sobota, 9 maja 2026

Powstanie Wielkopolskie widziane oczami dawnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin.

9 listopada 1918 r. abdykował cesarz Niemiec Wilhelm II Hohenzollern. Na oczach ówczesnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin rodziła się Polska.

Następnego dnia tj. 10 listopada 1918 roku w Piotrowicach zaczęli pojawiać się pierwsi rozbrojeni żołnierze pokonanej armii cesarskiej Królestwa Prus. Wracali do domu szczęśliwi, choć dla wielu było to szczęście okazywane przez łzy zawodu, fizycznego wyczerpania i upokorzenia. Jednym z pierwszych powracających był Wilhelm Gilert. W tym samym dniu w którym Wilhelm Gilert witał się z rodziną, w Lesznie powstawała Rada Żołnierska, która miała zapanować nad panującym w mieście chaosem, nieporządkiem i chuligaństwem w związku z rozlewającą się po Niemczech rewolucją. Ulicami błąkali się niemieccy żołnierze, wielu z nich zapewne zdezerterowało w ostatnich dniach wojny. W Piotrowicach i Trzebinach panował tylko pozorny spokój. Mieszkańcy byli zdezorientowani zaistniałą sytuacją. Zmiany następowały zbyt szybko. Trudno było ocenić co jeszcze - po przegranej wojnie może się wydarzyć. Z obawą spoglądali w przyszłość. Każdego dnia rodziny czekały na powracających z wojny mężczyzn. Ci, którzy nie trafili do niewoli, już w połowie stycznia 1919 roku wrócili do swoich rodzin. 

Nauczyciel na drzwiach budynku szkoły w Piotrowicach wywiesił ulotkę Rady Żołnierskiej. Niemal natychmiast zebrała się przed szkołą spora grupa mieszkańców. Czytali z uwagą eksponowany dokument, po czym rozchodzili się w milczeniu do domów. Zaczęli rozumieć, że stary porządek na ich oczach się rozpada.  Nadchodziło nowe i to wielkimi krokami. 

Ulotka Rady Żołnierskiej. Leszno 10.11.1918 r.

Ulotka wzywała żołnierzy i obywateli miasta Leszna do zachowania spokoju i podporządkowania się władzy żołnierskiej i administracji cywilnej. Autorzy ulotki zapewniali, że będą stanowczo przeciwdziałać wszelkim próbom przemocy i zakłócania spokoju. Od tej chwili na ulicach miasta będą obecne patrole, które będą wyróżniały się noszonymi na ramieniu czerwonymi opaskami. Zniesiono obowiązek salutowania. 

15 listopada 1918 roku w Piotrowicach i Trzebinach przeprowadzono wybory do Rady Chłopskiej. Miała ona pełnić podobną rolę co Rada Żołnierska w Lesznie. Rade wybierano spośród ogółu ludności wiejskiej. Ostatecznie weszli do niej Ferdynand Hiersemann, Albert Wittig, Józef Gunther, i Paul Faller. 

Tymczasem do Piotrowic dotarła smutna dla mieszkańców wiadomość o ranach odniesionych w ostatnim tygodniu wojny przez nauczyciela Kurta Klunskę. Klunska dochrapał się stanowiska dowódcy 7 kompanii w 461 Pułku Piechoty. Teraz leżał w szpitalu wojskowym w m. Zwickau w Saksoni. Porucznik był w fatalnym stanie psychicznym. Wiedział, że wojna jest przegrana. Czarę goryczy wypełniła świadomość, że w jednym z ostatnich szturmów na dowodzoną przez niego kompanię zginęło 8 żołnierzy a 6 kolejnych było ciężko rannych. Po wyjściu ze szpitala bez namysłu obrał kierunek na Piotrowice. Przyjechał tu 16 grudnia 1918 r. Był serdecznie witany przez dzieci i ich rodziców. Z tej okazji szkoła została odświętnie udekorowana zielonymi gałązkami iglaków. Odśpiewano mu hymn powitalny. Jego twarz była bardzo zmieniona. Wojna wyryła na jego twarzy przedwczesne zmarszczki. Teraz poruszał się wolno, podpierając się kulą. Rzadziej się uśmiechał. Po dwóch dniach opuścił wioskę aby załatwić formalności związane ze zwolnieniem ze służby wojskowej.

W ostatnim wpisie z 1918 roku autor kroniki szkoły w Piotrowicach pozwolił sobie na krótką dygresję: stwierdził mianowicie, że mijający 1918 rok przyniósł jego niemieckiej ojczyźnie taki upadek, jakiego żaden Niemiec nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Teraz, u progu nowego 1919 roku w "jego" prowincji wybucha nowa wojna - walka Polaków o Poznań! 

Nie mógł wiedzieć, że właśnie wybuchło Powstanie Wielkopolskie. 

Noc 11/12 stycznia 1919 była dla mieszkańców Piotrowic i Trzebin bardzo niespokojna. Gdzieś od strony Lasocic słychać było pojedyncze wystrzały. Rano przed salą Hinderlicha zebrała się kilkunastoosobowa grupa mężczyzn. Wśród nich był Bruno Beisert, który poprzedniego dnia wrócił z wojny. Teraz stał wśród znajomych w zniszczonym cesarskim mundurze i drapał się w głowę. Rozprawiano gorączkowo o aktualnej sytuacji politycznej. Na twarzach zebranych osób malowały się strach i podniecenie. Polacy podnosili się z kolan! Jak temu zaradzić? Trzeba się bronić! Nie ma innej rady. Postanowiono sformować straż obywatelską. Rozdano 15 karabinów i po 20-25 sztuk amunicji. Wieczorem na drogach wylotowych z Piotrowic i Trzebin wystawiono warty.  Służbę pełniono do godz. 6 rano. 

W nocy 12/13 stycznia 1919 roku na południowym niebie widać łunę pożaru. Wyraźnie słychać strzały i wybuchy. 

Nauczyciel postanowił kolejny raz zamknąć szkołę.  Powód ciągle ten sam: brak opału. Poza tym, jak twierdził: jest zbyt niebezpiecznie na naukę. Polacy są nieobliczalni! Kto wie co takim może przyjść do głowy. 

12 stycznia 1919 r przez Piotrowice lotem błyskawicy mknie wiadomość, że oto oddział polskich powstańców wdarł się na plebanię w Gołanicach i aresztował ks. Rademachera. I to kiedy? W porze gdy spożywał obiad!

Piotrowice zostały odcięte od świata. Brak łączności telefonicznej i telegraficznej. Nie jeżdżą żadne pojazdy. Po drodze wiodącej z Niechłodu do Święciechowy hula wiatr. Mieszkańcy wsi są zdani jedynie na siebie. To potęguje strach i poczucie bezradności.  

14 stycznia 1919 roku około godz. 23 wyraźnie słychać wycie syren w parowozowni w Lesznie. O godz. 1.45 z tego samego kierunku dochodzą odgłosy wybuchów i terkotanie karabinów maszynowych. Nad ranem w Święciechowie biją dzwony. 

15 stycznia 1919 niemiecka straż obywatelska wszczyna alarm na wieść o próbie przejazdu przez Lasocice dwóch polskich samochodów pancernych. Kierowały się w stronę Strzyżewic aby tam zająć folwark. Zostały odparte. 

