poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz II

Wzgórza  Combres, położone są 20 km na południe od miasta Verdun we Francji. Podczas I wojny światowej były miejscem niezwykle zaciętych walk toczonych przez żołnierzy armii francuskiej i niemieckiej. Wzgórza miały duże znaczenie strategiczne. Osiągając wysokość 350 m, dominują w lokalnym krajobrazie, zapewniając doskonałą widoczność. Francuzi i Niemcy zaciekle walczyli o całkowite opanowanie tych wzgórz. Z punktu widzenia dowództwa niemieckiego ich posiadanie było kluczowe dla prowadzenia dalszej ofensywy w kierunku Verdun. Wiosną i latem 1915 roku Francuzi przypuścili serię zaciętych ataków na Wzgórza Combres, za cenę bardzo dużych strat. W okresie luty-kwiecień 1915 r stracili blisko 12 tys. żołnierzy. Wspierana ogniem artylerii francuska piechota zdołała zająć jedynie część niemieckich pozycji na zboczach. Szczyt wzgórza pozostał w rękach niemieckich.  W tamtym czasie walki przyjęły formę wojny minowej. Saperzy i górnicy obu stron wydrążyli w zboczu wzgórza, pod pozycjami wroga, liczne tunele (chodniki minerskie), na końcu których (w komorze minowej) umieszczone zostały ładunki wybuchowe. W ten sposób poprzez detonację min zamierzano oczyścić i zająć Wzgórza Combres. Od kwietnia 1915 roku do września 1917 roku zdetonowano łącznie 78 min lądowych (46 niemieckich i 32 francuskie). W wyniku prowadzonej tzw. "wojny minowej" po obu stronach zginęło blisko 50 tys. żołnierzy. Powstałe na skutek eksplozji min lądowych kratery nadal są widoczne, będąc ponurym świadectwem zaciętych walk o Wzgórza Combres.

O wzgórza Combres wiosną 1915 roku walczył kpr. Kurt Klunska, wiejski nauczyciel z Piotrowic w gminie Święciechowa. Wiemy o tym z korespondencji, którą prowadził z tą szkołą lub ze swoimi rodzicami. W jednym z listów Kurt Klunska opisuje tragiczny przebieg walk z Francuzami. Pisze o tym jak Francuzi próbowali przebić się pod Combres. Atak trwał 2-3 dni. Wzgórza były pod takim ostrzałem artyleryjskim, że nie było widać nic poza ogniem i dymem. Zwykle po ostrzale artyleryjskim rozpoczynał się szturm na pozycje zajmowane przez wojska niemieckie. Pisząc o ogromnych stratach w ludziach i sprzęcie Kurt Klunska wspomina o osobistym udziale w walkach. Nauczyciel szkoły w Piotrowicach będąc w tym czasie dowódcą patrolu regularnie, pod osłoną nocy patrolował teren walk. Prawdopodobnie zapuszczał się również na tyły wroga i sprawdzał opuszczone rowy strzeleckie. Podczas jednego z takich patroli natknął się w gęstym lesie na transzeję, która była zajmowana przez Francuzów tylko w ciągu dnia. Dowódca Kurta rozkazał ostrzeliwać to miejsce przy pomocy artylerii ale to działanie było nieskuteczne. Kurt Klunska wpadł na śmiały pomysł aby miejsce to zaminować, a gdy pojawią się tam Francuzi - wysadzić w powietrze. Jego dowódca nie zaakceptował tego pomysłu, dlatego Klunska wykorzystał jego nieobecność i przekonał zastępcę por. Seidla do ryzykownego planu.  Otrzymał 5 funtów dynamitu, spłonkę i 18 metrów lontu. Klunska czekał kilka dni na sprzyjające warunki. Gdy nastały...wraz z towarzyszami z oddziału zaczaił się w pobliżu a gdy Francuzi odeszli, pod osłoną nocy założył ładunki wybuchowe i połączył je spłonką i lontem. Dla wzmocnienia siły wybuchu, na tak przygotowanej minie położył znaleziony niewybuch z francuskiej amunicji artyleryjskiej. Na koniec szybko odczołgał się na bezpieczną odległość i czekał do świtu. Rano w okopie jak zwykle pojawili się francuscy żołnierze. Klunska wyraźnie słyszał gwar rozmów, chwilami śmiechy. Leżąc całą noc w przypadkowym leju po bombie był zmarznięty i wyczerpany. Teraz zgrabiałymi rękoma odpalił lont, który tlił się przez długie 15 minut. Po tym czasie nastąpił ogromny huk. Pęd powietrza spowodowany falą uderzeniową, dał znać Klunsce i jego towarzyszom, że teraz jest czas na zajęcie wrogiego okopu. Rzucili się wiec naprzód ale zostali ostrzelani z sąsiedniego rowu. W tej sytuacji byli zmuszeni wycofać się na swoje pozycje. W wyniku zaminowania francuskiego okopu śmierć poniosło 25 podoficerów. Po tym wyczynie Kurt Klunska cieszył się uznaniem towarzyszy broni. Otrzymał też pochwałę od dowódcy. Na końcu listu serdecznie wszystkich pozdrowił i zapowiedział, że spodziewa się rychłego awansu. 

