Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

poniedziałek, 16 grudnia 2013

"ROLNIK" w Śmiglu. Gospodarz w Dłużynie

Ksiądz Leszek Grzelak proboszcz parafii w Dłużynie w swojej książce pt."Kronika parafii św. Jakuba w Dłużynie do 1945 roku oraz dawnej parafii w Charbielinie" oddał w kilku zdaniach całą prawdę o moim pradziadku Czesławie Bednarczyku. Pozwolę sobie zacytować to co można odczytać na jednej ze stron tej pracy pod datą 5 lipca 1889 roku:

"Urodził się Czesław Bednarczyk, syn Stefana i Anastazji z d. Skorupińskiej. W okresie międzywojennym oraz po drugiej wojnie światowej był bardzo aktywny w życiu kulturalnym wioski Dłużyna. Pełnił również funkcję sołtysa oraz prezesa Kółka Rolniczego w Dłużynie. Brał czynny udział w życiu parafii, był między innymi członkiem Rady Parafialnej. Zmarł 4 stycznia 1980 roku. Pochowany jest w Dłużynie"

Koniec cytatu.

Szczątkowymi informacjami, którymi dysponuję  na temat mojego pradziadka z Dłużyny staram się tak gospodarować aby ułożyć zwięzłą opowieść o człowieku, który swoim pracowitym życiem mógłby obdarzyć niejednego. To jak zabawa z puzzlami. Ostatnio w kręgu moich zainteresowań znalazła się działalność Czesława Bednarczyka jako gospodarza. Był rolnikiem, gospodarującym w czasie kiedy na naszym kontynencie szalała najdłuższa wojna nowoczesnej Europy. Po odzyskaniu niepodległości po klęsce Niemiec w I wojnie światowej wpływy niemieckie w Wielkopolsce były ogromne. Na przeciw nim stawali Polscy przedsiębiorcy, właściciele ziemscy, bankierzy i wreszcie zwykli rolnicy do których zaliczał sie mój pradziadek. Zrzeszali się oni w różnego rodzaju organizacje, stowarzyszenia i spółdzielnie w których konkurowali z powodzeniem z niemieckim kapitałem. Czesław Bednarczyk był aktywnym polskim chłopem, który po powrocie z rosyjskiej tułaczki włączył się do pracy społecznej z całym swoim zapałem. 

Kilka dni temu miałem niezmierna przyjemność rozmawiania ze znanym regionalistą i historykiem ziemi śmigielskiej Panem Hubertem Zbierskim. Na stronach internetowych Śmigielskiego Centrum Kultury natknąłem się na cykl ciekawych artykułów, których autorem był właśnie Pan Hubert Zbierski. Dotyczą one między innymi działalności spółdzielczej Polaków z okolic Śmigla w latach 20 tych i 30 tych XX w. Dzięki tym artykułom można dowiedzieć się ciekawych informacji dotyczących działalności Spółdzielni Rolniczo - Handlowej ROLNIK.  Przypomniałem sobie, że już sp. Konrad Bednarczyk wnuk Czesława Bednarczyka pisał o tej spółdzielni oraz o roli jaką odgrywał w niej Czesław. Postanowiłem pójść za tym śladem. Poinformowałem Centrum Kultury w Śmiglu o chęci "złapania" kontaktu z Panem Hubertem Zbierskim. Dzięki życzliwości do sprawy z jaką sie spotkałem wśród pracowników CK w Śmiglu jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mnie P. Zbierski i poinformował mnie o tym, że Czesław Bednarczyk w 1935 roku został wybrany do rady nadzorczej spółdzielni, której nazwa brzmiała: ROLNIK W ŚMIGLU. SPÓŁDZIELNIA ROLNICZO-HANDLOWA Z ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ OGRANICZONĄ.