16 stycznia 1919 roku postępuje dalszy rozkład armii niemieckiej. Żołnierze są zmęczeni i wycieńczeni. Panuje głód, więc muszą sami dbać o swoje wyżywienie. Zastawiają pułapki na zające i sarny. 

18 stycznia 1919 r. do Piotrowic przybywa 14 żołnierzy z pułku we Wschowie. Mieli ze sobą dwa karabiny maszynowe. Mężczyźni zajęli kwatery w szkole. 

19 stycznia 1919 roku w Niemczech trawa głosowanie do Zgromadzenia Narodowego. Były to pierwsze w Niemczech wybory po upadku cesarstwa. Mieszkańcy Piotrowic i Trzebin głosują  w lokalach w Święciechowie i Niechłodzie. 

Tego samego dnia ok godz. 22 ktoś wszczyna alarm, że polscy powstańcy   zbliżają się do Piotrowic. Wiadomość ta okazała się jednak plotką. Jednak Niemcy wolą dmuchać na zimno i wystawiają posterunek z karabinem maszynowym przy drodze polnej w kierunku Jezierzyc. 

Piotrowice. Droga polna w kierunku Jezierzyc. To tutaj, według relacji autora kroniki szkolnej miał zostać wystawiony posterunek z karabinem maszynowym. Źródło: maps.google.com

31 stycznia 1919 roku o godz. 14.00 niemieccy żołnierze stacjonujący w Piotrowicach otrzymali rozkaz przeprowadzenia rozpoznania sytuacji na drodze leśnej w kierunku Gołanic. O godz. 14.30 w drogę ruszyło 7 uzbrojonych piechurów. Wśród nich był syn gospadarza Hinderlicha z Piotrowic, Handke, podoficer ze straży granicznej w Święciechowie Kotke oraz żołnierz o nazwisku Kutzner z Jezierzyc. Patrol pokonał ok 4 km polnych i leśnych dróg łączących Piotrowice z Gołanicami. Gdy żołnierze zbliżyliu się na około 20 m do zabudowań majątku w Gołanicach, zostali zaskoczeni gradem pocisków z powstańczych karabinów maszynowych. Ciężko ranny został młody Hinderlich. Wycofujący się w popłochu towarzysze nie byli w stanie mu pomóc. Wkrótce mieli się dowiedzieć, że trafił do niewoli i został przewieziony do Poznania. Nie obyło się bez ofiar. Na miejscu zginął niejaki Wilhelm Felix Grunder. Nauczyciel szkoły w Piotrowicach na wieść o fatalnym przebiegu rekonesansu, zdecydował, że pomoże odzyskać ciało poległego żołnierza. Został parlamentariuszem i następnego dnia przybył do Gołanic z białą flagą domagając się od polskich obrońców wydania ciała poległego niemieckiego piechura. Pertraktacje były skuteczne bo dowódca polskiego oddziału zgodził się na to bez wahania. W dniu 3 lutego 1919 roku około godz. 10 rano nauczyciel wraz z parobkiem gospodarza Hoffmanna z Piotrowic  przyjechali furmanką do Gołanic. Nie kryli zaskoczenia, kiedy okazało się, że ciało Wilhelma Grundera było złożone do trumny, pieczołowicie przystrojonej wieńcami przez polskie mieszkanki Gołanic. Świadczyło to o tym, że Polki potraktowały ciało niemieckiego żołnierza z wielkim szacunkiem. Trumnę przywieziono do Trzebin, i złożono na katafalku w pałacowej kaplicy. Gest udekorowania trumny wieńcami i pozostawienie przy zmarłym zegarka i 50 marek wywarło na kronikarzu ogromne wrażenie. Przeprowadzono zbiórkę na wieniec od mieszkańców wsi. Zebrano 109 marek. 

Zorganizowano punkt łączności telefonicznej z Lesznem i Święciechową. Centralę telefoniczną umieszczono w jednej z klas "starej" szkoły. 

1 lutego 1919 roku w Piotrowicach pojawił się Kurt Klunska. Pochwalił się, że przyznano mu Krzyż Żelazny II klasy. Teraz postanowił wstąpić w szeregi straży obywatelskiej. Był dla niej cennym nabytkiem. Udział w wojnie i stopień oficerski czyniły go doskonałym kandydatem na jej dowódcę. Piotrowice stały się małą fortecą. Klunska dowodził grupą 48 ludzi, wyposażonych w broń palną, amunicję i dwa karabiny maszynowe. 

26 marca 1919 roku szkołę w Piotrowicach opuściło wojsko. Do klas powróciły dzieci. 31 marca naukę zakończyło 14 dzieci. Na dzień 1 kwietnia 1919 roku do szkoły zapisanych było 81 dzieci: 17 chłopców i 21 dziewcząt ewangelików oraz 13 chłopców i 30 dziewcząt katolików. 

17 kwietnia 1919 roku polsko-niemiecka komisja rozpoczęła wytaczanie nowej granicy (linii demarkacyjnej) pomiędzy Piotrowicami i Gołanicami. Od tej pory linii tej nie można było pod żadnym pozorem przekraczać. Była pilnowana po obu stronach przez patrole. Ciekawostką pozostaje (według autora kroniki), że linie demarkacyjną pomiędzy obiema wsiami pierwotnie wyznaczano przy pomocy snopków siana.  

Mniej więcej w tym samym czasie Kurt Klunska został wycofany z Piotrowic do Niechłodu. 

17 stycznia 1920 roku na skutek postanowień konferencji wersalskiej Leszno i okoliczne wsie w tym Piotrowice i Trzebiny zostają przyłączone do Polski. W tym czasie w Lesznie zamieszkiwało już około 70% Polaków. Resztę stanowili Niemcy. Dzień wcześniej miasto opuściły wojska niemieckie. Na fasadzie szkoły w Piotrowicach po raz ostatni zawisła niemiecka flaga Republiki Weimarskiej. Wokół niej zebrali się uczniowie. Na drodze do Trzebin gromadzili się i rodzice i chętni wziąć udział w tej smutnej uroczystości. Po odśpiewaniu hymnu wszyscy rozeszli się do domów. Nauczyciel z należną czcią zdjął flagę, zwinął w rulon i zaniósł do klasy.  

19 stycznia 1920 roku o godzinie 15tej do Piotrowic wkracza mały oddział ułanów Wojska Polskiego. Po krótkiej rozmowie z nauczycielem trójka z nich zajmuje kwaterę w starej szkole. Kolejny raz zawieszono zajęcia w szkole. Na budynku szkoły trzepocze flaga biało-czerwona.

1 marca 1920 roku w szkole pojawia się dawny jej nauczyciel Kurt Klunska. Wszedł do szkoły i poprosił o kronikę. Zasiadł za biurkiem, zatopił pióro w kałamarzu i zaczął pisać:

"...opuszczam moją ukochaną szkołę, ponieważ otrzymałem wypowiedzenie od nowego polskiego rządu. Dokąd teraz pójdę? Któż to wie! Mojemu następcy życzę sukcesów, zwłaszcza wychowawczych, ale również pełnego zadowolenia z pracy, bo to właśnie to zadowolenie jest potrzebne tu, w tych ubogich stronach..."

Kurt Klunska wyjechał z Piotrowic i prawdopodobnie już nigdy więcej się tu nie pojawił. 