6 listopada 1914 roku niemiecki Krążownik "EMDEM" został zatopiony przez australijski krążownik lekki HMAS "Sydney" w bitwie morskiej koło Wysp Kokosowych na Oceanie Indyjskim.  EMDEN Był jednym z  najsłynniejszych okrętów tamtego okresu. Samodzielnie "polował" na samotne statki handlowe Wielkiej Brytanii i jej sojuszników.  Uczniowie szkoły w Piotrowicach na rzecz załogi zatopionego okrętu zebrali 1,50 marek. Z tej okazji otrzymali okolicznościowy znaczek, który potwierdzał tą darowiznę. 

Okolicznościowy znaczek potwierdzający udział uczniów szkoły w Piotrowicach w akcji charytatywnej na rzecz załogi zatopionego na Oceanie Indyjskim okrętu EMDEN 


Źródła
  1. Kronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.
  2. https://www.facebook.com/Poznanczycy1914.1918

piątek, 17 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz I

28 lipca 1914 roku wybuchła I wojna światowa. Mieszkańcy Piotrowic i Trzebin słusznie spodziewali się, że lada dzień Cesarz ogłosi powszechną mobilizację. Każdego dnia rodziny wyglądały listonosza, z kartami powołania do wojska.  Aż nastała sobota 1 sierpnia 1914 roku. Po godzinie 18 tej do Piotrowic z sąsiednich Trzebin przybiegł posłaniec. Miał pilną wiadomość z urzędu pocztowego. Rozpowiadał podekscytowany, że pierwsze karty mobilizacyjne lada chwila trafią do adresatów. Pierwszymi mieszkańcami Piotrowic, o których upomniała się armia pruska byli: Hinderlich, Kunze i Nitsche. Każda z depesz zawierała tekst:

 "Natychmiast stawić się w Głogowie!" 

Nauczyciel Kurt Klunska został powołany do wojska w 2 dniu mobilizacji. Przed wyjazdem do Głogowa zdołał jeszcze odwiedzić swój rodzinny dom . 

Mieszkańcy Piotrowic najwcześniej zmobilizowani do walki za cesarza Niemiec:

  • Adolf Hinderlich ur. 1893 w Piotrowicach syn Karola i Eleonory. Dwukrotnie ranny w 1917 i 1918 r.
  • Gustaw Hinderlich
  • Robert Becker , zaginiony w 1817 r.
  • Bruno Beissert, ur. 1884 r. w Piotrowicach, ranny w 1918 r.
  • Józef Freitag, ranny w 1915 r
  • Hugo Kochmann, ur. 1882 w Piotrowicach, ranny w 1914 r.
  • Franz Deutch, ranny w 1918 r
  • Robert Deutsch ranny w 1917 r.
  • Wojciech Wilczkowiak
  • Józef Kędziora
  • Piotr Reder
  • Roman Kunze, poległ w 1916 r.
  • Emil Handke, poległ 9.03.1915 r.
  • Otto Handke
  • Roman Nitsche

Mieszkańcy Trzebin, najwcześniej zmobilizowani do walki za cesarza Niemiec:

  • August Nitsche
  • Franz Hoffmann
  • Paul Hoffmann
  • Józef Hoffmann
  • Paul Weiss
  • August Weiss
  • Paul Gertig
  • Ludwik Rosgalla
  • Paul Kruger
  • Wilhelm Gilert
  • Antoni Semfleben
  • Robert Anders
  • Michał Maliński
  • Bartłomiej Łuczak
O Ludwiku Rosgalli mówili wszyscy jeszcze na początku wojny. Po odbyciu krótkiego przeszkolenia w Głogowie trafił na front do Francji. Jego wojenne losy mogłyby posłużyć za kanwę filmu przygodowego. Były to jednak losy tragiczne. Podczas walk w bliskiej odległości od Rosgalli wybuchł granat, który uszkodził jego ekwipunek, w tym kolbę karabinu. Rosgalla poradził sobie w ten sposób, że wymienił uszkodzoną kolbę na dobrze zachowaną po poległym koledze. 

23 sierpnia 1914 roku Ludwik Rosgalla walczył dzielnie z bagnetem przytroczonym do broni. Szykował się do walki na śmierć i życie z Francuzami. Gdy po komendzie dowódcy wyskoczył z okopu, został trafiony odłamkiem w dłoń. W wyniku odniesionych obrażeń stracił środkowy palec prawej dłoni. Opatrzony przez  podoficera ruszył w stronę kolumny sanitarnej. Maszerował przez wiele godzin obawiając się, że może trafić do francuskiej niewoli. Pamiętał jak w okopach opowiadano straszne historie na temat okrucieństwa francuskich żołnierzy wobec niemieckich jeńców. Po drodze napotkał rannego niemieckiego żołnierza, którego z niewiadomych powodów pozostawiono bez żadnej pomocy. Rosgalla nie zastanawiając się długo postanowił pomóc nieborakowi. Przerzucił rannego przez ramię i z takim dodatkowym "ekwipunkiem" szedł w nadziei rychłego napotkania oddziału sanitarnego. Wreszcie nad ranem 24 sierpnia wycięczony i ranny Rosgalla dotarł do punktu medycznego. Natychmiast przekazał sanitariuszom rannego towarzysza. Po tym jak jego ręka została opatrzona, zawieziono go do lazaretu (szpitala polowego). 
Ludwik Rosgalla miał możliwość osobiście opowiadać rodzinie i znajomym o swoich wojennych losach. Wkrótce wrócił bowiem do Trzebin. Z powodu poważnych obrażeń ręki nie był zdolny do trzymania broni. Po jakimś czasie okazało się że rana ręki była poważniejsza niż pierwotnie sądzono. Dłoń nie dość, ze pozbawiona środkowego palca to jeszcze nie chciała się goić. Z powodu komplikacji lekarze zmuszeni byli odjąć rezerwiście kolejny palec, tym razem wskazujący. 

