańskiego, którzy tutaj z drzewem przyjeżdżają muszą i nam naszą ulicę wiejską,  przez ciężkie ładunki, którzy by byli przede wszystkim mocno wdzięczni  bo nie potrzebowaliby tak bydła mordować. Dla naszy kominikacji ile my jezdamy nie [...] tak jak to nieraz ta ulica wygląda ale nam obcy popsują. Gmina zebranie wymówiła się z chęcią za pomocą przy budowaniu bruku o ile by była w stanie. Gmina wymówiła się za zwiezieniem kamieni o ile by kamienie nie byli dali od tego 7-8 kilometrów zakupionych przez powiat i dostarczyć potrzebnego piasku z własnych piasków. Zatem gmina zebranie prość pokornie Pana Starostę o przyczynienie się za gminą co do bruku żeby zbyt wielkich ciężarów nie zostało włożono w gminę, która przecież jest powszechnie znana że jest biedna składająca się przeważnie z samych posiedzicieli, gleba licha przeważnie 7-8 klasa ziemi , a przy tem jeszcze bardzo [...] zwierzynę która sie w tutejszych państwowych lasach utrzymuje. Gmina nasza płaci rok w rok podatek powiatowy a nie ma (pamiętnika?) żeby gmina na drogi od powiatu co dostała (jeszcze nie potrzebowała) obecnie jest co prawda zmuszona bo każdy przyznać musi że jest wielka potrzeba zeby był bruk. Mając nadzieję że powiat zaczyni naszem prożką.

Z polecenia zebranych członków gminy

Bednarczyk (podpis odręczny) 


Wielkopolanin numer z dnia 7 września 1935 r.

  

Informacja o ogłoszonym przetargu na brukowanie drogi w Radomicku. Źródło: Rynek Metalowy i Maszynowy Nr18 z 4 maja 1929 r.