Na mocy rozporządzenia Wojewody Poznańskiego z dniem 15 maja 1920 roku pracę w szkole w Piotrowicach rozpoczął niejaki Iwański. Nowy nauczyciel utworzył dwa oddziały klasowe: niemiecki i polski. Do oddziału niemieckiego należało 51 dzieci, do polskiego 22 dzieci. 

Z polecenia polskich władz oświatowych w klasie zawisło polskie godło. 

28 listopada 1920 roku kadrę nauczycielską wzmocniła nauczycielka Jelena Wojnicka. Z powodu choroby przez kilka kolejnych dni przebywała na zwolnieniu lekarskim. 

......................................................................................................................................................................

Jak potoczyły się dalsze losy Kurta Klunski? Co nieco już wiem na ten temat. Wkrótce podzielę się tą wiedzą. 




 ŹródłoKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie





środa, 6 maja 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz VI

Zima 1916/1917 była długa i sroga. Temperatury często spadały poniżej 20 kreski. Mróz utrzymywał się przez długie tygodnie. Permanentny brak opału w lutym doprowadził do ponownego zamknięcia szkoły w Piotrowicach. W domach kurczyły się zapasy pożywienia, zamarzały ziemniaki w kopcach.  Marzec nie przyniósł wytchnienia. Ciągle padał śnieg przy bardzo niskiej temperaturze. W tych warunkach zaopatrywanie wiosek w podstawowe produkty niezbędne do przetrwania stawało się coraz trudniejsze. Aby zwiększyć spożycie mięsa mieszkańcy coraz częściej decydowali się na hodowle królików. Królicze mięso stało się wartościowym posiłkiem również w mieście. Z powodu złej pogody znacznie opóźniały się wiosenne prace polowe. W kwietniu nauka odbywała się w zasadzie bez zakłóceń lecz w nieogrzewanych pomieszczeniach. Trudne warunki do egzystencji szczególnie dotykały najmłodszych. Rodziny z miast decydowały się wywozić na jakiś czas swoje pociechy na wieś, głownie do krewnych ale nie tylko. W Piotrowicach dzieci z miasta przyjęły pod swój dach rodziny Ernsta Beckera, Wilhelma Bodacha, Jadwigi Laube. W Trzebinach były to rodziny Józefa Schuberta, Alberta Daubersteina, Franza Hoffmanna, Józefa Gertiga. Baron von Lessen tylko na ten cel przeznaczył specjalny fundusz w wysokości 4000 marek. W okresie do 30 marca 1917 roku w Piotrowicach i Trzebinach przebywało 15 dzieci z miasta. 

Kiedy mrozy wreszcie odpuściły, padał rzęsisty deszcz. W nocy z 16/17 kwietnia 1917 roku nad Piotrowicami rozszalała się burza. Poprzedził ją słoneczny i nad wyraz ciepły dzień. Lało całą noc co doprowadziło do całkowitego zalania przydrożnych rowów. Rów Krzycki przypominał rwący potok. Woda z pól wlewała się do niego niszcząc dopiero co wykonane zasiewy. W obu wsiach wcale nie było lepiej. Ogród przylegający do gościńca Hinderliha teraz przypominał całkiem spory staw. Woda całkowicie zalała główną drogę we wsi. To spowodowało, że siedmioro dzieci nie dotarło rano do szkoły. Piotrowice zostały odcięte od świata. 

W tych okrutnych okolicznościach przyrody dość regularnie docierały do wsi wiadomości z frontu. Pierwsza w nowym roku dotyczyła gefraitera Augusta Nitsche. Za męstwo na polu walki otrzymał Krzyż Żelazny II klasy. Robert Becker z Piotrowic, pierwotnie uznany za poległego, odnalazł się we francuskiej niewoli. Cały i zdrowy w liście do rodziców prosił o przesłanie bielizny i sucharów. 

30 kwietnia 1917 r na cmentarzu ewangelickim w Święciechowie pochowano ucznia Bruno Kunze. Dziecko zmarło na zapalenie płuc. 

W maju i czerwcu uruchomiono kolejną zbiórkę charytatywną, tym razem dla załóg okrętów podwodnych tzw. U-bootów. W obu wsiach zdołano zebrać 73,50 marek.

We wtorek 19 czerwca 1917 roku kościół katolicki pw Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Gołanicach został pozbawiony dzwonów.

Dzwony bez zbędnych ceregieli zostały zdjęte i przewiezione do stacji kolejowej w Lasocicach. Od tej chwili ich los jest nieznany ale z pewnością zostały przetopione na uzbrojenie. 

Po bardzo długiej i mroźnej zimie zapanowało upalne lato. Deszcze padały rzadko, postępowała susza. Od 9 lipca 1917 szkoła w Piotrowicach przyjęła nowych uczniów. Były to 6 dzieci z miasta. 

W listopadzie 1917 roku z frontu nadeszła wiadomość o przyznaniu Krzyża Żelaznego dla Bruno Elsnera. Było to już 11 odznaczenie tego typu, którym wyróżniono mieszkańców Piotrowic i Trzebin podczas tej wojny. 

Z tabeli wyraźnie widać różnicę w ilości mężczyzn i kobiet. To efekt wojny.

W ciężkich walkach we Flandrii w listopadzie 1917 roku ciężko ranny od odłamka granatu został mieszkaniec Trzebin Walenty Andrzejewski. W kolejnym miesiącu Krzyż Żelazny otrzymał Gunther oraz Bruno Jakub oboje z Piotrowic. 

W 1918 roku w majątku barona von Lessen w Trzebinach pracowało 10 jeńców francuskich. Wcześniej przebywali tam jeńcy rosyjscy. Miejscowi przyglądali się obcym z dystansem ale i zainteresowaniem. Krążyły o nich  ciekawe opinie. Powszechnie uważano, że Rosjanie bardziej nadawali się do pracy gospodarstwie rolnym niż Francuzi. Byli też lepiej przygotowani do ciężkiej, fizycznej pracy. Tych drugich krytykowano za lenistwo i nieposiadanie elementarnej wiedzy rolniczej. Nie potrafili też pracować przy zwierzętach. Rosyjscy jeńcy w większości byli biednymi chłopami w państwie Cara.  

W lutym 1918 r do obu wsi dotarła wiadomość, o wycofaniu się Rosji z wojny. W Brześciu podpisano rozejm, co było kolejnym krokiem do formalnego zakończenia wojny. W Rosji rządzili już komuniści, którzy w listopadzie 1917 r zbrojnym zrywem przejęli władzę po carze. Teraz Lenin pragnął się umocnić, ale nie osiągnąłby tego tocząc wyczerpującą wojnę z zachodem. W Piotrowicach i Trzebinach znowu załopotały flagi. Zapanowała powszechna radość i nadzieja, na powrót bliskich z frontu. 20 lutego z tej okazji nauczyciel zorganizował wieczór patriotyczny w gościńcu Hinderlicha. Podczas wiecu dzieci recytowały patriotyczne wiersze i śpiewały piosenki. Uroczystość rozpoczęła uczennica Anna Hoffmann  recytując wiersz pt. "Moja Ojczyzna" Frekwencja dopisała. Obecny był również pastor Willigmann, który wygłosił wykład o boskiej sprawiedliwości. Wieczór zakończył się wystawieniem sztuki teatralnej i odśpiewaniem hymnu "Deutschland uber alles".