Innymi rannymi na frontach I wojny światowej mieszkańcami Piotrowic i Trzebin byli August Gertig i Józef Hoffmann. Nie wiem jak potoczyły się dalsze losy Augusta Gertiga, ponieważ na niemieckich listach strat figurował jako zaginiony. Józef Hoffmann zginął w marcu 1915 r.

Niemieccy mieszkańcy Piotrowic i Trzebin mieli swojego bohatera. Był nim kapral Emil Handke (ur.  27.11.1892) Już na początku wojny został kawalerem Krzyża Żelaznego. Nadawano go za okazywanie męstwa na polu walki. Emil Handke raczej nie miał okazji pokazać krzyża rodzinie. Zginął 9 marca 1915 r.  walcząc w szeregach cesarskich Niemiec w 10 Pułku Ułanów Poznańskich na północnej Bukowinie, 30 km na północ od Kołomyi, odniósł śmiertelną ranę od granatu, który całkowicie zdruzgotał mu lewe podudzie. Pomimo natychmiastowej pomocy, zmarł po krótkim czasie w lazarecie w Kołomyi. Rodzice zmarłego, pan i pani Handke, zostali powiadomieni o bolesnej stracie w długim liście pełnym szczerego współczucia. List zawierał też opis bohaterskich czynów ich syna.

Adnotacja o śmierci Emila Handke na niemieckiej liście strat z marca 1915 r. 

W czasie gdy młodzi mieszkańcy Piotrowic i Trzebin walczyli na wszystkich frontach I wojny Światowej, ich rodziny brały udział w zbiórkach charytatywnych na rzecz żołnierzy niemieckich. Jedną z takich akcji było zbieranie wełnianych ubrań, przekazywanie ich do punktu zbiorczego w Starym Bojanowie a następnie pakowanie i wysyłanie żołnierzom na front. Oprócz tego kobiety z Trzebi i Piotrowic ze starych ubrań szyły koce. Prym w tym dziele wiodła mieszkanka Piotrowic Maria Kunze.

W lutym 1915 roku mieszkańcy obu wiosek zmagali się z niedostatkiem podstawowych produktów. Powszechnie jadano chleb tzw. "wojenny". Z powodu oszczędności zboża wypiekano go z tłuczonych ziemniaków z dodatkiem niewielkiej ilości mąki ziemniaczanej. Propaganda rozpowszechniała nieprawdziwe przecież informację, że "jego cesarska mość również jada chleb wojenny". W domach panowały egipskie ciemności z powodu braku nafty. Z tego powodu przestawiano się na inne źródła światła, w tym przypadku na skażony spirytus. W sklepach ceny poszybowały mocno w górę. 


Źródło: Kronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.

wtorek, 14 kwietnia 2026

Historia szkoły w Piotrowicach - obchody 25 lecia panowania cesarza Wilhelma II Hohenzollerna

16 maja 1912 roku Kurt Klunska po raz pierwszy stanął na progu szkoły w Piotrowicach w gminie Święciechowa. Tak rozpoczęło się jego dorosłe zawodowe życie. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że z pewnością  nie było  marzeniem tego młodego, energicznego człowieka,  trafić do małej wiejskiej, prowincjonalnej szkółki, ale cóż miał robić. Dopiero co został absolwentem pruskiego Królewskiego Ewangelickiego Seminarium dla Nauczycieli w Lesznie. Formalnie był dopiero kandydatem na nauczyciela. Kurt Klunska najprawdopodobniej urodził się w powiecie Sycowskim na Śląsku. Możliwe, że w miejscowości Bukowina Sycowska. Kurt Klunska objął posadę w miejsce poprzedniego nauczyciela Eduarda Rittermanna. Ten z kolei postanowił zakończyć pracę w tutejszej szkole z przyczyn osobistych. Z dniem 1 maja 1912 roku, na własną prośbę został przeniesiony do szkoły w Osiecznej na stanowisko drugiego nauczyciela. O osobie Rittermanna wiemy nieco więcej niż o Klunsce. Pochodził z Radomina koło Chodzieży, gdzie urodził się 28 września 1881 roku. Egzamin nauczycielski zdał w 25 sierpnia 1902 r w seminarium nauczycielskim w Rawiczu. W Piotrowicach zaczął uczyć od 1 października 1907 roku. 

