sobota, 10 października 2026

Ojciec Chrzestny - ułan. Część 4

Ojciec chrzestny - ułan. Część 1

Ojciec chrzestny - ułan. Część 2

Ojciec chrzestny - ułan. Część 3



Ostatni raz o Władysławie Kędziorze pisałem w 2020 r. Dzisiaj kontynuuję wątek o tej nietuzinkowej postaci - ojcu chrzestnym mojej śp. Babci Anny Hudzik z Bednarczyków.  Przy okazji będę prostował pewne informacje, które pojawiły się w poprzednich postach o Władysławie Kędziorze. 

Najważniejsze fakty z życia Władysława Kędziory /1894-1979/

1. Władysław Kędziora urodził się 21 maja 1894 roku w Dłuyżynie w rodzinie Jakuba Kędziory i Apolonii z domu Stachowskiej.

2. Dorastał w miejscu urodzenia, pomagając rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa rolnego. 

3. 20 października 1906 roku jako 12 letni chłopiec odmówił modlitwy w języku niemieckim i tym samym wziął udział w strajku szkolnym wraz z innymi 59 dziećmi z Dłużyny (oświadczenie kierownika szkoły w Dłużynie z 1937 r)

4. Za udział w strajku został wydalony z gimnazjum po 3 latach nauki.

5. W wieku 16 lat (w 1910 r) wyjechał do Niemiec do miejscowości Deutz (?) do krewnych. Kędziora pisząc o tym w jednym ze swoich życiorysów nie precyzuje o jakich krewnych chodziło. Faktem jest, że przed pierwszą wojną światową tysiące wielkopolan szukało lepszego dla siebie bytu w Niemczech i we Francji. To, że ktoś miał krewnych na emigracji nie było niczym nadzwyczajnym. Ostatnio dowiedziałem się, że nawet ojciec Władysława Kędziory  - Jakub w pewnym okresie swojego życia pracował w kopalni we Francji. 

6. W trakcie pobytu w Niemczech nauczył się pisać na maszynie, poznawał tajniki księgowości i doskonalił umiejętności stenografii (szybkiego zapisywania mowy). Dzisiaj byśmy powiedzieli, że Władysław Kędziora inwestował w siebie zdobywając przedwojenne wykształcenie urzędowo-biurowe lub handlowe, które w tamtych czasach było bardzo prestiżowe, nowoczesne i gwarantowało stabilną pracę w administracji, bankowości lub biznesie. Umiejętności, które nabył w tym okresie swojego życia bardzo przydały mu się w kolejnych latach. 

7. W sierpniu 1913 roku został wcielony do 3 szwadronu 10 pułku Husarów w Stendal (Niemcy)

8. Zaraz po wybuchu I wojny światowej został wysłany na front do Francji.

9. 29 października 1914 roku został przeniesiony do sztabu 7 dywizji 

10. W maju 1915 roku rozpoczął służbę w strukturach pruskiej żandarmerii polowej. 

11. W lipcu 1916 roku został ranny w lewą rękę i prawe przedramię w bitwie nad Sommą. Służył wówczas w 165 Hanoverskim Pułku Piechoty. Prosto z pola walki trafił do szpitala polowego w Wittenbergu (wsch. Niemcy). 

12. Po odbytej kuracji został skierowany do m. Brandenburg, gdzie uczęszczał i ukończył szkołę rolniczą. 

13. W lipcu 1918 roku został zwolniony z armii pruskiej

14. 16 grudnia 1918 roku powrócił do Dłużyny

15. Od 29 grudnia 1918 roku rozpoczął werbowanie mieszkańców okolicznych wiosek do swojego oddziału powstańczego. Udało mu się zwerbować i zorganizować oddział złożony z 16 powstańców. Większość z nich posiadała broń i amunicję, które przemycili podczas powrotu z armii niemieckiej.

16. Od 1 stycznia 1919 roku jako dowódca tego oddziału staczał potyczki z Niemcami w miejscowościach: Włoszakowice, Lipno, Zbarzewo i Krzycko.

17. W połowie stycznia 1919 roku przyłączył się ze swoim oddziałem do kompanii dowodzonej przez por. Stanisława Michalskiego. Został mianowany dowódcą plutonu.

18. Brał udział w wojnie polsko bolszewickiej 1920 r. służąc w 6 Pułku Strzelców Wielkopolskich. Walczył pod Berdyczewem, Berezyną i Kijowem. Chorował na choroby zakaźne, przebywał w kilku szpitalach. 

19. Służbę wojskową zakończył w grudniu 1920 r w stopniu wachmistrza (17. Pułk Ułanów Gniezno)

20. 26 stycznia 1921 roku zawarł związek małżeński z Bronisławą z d. Bortel, koleżanką z czasów Powstania Wielkopolskiego. Małżeństwo mieszka w Dłużynie w domu należącym do jego siostry Marianny i Czesława Bednarczyka. 

21. Na początku 1921 roku Władysław Kędziora pozostaje bez stałej posady. Usilnie szuka pracy w charakterze pracownika administracyjnego. 2 marca 1921 roku składa podanie o pracę w urzędzie Starosty Śmigielskiego. W pierwszym zdaniu podania pisze że jest cyt "inwalidą 40 % z wojny niemieckiej" Wniosek o pracę został rozpatrzony negatywnie ze względu na brak wolnych posad w urzędzie starostwa śmigielskiego. 

22. W następnych latach rodzina Kędziorów mieszkała  w Święciechowie gdzie pracował w magistracie miasta jako urzędnik samorządowy. Tu przychodziły na świat dzieci: Władysława w 1922 r, oraz bracia bliźniacy: Feliks i Telesfor w 1928 r.  

23. W maju 1924 roku otworzył kancelarię obrońcy prywatnego.

24. Przynajmniej od 1927 roku pełnił tam funkcję radnego miasta Święciechowa, był założycielem i pierwszym prezesem Związku Powstańców Wielkopolskich oddział w Święciechowie, Związku Inwalidów Wojennych, oraz prezesem Związku Obrony Kresów Zachodnich w Lesznie.