W marcu 1918 roku poważnie ranny od granatu został Adolf Hinderlich syn właścicieli gościńca w Piotrowicach. Wspomniany wcześniej młynarz Bruno Jakub zaginął w marcu 1918 r. Niedługo po tym nadeszła wiadomość od jego dowódcy, że poległ w ciężkich walkach we Francji pod Montdidier. Zaginionymi wciąż pozostawali: Jan Wilczkowiak z Piotrowic i August Gertig z Trzebin. 5 kwietnia 1918 r w ciężkich walkach na zachodzie poległ Ambroży Gunter (ur. 8.2.1896) z Piotrowic, syn wdowy Józefy Gunter. 29 kwietnia 1918 r. z wojny powrócił Józef Kędziora z Piotrowic. Był szczęśliwy, że udało mu się przeżyć. Nie odniósł też żadnych poważniejszych obrażeń. 

Latem 1918 r do obu wsi zawitała "hiszpanka", groźna choroba zakaźna, która pod koniec I wojny światowej zalała całą Europę, dziesiątkując jej obywateli. Choroba szerzy się w zastraszającym tempie i budzi powszechny strach. 

9 listopada 1918 r. abdykował cesarz Niemiec Wilhelm II Hohenzollern. Na oczach ówczesnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin rodziła się Polska. 

CDN

ŹródłoKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie




czwartek, 30 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz V

W styczniu 1916 r. w Piotrowicami wstrząsnęła wiadomość o rzekomej śmierci Kurta Klunski. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą, gdy okazało się, że ich nauczyciel żyje i ma się dobrze. 

W szkole zmieniono organizację nauczania. Powodem był niedostatek kadry nauczycielskiej. Po wcieleniu Klunski do wojska, w szkole pozostało dwóch nauczycieli. Teraz kolejny z nich musiał wyjechać na front. Pozostał jeden nauczyciel, który musiał dźwignąć cały ciężar nauczania i tak przeorganizować plan zajęć, aby móc zdołać prowadzić lekcje z wszystkimi dziećmi. To był pierwszy sygnał od początku wojny, że szkoła w Piotrowicach przestała działać w normalnym trybie. I tak nauczyciel podzielił uczniów na dwie grupy: w jednej były starsze dzieci w drugiej młodsze. Z grupą dzieci starszych prowadził lekcje w godzinach 7-10. Młodsze dzieci przychodziły do szkoły o godz. 10 i uczyły się do 13. W ten sposób każde dziecko miało zapewnione 3 godziny nauki. Możliwe, że brak drugiego nauczyciela nie był jedynym powodem dla którego część dzieci przebywała w szkole podczas gdy inne były w tym czasie w domach. Wojna zabrała mężczyzn dlatego teraz cały ciężar pracy w gospodarstwach spadł na barki kobiet i uczniów. Taka zmiana organizacji nauczania, powodowała, że rodzice mogli efektywniej wykorzystywać swoje potomstwo do pracy. Starsze dziecko było w szkole, młodsze pomagało w gospodarstwie. Młodsze dziecko szło do szkoły - starsze z niej wracało.

9 marca 1916 roku podczas szturmu na Fort de Vaux – jeden z fortów twierdzy otaczającej miasto Verdun we Francji, zginął Walter Rittermann, dawny nauczyciel z Piotrowic. To właśnie po nim posadę w tutejszej szkole otrzymał Kurt Klunska. Rittermann zwolnił się na własną prośbę i z dniem 1 maja 1912 roku, został przeniesiony do szkoły w Osiecznej na stanowisko drugiego nauczyciela. Rittermann pochodził z Radomina koło Chodzieży, gdzie urodził się 28 września 1881 roku. Egzamin nauczycielski zdał w 25 sierpnia 1902 r w seminarium nauczycielskim w Rawiczu. W Piotrowicach zaczął uczyć od 1 października 1907 roku. 

Tragedia rodziny Seilerów z Piotrowic. 15 marca 1916 roku w okopach Łotwy zginął na skutek eksplozji granatu Peter Seiler, pracownik handlowy, syn rolnika Petera Seilera. Poległy miał zaledwie 21 lat. Nazwisko to często pojawia się na stronach kroniki szkoły w Piotrowicach. Juliusz Seiler był  przewodniczącym Rady Szkolnej. Podczas  imprezy charytatywnej, kiedy to wbijano gwoździe do drewnianego krzyża w 2 dzień Świąt Bożego Narodzenia 1915 r. ofiarował aż 10 marek, za które mógł nabyć gwóźdź w złotym kolorze.

Do wsi docierały kolejne tragiczne wiadomości. 3 lipca 1916 roku poległ murarz Johannes Wittig z Piotrowic (ur. 25.04.1881). Służył w 46 Rezerwowym Pułku Piechoty. W tym samym czasie na Ukrainie zginął Roman Kunze z Piotrowic. Służył w 58 Pułku Piechoty. Miejscowi w hołdzie poległym na drzwiach swoich domostw wieszali wieńce żałobne. 

W dużych miastach panował głód. Niemieccy mieszkańcy Leszna za wszelką cenę szukali sposobu na zdobycie pożywienia i przetrwania trudnych czasów. Powszechnie uważano, że ludność na wsi łatwiej radzi sobie z ekonomicznymi skutkami wojny.  Hodowano tu zwierzęta więc było i mięso. Trzymano drób, który zapewniał jaja. Mieszkańcy Trzebin i Piotrowic zaczęli odsprzedawać cześć swoich plonów. Chętnych nie brakowało. Przyjeżdżali z Leszna rowerami i wozami. Dopytywali o możliwość kupna masła ,sera, warzyw i owoców. Zdarzało się i tak, że odjeżdżali z kwitkiem. 

23 sierpnia 1916 roku we Francji w bitwie pod Somną, która była jedną z najkrwawszych bitew tej wojny, zginął trafiony odłamkiem granatu grenadier Józef Maćkowiak z Trzebin (ur. 22.3.1895). Maćkowiak zgłosił się do armii cesarskiej na ochotnika. 

Robotnik rolny Bernard Floschel został odznaczony Krzyżem Żelaznym II klasy. Floschel zasłynął niesamowitym szczęściem, które nie opuszczało go w nawet najbardziej niebezpiecznych sytuacjach. Służył na froncie wschodnim. Podczas zmasowanego ataku sił rosyjskich został przysypany w okopie setkami kilogramów ziemi a pomimo tego zdołał się wydostać na powierzchnię. Gdy dostał się do rosyjskiej niewoli - zdołał z niej uciec, podobno dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Wielokrotnie ranny, zawsze wracał w pełni sił do swojego pułku. 

Kolejna tragiczna wiadomość dopadła rodzinę Hoffmannów z Trzebin.18 października 1916 roku we Francji zginął Paul Hoffmann ur. 31.8.1887 r. Był kolejnym z Hoffmannów na liście poległych. Wcześniej zginęli Józef i Paul. 

żołnierz artylerii polowej podoficer Otto Handke otrzymał Krzyż Żelazny II klasy za odważne ocalenie działa przed nieprzyjacielem. 

Pod koniec 1916 roku w Piotrowicach było 28 gospodarstw, w których mieszkało 56 mężczyzn i 70 kobiet. Razem 126 osób. W Trzebinach było 17 gospodarstw, w których mieszkało 29 mężczyzn i 52 kobiety. Razem 81 osób. Z tego zestawienia wynika duża przewaga kobiet, co było ewidentnym "efektem wojny" 

Spis inwentarza zwierzęcego w obu wsiach na dzień 1.12.1916 r.