Kurt Klunska wkrótce po rozpoczęciu pracy w Piotrowicach został skierowany na kurs gimnastyki i gier zespołowych (prowadzenia zajęć sportowych), który zorganizowały władze oświatowe w Lesznie (wówczas Lissa). 

W pierwszej połowie 1913 roku (ostatnim roku pokoju przed wybuchem I wojny światowej) Kurt Klunska organizował w szkole w Piotrowicach uroczystość z okazji 25 lecia panowania cesarza Prus Wilhelma II. 

Wilhelm II ostatni król Prus i cesarz Niemiec (1859-1941) Źródło: wikipedia.org.

Obchody tej rocznicy były powszechne w całym państwie pruskim. Ogólne święto przypadało na 15 i 16 czerwca. W Piotrowicach uroczystość rozpoczęła się w poniedziałek 16 czerwca 1913 roku o godzinie 9 rano. Dzieci już w niedzielę udekorowały salę lekcyjną kolorowymi girlandami i świeżymi kwiatami. Szczególną uwagę poświęcono nowemu portretowi cesarza. Dzieci z Trzebin i Piotrowic osobiście przeprowadziły zbiórkę funduszy na zakup obrazu. Kurt Klunska wspierał podopiecznych, pomagając w zbieraniu funduszy wśród mieszkańców obu wiosek. Zgodnie z jego planem na drugiej stronie portretu cesarza znalazła się lista wszystkich darczyńców wraz ze stosowną dedykacją:

"Na pamiątkę powstania narodu niemieckiego w roku 1813 ufundowano przez uczniów szkoły w Piotrowicach z okazji jubileuszu panowania Jego Królewskiej Mości Wilhelma II."  

Portret Cesarza kosztował 15 marek. Dzieci zebrały 6 marek, władze oświatowe dołożyły kolejne 9 marek i w ten sposób uzbierano całą kwotę. 

Uroczystość rozpoczęła się odśpiewaniem pieśni "Boże, Boże, wysławiamy". Następnie głos zabrał nauczyciel Klunska, który podkreślił osiągnięcia cesarza Wilhelma II w budowaniu wielkiego państwa niemieckiego. Po hymnie narodowym nastąpiło złożenie hołdu cesarzowi. Jeden z uczniów wyrecytował patriotyczny wiersz ku chwale cesarza. 

Źródła

  1. Kronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.
  2.  Polona.pl "Teilnehmerverzeichnis zur Provinzial-Lehrerversammlung : Lissa 1913" 













środa, 8 kwietnia 2026

Wrzawa o gościniec w Radomicku cz. III

AKT II. Wersja gościnnego Szczepana Stępczaka

Właściciel gościńca w Radomicku Szczepan Stępczak stawił się u starosty powiatu śmigielskiego Józefa Kopczyńskiego  w dniu 28 grudnia 1921 roku. Na wstępie oznajmił, że urodził się w Grotnikach 31 lipca 1873 roku. Jego żoną jest Anna ze Skorupińskich, którą poślubił w 1895 roku. Jest ojcem dziewięciorga dzieci. Jeden z jego synów zginął służąc w wojsku polskim na wojnie z bolszewikami. Pytany o to czy był karany przyznał, że we wczesnej młodości spędził 6 miesięcy w więzieniu za cyt: "gwałtowność przy bydlęciu". Do Radomicka przeniósł się z Wijewa. 

Na wstępie Szczepan Stępczak odpowiadał na pytania dotyczące listu jaki został wysłany z Radomicka do niejakiego Franciszka Sobolewskiego z Poznania.   Stępczak odciął się od pomysłu, że mógł być autorem owego listu. Stwierdził jedynie, że napisał go osobiście sołtys Bednarczyk lecz za przyzwoleniem Stępczaka. List zawierał prośbę o pomoc w rozwiązaniu "kwestii księdza Franciszka Roepke". Mówiąc wprost: autorzy listu domagali się usunięcia proboszcza z administrowania parafią w Radomicku. Kim był Franciszek Sobolewski? To największa zagadka tej historii. Nie udało mi się ustalić, dlaczego Stępczak i Bednarczyk zwracali się ze swoją nietypową prośbą właśnie do niego. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że Franciszek Sobolewski był bratem Michaliny Bednarczyk, żony brata Szczepana Bednarczyka - Michała. Sobolewski spotkał się z Bednarczykiem i Stępczakiem w gościńcu Stępczaka w 1919 roku po pogrzebie Michaliny. Podczas tego spotkania poruszano sprawę konfliktu Stępczaka z księdzem Roepke, dotyczącym gościńca. Stępczak żalił się Sobolewskiemu, że proboszcz zarzuca mu rzekome złośliwe urządzanie hucznych zabaw w swoim lokalu a także organizowanie podczas niedzielnych mszy ćwiczeń organizacji sokolskiej. Franciszek Sobolewski wysłuchał tych skarg i obiecał pomóc. Zostawił nawet swój adres aby w razie zaostrzenia konfliktu powiadomić go o tym listownie. List został wysłany przez sołtysa Bednarczyka 21 lutego 1921 roku. 