25. Wybuch II wojny Światowej zastał Kędziorów w Lesznie gdzie mieszkali w kamienicy przy ul. Narutowicza. Działalność Kędziory w okresie okupacji jest oznaczona wieloma znakami zapytania. Znane są mi relacje znajomych Kędziory z okresu wojny którzy przedstawiali go jako prawego Polaka, który od samego początku wojny angażował się w pomoc obywatelom Leszna. Chciał nawet organizować grupę podziemną, której zadaniem miało być działanie dywersyjne wymierzone w okupantów. Istnieje przekaz jakoby w listopadzie 1941 roku Władysław Kędziora będąc w drodze (rowerem?) z Leszna do Krzycka, skąd miał przywieźć żywność został zatrzymany przez patrol niemieckiej policji i wylegitymowany. Kędziora chcąc uniknąć aresztowania pokazał niemiecki dowód tożsamości z okresu przed 1918 r. w którym figurował jako obywatel Prus (jak wszyscy inni wielkopolanie w tamtym okresie). Oficer z patrolu uznał go za Niemca i nakazał natychmiast stawić się Kędziorze w Starostwie w Lesznie aby wypełnił odpowiedni wniosek o przynależność do tzw. listy niemieckiej (Deutsche Volksliste). Kędziora stanowczo odmówił twierdząc że jest Polakiem a nie Niemcem. Z powodu odmowy wpisania się na volkslistę Kędziora był dotkliwie bity gumową pałką. 

Inny z przekazów mówi o sprycie i zarazem odwadze Kędziory wobec terroru panującego podczas wojny w Lesznie. Niektórzy twierdzą, że w domu Kędziory miał wisieć portret Hitlera za którym znajdowała się skrytka, w której Kędziora ukrywał przez Niemcami ważne dokumenty Związku Powstańców Wielkopolskich i innych organizacji patriotycznych, działających przed wojną na terenie Leszna i Święciechowy. 

Kolejny z przekazów mówi, że po wybuchu II wojny światowej Władysław Kędziora pracował jako pracownik przymusowy w Berlinie w firmie Himmel und Papesch Berlin Lankwitz /branża budowy mostów i wiaduktów. Miał być również więziony  w Forcie VII w Poznaniu (według dokumentów ZBOWiD)

26. Od 1945 roku udzielał się społecznie przy przywracaniu ładu i porządku w Lesznie. Pełnił funkcję Komisarza Spisowego do szacowania szkód wojennych. Był członkiem ZBOWiD (Związek Bojowników o Wolność i Demokrację)  oraz Frontu Jedności Narodu. 

27. Odznaczony między innymi: Krzyżem Walecznych, Krzyżem Powstańczym, Złotym Krzyżem Zasługi (1957), 2 razy Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem Niepodległości (1932), Medalem Polska Swemu Obrońcy, Odznaką Frontu Pomorskiego, Odznaką Grupy Leszno. Był członkiem Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" i członkiem koła śpiewaczego "Słowik" Należał do Zrzeszenia Obrońców Sądowych RP, Związku Inwalidów Wojennych.

28. Władysław Kędziora zmarł w Lesznie 21 lutego 1979 roku. Jest pochowany w tym mieście na cmentarzu przy ul. Kąkolewskiej.


Źródła: 

1. Archiwum Państwowe w Poznaniu

2. Wojskowe Biuro Historyczne


środa, 16 września 2026

Początek nowego w rodzinie Chudzików. Piotrowice 1945.

Rok 1945 był rokiem szczególnym w rodzinie Chudzików. Przede wszystkim wreszcie skończyła się wojna. Piotrowice opustoszały. Mieszkańcy wsi, noszący niemieckobrzmiące nazwiska, którzy w całym okresie dwudziestolecia międzywojennego nie zdążyli poczuć się Polakami wyjeżdżali na zachód, do Niemiec. To były tragiczne wybory, dokonywane często z dnia na dzień. Chudzikowie przyglądali się temu każdego dnia. W tak małej wsi wszyscy znali się przecież doskonale. Byli sąsiadami nawet w murach jednego domu. Chudzikowie zajmowali dom pod numerem 2, który dzielili przez sień z drugą rodziną pochodzenia niemieckiego. Z pewnością dom nie należał do nich w znaczeniu własności prywatnej. Raczej wynajmowali jedno lub dwa pomieszczenia ze skromną kuchnią. Cała rodzina przed wojną pracowała w miejscowym majątku rolnym. Gdzieś przecież musieli mieszkać, a nie figurują jako główni lokatorzy w książce meldunkowej Piotrowic z tego okresu. Ci z dawnych mieszkańców Piotrowic, którzy zdecydowali się zostać na miejscu w oczekiwaniu na rozwój wypadków teraz zajęci byli szacowaniem strat i doznanych krzywd. Wspólnymi siłami, solidarnie próbowali jak najszybciej rozpocząć w miarę normalne życie. 

Zawierucha wojenna oszczędziła rodzinę Marcina i Stanisławy. W działaniach wojennych uczestniczył tylko Andrzej Zakręt. Wzięty do niewoli podczas Kampanii Wrześniowej lata wojny spędził w niemieckich stalagach. Kiedy inni cieszą się z odzyskanej wolności, do drzwi Chudzików puka nieszczęście. We wtorek 29 maja 1945 roku w wieku 48 lat  w Piotrowicach w domu pod numerem 2 umiera Marcin Chudzik. Jak tu cieszyć się  z końca wojny, kiedy w tak ważnym czasie i w tak młodym wieku odchodzi głowa rodziny? Marcin został pochowany na gołanickim cmentarzu parafialnym zapewne w piątek 1 czerwca 1945 roku. Następnego dnia jego pasierb Feliks Zakręt udał się do urzędnika stanu cywilnego w Święciechowie aby oficjalnie zgłosić śmierć ojczyma. Za każdym razem gdy poruszam wątek śmierci swojego pradziadka, zastanawiam się czy na pogrzebie była jego matka Franciszka Kucharczyk przychodzą mi do głowy myśli krążące wokół Hudzików mieszkających w tym czasie w Mielcuchach. W chwili śmierci Marcina Chudzika żyła w Łodzi jego matka Franciszka (1872-1954). W owym czasie mieszkała w Łodzi przy ul. Przędzalniczej i od 6 lat była wdową po mężu Józefie Kucharczyku. Sądzę jednak, że nie było jej na pogrzebie syna. 


