Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

czwartek, 17 maja 2018

Andrzej Zakręt- żołnierz Kampanii Wrześniowej

O Feliksie Zakręcie oraz jego bracie Andrzeju już kiedyś pisałem - o właśnie TU. Wówczas to skupiłem się głównie na okolicznościach ich przyjścia na świat. Mogłem sobie na to pozwolić ponieważ otrzymałem kserokopie oryginalnych aktów urodzenia obu braci, które przysłano mi z Archiwum Państwowego w Kaliszu. Lubię wracać do tej części rodziny Zakrętów, ponieważ wiążą się z nią ciekawe z punktu widzenia genealoga historie. Przypomnę tylko, że wciąż otwartą kwestią pozostaje prawdziwa data i miejsce urodzenia matki obu braci - Stanisławy Zakręt. Co prawda w akcie zgonu mojej Prababki podano, że urodziła się w 13.11.1894 roku w Mielcuchach ale nie udało mi się w żaden sposób tego potwierdzić. W Księdze Urodzonych parafii Kraszewice, do której należała wieś Mielcuchy, pod wskazaną datą ani w całym 1894 roku oraz w latach wcześniejszych, a także późniejszych, nie odnotowano jej narodzin. Można za to bez problemu  znaleźć tam wszystkie pozostałe dzieci Szczepana Zakręta i Zofii Jabłońskiej. Dlaczego? Brałem pod uwagę różne scenariusze ale ostatecznie nie przychylam się do żadnego z nich. Wszystkie znajdziesz Drogi Czytelniku na kartach tego bloga. Inna tajemnicza sprawa dotyczy ojca lub ojców obu braci.  Faktem jest, ze obaj byli dziećmi nieślubnymi. Pierwszego z nich - Feliksa, Stanisława wydała na świat w 1913 r. mając zaledwie ukończone 18 lat. Andrzej urodził się dwa lata później jesienią 1915 r. Przeglądając teczkę dowodową /o teczkach dowodowych pisałem TUTAJ/ Andrzeja Zakręta natknąłem się na ciekawy dokument: Deklarację Członkowską złożoną przez niego na okoliczność przystąpienia do ZBOWiD. Figuruje w niej imię ojca: "Szczepan". Nie wiem dlaczego ale od razu przyszedł  mi na myśl dziadek Andrzeja. Sądzę, że Szczepan Zakręt mógł faktycznie zastępować chłopcom ojca. Skoro mogło tak być to rodzi się pytanie dlaczego Feliks nie postępował w ten sam sposób? Jego teczkę dowodową również przeglądałem i natrafiłem na ankietę, w której jako swojego  ojca Feliks wskazuje Marcina. Zapewne chodzi o męża Stanisławy, który jak wiemy na pewno nim nie był. Dość zagadek, czas na konkrety. Oto krótka historia z życia Andrzeja Zakręta. Historia przez wielkie "H" którą tworzył Andrzej i miliony innych Polaków wraz z wybuchem II Wojny Światowej. Historia wiarygodna bo spisana osobiście przez Andrzeja Zakręta. 

Andrzej Zakręt ukończył w Piotrowicach 4 klasy Szkoły Powszechnej. W 1929 roku w wieku 14 lat rozpoczął pracę w majątku Trzebiny w charakterze robotnika rolnego. 24 marca 1938 roku został wcielony do odbycia zasadniczej służby wojskowej, którą pełnił  jako szeregowy  w 3 kompanii karabinów maszynowych 55 Pułku Piechoty w przygranicznym Rawiczu. Podstawowe szkolenie wojskowe ukończył w maju 1938 roku uroczystą przysięgą wojskową. W listopadzie 1938 roku rozpoczął 6 miesięczny kurs na celowniczego ciężkiego karabinu maszynowego CKM. W kwietniu 1939 roku został wyznaczony na stanowisko celowniczego w kompanii karabinów maszynowych. W przededniu II Wojny Światowej otrzymał przydział do plutonu taczanek - pojazdów jednoosiowych, na których zamontowany był karabin maszynowy. Pojazd ten ciągnięty był przez konie. W nocy z 30 sierpnia na 1 września 1939 roku Andrzej Zakręt zajmował jedno ze stanowisk osłonowych bezpośrednio na granicy Państwa w okolicach Rawicza. Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku rozgorzała bitwa graniczna. Napierający z całą mocą swych oddziałów Niemcy  zaczęli skutecznie wypierać polskie odziały spod granicy. Niemcy ostrzeliwali polskie pozycje oraz przygraniczne miejscowości pociskami artyleryjskimi. Toczono potyczki na całej linii pasa granicznego. Zadaniem plutonu taczanek było zabezpieczać działania Batalionu Obrony Narodowej. Kilkukrotna przewaga siłowa Niemców spowodowała, że pluton w którym służył Andrzej Zakręt po kilku dniach zaczął wycofywać się wraz z całym 55 Pułkiem Piechoty na północny wschód po trasie Śrem, Kutno, Sochaczew. Andrzej Zakręt wspominał, że pod Sochaczewem jego oddział został okrążony. Polskim żołnierzom udało się szczęśliwie przerwać okrążenie, jednak manewr ten okupiono wysokimi stratami w ludziach i sprzęcie. 

Zajrzyjmy do Wikipedii....