Franciszek Sobolewski to postać tragiczna. Urodził się w Morownicy w 1875 roku w rodzinie gospodarzy Ignacego i Julianny z Kasperskich. Był uczestnikiem Powstania Wielkopolskiego pseudonim "Ślepowron". Odznaczony Medalem Niepodległości. Był jednym z wnioskodawców powstania Związku Weteranów Powstań Narodowych RP 1914-1919. członek Zarządu Głównego tej organizacji, pełniącym funkcję ławnika, członek koła Jeżyce oraz jego prezes w 1933 r. Pracował jako urzędnik ministerialny (możliwe, że miał coś wspólnego z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Ministerstwo to odpowiadało między innymi za stosunki między Państwem a Kościołem).  W czasie niemieckiej okupacji pracował jako księgowy. W 1940 roku wraz z rodziną został wysiedlony do Generalnej Guberni do Krakowa. W marcu 1941 roku trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen (koło Oranienburga w Niemczech). Numer obozowy: 037079. W czasie pobytu w obozie kilkukrotnie przebywał w budynku szpitalnym. Według archiwów obozowych zmarł na czerwonkę w dniu 24.10.1942 roku.    

Wróćmy do gościnnego Stępczaka. 

Właściciel gościńca w Radomicku kategorycznie zaprzeczył jakoby na przekór księdzu  demoralizował młodzież, urządzając huczne zabawy w swojej restauracji. Wyjaśnił również dlaczego jego syn nie chciał chodzić na nauki do księdza (prawdopodobnie chodziło o naukę przed sakramentem I Komunii Św.) Stępczak stwierdził, że chłopak nie mógł uczestniczyć w nauce ponieważ pomagał w czasie choroby ojca w gospodarstwie. Aby usprawiedliwić syna posłał do księdza córkę, ale ksiądz nie uwierzył w te tłumaczenia. Zapowiedział, że ukarze krnąbrnego chłopaka. 

W swoim wystąpieniu przed starostą Kopczyńskim właściciel gościńca nieprzychylnie wypowiadał się na temat postawy ks. Franciszka Roepke wobec Polaków, polskiego rządu i polskich urzędników. Swoje krytyczne uwagi wobec Naczelnika Państwa (J. Piłsudski) miał wyrażać wprost z ambony radomickiego kościoła. Stępczakowi nie podobało się, że ksiądz proboszcz w swoim kazaniu krytykował polskich królów. Opowiadał między innymi o tym, że król Kazimierz Wielki zlecił utopić jednego z księży katolickich (zapewne chodzi tu o przekaz Jana Długosza, w którym król Kazimierz Wielki miał dopuścić się zlecenia zamordowania księdza Baryczki przez utopienie go w Wiśle). Dla porządku należy dodać, że Szczepan Stępczak również figuruje na listach Powstańców Wielkopolskich. 

W tym budynku ponad 100 lat temu znajdowała się gospoda Zgaińskiego. Żródło: https://www.google.com/maps/place/Radomicko 

Zdjęcie z dawnej pocztówki. Przedstawia gospodę Zgaińskiego w Radomicku. Pocz. XX w.


CDN


Źródła z których korzystałem: 

Akta Starostwa Powiatowego w Śmiglu 1919-1932. Archiwum Państwowe w Lesznie. 






piątek, 3 kwietnia 2026

Wrzawa o gościniec w Radomicku cz. II

W tej opowieści pierwsze skrzypce grają emocje, ludzka pokręcona natura, zawiść, zazdrość i chęć dominacji. Znamy to dobrze z naszych polskich podwórek. Pomimo tego, że od wydarzeń które miały miejsce w Radomicku minął już cały wiek, nie będę recenzentem zachowań ich uczestników. Zrobię to co należy do genealoga: przedstawię fakty, dokładnie to co znalazłem w dokumentach archiwalnych, dotyczących sprawy gościńca  i wzajemnej niechęci  tutejszego sołtysa (Szczepan Bednarczyk) i proboszcza (ks. Franciszek Roepke)

Wrzawa, o której mowa w tytule, szybko wymknęła się spod kontroli. Nie mogli jej lekceważyć ani starosta śmigielski Józef Kopczyński ani wojewoda wielkopolski Witold Celichowski. Panowie zaczęli przerzucać się pismami, w których wojewoda żądał wyjaśnień. Niepokoił się konfliktem, w którego centrum byli powszechnie znany i przez wielu szanowany proboszcz radomickiej Parafii i wieloletni sołtys tej wsi. W tym celu wojewoda Celichowski wydał polecenie gruntownego zbadania sprawy i przesłania mu pisemnych wyjaśnień każdej ze stron konfliktu. Jest niemal pewne, że wzajemna niechęć Bednarczyka i proboszcza rozpoczęła się kilka lat wcześniej a obecna sprawa jest tylko kolejnym jej przejawem.  