Poza nim w składzie rady nadzorczej znaleźli się ponadto:
- Władysław Kopczyński - syn starosty, właściciel ziemski z Boszkowa,
- Stanisław Nowak - ksiądz proboszcz
- Władysław Bromka - bankowiec ze Śmigla
- Antoni Sroczyński - rolnik z Czacza
- Józef Bura - rolnik z Nowej Wsi
- Stanisław Wojtkowiak - rolnik z Przysieki Starej
- Ludwik Stankowiak - rolnik z Włoszakowic
- Józef Szymański - rolnik z Glińska
- Jan Nosek - rolnik z Białcza Nowego

Z wybuchem II wojny światowej cały majątek ROLNIKA przejęłą konkurencyjna spółdzielnia zrzeszająca Niemców o nazwie ABSATZ - unt Verkaufsgennossenschaft".
Czesław Bednarczyk z prawnuczką.  Zdjęcie zrobiono w 88 rocznicę urodzin 1976 r
Postanowiłem drążyć temat. Skoro dziadek nie stronił od ludzi i udzielał się w różnych projektach to może przetrwały jakieś inne dokumenty, które tą działalność by potwierdzały. Zatopiłem się więc w gazetach z czasów II Rzeczypospolitej. I oto w jednej z nich w Poradniku Gospodarskim wydanym w dniu 03 października 1926 na stronie 14 znalazłem obszerny artykuł, coś w rodzaju sprawozdania z walnego zebrania kółek rolniczych w Śmiglu, które odbyło się w dniu 01 sierpnia 1926 roku. W zebraniu tym uczestniczył Czesław Bednarczyk. Zabierał w nim również głos. Zresztą przekonajcie się sami. Oto wycinki z Poradnika Gospodarskiego wydawanego w Poznaniu w 1926 roku.

Pierwsza strona artykułu.
Druga strona artykułu




























































Wkrótce przedstawię kolejne ciekawe fakty z życia Bednarczyków. Będzie coś o Wacławie Bednarczyku jego żonie Annie z Szudrów oraz o Wandzie Bednarczyk.








wtorek, 26 listopada 2013

Pustkowie Lemierz, Limierz, Lemersh...cz2

Najprościej byłoby tam pojechać, strzelić kilka fotek i po sprawie. Mowa oczywiście o kolebce Zakrętów. W tekście pt "Pustkowie Lemierz, Limierz, Lemersh..." starałem się odpowiedzieć na pytanie jaka jest geneza tego miejsca, w którym przodkowie Wojciecha Zakręta /1775-1839/ połączyli się z rodziną Lemierzów. Ostatnio natrafiłem na dokument, który jako ostatni w historii polskiej administracji posługuje się nazwą Lemiesze. Ów dokument to

U C H W A Ł A Nr VIII/50/07


Rady Gminy w Czajkowie

z  dnia 29 listopada 2007 roku

w  sprawie wystąpienia z wnioskiem do Ministra SWiA za pośrednictwem Wojewody Wielkopolskiego o zniesienie urzędowych nazw miejscowości Bolki, osada oraz Lemiesze, przysiółek, poprzez połączenie tych miejscowości w jedną jednostkę osadniczą i ustalenie dla nich wspólnej nazwy „Mielcuchy Pierwsze” i rodzaju, „wieś”. 


            Na podstawie art. 18 ust. 2 pkt. 15 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2001r. Nr 142, poz. 1591 ze zmianami) oraz art. 8 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 29 sierpnia 2003r. o urzędowych nazwach miejscowości i obiektów fizjograficznych (Dz. U. Nr 166, poz. 1612 ze zmianami) Rada Gminy w Czajkowie uchwala, co następuje:
                                                      

§ 1. Postanawia się wystąpić z wnioskiem do Ministra SWiA o zniesienie urzędowych nazw miejscowości Bolki, osada oraz Lemiesze, przysiółek poprzez połączenie tych miejscowości w jedną jednostkę osadniczą i ustalenie dla nich nazwy „Mielcuchy Pierwsze” oraz rodzaju „wieś”.
                                                         

 § 2.  Wystąpienie z wnioskiem, o którym mowa w § 1. zostało poprzedzone konsultacjami społecznymi z mieszkańcami miejscowości Bolki, osada i Lemiesze, przysiółek.
                                                    

§ 3. Traci moc uchwała Nr VII/38/07 Rady Gminy w Czajkowie z dnia 27 września 2007 roku w sprawie wystąpienia o zmianę nazwy miejscowości Mielcuchy I.