Marcin Zakręt (1896-1945)


Cały ciężar zapanowania nad chaosem jaki powstał po śmierci Marcina Chudzika oraz w związku z odzyskaniem upragnionej przez wszystkich mieszkańców Piotrowic wolności spada na 51 letnią wówczas wdowę po Marcinie Stanisławę z domu Zakręt. Sprawy rodzinne dodatkowo skomplikowały się jeszcze z innego powodu. W rodzinie Chudzików był to okres oczekiwania na ślub córki Eleonory, 26 letniej wówczas panny, ze Stanisławem urodzonym w Piotrowicach 8 maja 1925 roku w rodzinie Józefa i Marianny Deichsel zamieszkałej wówczas w domu pod numerem 24. Ślub odbył się kilkanaście dni po śmierci Marcina Chudzika tj. w dniu 16 czerwca 1945 roku. Świadkami byli: ze strony Eleonory jej wuj Feliks Zakręt a ze strony Stanisława Borowiaka Franciszek Majchrzak. Należy w tym miejscu dodać, że rodzice Pana Młodego pochodzili z okolic Mielcuch pow. ostrzeszowski a wiec ze stron rodzinnych Stanisławy Zakręt. 

Rodzina Borowiaków. W środku siedzi Stanisława Chudzik z d. Zakręt. Zdjęcie z rodzinnego albumu.


13 października 1945 roku w związek małżeński wstąpiła najstarsza córka Chudzików Franciszka ur. 1919 r w Krzycku Małym. Jej wybrankiem był 27 letni czeladnik garncarski z Kościana Stefan Nowaczyk syn nieżyjącego już wówczas  Jana Nowaczyka i Stanisławy z Jankowskich. Świadkami uroczystości byli: ze strony Franciszki wuj Andrzej Zakręt a ze strony Stefana Roman Skorupiński handlarz z Kościana. 

Rodzina Nowaczyków. Zdjęcie z rodzinnego albumu.

W tym czasie pozostałe dzieci Babci Stasi (nie licząc najmłodszego Antoniego który jest 14 letnim chłopcem) albo już są pełnoletnie albo zaraz dobiją do pełnoletności. Józef Chudzik skończył już 23 lata a  Dominik Chudzik to już 19 letni młodzieniec. Mój Dziadek - Ludwik Hudzik w sierpniu 1945 roku skończył 18 lat a za dwa lata zostanie wcielony do Jednostki Wojskowej Nr 2165 w Lublinie / 3 Brygada Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego/. 


czwartek, 27 sierpnia 2026

Ostatnia wola Bartłomieja. Dłużyna 1837 r.

Postaram się uporządkować wiadomości na temat jednego z moich najstarszych przodków 5xpradziadka Bartłomieja Jędrzychowskiego z Dłużyny. Rzucę też nowe światło na testament Bartłomieja, spisany 22 grudnia 1837 roku w obliczu śmierci, która nie była aż tak rychła, jak można by przypuszczać. 

Dom Czesława i Marianny  Bednarczyków w Dłużynie a wcześniej Kędziorów i Jędrzychowskich. Lata przedwojenne. Zdjęcie z rodzinnego albumu, jednak poglądowe bo poprawione przez AI ponieważ oryginał bardzo niewyraźny.


Nie wiem gdzie urodził się Bartłomiej ale dzięki Nelly, genealożki z Francji od niedawna wiem, że jego rodzicami a moimi 6x pradziadkami byli Paweł Jędrzychowski i nieznana z rodowego nazwiska jego żona Regina. Winien jestem w tym miejscu wyjaśnienie. Otóż Nelly udostępniła mi wiele ciekawych materiałów dotyczących Jędrzychowskich z Dłużyny, które pozyskała z archiwów kościelnych. Fajnie wiedzieć, że jesteśmy spokrewnieni za sprawą wspólnych dziadków z odległej przeszłości tj. Pawła i Reginy Jędrzychowskich :)

Przypuszczenia:

Bartłomiej urodził się gdzieś około 1769 roku w Dłużynie lub jednej z pobliskich wsi. Możliwe że w Bronikowie lub Machcinie. Jest to bardzo prawdopodobny rok, ponieważ wynika wprost z zapisu z jego aktu śmierci z 1838 r gdzie w rubryce "wiek zmarłego" widnieje liczba 69. Z kolei z testamentu Bartłomieja dowiadujemy się, ze jest w związku małżeńskim z Ewą od 50 lat. 

Prawdopodobnie, Bartłomiej Jędrzychowski oraz jego żona Ewa z domu Wilczek byli pierwszymi lokatorami domu w Dłużynie oznaczonego numerem 24b. Zakładam ostrożnie, że dom ze zdjęcia poniżej wybudował sam Bartłomiej w latach 1800 -1820. W dokumentach dotyczących tej posiadłości, znajdujących się obecnie w Archiwum Państwowym w Lesznie, nie znalazłem żadnej wzmianki na temat roku budowy domu Jędrzychowskich. Z pewnością wygląd budynku zmieniał się przez dziesięciolecia za sprawą prowadzonych, napraw, remontów itp. Możliwe że pierwotnie pokryty był strzechą. Wielu z Was pamięta go jeszcze z lat 70tych XX w kiedy to ostatecznie został rozebrany. Pomyślcie tylko: mógł mieć wówczas ze 170 lat!  Ale czy na pewno? 

Ufundowana przez rodzinę tablica poświęcona Czesławowi Bednarczykowi.
Dłużyna 2026.
 