AKT I. Wersja Szczepana Bednarczyka

Sołtys Radomicka stawił się u starosty powiatu śmigielskiego Józefa Kopczyńskiego  w Sylwestra 31 grudnia 1921 roku. Na wstępie podał do protokołu swoje dane personalne dotyczące: sprawowanej funkcji (sołtys), wieku (63 lata), stanu cywilnego (żonaty z Anastazją z d. Skorupińską) posiadanej liczby dzieci na utrzymaniu (10), wyznaniu (katolik) oraz o karalności (nie był karany). Szczepan Bednarczyk oświadczył, że nieprawdą jest jakoby od samego początku znajomości z księdzem Franciszkiem Roepke (ten przybył do parafii Radomicko w 1901 r jako administrator a proboszczem został w 1904 r) miał jakieś zatargi. Przeciwnie, w pierwszych latach działalności księdza pomagał mu na probostwie, w pracach gospodarskich oraz naprawiał księdzu różne narzędzia i przedmioty. Z sąsiadem Hoffmannem mieli postawić bezpłatnie krzyż na tutejszym cmentarzu. Przez pierwsze lata znajomości sołtys Bednarczyk chodził regularnie spowiadać się do księdza Roepke. Bednarczyk oznajmił, że nieporozumienia między nim a proboszczem rozpoczęły się po tym, jak ten drugi (rzekomo) ograniczył ilość mszy z kazaniem w języku polskim. Miały też być dużo krótsze niż te głoszone w języku niemieckim. Bednarczyk przyznał, że we wsi obawiano się takich działań ze strony nowego księdza noszącym niemieckie nazwisko i z obawą tą podzielono się z proboszczem sąsiedniej parafii w Górce Duchownej, tj z księdzem Józefem Krótkim (1847-1920). Ks. Krótki nie podzielał tej obawy. Sołtys Bednarczyk stwierdził, że jednak stało się inaczej. Tak właśnie miał rozpocząć się ten konflikt. A później było już "z górki" 

Najpierw powstały zatargi przy wyborach nowego Dozoru Kościelnego przy parafii radomickiej (dozory kościelne przed wojną zrzeszały mieszkańców danej parafii, którzy zarządzali majątkiem ich kościoła). Wybory, których inicjatorem miał być Szczepan Bednarczyk miały symbolizować niezadowolenie i sprzeciw wobec działań nowego proboszcza. Sołtys przyznał bez ogródek, że to był kolejny powód do sporu pomiędzy nim a księdzem Roepke. 

Bednarczyk wspomniał, że jego rodzinę nie ominęły zatargi typowo sąsiedzkie. Gospodarstwo Bednarczyków graniczyło bowiem z plebanią i  to już było dostatecznym powodem do ciągłych sprzeczek między sąsiadami. 

Sołtys Radomicka zwierzył się staroście śmigielskiemu o pewnym wydarzeniu z czasów I wojny światowej, kiedy to razu pewnego miał przybyć do Radomicka oddział żołnierzy niemieckich na koniach. On jako sołtys musiał ich rozmieścić na kwaterach. Mieszkańcy niechętnie przyjmowali pod swój dach takich gości. Jednak do domu sołtysa zapukała siostra księdza proboszcza, która oznajmiła, że ksiądz chętnie przyjmie niemieckich żołnierzy pod swój dach. I tak też się miało stać. Lecz kiedy wybuchło Powstanie Wielkopolskie to według Szczepana Bednarczyka ks. Roepke cyt:"...nie tylko żadnej zachęty dla sprawy Polski lecz przeciwnie, na każdym kroku przeszkody..." Np. miał odwodzić mieszkańców wsi od udziału w Powstaniu i zarzucał im, że aktywnie wspomagają Powstańców. Bednarczyk na koniec swojego zeznania, stwierdził że w dniu 3 maja 1919 roku, kiedy cały naród świętował rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja to ksiądz Roepke odprawić miał tylko cichą mszę św. ponieważ nie miał nakazu od władz duchownych na jej uroczyste celebrowanie. 

KURTYNA

Jest w tej sprawie jeszcze jeden ciekawy wątek. Szczepan Bednarczyk w kontekście sporu o gościniec wspomina o liście do Franciszka Sobolewskiego z Poznania. Człowiek ten był szwagrem brata sołtysa - Michała. Mężczyźni spotkali się w karczmie Stępczaka w dniu pogrzebu Michaliny Sobolewskiej - bratowej Szczepana Bednarczyka....Ale o tym później. 

CDN

Podpis Bednarczyka pod zeznaniem 


Źródła z których korzystałem: 

Akta Starostwa Powiatowego w Śmiglu 1919-1932. Archiwum Państwowe w Lesznie. 



czwartek, 5 marca 2026

Wrzawa o gościniec w Radomicku cz. I

W lipcu 2015 w poście pt" O tym, jak to między sołtysem, młynarzem a plebanem bywało"  pisałem o konflikcie jaki rozgorzał w 2026 roku pomiędzy moim prapradziadkiem Szczepanem Bednarczykiem (1857-1935) a proboszczem parafii w Radomicku ks. Franciszkiem Roepke (1868-1938). W Archiwum Państwowym w Lesznie znajdują się archiwalne dokumenty dotyczące spraw prowadzonych w Starostwie Powiatowym w Śmiglu za lata 1919-1932. Wśród tych spraw natrafiłem ponownie na bardzo dobrze udokumentowany konflikt, którego stroną byli ks. Franciszek Roepke i niektórzy mieszkańcy Radomicka. Analizując dokumenty doszedłem do wniosku, że osobą reprezentującą mieszkańców wsi był ich wieloletni sołtys (sołtysował w latach 1896-1935) Szczepan Bednarczyk.  Czymże był ów spór?