   
§ 4. Wykonanie uchwały powierza się Wójtowi Gminy Czajków.


§ 5. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.



U z a s a d n i e n i e

do uchwały Nr VIII/50/07 Rady Gminy w Czajkowie
z dnia 29 listopada 2007 roku

     

Zgodnie z przepisami art. 9 ustawy z dnia 29 sierpnia 2003r. o urzędowych nazwach miejscowości i obiektów fizjograficznych (Dz. U. Nr 166, poz. 1612 ze zmianami) Minister do spraw Administracji Publicznej w terminie pięciu lat od wejścia w życie ustawy ustali w drodze rozporządzenia „Wykaz urzędowych nazw miejscowości i ich części”.
Analiza urzędowego nazewnictwa w Gminie Czajków na podstawie „Wykazu urzędowych nazw miejscowości w Polsce” z 1980r, oraz otrzymanym z Głównego Urzędu Statystycznego Rejestru TERYT wykazał rozbieżność w nazwach i określeniach rodzajowych między nazwami urzędowymi, a nazwami stosowanymi w obiegu publiczno-prawnym w gminie.  Stanowi to podstawę do wystąpienia przez Radę Gminy z wnioskiem do Ministra właściwego do spraw administracji publicznej o uregulowanie tych rozbieżności. Potrzeba podjęcia niniejszej uchwały wiąże się z tym, że w wykazie urzędowych nazw miejscowości w Polsce i rejestrze TERYT figuruje nazwa miejscowości Mielcuchy “wieś”. Tymczasem w gminie używa się drugiej nazwy Mielcuchy, Mielcuchy 1 “wieś”. Z 1985r Uchwałą Rady utworzono sołectwo Mielcuchy 1, w skład którego weszły osada Bolki, przysiółek Lemiesze.
W skład wsi Mielcuchy wchodzą integralne części wsi Mielcuchy o nazwach: Dubisy, Krośla, Opłotki i Poddubisie. Nazwą Mielcuchy 1 posługują się nie tylko mieszkańcy, jest ona powszechnie używana w gminie, w obrębie publiczno-prawnym. Mieszkańcy osady, Bolki i przysiółek, Lemiesze, są meldowani we wsi Mielcuchy I. Ponieważ w urzędowym nazewnictwie nie używa się cyfr rzymskich, wnosi się o ustalenie poprawnej nazwy wsi Mielcuchy Pierwsze.
 

KONIEC UCHWAŁY  


Z uzasadnienia do uchwały wynika, że mieszkańcy Mielcuch potrafią dokładnie wskazać miejsce /zabudowania/ dawnego przysiółka zwanego Lemiesze. Może ktoś zechce opowiedzieć nam coś o tym miejscu i o ludziach którzy dzisiaj go zamieszkują. Ciekawość mnie zaraz rozerwie....Nie pozwólcie na to. :) !

piątek, 22 listopada 2013

Kto pod kim dołki kopie....

Ludwik Hudzik parał się wieloma zajęciami. Zapamiętałem go jako człowieka pracowitego i obowiązkowego. Można powiedzieć, że był wychowywany przez pracę. Nie było zmiłuj. Miał to szczęście, że 12 pierwszych lat swojego życia mieszkał w wolnej Polsce.  Nie oznaczało to bynajmniej, że jego dzieciństwo było kolorowe. Sądzę, że już od najwcześniejszych lat musiał pracować w przydomowym, skromnym gospodarstwie swojego ojca Marcina Chudzika. Przypomnę, że Marcin Chudzik pracował w majątku ziemskim w Gołanicach. Był zwykłym robotnikiem rolnym. Aby utrzymać liczną rodzinę, niewykluczone że podejmował się również prac u innych gospodarzy. 