Fakty:

26 lipca 1789 roku wielmożny Kazimierz, hrabia Sułkowski właściciel Machciana i Dłużyny wydał Bartłomiejowi "przywilej" na podstawie którego, stał się on wolnym człowiekiem i nie musiał już odpracowywać pańszczyzny. Hrabia Sułkowski nadał Bartłomiejowi prawo własności do swoich pól ornych  i łąk. To właśnie na kawałku tej ziemi w Dłużynie Bartłomiej zbudował dom, w którym przez całe dziesięciolecia mieszkały rodziny Jędrzychowskich, Stachowskich, Kędziorów i wreszcie Bednarczyków. Dokument ten był niezwykle cenny, ponieważ dzięki niemu  237 lat temu diametralnie zmienił się los Bartłomieja. Z pańszyźnianego chłopa nagle stał się wolnym człowiekiem. Wkrótce został zamożnym chłopem - kmieciem jakich w tym czasie w Dłużynie można było policzyć na palcach jednej ręki. Oficjalne uwłaszczenie chłopów z Dłużyny miało miejsce w 1825 roku.  Bartłomiej cieszył się już w tedy statusem wolnego chłopa od 36 lat! Pozostaje otwartą kwestia przyczyna dla której Bartłomiej Jędrzychowski mógł liczyć na taki gest ze strony hrabiego Sułkowskiego.  Nie ulega wątpliwości, że był to chłop zasobny i stać go było na płacenie dziedzicowi Dłużyny czynszu za swoją wolność i niezależność. 

Specjalny status we wsi miał brat Bartłomieja - Wojciech. Ten z kolei był młynarzem dłużyńskim a więc nie byle kim jak na ówczesne czasy. 

22 grudnia 1837 roku w Dłużynie w domu pod numerem 24b, dokładnie w tym domu, który za 75 lat stanie się własnością Czesława Bednarczyka i Marii z Kędziorów, zebrała się najbliższa rodzina Bartłomieja aby wysłuchać jego ostatniej woli. Bartłomiej był chory i nikt nie dawał mu szansy na rychły powrót do zdrowia. Chyba sam sobie z tego zdawał sprawę bo wezwał do Dłużyny sędziego Sądu Ziemsko-Miejskiego z Kościanie aby w jego obecności i w majestacie prawa podyktować mu ostatnią swoją wolę – testament. Leżący w łóżku mężczyzna dobiegał siedemdziesiątki. Był schorowany i zmęczony długim życiem. Tej smutnej urzędowej ceremonii przysłuchiwali się uważnie: żona Bartłomieja Ewa, najstarszy syn Stanisław, młodszy syn Walenty, oraz córki z mężami: Maria Sterna, Franciszka Krawiec i Brygida Stępczak. 

Treść testamentu Bartłomieja Jędrzychowskiego:

Gospodarstwo zostało podzielone pomiędzy dwóch najstarszych synów Bartłomieja tj. Stanisława oraz Walentego. Na dobytek ten składały się dom mieszkalny wraz z przyległym samem owocowym,  budynki gospodarcze, sprzęt gospodarski, narzędzia, żywy inwentarz (np. bydło) oraz łąki i pola orne. Stanisław otrzymał w spadku wszystkie budynki wraz z wyposażeniem. Pola i łąki nie zostały w testamencie precyzyjnie oznaczone ale możemy wyczytać, że były to: kawałek pola przy drodze wiejskiej, kawałek pola i lasek i przy drodze prowadzącej do Sokołowa, ogród pod Charbielinem, łąka na Kamionkach, łąka na Wielkim Bagnie (Wielkim Błocie), kawałek ziemi za łąką na Wielkim Bagnie. Pola, sad i łąki zostały podzielone pomiędzy braćmi po równo. 

Bartłomiej pomimo, że był kmieciem (zwykle byli bogatymi pełnorolnymi chłopami) to zastrzegł na łożu śmierci, że nie posiada oszczędności a jedynie długi, które polecił spłacić po równo braciom Stanisławowi i Walentemu. Zwolnił córki z tego przykrego obowiązku. Jego dłużnikami byli: 

1. Łucja, żona włodarza (rolnika) Jana - zalegał jej 600 zł

2. Wawrzyniec, właściciel karczmy - zalegał mu 144 zł

3. Leśniczy - zalegał mu 45 zł

4. Klemens, handlarz bydłem - zalegał mu 74 zł

Córce Bartłomieja Mariannie (po mężu Sterna) należał się spadek, który został wyceniony na 100 polskich złotych czyli 16 talarów i 20 srebrnych groszy.  

Córce Bartłomieja Franciszce (po mężu Krawiec) należał się spadek, który został wyceniony na 100 polskich złotych czyli 16 talarów i 20 srebrnych groszy.  

Córce Bartłomieja Brygidzie (po mężu Stępczak) należał się spadek, który został wyceniony na 100 polskich złotych czyli 16 talarów i 20 srebrnych groszy. Z testamentu dowiadujemy się że Brygida wraz z mężem mieszkała w małej przybudówce przy domu Bartłomieja (izdebka). Bartłomiej zastrzegł że ta dobudowana część stanowi wyłączną własność Brygidy. 

Bartłomiej zobowiązał braci aby solidarnie spłacili siostry najpóźniej do 3 lat po jego śmierci. 

Bartłomiej pozbawił żonę prawa do spadku ale w zamian zobowiązał Stanisława aby po jego śmierci zaopiekował się matką. Ewa będzie miało prawo dalej mieszkać w domu do końca życia, natomiast na najstarszym  synu będzie spoczywał obowiązek zapewnienia jej wszelkiej opieki oraz wyżywienia, opału, i pokrywania kosztów leczenia.  Bartłomiej zapewnił wszystkich, że rozmawiał na ten temat z żoną Ewą, która z takiego postawienia sprawy jest bardzo zadowolona.  

Testament kończy  zapisem, że każdy spadkobierca musi podporządkować się woli Bartłomieja. Jeśli ktoś będzie się uchylał ze swoich obowiązków, zostanie wydziedziczony. Bartłomiej podpisał się trzema krzyżykami ponieważ albo nie potrafił pisać albo był na tyle chory, że wyręczono go w tej urzędowej czynności.  

Na swoją śmierć Bartłomiej czekał kolejny cały rok. Zmarł w Wigilię 1838 roku w swoim domu w Dłużynie mając 69 lat. 