Szczepan Bednarczyk (1857-1935)

Spór, według Wielkiego Słownika Języka Polskiego, to sytuacja, w której co najmniej dwie osoby lub grupy wyrażają odmienne opinie na jakiś temat i nie chcą zaakceptować opinii przeciwników. O co więc sprzeczali się Szczepan Bednarczyk i ks. Franciszek Roepke? Zanim to wyjaśnię, muszę zaznaczyć, że będę pisał jedynie o rzeczach, które znajdują się we wspomnianym na początku Archiwum. Moim celem jest poznanie prawdy o wzajemnych relacjach pomiędzy uczestnikami tego sporu a w zasadzie o stosunkach panujących we wsi Radomicko w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości. Wiadomo, że po podpisaniu Traktatu Wersalskiego w dniu 28 czerwca 1919 roku Radomicko oficjalnie znalazło się w granicach odrodzonej Polski. Piszę o tym dlatego, ponieważ miało to kolosalne znaczenie dla mieszkańców tej wielkopolskiej wsi. Od pokoleń byli poddanymi cesarza Niemieckiego. Trzeba sobie uzmysłowić, że nikt z ówczesnych mieszkańców Radomicka nigdy nie żył w wolnym państwie polskim. Wielkopolska znalazła się pod panowaniem Prus po II rozbiorze tj od 1792 roku. Odzyskanie więc niepodległości w 1919 r było dla nich niezwykle ważnym i doniosłym przeżyciem. I na tym tle zaczęły do głosu dochodzić antagonizmy pomiędzy Polskimi a Niemieckimi mieszkańcami. Zaczęto głośno mówić o sprawach, które do tej pory były ukrywane, przemilczane.  Sąsiad zaczął bacznie przyglądać się sąsiadowi. Wyrzucano sobie błędy i niewłaściwe i niegodne prawdziwych Polaków postępowania w czasach pruskich rządów. 

Franciszek Roepke (1868-1938) Żródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/

Wszystko rozpoczęło się w 1921 roku najprawdopodobniej z inicjatywy ks. proboszcza Franciszka Roepke. Przełożony tutejszej parafii upomniał się głośno o budynek wraz z ziemią, pełniący wówczas funkcję gościńca. Zarzucał właścicielowi  Szczepanowi Stępczakowi, że ten prowadzi biznes nie zważając na powagę znajdującego się niedaleko kościoła pod wezwaniem  Św. Jana Chrzciciela oraz w bezpośredniej bliskości budynku szkoły. Z tej przyczyny restauracja powinna być zamknięta a najlepiej zlikwidowana. Drugi powód do likwidacji tej placówki gastronomicznej to fakt, że w owym czasie kilkadziesiąt metrów dalej funkcjonował inny gościniec, który z powodzeniem zaspokoiłby potrzeby mieszkańców Radomicka. Zwolennicy ks. Roepke uważali że działanie obu restauracji jest nieracjonalne i nieekonomiczne dla ich właścicieli. To z tego powodu p. Stępczak aby poprawić zasobność portfela rzekomo miał urządzać w swoim gościńcu huczne i mocno zakrapiane zabawy, demoralizujące tutejszą młodzież. Ciekawa jest historia  gościńca p. Stępczaka. Podobno został wybudowany przez Niemców (władze niemieckie?) w odpowiedzi na opór jaki napotkali ze strony polskich mieszkańców wsi, którzy uniemożliwili wykupienie przez Niemców polskiego gościńca, właśnie tego, który znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej. W opinii ks. Franciszka Roepke p. Stępczak w ogóle nie nadawał się na restauratora. Należało go z  tej posiadłości wysiedlić wraz z całą rodziną. Docelowo budynek gościńca miał być przebudowany w taki sposób aby służył parafii radomickiej. Miały się w nim znaleźć dwa gościnne mieszkania, oraz salka, w której odbywały by się zebrania organizacji i stowarzyszeń kościelnych, oświatowych a także nauki przygotowujące do przyjęcia sakramentów.  

Jak można się łatwo domyśleć pomysł ten nie przypadł do gustu rodzinie Stępczaków. We wsi zawrzało. 

Co z tą sytuacją miał wspólnego Szczepan Bednarczyk? Jako sołtys wsi, postanowił wypowiedzieć się w tej sprawie. Od początku był do niej negatywnie nastawiony. Stanął po stronie Stępczaka. Wrzawa, która wybuchła szybko wymknęła się spod kontroli. Nie mogli jej lekceważyć ani starosta śmigielski Józef Kopczyński ani wojewoda wielkopolski Witold Celichowski. Panowie zaczęli przerzucać się pismami, w których wojewoda żądał wyjaśnień. Niepokoił się konfliktem, w którego centrum był powszechnie znany i przez wielu szanowany proboszcz radomickiej Parafii i wieloletni sołtys - urzędnik samorządowy. W tym celu wojewoda Celichowski wydał polecenie gruntownego zbadania sprawy i przesłania mu pisemnych wyjaśnień każdej ze stron konfliktu. Jest niemal pewne, że wzajemna niechęć Bednarczyka i proboszcza rozpoczęła się kilka lat wcześniej a obecna sprawa jest tylko kolejnym jej przejawem.  