Po odbyciu służby wojskowej Ludwik Hudzik przystąpił do organizowania życia rodzinnego w nowej powojennej rzeczywistości.  Pisałem o tym w kilku wcześniejszych postach:

Jednym z epizodów w jego życiu był wątek polityczny.  O nie, nie! Nikt mnie nie wciągnie w dyskusje na temat stron świata, w które najczęściej spoglądał mój Dziadek. Nic z tego. Zresztą w ogóle mnie to nie interesuje. Jestem zdania, że potrafił się dostosować do panujących warunków. Był bystry, ludzie go szanowali, zawsze dobrze się prezentował. Nie stronił od nauki. Rozpoczął od uzupełnienia wykształcenia i już w 1956 roku stanął przed Państwową Komisją Egzaminacyjną jako uczeń szkoły dla dorosłych zdał egzaminy z zakresu nauczania klasy VII. Teraz był gotowy do objęcia stanowisk w administracji państwowej. Historia aktywności zawodowej mojego Dziadka rozpoczyna się w 1941 roku. Miał wówczas 14 lat. W dzisiejszej rzeczywistości uczęszczałby do II klasy gimnazjum :) a teraz zaczął pracę w majątku w Piotrowicach. Pracował tam wspólnie ze swoim ojcem Marcinem aż do 1945 r. W tym bowiem roku oficjalnie przestał być pracownikiem w majątku. Powody mogą być dwa. Pierwszy powód to prawdopodobnie nagła śmierć ojca w maju 1945 roku. Drugim powodem mogło być zakończenie wojny i związane z tym ogromne zmiany, które uniemożliwiały mu kontynuowanie pracy. Tak czy owak Ludwik Hudzik przez następne 2 lata pozostawał bezrobotnym a następnie, po zawarciu związku małżeńskiego z moją Babcią, odbywał służbę wojskową w Lublinie na stanowisku strzelca.

Mając 24 lata w 1951 roku rozpoczął pracę na stanowisku referenta w Gminie Święciechowa w biurze Delegata Powiatowego Pełnomocnika Ministerstwa Skarbu i Kontraktacji. Pracował tam do końca lutego 1956 roku. Od pierwszego dnia marca 1956 roku Ludwik Hudzik znalazł zatrudnienie w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Niechłodzie.  Ostatnim stanowiskiem jakie piastował we władzach GRN był fotel Przewodniczącego.W tym okresie GRN w Niechłodzie była wzorowym organem władzy państwowej na terenie gminy Święciechowa. Pierwszym jej przewodniczącym został Stanisław Drobniak.W skład GRN w Niechłodzie wchodziły wsie Piotrowice, Trzebiny i Zbarzewo. We wsiach powstawały zespoły taneczne lub recytatorskie oraz ludowe zespoły sportowe. Zespół świetlicowy w Niechłodzie otrzymał nawet do pracy z zespołem ludowym akordeon co było nie lada wyróżnieniem. Mało tego. Gromada Niechłód jako pierwsza w powiecie w 1955 roku wykonała plan finansowy za co została wyróżniona radioodbiornikiem PIONIER. W 1956 roku a więc za kadencji Ludwika Hudzika w GRN w Niechłodzie obsadzono drzewami drogę ze Święciechowy do Piotrowic.

Trochę historii:

Gromadzkie Rady Narodowe, jako organy przedstawicielskie władzy państwowej miały za zadanie:
  • popieranie rozwoju produkcji rolnej,
  • zaspokajanie potrzeb komunalnych, socjalnych i kulturalnych mieszkańców,
  • zapewnienie wykonania przez mieszkańców obowiązków wobec państwa,
  • opracowanie planów gospodarczych i programów rozwoju gromady,
  • utrzymywanie dróg lokalnych, sieci zaopatrzenia, usług oraz urządzeń socjalno-kulturalnych i komunalnych.
Gromadzka Rada Narodowa realizowała swoje zadania na sesjach, za pośrednictwem wybieranych przez siebie komisji (stałych i doraźnych) oraz Prezydium. Instytucjami pomocniczymi gromadzkiej rady narodowej były zebrania wiejskie mieszkańców oraz pełnomocnicy rady. Czynności kancelaryjne rady, komisji i prezydium wykonywało biuro gromadzkie.