"....13 września w godzinach rannych dowódca pułku płk Wiecierzyński otrzymał rozkaz ze sztabu dywizji do opuszczenia dotychczasowych stanowisk w okolicy Sochaczewa i wycofania pułku za Bzurę. Wycofywano się przez spalony Piątek w kierunku na Erminów-Bronisławy-Szwarocin.  Dowódca pułku, wraz z kompanią techniczną i plutonem artylerii piechoty, zatrzymał się na postój w dworze Szwarocin. Wówczas to nastąpił atak niemieckich czołgów, na stanowiska obronne 55 Pułku Piechoty  w Szwarocinie Starym. Niemieckie natarcie zostało wstrzymane ogniem dział przeciwpancernych. Zniszczono kilka czołgów, zmuszając resztę do odwrotu na zachód. Czołgi zaatakowały również I batalion, zadając mu duże straty. Ze zdziesiątkowanych kompanii płk Wiecierzyński utworzył odwód i wycofał go do zachodniej części Szwarocina Starego. Wkrótce pułk utracił łączność ze sztabem dywizji. Wysyłani łącznicy wpadali w ręce wroga lub nie mogli przedostać się przez pierścień nieprzyjaciela.Pomimo tego, że pułk znajdował się w okrążeniu, płk Wiecierzyński podjął decyzję o próbie sforsowania Bzury i przebicia się do Puszczy Kampinoskiej...."

Fragment życiorysu Andrzeja Zakręta spisanego w 1973 roku. 
Andrzej Zakręt wspominał, że podczas przeprawy przez Bzurę zabito jego dwa konie zaprzęgnięte do taczanki. Sytuacja była beznadziejna. Dowódca plutonu rozkazał żołnierzom zatopić pozostały sprzęt i ratować własne życie. Po dotarciu do Kampinosu Andrzej Zakręt mógł trochę odpocząć. Żołnierze uzupełnili amunicję i posuwali się dalej w kierunku  Warszawy. Nie przypuszczali, że w tym czasie stolica była już oblężona. To uniemożliwiło im dostanie się do miasta. Po namyśle postanowili próbować przedrzeć się do twierdzy Modlin. Ostatnią bitwę oddział Andrzeja Zakręta stoczył 19 września 1939 roku pod wsią Palmiry niedaleko Warszawy. Z powodu braku amunicji żołnierze zmuszeni byli poddać się. Andrzej Zakręt trafił do niemieckiej niewoli. Kilka dni spędził w obozie jenieckim w Lesznie /miasto koło Warszawy, woj. mazowieckie/ a następnie został przeniesiony do Pabianic, gdzie przebywał przez następnych 5 tygodni. Po tym okresie został wywieziony w głąb Niemiec gdzie spędził resztę wojny. W Niemczech przetrzymywany był w Stalagu IVB na terenie Saksonii. Pracował jako robotnik przymusowy oraz pomocnik ogrodnika w majątku ziemskim.


Zaświadczenie stwierdzające, że Andrzej Zakręt był jeńcem wojennym w stalagu IVB
21 kwietnia 1945 roku obóz, w którym przebywał Andrzej Zakręt został oswobodzony przez wojska amerykańskie. W dniu 25 lipca 1945 roku Andrzej Zakręt wrócił do kraju. W latach 1946-1959 pracował jako robotnik w Krążkowie /woj. lubuskie/. W październiku 1949 roku przeprowadził się do Krzepielowa. W zasobach Archiwum Państwowego w Zielonej Górze odnalazłem dokumenty, z których wynika, że Andrzej Zakręt był tzw. osadnikiem wojskowym. 5 lipca 1945 roku – Naczelny Dowódca Wojska Polskiego marszałek Michał Rola-Żymierski wydał rozkaz nr 0141 w sprawie akcji osiedleńczej żołnierzy. Nakazywał on wszystkim dowódcom jednostek ożywić i szeroko rozwinąć akcję osiedlania się rodzin wojskowych na terenach tzw. Ziem Odzyskanych. Akcja osiedlania się byłych polskich żołnierzy i jeńców wojennych miała charakter masowy. Stanowiła ona w dziejach naszego narodu przykład ruchów migracyjnych o naj­większych rozmiarach. Osadnictwo wojskowe stanowiło specyficzną formę osadnictwa w powiatach nad Odrą, Nysą Łużycką i Bałtykiem, głównie ze względu na swój charakter, sposób organizacji i realizacji. Zadania stawiane przed osadnictwem wojskowym miały z jednej strony zaspokoić potrzeby demobilizowanych żołnierzy i ich rodzin, z drugiej pełnić określone funkcje społeczne i polityczne. Co ciekawe, wydzielenie powiatów pod osadnictwo wojskowe, wzdłuż zachod­niej granicy państwa polskiego nie było kwestią przypadku. Zdemobili­zowani żołnierze mieli tu tworzyć zbiorowość zdolną do pierwszego przeciwstawienia się ewentualnemu ponownemu zagrożeniu ze strony Niemiec. Dla znacznej grupy żołnierzy osadnictwo wojskowe było jednak jedyną szansą na otrzymanie ziemi i gospodarstwa. Z pewnością było tak w przypadku Andrzeja Zakręta, który w ramach osadnictwa wojskowego przejął w Krzepielowie dom z gospodarstwem rolnym o powierzchni ok. 3,2 ha.

Zaświadczenie stwierdzające prawo do ulg osadniczych. Zielona Góra 1966 r.

Andrzej Zakręt przestał być żołnierzem 30.11.1947 roku. Z tym dniem został przeniesiony do rezerwy