CDN.



środa, 25 lutego 2026

Czesław Bednarczyk - mąż zaufania w środowisku "Chrześcijańskich Rolników" -1929

W okresie międzywojennym w Dłużynie obok Kółka Rolniczego prężnie działała inna organizacja tj. Stronnictwo Chrześcijańskich Rolników. Była to organizacja polityczna, z własnym programem, propagująca wartości chrześcijańskie i mocno konserwatywne. W klimacie tego stronnictwa dobrze czuł się mój pradziadek Czesław Bednarczyk (1889-1980). Nie ukrywam, że zawsze po cichu liczyłem na aktywność polityczną Bednarczyków i...  się nie zawiodłem. Przypomnę tylko, bo pisałem już o tym w 2019 roku, że w obwodowych komisjach wyborczych w wyborach do Sejmu i Senatu I kadencji II RP w listopadzie 1922 roku  zasiadali: 

1. Zastępcą przewodniczącego obwodu do głosowania nr 23 w Wydorowie był Franciszek BEDNARCZYK (1890-1970) s. Szczepana 
2. Członkiem komisji obwodowej nr 16 w Radomicku był Szczepan BEDNARCZYK (1857-1935) ojciec Franciszka i Czesława. 

W 1932 roku Czesław Bednarczyk startował w wyborach do Sejmiku Powiatowego w okręgu wyborczym nr II Śmigiel. Źródło: Polona 


Przed wyborami do Senatu w dniu 8 października 1922 roku zaraz po mszy 33 letni wówczas Czesław BEDNARCZYK, zwołał wiec przedwyborczy dla zwolenników listy wyborczej nr 8 tj. Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej (ChZJN potocznie zw. Chjena). Chętnych do wysłuchania przemówień było naprawdę wielu, zwłaszcza kobiet. Nie dość, że mieszkańcy wsi szczelnie wypełniali salkę parafialną to jeszcze okupowali sień oraz zaglądali przez otwarte okna. Obrady rozpoczął Czesław Bednarczyk intonując pieśń "Boże coś Polskę". Wiec miał burzliwy przebieg a jego uczestnicy nie szczędzili pochwał dla polityków listy nr 8. Prelegenci ostrzegali zgromadzonych aby nie obciążali swoich sumień głosowaniem na takie stronnictwa polityczne, które przeciwne są Kościołowi, szkołom wyznaniowym i wszelkim dążeniom prawicy do nadania Polsce charakteru państwa katolickiego. W trakcie spotkania dyskutowano żywo o ówczesnych stosunkach w Sejmie  oraz przypomniano techniki głosowania. Czesław Bednarczyk miał chyba "dobrego nosa" do polityki bo w wyborach w 1922 roku Chjena wygrała,  uzyskując 163 mandaty poselskie (na 444) i 48 senatorskich (na 111)

Ulotka. Źródło: https://pressmania.pl/

W poniedziałek 15 kwietnia 1929 roku o godz. 19 tej w lokalu pana Stawińskiego w Dłużynie odbyło się zebranie członków Stowarzyszenia Chrześcijańskich Rolników, na które przybyło 48 gospodarzy. Zebranie rozpoczął pan Lisiecki, który w wygłoszonym politycznym referacie nakreślił obecne położenie polskiego rolnika w rzeczywistości przełomu lat 20/30 XX w. Mówił o ciężarach i bolączkach trawiących rolników w Polsce. Nawoływał do jednoczenia się rolników w jeden zwarty obóz chrześcijańsko - rolniczy. Kolejni mówcy wtórowali p. Lisieckiemu, dając zgromadzonym szereg przykładów złych obyczajów sejmowych i zgubne skutki tych obyczajów  w szczególności dla stanu rolniczego. Na spotkaniu, które w krótkiej chwili zamieniło się w wiec polityczny okoliczni gospodarze wzywali wszystkich ospałych do łączenia się w szeregach Stronnictwa Chrześcijańskich Rolników. 

Ważną rolę odegrał na tym zebraniu Czesław  Bednarczyk. Został mianowicie wybrany mężem zaufania, którego zadaniem będzie dalsze działanie na rzecz organizacji struktur Stowarzyszenia Chrześcijańskich Rolników w Dłużynie i okolicznych wsiach. 

Trzy zasady tzw fundamentu politycznego Chrześcijańskich Rolników "Chrześcijańscy Rolnicy " Kim są! Do czego dążą! Wyd. Warszawa 1929 










Źródła: 
  1. Gazeta Powszechna wyd. 21.04.1929 (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)
  2. Orędownik Śmigielski nr 207 z dnia 12 września 1922 r. (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)
  3. "Chrześcijańscy Rolnicy " Kim są! Do czego dążą! Wyd. Warszawa 1929 (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)