Podobnie jak podczas świąt Bożego Narodzenia w 1915 roku, baron von Lessen podejmował w swoim pałacu w Trzebinach mieszkańców obu wsi oraz dzieci. Z powodu wielu obciążeń te Święta nie były jednak takie same. Tym razem nie obdarowano dzieci tkaninami na nowe ubrania. Mimo to dzieci nie opuszczały pałacu z pustymi rękami.  Gwiazdor obdarował je zeszytami, ołówkami, gumkami do mazania, obsadkami do piór, orzechami, jabłkami i piernikami. 

CDN.

ŹródłoKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie

wtorek, 28 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz IV

Pobyt Kurta Klunski w Piotrowicach, choć krótki, to jeszcze długo był komentowany przez mieszkańców. Jego opowieści o wojnie światowej działały na wyobraźnię słuchaczy. Młodzież zazdrościła mu oficerskich dystynkcji a starsi odczuwali prawdziwą satysfakcję, że "ich" nauczyciel zawsze o nich pamięta i traktuje jak członków rodziny. Klunska wprost emanował dobrym nastrojem, którym zarażał otoczenie. 

Dobre nastroje miały szanse trwać dłużej bo pod koniec sierpnia 1915 roku obie wsie obiegły wiadomości, o  zdobyciu przez wojska niemieckie i austro-węgierskie twierdzy w Modlinie i Brześciu. Był to powód do świętowania więc starym zwyczajem na domach zawisły flagi i odwołano lekcje w szkole. Szybkie postępy wojsk niemieckich dawały nadzieję, na rychłe zakończenie wojny. Póki co nie szczędzono datków na armię. Mieszkańcy Piotrowic i Trzebin w dalszym ciągu brali udział w zbiórkach charytatywnych. 4 września 1915 r miejscowy nauczyciel postanowił wykorzystać ciepłą aurę i urządzić lekcje botaniki na zewnątrz w ładnych okolicznościach przyrody. Była to jednak nietypowa lekcja. Uczniowie odwiedzali gospodarzy, od których dostawali owoce i warzywa. Zebrano około 150 kg śliwek i jabłek, które następnie przekazano do punktu zbiórki.  7 września 1915 r jedna z dziewczynek mieszkająca w Trzebinach przyniosła do szkoły złotą dwudziestomarkową monetę, czym wzbudziła sensację i podziw nauczyciela. Moneta trafiając do Banku Rzeszy zasiliła nadszarpnięty budżet cesarskich Niemiec. 

Tymczasem napłynęły wieści od Kurta Klumski, który regularnie korespondował ze szkołą w Piotrowicach. 8 września wrócił na front wschodni w okolice Tarnopola, gdzie służył w 24 Dywizji Rezerwowej (48 Brygada, 233 Pułk Piechoty). Klunska czuł się dobrze i żywił nadzieję na szybki powrót do dawnego zajęcia, jakim było nauczanie wiejskich dzieci. 

Zdarzały się i złe wiadomości. Dotyczyły mieszkańców obu wsi walczących na wszystkich frontach tej wojny. Wojna zaczynała dosłownie dziesiątkować całe rodziny. Sytuacja pogarszała się tym bardziej, że z powodu braku młodych żołnierzy zaczęto wzywać do służby wojskowej mężczyzn po czterdziestce jak np. 41 letniego Bruno Eisnera z Trzebin. 13 sierpnia 1915 roku w okopach frontu wschodniego, podczas szturmu na nieprzyjaciela od strzału w głowę zginął strzelec Jan Rosgalla (58 Pułk Piechoty), brat rannego Ludwika Rosgalli. 15 sierpnia 1915 roku zginął syn wyrobnika z Trzebin Józef Hoffmann ur. 31.05.1890 r. (336 Pułk Piechoty, 9 kompania). Jego brat Paul został dwukrotnie ranny w krótkich odstępach czasu. W dniu 26 września we Francji w okopach pod Verdun ciężko ranny został piotrowiczanin Józef Freitag ur. 7.12.1881 (155 Pułk Piechoty). Freitaga nie udało się uratować gdyż zmarł 12 października w wyniku odniesionych ran. Został pochowany na cmentarzu wojennym w miejscowości Sens we Francji. Pozostawił wdowę z dwójką małych chłopców , z których starszy uczęszczał do 2 klasy szkoły w Piotrowicach. Mniej więcej w tym samym czasie lecz na froncie wschodnim nad rzeką Szczarą (dopływ Niemna) ranny w obie nogi został Roman Nitsche z Trzebin, syn Antoniego. Ten niedawno awansowany podoficer został przetransportowany pociągiem sanitarnym do szpitala polowego w Brześciu Litewskim (obecnie Brześć nad rzeką Bug). 

24 października 1915 roku w sali wiejskiej Hinderlicha w Piotrowicach tradycyjnie jak co roku o tej porze odbywał się kiermasz. Miał to być dzień wspólnych zabaw i śpiewów, połączony z konsumpcją wspaniałego jedzenia. Tym razem jednak  było inaczej. Stół, przy którym zgromadziło się niewielu mieszkańców świecił pustkami. W domach brakowało podstawowych produktów więc nikt nie kwapił się aby dodatkowo uszczuplać domowe zapasy. Tylko jeden gospodarz mógł sobie pozwolić na przyniesienie czegokolwiek z domu. W sali panowała przygnębiająca atmosfera. Nikt nie miał zamiaru tańczyć, żartować, bawić się. Było to oznaką tego jak wojna przeorała życie społeczne tych ludzi.  

Poranek 27 października 1915 roku  przywitał wszystkich śniegiem i lekkim mrozem. Niechybnie zbliżała się druga zima tej wojny. To był czas najwyższy aby podobnie jak w ubiegłym roku zbierać materiał na ciepłe ubrania, szyć rękawice i  skarpety dla żołnierzy marznących w okopach. W Piotrowicach i Trzebinach uzbierano 25 marek, z których sfinansowano zakup wełny. Dziewczęta dziargały skarpety i rękawice, które ostatecznie trafiały do punktu zbiórki w Lesznie. 

23 grudnia 1915 roku właściciel majątku w Trzebinach baron Eberhard von Lessen urządził w swoim pałacu uroczystość bożonarodzeniową, na którą zaprosił niektórych mieszkańców Piotrowic i Trzebin wraz z dziećmi. Wspólnie śpiewano kolędy a Św. Mikołaj (zwany w tych stronach Gwiazdorem) rozdawał skromne upominki. Każde dziecko z rodzin pracujących w majątku barona otrzymało zawiniątko z materiałem na nowe ubranie, kawałek ryby, jabłka, orzechy i pierniki. 