Zapis o śmierci Bartłomieja Jędrzychowskiego w księdze zgonów parafii Dłużyna 1838. 









piątek, 21 sierpnia 2026

Naukowiec z Radomicka

Podejrzewam, że mało kto w Radomicku wie, że z tej spokojnej wielkopolskiej wsi pochodził człowiek, który na początku XX wieku stał się jednym z najważniejszych antropologów Ameryki Południowej. Robert Lehmann‑Nitsche, urodzony 9 listopada 1872 roku w Radomicku, syn Adolfa Lehmanna i Idy Stephan, wyrósł na naukowca, którego nazwisko do dziś pojawia się w podręcznikach antropologii, etnologii i folklorystyki.

Jako młody człowiek zdobył dwa doktoraty – z filozofii i medycyny – po czym w wieku zaledwie 25 lat wyjechał do Argentyny. Tam objął kierownictwo Sekcji Antropologicznej w Museo de La Plata, jednym z najważniejszych muzeów na kontynencie. To tak, jakby dziś ktoś z Radomicka został dyrektorem działu badań w największym muzeum Ameryki Południowej.

Przez ponad 30 lat badał ludność rdzenną Patagonii, Chaco czy Ziemi Ognistej. Fotografował, mierzył, nagrywał ich języki i muzykę – tworząc jedną z pierwszych kolekcji nagrań etnograficznych na świecie. Między 1905 a 1909 zarejestrował około 250 fonogramów, które dziś są bezcennym świadectwem kultur, z których wiele już nie istnieje.

W muzeum uporządkował ogromne zbiory kości i czaszek, prowadząc pionierskie badania nad chorobami, trepanacjami i różnorodnością ludzką. Krytykował proste podziały rasowe, wprowadzając bardziej naukowe podejście – jak na swoje czasy był wyjątkowo nowoczesny.

Zajmował się także folklorem: zbierał pieśni, legendy, druki ulotne, a nawet humorystyczne i satyryczne teksty z życia codziennego. Tworzył mapy językowe i mitologiczne kontynentu, współpracując z dziesiątkami badaczy i informatorów.

Po powrocie do Niemiec w 1930 roku nadal publikował, aż do śmierci 9 kwietnia 1938 roku w Berlinie.

Robert Lehmann - Nitsche. ok. 1910 r.


poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Balbina Skorupińska z Radomierza

Balbina Skorupińska była młodszą siostra mojej praprababki Anastazji Bednarczyk. Urodziła się w Radomicku 31 marca 1879 r. w rodzinie Piotra Skorupińskiego i Cecylii z d. Gryca. Początki jej dorosłego życia były bardzo burzliwe i tragiczne. W wieku 19 lat wyszła za mąż za Tomasza Praissa, 24 letniego młodzieńca z Perkowa pod Przemętem (ślub w 1898). Świadkiem na ich ślubie był Szczepan Bednarczyk - szwagier Balbiny. Młodzi zamieszkali w Perkowie. 26 stycznia 1900 roku na świat przyszła Maria, ich jedyne dziecko, bowiem Tomasz zmarł po niespełna 3 tygodniach od urodzenia córki (16 lutego 1900 r.) Niesamowite w tej historii są zbiegi okoliczności, które towarzyszyły Balbinie. Wyobraźcie sobie, że jeszcze tego samego roku tj. 31 lipca Balbina wyszła za mąż za wdowca z Radomierza - Kazimierza....Skorupińskiego. Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Mężczyzna ten nosił nazwisko dokładnie takie samo jak nazwisko panieńskie Balbiny. Od razu rodzi się pytanie o stopień pokrewieństwa tej pary. Pewnie w którymś pokoleniu mieli wspólnego przodka ale w świetle prawa nie stanowiło to przeszkody do zawarcia związku małżeńskiego. Teraz kolejny niesamowity zbieg okoliczności: jak pisałem Kazimierz był wdowcem. Jego pierwsza żona Franciszka z d. Flieger zmarła 5 dni po śmierci pierwszego męża Balbiny Tomasza tj w dniu 22 lutego 1900 r.! Po ślubie Balbina z córką Marią i Kazimierzem zamieszkali w Radomierzu. Spokojne życie nie trwało długo bowiem 21 listopada 1901 roku zmarła nagle mała Maria. Kazimierz i Balbina Skorupińscy mieli 5 córek i dwoje synów: Marta, Franciszka, Cecylia, Maria, Agnieszka, Roman i Stanisław.

Z narodzinami Romana (6 luty 1907 r) wiąże się ciekawa historia. Otóż ojciec chłopca zgłosił urzędnikowi stanu cywilnego narodziny syna w dniu 8 lutego 1907 r. Podczas tej urzędowej i mogłoby się wydawać formalnej wizyty doszło do spięcia między Kazimierzem Skorupińskim a niemieckim pracownikiem urzędu, który zapisał w akcie urodzenia Romana nazwisko matki jako "Skorupinski". Próbował zapisać żeńskie nazwisko kończące się na -ska w męskiej/pruskiej formie - ski. W pewnym sensie zniemczył w ten sposób jej nazwisko, co było w owym czasie dość powszechnym zabiegiem. Kazimierz sprzeciwił się temu kategorycznie, żądając od Niemca sprostowania nazwiska żony na "Skorupińska" Argumentował, że żona jest Polką i jej nazwisko powinno pisać się jako "Skorupińska" Urzędnik jak łatwo się domyślić, odmówił. Wówczas Kazimierz w akcie protestu odmówił podpisania aktu urodzenia syna! Był to bardzo odważny sprzeciw, który mógł skończyć się dla Kazimierza poważnymi konsekwencjami. Świadczył też o wielkiej odwadze mężczyzny i świadomości bycia Polakiem. Roman Skorupiński zmarł w Radomierzu 1 sierpnia 1986 r.


Dopisek niemieckiego urzędnika stanu cywilnego o odmowie podpisania aktu urodzenia syna Romana przez ojca Kazimierza Skorupińskiego. Przemęt 8 luty 1907 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie. 

Rodzina Balbiny Skorupińskiej



środa, 20 maja 2026

Elektryfikacja wsi Dłużyna w 1956 - 1959 r.

„Wiatraki to pomnik dnia wczorajszego – słychać głos narratora Polskiej Kroniki Filmowej z 1946 roku. – W tę sielankę wkracza nagle nowoczesność. Właśnie stawiają pomniki nowej epoki. Słupy linii elektrycznej [...] Dzięki nim światło elektryczne dotarło pod wiejską strzechę. Chwila niepewności – żarówka oświetla wiejską chatę. Nic już nie będzie tak jak było”.