Moja Mama do dzisiaj wspomina, jak podczas państwowych uroczystości Dziadek Ludwik przemawiał do zgromadzonych mieszkańców Gromady. To również świadczy o tym, że sprawował funkcję kierowniczą w gromadzie. Co roku w dniu 1 maja rodzina Hudzików gramoliła się na przystrojony w kolorowe wstążki wóz drabiniasty zaprzęgnięty w konia /zapewne należącego do Feliksa Zakręta, który kochał konie i miał ich kilka/ i ruszała wesoło do Niechłodu na uroczystości z okazji majowego święta pracy. 

Pomimo stałej urzędniczej posady moja Babcia nie była zadowolona z faktu, że Dziadek zajmuje się polityką. Wolała aby pracował w "normalnej" państwowej firmie, bez tych wszystkich ciśnień, stresów itp. Słuchając dzisiaj wspomnień o Ludwiku Hudziku dochodzę do wniosku, że w którymś momencie on sam również miał dość polityki. Zawsze mówił to co myślał. Nie bał się tzw. niepoprawności politycznej. Z tego powodu musiało być mu ciężko. Poza tym nie cierpiał jak ktoś mieszał mu się w sprawy osobiste. Dał temu wyraz przy okazji chrzcin jednego z dzieci. Fakt uczestniczenia Dziadka w kościelnej uroczystości spowodował ostre spięcie na linii Dziadek - władze GRN. Ludwik Hudzik nie czekał aż zostanie usunięty z szeregów partii. Nie dał swoim mocodawcom tej satysfakcji :) Jak to się mówi? Sam "czepnął" czerwoną legitymacją i tyle go widzieli. W pewnym okresie pracy Dziadka w Gromadzkiej Radzie Narodowej oskarżono go wywrotową działalność na rzecz skarbu państwa. Zarzucono mu bałagan w dokumentacji związanej z przyznawaniem deputatów na węgiel. Nigdy jednak nie przedstawiono Dziadkowi aktu oskarżenia. Pomimo tego pewnego dnia Dziadek nie wrócił z pracy do domu. Zamiast niego do drzwi zapukała pracownica GRN i powiadomiła Babcię o zatrzymaniu jej męża. Bespieka zamknęła go na kilka dni w areszcie śledczym w Rawiczu. To był trudny czas dla całej rodziny. Od Dziadka nie było żadnych wiadomości a zbliżał się czas wypłaty. Babcia poprzysięgła, że dopóki nie zobaczy dziadka zdrowego  w domu nie pobierze za niego pensji.  I tak zrobiła. Na szczęście Dziadek wkrótce wrócił do domu. Nigdy nie postawiono mu żadnych oficjalnych zarzutów. Sadzę, że to zdarzenie mogło mieć wpływ na to, że w 1958 ? roku zakończyła się jego  kariera urzędnicza we władzach Gromadzkiej Rady Narodowej w Niechłodzie.  I tu rodzi się dziwna sprawa, której przyznam, że nie rozumiem. Błędy w dokumentach to prawdziwa zmora genealogów. Nigdy bowiem nie wiadomo czy błąd to faktycznie błąd sporządzającego dokument czy efekt pogmatwanych czasów. Z dostępnych zaświadczeń i świadectw pracy mojego dziadka wynika, że przez jeden miesiąc, konkretnie styczeń 1958 roku był zatrudniony w dwóch miejscach. Z jednego dokumentu wynika, że ciągle był pracownikiem Gromadzkiej Rady Narodowej w Święciechowie na stanowisku Przewodniczącego a z drugiego  z kolei, że od 2.01.1958 roku nagle rozpoczął pracę w Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Święciechowie na stanowisku referenta skupu odpadów wtórnych. Może to rzeczywiście bałagan w papierach a może coś innego? Przyszło mi do głowy, że po popadnięciu w niełaskę chciano szybko pozbyć się dziadka. Zaproponowano mu więc pracę w GS-ach ale z jakiegoś powodu przez 1 miesiąc nie rozwiązano z nim stosunku pracy we władzach GRN. Ciekawa historia. Kolejnym przewodniczącym GRN w Niechłodzie po wyborach w 1958 roku został niejaki Tadeusz Szymański. 
Ludwik Hudzik  nie zagrzał długo  miejsca w GSach. Pracował tam niespełna 1 rok.