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia nauczyciel zorganizował akcję charytatywną w celu pozyskania środków na wsparcie wdów, sierot i inwalidów wojennych. Akcja zwana "wbijaniem gwoździ w krzyż" była przy okazji formą zabawy i polegała na tym, że za deklarowaną kwotę pieniędzy  otrzymywało się określonego koloru gwóźdź (brązowy, srebrny, złoty), który następnie wbijano w specjalnie do tego celu przygotowany duży drewniany krzyż lub figurę. Kolor gwoździa zależał od wysokości wpłaty. Śpiewano przy tym pieśni patriotyczne oraz wystawiono dwie sztuki teatralne. Mieszkańcy dopisali - na krzyżu szybko zabrakło miejsca na kolejne gwoździe.  Wieczorem nauczyciel wszedł na stołek i powiesił krzyż nad drzwiami w jednej z klas szkoły. Od tej pory miał symbolizować patriotyzm i ofiarność dla ojczyzny. Nauczyciel był ogólnie zadowolony z przebiegu uroczystości. W końcu sam ją zorganizował. Jednak nie cieszyły go Święta Bożego Narodzenia.  Był już zmęczony i od kilku tygodni czuł, że siły go opuszczają. Organizowanie tego typu akcji wymagało znacznego wysiłku i osobistego zaangażowania. W tych trudnych czasach praca dla dzieci i lokalnej społeczności często przynosiła rozterki i rozczarowania marnymi efektami lub brakiem zrozumienia, dobrego słowa, podziękowania. Do tego dochodził brak środków finansowych. Nauczyciel otrzymywał pensje bardzo nieregularnie a czasami w niepełnej wysokości. Coraz rzadziej mógł liczyć, że ktoś dołoży trochę grosza do organizowanych przez niego akcji. Ileż można dokładać z własnej kieszeni? Trudno jednak całą winę zwalać na sąsiadów, każdego dnia borykających się z biedą i niedostatkiem. Brakowało dosłownie wszystkiego. Brak nafty spowodował, że ludzie żyli w egipskich ciemnościach. Gdzie jest Państwo? Gdzie są władze oświatowe? Do czego to wszystko zmierza - dręczył się schodząc ze stołka. 

CDN.

Chlewnia w Piotrowicach. Z prawej strony magazyn. Stan z 1988 r. Źródło: Zabytek.pl





ŹródłoKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie

sobota, 25 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz III

Wiosna 1915 roku była zimna. Często padał deszcz a i śnieg nie był rzadkością. Wszystkim doskwierały braki opału. Na przełomie 1914/1915 roku szkoła w Piotrowicach była ogrzewana jedynie kilka dni. W kwietniu wreszcie zrobiło się trochę cieplej. W sadach zakwitły drzewa owocowe a przydomowe ogródki rozkwitły wiosennymi bylinami. Jednak w obu wsiach panował smutek i rozgoryczenie. Wśród mieszkańców narastało przygnębienie z powodu pogarszającego się zaopatrzenia. Pierwsze sygnały o poległych sąsiadach jeszcze bardziej pogarszały te nastroje.  

14 kwietnia wieczorem w Piotrowicach w sali gospodarza Hinderlicha wystąpił pastor Wilhelm Willigmann - ewangelicki duchowny posługujący w Lesznie. Był znany ze skrajnie nacjonalistycznych, niemieckich poglądów. Po odzyskaniu przez Wielkopolskę niepodległości, z powodu swojej działalności i wrogiemu nastawieniu do polskości został zmuszony do opuszczenia miasta. Teraz jednak siedział za stołem w sali Hinderlicha w Piotrowicach i podniosłym głosem, często gestykulując, wytykał zgromadzonym błędy przy wychowywaniu dzieci w warunkach wojennych. Przy okazji wzywał do wstrzemięźliwości w piciu i jedzeniu. Czasy są trudne, mawiał i dlatego wymagają drastycznych ograniczeń.  

Tymczasem do mieszkańców Piotrowic i Trzebin napływały listy i karty pocztowe  z  wszystkich frontów tej wojny. Młodzi chłopcy pisali do rodziców, mężowie do żon. W listach wyrażali troskę o bliskich, a swój los pokładali w Bogu i nadziei na rychłe zakończenie konfliktu. Na to się jednak nie zanosiło. W maju 1915 roku kolejni mieszkańcy otrzymali wezwanie do armii cesarskiej. Byli to z Piotrowic: Franz Deutsch, Emil Fechner, Franz Handke. Z Trzebin: Józef Łuczak. 

Chwilowe ukojenie przyniosły mieszkańcom obu wiosek wiadomości płynące ze wschodu. W maju 1915 roku na wieść o przełamaniu frontu rosyjskiego w bitwie pod Gorlicami na Podkarpaciu, władze zarządziły wywieszenie flag w każdym domostwie. Zapanowała powszechna radość, wręcz euforia. Wreszcie pojawiła się nadzieja na jakiś przełom. Zadowolenie z ogólnej sytuacji na froncie wschodnim wzrosło jeszcze bardziej wraz z napływającymi nowinami, które bezpośrednio dotyczyły mieszkańców Piotrowic. Pierwsza z nich szczególnie wzruszyła Karola i Eleonorę Hinderlichów. Ich syn Adolf, żołnierz 19 Pułku Piechoty, został odznaczony Krzyżem Żelaznym drugiej klasy. Druga wiadomość rozeszła się szerokim echem w całej okolicy, bowiem dotyczyła lubianego przez wszystkich tutejszego nauczyciela Kurta Klunskę. Walcząc na wschodzie w okolicach Jarosławca za zasługi na polu walki w dniu 13 maja 1915 roku otrzymał z rąk dowódcy Krzyż Żelazny.  Dla niego ta okropna wojna - przynajmniej na razie - miała się zakończyć. W ostatnich dniach maja został bowiem skierowany na kurs oficerski do Legnicy a następnie trafił do obozu szkoleniowego w Lockstedt w Holsztynie (północne Niemcy). Kolejne dobre wiadomości dotyczyły rodziny Maćkowiaków z Trzebin. Ich syn Józef również mógł z dumą nosić Krzyż Żelazny. Przypięto mu go w dniu 6 sierpnia 1915 r. Dobre wiadomości poprawiały nastrój młodzieży. Chłopcy słysząc o sukcesach swoich starszych kolegów, chętniej brali udział w ćwiczeniach wojskowych organizowanych przez nauczyciela. W ramach nauki doskonalili walkę wręcz, posługiwali się wystruganymi z drewna karabinami, ćwiczyli musztrę i i inne wojskowe zachowania. 

Mijały kolejne miesiące wojny. Rodzice poległych otrzymywali okolicznościowe dyplomy sławiące ich zabitych członków rodziny. Jesienne prace polowe zakończono w terminie, dzięki determinacji kobiet i dzieci, które podczas nieobecności synów, mężów i ojców musieli pracować za dwóch a nawet za trzech. Systematycznie organizowano akcje charytatywne dla wdów, sierot wojennych i inwalidów. Kurt Klunska pilnie szkolił się w Lockstedt. Szybko awansował na starszego sierżanta. Latem otrzymał krótki urlop, który wykorzystał na odwiedzenie rodziny w Sycowie. Nie znalazł czasu na przyjazd Piotrowic, nad czym ubolewał. Obiecał sobie, że przy następnej okazji na pewno odwiedzi swoich uczniów w ukochanej szkole. Okazja nadążyła się już w poniedziałek 16 sierpnia. O godz. 23.00, gdy większość mieszkańców wsi kładła się do łóżek, ktoś zapukał do drzwi szkoły. Mieszkający w niej nauczyciel nie spodziewał się takiego gościa! W progu stał uśmiechnięty pruski oficer. Kurt Klunska uścisnął zaskoczonego ale uradowanego nauczyciela. Mężczyźni do późna w nocy rozmawiali, opowiadając sobie o toczącym się życiu na wsi i trudach walki w okopach wojny światowej. Właśnie mijał rok jak Klunska opuścił Piotrowice. Przez ten czas zdążył już walczyć na froncie zachodnim pod Verdun i wschodnim pod Jarosławcem. Teraz jako absolwent obozu szkoleniowego z Lockstedt nosił oficerskie dystynkcje. W tych szczęśliwych dla siebie okolicznościach odwiedził Piotrowice z nadzieją na spotkanie ze swoimi uczniami.  Następnego dnia, Kurt Klunska spotkał się z dziećmi. Został przyjęty kwiatami, jak prawdziwy bohater. Wraz z dawnymi podopiecznymi przechadzał się wzdłuż drogi prowadzącej do Niechłodu. Zaglądał do domostw, serdecznie witał się z ich mieszkańcami. Tego samego dnia ze smutkiem i wzruszeniem opuszczał wioskę. Kolejne dni urlopu zamierzał spędzić u krewnych w Namysłowie. 