Władze powojennej Polski do serca wzięły sobie leninowskie hasło: komunizm to władza rad i elektryfikacja wsi. Gdy tylko zaprowadziły władzę, zajęły się tym drugim tematem.

Niestety elektryfikacja wsi postępowała powoli – z powodu braku materiałów, fachowców, a wreszcie pieniędzy. Starano się więc skłonić ludzi do pracy społecznej. W pierwszej kolejności elektryfikowano te miejscowości, które zadeklarowały więcej prac w czynie społecznym, czyli kopanie dołów, organizowanie transportu itp. Taką właśnie wsią była Dłużyna w pow. leszczyńskim. A wszystko miało swój początek w 1956 roku.

11 lat po wojnie. Ileż jeszcze można było czekać na prąd w chałupie? 

W przyjętym założeniu do Ustawy o z dnia 28 czerwca 1950 r. o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli przyjęto, że mieszkańcy będą aktywnie uczestniczyli w tym procesie. I tak było w Dłużynie. Nieformalny, tymczasowy komitet elektryfikacyjny wsi działał już w 1956 roku. Jednak pomysł aby dostarczyć prąd do każdego gospodarstwa w Dłużynie nie był wówczas jeszcze tak oczywisty. Pierwotnie elektryczność miała być doprowadzona przede wszystkim do istniejącego tu Rolniczego Zespołu Spółdzielczego "Wiosna Ludu". Jednak w połowie tego roku gruchnęła wiadomość, że Rolniczy Zespół Spółdzielczy wypadł z planu elektryfikacji. Z tego powodu kierownictwo zespołu wystosowało pismo do Warszawy do Ministerstwa Rolnictwa wprost domagając się przywrócenia przedsiębiorstwa do planu na 1957 r. Sądzę, że w efekcie tego, aby jeszcze dobitniej dać wyraz niezadowoleniu postanowiono wciągnąć całą wieś do tej gry, która w efekcie miała doprowadzić Dłużynę do pełnej elektryfikacji.  Dowodem na to jest rachunek na kwotę 2808,90 zł wystawiony przez Zbigniewa Nowackiego i Kazimierza Urbaniaka z Poznania, za usługę opracowania wstępnego projektu elektryfikacji wsi Dłużyna, na podstawie zlecenia z dnia 21 października 1956 r. W rachunku wyszczególniono takie pozycje jak: pomiar linii wysokiego i niskiego napięcia, usytuowanie stacji trafo czy projektowanie instalacji. Rachunek został zatwierdzony przez Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu. Choćby z tego powodu mieszkańcy wsi mieli prawo przypuszczać, że już wkrótce, najdalej do końca 1957 roku w ich chałupach zaświecą się żarówki. Tymczasem mijały dni i kolejne tygodnie a sprawa elektryfikacji wsi jakoś utknęła w martwym punkcie. Trzeba było działać i dlatego 16 stycznia 1957 roku w Dłużynie odbyło się zebranie mieszkańców wsi. Tematem obrad było przedyskutowanie ostatnich doniesień o niewłączeniu wioski do powiatowego planu elektryfikacji na 1957 rok.  Mieszkańcy zgodzili się, że należy w tej sytuacji wystąpić z wnioskiem do Wydziału Planowania w Powiatowej Radzie Narodowej w Lesznie o włączenie Dłużyny do planu elektryfikacji na ten rok. Protokół z zebrania wykonał odręcznie Czesław Bednarczyk a podpisało się pod nim około 45 gospodarzy. 

Na marginesie należy dodać, ze Czesław Bednarczyk był akurat tym gospodarzem, który potrafił poradzić sobie z brakiem prądu w swoim domu. Wspierał swojego syna Telesfora, wówczas ucznia technikum mechanicznego we Wschowie, w śmiałym jak na owe czasy projekcie tj. budowie domowej elektrowni wiatrowej. Za sprawą młodego i zdolnego elektrotechnika na posesji Bednarczyków stanął wysoki słup, na szczycie którego zamontowano śmigła, które wprawiane przez wiatr w ruch obrotowy produkowały prąd, który ładował akumulator samochodowy. Ten z kolei był źródłem prądu w gospodarstwie pod numerem 20.

W dniu  10 maja 1957 roku na zebraniu wiejskim podjęto uchwałę o przeprowadzeniu elektryfikacji Dłużyny własnymi siłami  i na własny koszt. Obecni na spotkaniu pierwszy sekretarz Powiatowego Komitetu PZPR Hybiak oraz przewodniczący Powiatowego Komitetu Planowania Gospodarczego Marcinkowski zapewnili, że państwo zapłaci za szczegółową dokumentacje projektową. Ponadto wybrano oficjalny skład komitetu elektryfikacyjnego. Na jego czele znalazły się osoby najbardziej do tej pory zaangażowane w to zadanie. Na swojego pierwszego przedstawiciela mieszkańcy wybrali Czesława Bednarczyka, od tej pory piastującego funkcję przewodniczącego Komitetu Elektryfikacyjnego wsi Dłużyna. Jego zastępcą został Stanisław Furmańczak, sekretarzem Henryk Pfeifer  a skarbnikiem Stanisław Śleboda. Członkami zostali: Ignacy Michałowski, Ludwik Apolinarski, Władysław Otto, Stefan Poloszyk, Stanisław Mierzyński, Franciszek Marciniak, Jan Gąd i Piotr Adamczak. Całkowity koszt elektryfikacji miał się zamknąć w kwocie 286 000 zł czyli około 4000 zł na jedno gospodarstwo. Na początek każdy z mieszkańców wpłacił 1000 zł plus dodatkowe 400 zł za każdy użytkowany hektar ziemi.  Reszta kosztów tego zadania miała zostać sfinansowana z kredytu. Decyzja mieszkańców Dłużyny świadczyła o ich dużej determinacji ale i o poczuciu bezradności wobec skostniałej biurokracji i braku pomocy ze strony władz powiatowych i wojewódzkich.  Zaczęto działać dwutorowo: z jednej strony założono oficjalny komitet elektryfikacyjny, podejmujący aktywne działania popychające temat do przodu, a z drugiej strony słano pisma aż do Warszawy do władz państwowych. Od samego początku szczególną aktywnością na tym polu wykazywał się  Czesław Bednarczyk. Zdawał sobie doskonale sprawę z powagi sytuacji. Można by odnieść wrażenie, że był zaangażowany ponadprzeciętnie. Najlepiej świadczy o tym teczka, w której gromadził wszystkie dokumenty związane z tym przedsięwzięciem. Do dzisiaj przetrwały w niej nie tylko oficjalne pisma, protokoły i rachunki ale nawet odręczne notatki dziadka na różne inne tematy, które zajmowały go przez całe życie (np. sprawa parcelacji ziemi po 1945 r) - ale o tym kiedy indziej.