Utworzone w okresie PRL Gminne Spółdzielnie miały w latach 50tych i później praktycznie monopol handlu na wsi (w miastach ich odpowiednikami były w pewnym zakresie spółdzielnie spożywców "Społem"). Poza działalnością gospodarczą niektóre GS-y zajmowały się także aktywizacją lokalnej społeczności poprzez prowadzenie Klubów Rolnika. Większość Gminnych Spółdzielni przetrwała reformy rynkowe. Działają dziś nie tylko na terenach wiejskich, ale nawet w dużych miastach.
Dziadek pracował od 7.00 do 15.00. Nie miał więc dużo czasu na ogarnięcie dorastających szybko dzieci, nie wspominając o zwykłych zajęciach w swoim gospodarstwie. Zaczął rozglądać się za inną posadą. I oto na horyzoncie pojawiły się Polskie Koleje Państwowe. We wrześniu 1959 roku Ludwik Hudzik złożył stosowne podanie do PKP w Lesznie. Został przyjęty w pierwszym dniu października tego roku na stanowisko strażnika w Straży Kolejowej.



Fragment Karty Ewidencyjnej Ludwika Hudzika w okresie pracy w PKP
Dwa miesiące po przyjęciu został skierowany na kurs strażników kolejowych do Ośrodka Szkolenia Zawodowego Kolei we Wrocławiu. 18 grudnia 1959 roku dziadek zdał pozytywnie egzamin końcowy i mógł wrócić do pracy w PKP Leszno jako pełnowartościowy strażnik kolejowy. W sierpniu 1961 roku Ludwik Hudzik awansował na starszego strażnika.W styczniu 1963 roku  został skierowany do Ośrodka Szkolenia Strażników Kolei w Zbąszyniu. Ukończył tam kurs na przodownika służby ochrony kolei. W1960 roku Straż Kolejowa przeszła zmiany organizacyjne i od tego roku przyjęła nazwę jako Służba Ochrony Kolei.  W szeregach SOK Dziadek służył do lipca 1963 roku. Wówczas to nadarzyła się okazja zmiany stanowiska pracy. Skrzętnie z niej skorzystał i zaczął pracę jako magazynier handlowy na stacji PKP Leszno. Praca na kolei miała sporo zalet. Przede wszystkim Dziadek pracował w systemie zmianowym. Pełniąc 12 godzinną służbę, miał następny dzień wolny. To pozwalał mu zająć się wreszcie gospodarstwem.


Fragment Karty Ewidencyjnej Ludwika Hudzika w okresie pracy w PKP
Zaraz po przyjęciu został skierowany na kurs strażników kolejowych do ośrodka szkoleniowego w Zbąszyniu. Po ukończeniu szkolenia stał się pełnowartościowym strażnikiem. W1960 roku Straż Kolejowa przeszła zmiany organizacyjne i od tego roku przyjęła nazwę jako Służba Ochrony Kolei.  W sierpniu 1961 roku Ludwik Hudzik awansował na starszego strażnika. W szeregach SOK Dziadek służył do lipca 1963 roku. Wówczas to nadarzyła się okazja zmiany stanowiska pracy. Skrzętnie z niej skorzystał i zaczął pracę jako magazynier handlowy na stacji PKP Leszno. Praca na kolei miała sporo zalet. Przede wszystkim Dziadek pracował w systemie zmianowym. Pełniąc 12 godzinną służbę, miał następny dzień wolny. To pozwalał mu zająć się wreszcie gospodarstwem.

Fragment Karty Ewidencyjnej Ludwika Hudzika w okresie pracy w PKP