CDN.

ŹródłaKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.

Władysław Sieracki z Radomicka z okresu I Wojny Światowej w mundurze piechura. Źródło: album rodzinny p. Miłosza Urbańczaka


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz II


WSTĘP 

Wzgórza  Combres, położone są 20 km na południe od miasta Verdun we Francji. Podczas I wojny światowej były miejscem niezwykle zaciętych walk toczonych przez żołnierzy armii francuskiej i niemieckiej. Wzgórza miały duże znaczenie strategiczne. Osiągając wysokość 350 m, dominują w lokalnym krajobrazie, zapewniając doskonałą widoczność. Francuzi i Niemcy zaciekle walczyli o całkowite opanowanie tych wzgórz. Z punktu widzenia dowództwa niemieckiego ich posiadanie było kluczowe dla prowadzenia dalszej ofensywy w kierunku Verdun. Wiosną i latem 1915 roku Francuzi przypuścili serię zaciętych ataków na Wzgórza Combres, za cenę bardzo dużych strat. W okresie luty-kwiecień 1915 r stracili blisko 12 tys. żołnierzy. Wspierana ogniem artylerii francuska piechota zdołała zająć jedynie część niemieckich pozycji na zboczach. Szczyt wzgórza pozostał w rękach niemieckich.  W tamtym czasie walki przyjęły formę wojny minowej. Saperzy i górnicy obu stron wydrążyli w zboczu wzgórza, pod pozycjami wroga, liczne tunele (chodniki minerskie), na końcu których (w komorze minowej) umieszczone zostały ładunki wybuchowe. W ten sposób poprzez detonację min zamierzano oczyścić i zająć Wzgórza Combres. Od kwietnia 1915 roku do września 1917 roku zdetonowano łącznie 78 min lądowych (46 niemieckich i 32 francuskie). W wyniku prowadzonej tzw. "wojny minowej" po obu stronach zginęło blisko 50 tys. żołnierzy. Powstałe na skutek eksplozji min lądowych kratery nadal są widoczne, będąc ponurym świadectwem zaciętych walk o Wzgórza Combres.

TO TYLE TYTUŁEM WSTĘPU. 

O wzgórza Combres wiosną 1915 roku walczył kpr. Kurt Klunska, wiejski nauczyciel z Piotrowic w gminie Święciechowa. Wiemy o tym z korespondencji, którą prowadził z tą szkołą lub ze swoimi rodzicami. W jednym z listów Kurt Klunska opisuje tragiczny przebieg walk z Francuzami. Pisze o tym jak Francuzi próbowali przebić się pod Combres. Atak trwał 2-3 dni. Wzgórza były pod takim ostrzałem artyleryjskim, że nie było widać nic poza ogniem i dymem. Zwykle po ostrzale artyleryjskim rozpoczynał się szturm na pozycje zajmowane przez wojska niemieckie. Pisząc o ogromnych stratach w ludziach i sprzęcie Kurt Klunska wspomina o osobistym udziale w walkach. Nauczyciel szkoły w Piotrowicach będąc w tym czasie dowódcą patrolu regularnie, pod osłoną nocy patrolował teren walk. Prawdopodobnie zapuszczał się również na tyły wroga i sprawdzał opuszczone rowy strzeleckie. Podczas jednego z takich patroli natknął się w gęstym lesie na transzeję, która była zajmowana przez Francuzów tylko w ciągu dnia. Dowódca Kurta rozkazał ostrzeliwać to miejsce przy pomocy artylerii ale to działanie było nieskuteczne. Kurt Klunska wpadł na śmiały pomysł aby miejsce to zaminować, a gdy pojawią się tam Francuzi - wysadzić w powietrze. Jego dowódca nie zaakceptował tego pomysłu, dlatego Klunska wykorzystał jego nieobecność i przekonał zastępcę por. Seidla do ryzykownego planu.  Otrzymał 5 funtów dynamitu, spłonkę i 18 metrów lontu. Klunska czekał kilka dni na sprzyjające warunki. Gdy nastały...wraz z towarzyszami z oddziału zaczaił się w pobliżu a gdy Francuzi odeszli, pod osłoną nocy założył ładunki wybuchowe i połączył je spłonką i lontem. Dla wzmocnienia siły wybuchu, na tak przygotowanej minie położył znaleziony niewybuch z francuskiej amunicji artyleryjskiej. Na koniec szybko odczołgał się na bezpieczną odległość i czekał do świtu. Rano w okopie jak zwykle pojawili się francuscy żołnierze. Klunska wyraźnie słyszał gwar rozmów, chwilami śmiechy. Leżąc całą noc w przypadkowym leju po bombie był zmarznięty i wyczerpany. Teraz zgrabiałymi rękoma odpalił lont, który tlił się przez długie 15 minut. Po tym czasie nastąpił ogromny huk. Pęd powietrza spowodowany falą uderzeniową, dał znać Klunsce i jego towarzyszom, że teraz jest czas na zajęcie wrogiego okopu. Rzucili się wiec naprzód ale zostali ostrzelani z sąsiedniego rowu. W tej sytuacji byli zmuszeni wycofać się na swoje pozycje. W wyniku zaminowania francuskiego okopu śmierć poniosło 25 podoficerów. Po tym wyczynie Kurt Klunska cieszył się uznaniem towarzyszy broni. Otrzymał też pochwałę od dowódcy. Na końcu listu serdecznie wszystkich pozdrowił i zapowiedział, że spodziewa się rychłego awansu. 

6 listopada 1914 roku niemiecki Krążownik "EMDEM" został zatopiony przez australijski krążownik lekki HMAS "Sydney" w bitwie morskiej koło Wysp Kokosowych na Oceanie Indyjskim.  EMDEN Był jednym z  najsłynniejszych okrętów tamtego okresu. Samodzielnie "polował" na samotne statki handlowe Wielkiej Brytanii i jej sojuszników.  Uczniowie szkoły w Piotrowicach na rzecz załogi zatopionego okrętu zebrali 1,50 marek. Z tej okazji otrzymali okolicznościowy znaczek, który potwierdzał tą darowiznę. 