Fragment protokołu z zebrania wiejskiego w Dłużynie z dnia 10 maja 1957 r. 

Komitet Elektryfikacyjny wsi Dłużyna zmagał się z problemem jakim był permanentny brak materiałów niezbędnych do poprowadzenia elektrycznych linii napowietrznych. Brakowało po prostu wszystkiego: słupów drewnianych, przewodów, transformatora, izolatorów, złączy, śrub, podstawowych narzędzi.  Brakujących podzespołów szukano na własną rękę, często przeglądając lokalną prasę z ogłoszeniami. Tak było w przypadku poszukiwań betonowych szczudeł, służących do zamontowania na nich drewnianych słupów. Dzięki nim nie trzeba było osadzać słupów bezpośrednio w gruncie, co pozwalało utrzymać je przez wiele lat w dobrym stanie technicznym. Starano się o nie w Strzybnickich Zakładach Betoniarskich k/ Tarnowskich Gór ale bezskutecznie. W podobnej sprawie Czesław Bednarczyk słał list aż do Orzysza na Mazurach. Działająca tam firma o nazwie "Wibrobeton" była producentem  akcesoriów budowlanych i akurat w 1957 roku ogłaszała się regularnie w Głosie Wielkopolskim.

Ogłoszenie z Głosu Wielkopolskiego 1957 r z którego komitet elektryfikacyjny wsi Dłużyna dowiedział się o dostępności szczudeł słupowych. Źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

Czesław Bednarczyk wysłał zapytanie ofertowe we wrześniu 1957 r a po kilku dniach z Orzysza nadeszła odpowiedź, że szczudła są najlepszej jakości  a firma Wibrobeton jest gotowa dostarczyć wymaganą liczbę tego asortymentu. 


Pismo Czesława Bednarczyka do firmy Wibrobeton. 1957 r. Źródło: Archiwum rodzinne

7 listopada 1957 roku Komitet wystąpił ze skargą do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego na decyzję o skreśleniu Dłużyny z planu elektryfikacji na 1957 rok. W piśmie zapewniono ministra, że prace przy elektryfikacji już trwają. Dano jednak do zrozumienia, że z powodu braku odpowiedniego transformatora nie będzie można ich szybko zakończyć. Komitet wyraził nadzieję, że czynniki państwowe staną na wysokości zadania i pomogą w szybkim przydzieleniu tego urządzenia. Nie mając jeszcze transformatora Komitet Elektryfikacyjny podpisał w dniu 17 stycznia 1958 r. umowę na wykonanie  najważniejszych prac instalacyjnych Zakładowi Elektroinstalacyjnemu Stanisława Krawczyka ze Szczecina. Głównym monterem z tej firmy przydzielonym do prac w Dłużynie został niejaki Józef Jatczak.  Interesujący zapis znajduje się w piśmie który skierował on do Komitetu w Dłużynie w lutym 1958 roku. Zapewnił, że wysłał już do Dłużyny transport z 1000 kg linki aluminiowej niezbędnej do budowy linii napowietrznej. Zastrzegł jednak, że na transport słupów drewnianych trzeba będzie jeszcze poczekać, ponieważ z powodu mrozu nie można ich wykopać z ziemi...! Czyżby były z odzysku? 

31 marca 1958 roku Komitet śle pismo do Zarządu Elektryfikacji Rolnictwa w Warszawie - który przydzielał transformatory - z prośbą o odpowiedni transformator. Członkowie Komitetu "legitymowali" się przy tym poparciem Powiatowego Zarządu Rolnictwa. Według Konrada Bednarczyka, nieżyjącego wnuka Czesława Bednarczyka, znanego autora książek o tematyce historycznej, związanej z rejonem Wolsztyna, 17 lipca 1958 roku Zarząd Elektryfikacji Rolnictwa zlecił Poznańskiemu Przedsiębiorstwu Elektryfikacji Rolnictwa sprzedaż transformatora Komitetowi Elektryfikacji wsi Dłużyna ale pod warunkiem, że wydanie go nie może zahamować robót planowych i nastąpi dopiero po uregulowaniu całkowitej należności. 

21 listopada 1958 roku nastąpił wreszcie uroczysty dzień zebrania owoców dwuletnich starań i wysiłków. O godz. 14.30  Czesław Bednarczyk przewodniczący Komitetu Elektryfikacji, podpisał oświadczenie, że został poinformowany, iż oddana do użytku sieć jest pod napięciem. Jednocześnie w aktach sprawy znalazło się zastrzeżenie Komitetu Elektryfikacji, że zgodnie z protokołem z dnia 10 maja 1957 roku bez jego zgody przez 5 lat Zakład Energetyczny nie podłączy do sieci tych, którzy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań wobec Komitetu. Pod tym zastrzeżeniem widnieje 10 podpisów w tym Czesława Bednarczyka. 

Ostatnim akordem elektryfikacji Dłużyny było oddanie do użytku oświetlenia ulicznego. Nastąpiło to w połowie maja 1959 roku. Protokół odbioru oświetlenia za Komitet Elektryfikacyjny podpisał nie kto inny jak Czesław Bednarczyk. Dobiegał wtedy do 70tki, ale to wcale nie była ostatnia batalia w jego długim i bogatym życiu. 