Okolicznościowy znaczek potwierdzający udział uczniów szkoły w Piotrowicach w akcji charytatywnej na rzecz załogi zatopionego na Oceanie Indyjskim okrętu EMDEN 


Źródła
  1. Kronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.
  2. https://www.facebook.com/Poznanczycy1914.1918

piątek, 17 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz I

28 lipca 1914 roku wybuchła I wojna światowa. Mieszkańcy Piotrowic i Trzebin słusznie spodziewali się, że lada dzień Cesarz ogłosi powszechną mobilizację. Każdego dnia rodziny wyglądały listonosza, z kartami powołania do wojska.  Aż nastała sobota 1 sierpnia 1914 roku. Po godzinie 18 tej do Piotrowic z sąsiednich Trzebin przybiegł posłaniec. Miał pilną wiadomość z urzędu pocztowego. Rozpowiadał podekscytowany, że pierwsze karty mobilizacyjne lada chwila trafią do adresatów. Pierwszymi mieszkańcami Piotrowic, o których upomniała się armia pruska byli: Hinderlich, Kunze i Nitsche. Każda z depesz zawierała tekst:

 "Natychmiast stawić się w Głogowie!" 

Nauczyciel Kurt Klunska został powołany do wojska w 2 dniu mobilizacji. Przed wyjazdem do Głogowa zdołał jeszcze odwiedzić swój rodzinny dom . 

Mieszkańcy Piotrowic najwcześniej zmobilizowani do walki za cesarza Niemiec:

  • Adolf Hinderlich ur. 1893 w Piotrowicach syn Karola i Eleonory. Dwukrotnie ranny w 1917 i 1918 r.
  • Gustaw Hinderlich
  • Robert Becker , zaginiony w 1817 r.
  • Bruno Beissert, ur. 1884 r. w Piotrowicach, ranny w 1918 r.
  • Józef Freitag, ranny w 1915 r
  • Hugo Kochmann, ur. 1882 w Piotrowicach, ranny w 1914 r.
  • Franz Deutch, ranny w 1918 r
  • Robert Deutsch ranny w 1917 r.
  • Wojciech Wilczkowiak
  • Józef Kędziora
  • Piotr Reder
  • Roman Kunze, poległ w 1916 r.
  • Emil Handke, poległ 9.03.1915 r.
  • Otto Handke
  • Roman Nitsche

Mieszkańcy Trzebin, najwcześniej zmobilizowani do walki za cesarza Niemiec:

  • August Nitsche
  • Franz Hoffmann
  • Paul Hoffmann
  • Józef Hoffmann
  • Paul Weiss
  • August Weiss
  • Paul Gertig
  • Ludwik Rosgalla
  • Paul Kruger
  • Wilhelm Gilert
  • Antoni Semfleben
  • Robert Anders
  • Michał Maliński
  • Bartłomiej Łuczak
O Ludwiku Rosgalli mówili wszyscy jeszcze na początku wojny. Po odbyciu krótkiego przeszkolenia w Głogowie trafił na front do Francji. Jego wojenne losy mogłyby posłużyć za kanwę filmu przygodowego. Były to jednak losy tragiczne. Podczas walk w bliskiej odległości od Rosgalli wybuchł granat, który uszkodził jego ekwipunek, w tym kolbę karabinu. Rosgalla poradził sobie w ten sposób, że wymienił uszkodzoną kolbę na dobrze zachowaną po poległym koledze. 

23 sierpnia 1914 roku Ludwik Rosgalla walczył dzielnie z bagnetem przytroczonym do broni. Szykował się do walki na śmierć i życie z Francuzami. Gdy po komendzie dowódcy wyskoczył z okopu, został trafiony odłamkiem w dłoń. W wyniku odniesionych obrażeń stracił środkowy palec prawej dłoni. Opatrzony przez  podoficera ruszył w stronę kolumny sanitarnej. Maszerował przez wiele godzin obawiając się, że może trafić do francuskiej niewoli. Pamiętał jak w okopach opowiadano straszne historie na temat okrucieństwa francuskich żołnierzy wobec niemieckich jeńców. Po drodze napotkał rannego niemieckiego żołnierza, którego z niewiadomych powodów pozostawiono bez żadnej pomocy. Rosgalla nie zastanawiając się długo postanowił pomóc nieborakowi. Przerzucił rannego przez ramię i z takim dodatkowym "ekwipunkiem" szedł w nadziei rychłego napotkania oddziału sanitarnego. Wreszcie nad ranem 24 sierpnia wycięczony i ranny Rosgalla dotarł do punktu medycznego. Natychmiast przekazał sanitariuszom rannego towarzysza. Po tym jak jego ręka została opatrzona, zawieziono go do lazaretu (szpitala polowego). 
Ludwik Rosgalla miał możliwość osobiście opowiadać rodzinie i znajomym o swoich wojennych losach. Wkrótce wrócił bowiem do Trzebin. Z powodu poważnych obrażeń ręki nie był zdolny do trzymania broni. Po jakimś czasie okazało się że rana ręki była poważniejsza niż pierwotnie sądzono. Dłoń nie dość, ze pozbawiona środkowego palca to jeszcze nie chciała się goić. Z powodu komplikacji lekarze zmuszeni byli odjąć rezerwiście kolejny palec, tym razem wskazujący. 

Innymi rannymi na frontach I wojny światowej mieszkańcami Piotrowic i Trzebin byli August Gertig i Józef Hoffmann. Nie wiem jak potoczyły się dalsze losy Augusta Gertiga, ponieważ na niemieckich listach strat figurował jako zaginiony. Józef Hoffmann zginął w marcu 1915 r.

Niemieccy mieszkańcy Piotrowic i Trzebin mieli swojego bohatera. Był nim kapral Emil Handke (ur.  27.11.1892) Już na początku wojny został kawalerem Krzyża Żelaznego. Nadawano go za okazywanie męstwa na polu walki. Emil Handke raczej nie miał okazji pokazać krzyża rodzinie. Zginął 9 marca 1915 r.  walcząc w szeregach cesarskich Niemiec w 10 Pułku Ułanów Poznańskich na północnej Bukowinie, 30 km na północ od Kołomyi, odniósł śmiertelną ranę od granatu, który całkowicie zdruzgotał mu lewe podudzie. Pomimo natychmiastowej pomocy, zmarł po krótkim czasie w lazarecie w Kołomyi. Rodzice zmarłego, pan i pani Handke, zostali powiadomieni o bolesnej stracie w długim liście pełnym szczerego współczucia. List zawierał też opis bohaterskich czynów ich syna.

Adnotacja o śmierci Emila Handke na niemieckiej liście strat z marca 1915 r. 

W czasie gdy młodzi mieszkańcy Piotrowic i Trzebin walczyli na wszystkich frontach I wojny Światowej, ich rodziny brały udział w zbiórkach charytatywnych na rzecz żołnierzy niemieckich. Jedną z takich akcji było zbieranie wełnianych ubrań, przekazywanie ich do punktu zbiorczego w Starym Bojanowie a następnie pakowanie i wysyłanie żołnierzom na front. Oprócz tego kobiety z Trzebi i Piotrowic ze starych ubrań szyły koce. Prym w tym dziele wiodła mieszkanka Piotrowic Maria Kunze.

W lutym 1915 roku mieszkańcy obu wiosek zmagali się z niedostatkiem podstawowych produktów. Powszechnie jadano chleb tzw. "wojenny". Z powodu oszczędności zboża wypiekano go z tłuczonych ziemniaków z dodatkiem niewielkiej ilości mąki ziemniaczanej. Propaganda rozpowszechniała nieprawdziwe przecież informację, że "jego cesarska mość również jada chleb wojenny". W domach panowały egipskie ciemności z powodu braku nafty. Z tego powodu przestawiano się na inne źródła światła, w tym przypadku na skażony spirytus. W sklepach ceny poszybowały mocno w górę. 


Źródło: Kronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.