I tak oto głos narratora Polskiej Kroniki Filmowej z 1946 roku ziścił się w Dłużynie, wiosce, w której za sprawą wielu wspaniałym ludzi i mojego pradziadka Czesława Bednarczyka światło elektryczne dotarło pod wiejską strzechę. Nic już nie będzie tak jak było.



........................................................................................

Źródła:
  1. Archiwum rodzinne Bednarczyków
  2. Konrad Bednarczyk "Nasz dziadek" 

wtorek, 19 maja 2026

Bartłomiej Jędrzychowski z Dłużyny i jego przywilej z 1789 r


5 maja 1790 roku mój pradziad Bartłomiej Jędrzychowski z Dłużyny przyjechał do Wschowy aby tu na zamku  pamiętającym czasy Kazimierza Wielkiego, przedłożyć urzędnikom dokument, który osobiście podpisał 26 lipca 1789 roku wielmożny Kazimierz, hrabia Sułkowski. Dokument ów to tzw. "przywilej" na podstawie którego, Bartłomiej stał się wolnym człowiekiem i nie musiał już odpracowywać pańszczyzny u dziedzica Dłużyny. Teraz trzymał zwój cennego dla siebie i rodziny pergaminu i czekał w skupieniu na urzędnika Sądu, który przepisze treść przywileju słowo w słowo do tamtejszych ksiąg grodzkich.  Mój pradziad jak widać był przezorny, bo w ten sposób chciał zabezpieczyć swój dom, budynki gospodarcze i ziemię od ewentualnych roszczeń innych ludzi w przyszłości. Było to też swoiste ubezpieczenie na wypadek zaginięcia oryginalnego przywileju. Dokument ten jest niezwykle cenny, ponieważ pokazuje jak 237 lat temu diametralnie zmienił się los mojego 5xpradziadka. Z pańszyźnianego chłopa nagle stał się wolnym człowiekiem. W dodatku był zamożnym chłopem - kmieciem jakich w tym czasie w Dłużynie było kilku, a wśród nich na pewno karczmarz Szymon Rygulski i Ignacy Michalski. Pisałem o tym w 2023 r. Oficjalne uwłaszczenie chłopów z Dłużyny miało miejsce w 1825 roku. Wówczas to Bartłomiej cieszył się statusem wolnego chłopa już od 36 lat! Jedenaście gospodarstw rolnych włościańskich, które podlegały wówczas uwłaszczeniu reprezentowali następujący chłopi: Mikołaj Kurp, Wawrzyn Frankowiak, Józef Bata, Dominik Waś, Stanisław Knop alias Stępka, Stanisław Wilczek, Filip Grochowy, Franciszek Szymyśl, Kacper Kurp alias Kokornak, Franciszek Rybak alias Bonawentura, Błażej Rybak alias Sterna. Pozostaje otwartą kwestia przyczyna dla których Bartłomiej Jędrzychowski mógł liczyć na taki gest ze strony hrabiego Sułkowskiego wiele lat wcześniej. Nie ulega wątpliwości, że był to chłop zasobny i stać go było na płacenie dziedzicowi Dłużyny czynszu za swoją niezależność. O zasobności jego portfela najlepiej niech świadczą zapisy z dokumentu jakim był tzw. reces wsi Dłużyna dotyczący uwłaszczenia chłopów.

Specjalny status we wsi miał brat Bartłomieja - Wojciech. Ten z kolei był młynarzem dłużyńskim a więc nie byle kim jak na ówczesne czasy. Przypomnijcie sobie postać Znachora granego przez Jerzego Binczyckiego w filmie o tym samym tytule w reż Jerzego Hoffmana. Antoni Kosiba trafił do pracy właśnie u bogatego młynarza wiejskiego. Na marginesie dodam, że obecnie jestem w kontakcie z przodkami Wojciecha, którzy mieszkają we Francji.

 Wróćmy jednak do Bartłomieja i jego "przywileju".

Podsumujmy: Treść przywileju mówi o tym, że Hrabia Sułkowski nadał Bartłomiejowi prawo własności do swoich pól ornych  i łąk. Ponadto uznał prawo Bartłomieja do sprzedaży swoich własności lub ich darowizny komuś innemu. W takim przypadku Bartłomiej musiał zapłacić hrabiemu podatek w wysokości 10% wartości transakcji.

 

Oto fragment dokumentu z 1789 r.:

 

"...potwierdzam, iż temuż Pomienionemu Bartłomiejowi będzie wolno te Role Swoie i Ląki komu innemu, a to iednak za Konsensem Pańskim, y oddaniem dziesiątego grosza, przedać, darować, y podług swoiey oyczyzny Porywów(?), nad co się dla tey pewney wiary i wagi własną Ręką podpisuię w Wijewie Dnia Dwudziestego Szóstego July, Tysiącznego Siedemsetnego Ośmdziesiątego Dziewiątego.

Xiąże Hrabia Sułkowski G. M."

 

W 1812 roku Bartłomiej Jędrzychowski z nieznanego mi powodu wykonał odpis swojego przywileju sprzed 22 lat. W jego życiu  lub całej rodziny musiało nastąpić coś ważnego, co wymagało poświadczenia, że oto ja Bartłomiej jestem prawowitym właścicielem moich wszystkich dóbr, za co sumiennie i regularnie opłacam czynsz dziedzicowi. Ten właśnie dokument trzymałem osobiście w rękach, będąc w Archiwum Państwowym w Lesznie. Sądzę, że o jego istnieniu wiedzieli wszyscy potomkowie Bartłomieja, którzy przez następne pokolenia dziedziczyli po nim dom mieszkalny w Dłużynie, budynki gospodarcze, sad i pola uprawne. Widział go również Czesław Bednarczyk, gdy gromadził dokumenty i starał się po ślubie z Marianną z Kędziorów o formalne przepisanie majątku teściowej na młode małżeństwo Bednarczyków, co jak pamiętamy stało się w październiku 1911 r.

Odpis przywileju z 1789 roku nadającego Bartłomiejowi Jędzrychowskiemu z Dłużyny ziemię oraz dom na własność, podpisany przez hrabiego Kazimierza Sułkowskiego. Pierwsza strona z trzech. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.