Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

środa, 31 października 2018

Stąd nasz ród.

Jeśli czytasz tego bloga i nosisz nazwisko "Zakręt" względnie "Zakrent"  to wiedz, że Twoje historyczne korzenie sięgają Ziemi Ostrzeszowskiej. Ja również mam trochę Twojej krwi za sprawą mojej Prababki Stanisławy Zakręt /1894 - 1964/. Początków historii wielkiej rodziny Zakrętów należy szukać około roku 1795. Mniej więcej w tym czasie pojawił się w okolicach Mielcuch niejaki Wojciech Zakręt. Młody, około 20 letni mężczyzna przybył tu prawdopodobnie z okolic Grabowa nad Prosną w poszukiwaniu pracy. Należy pamiętać, że koniec XVIII w był bardzo łaskawy pod względem gospodarczym dla okolicznych miejscowości. W latach 1783—1784 w Grabowie oddano do użytku wielki piec hutniczy.  Podobnie wieś Czajków stała się w owym czasie znanym w okolicy ośrodkiem metalurgicznym. Źródła podają, że w roku 1790 we wsiach Kraszewice, Głuszyna, Czajków i Kuźnica,  znajdował się tartak, młyn o trzech kołach, młyn o dwóch kołach, 3 młyny po jednym kole, browar, a przede wszystkim huta żelaza i 3 fryszerki /piec metalurgiczny, w którym surówkę przerabiano na stal/.  Poza tym znajdowało się tam 8 karczm. Dzisiaj wyobraziłem sobie, że w takich oto okolicznościach Wojciech Zakręt poznał kobietę, która wkrótce została jego pierwszą żoną. Była nią młodsza o 4 lata od Wojciecha Magdalena Lemiesz. Pierwsza żona Wojciecha Zakręta urodziła się około 1779 roku w Pustkowiu Lemiesz w rodzinie Sebastiana Lemiesza i jego żony Reginy. Szczęśliwie do naszych czasów zachował się Regestr Ludności Chrześcijan w Parafii Kraszewickiej w Dekanacie Kaliskim w Województwie i Powiecie Sieradzkim leżącej Dnia Ostatniego Miesiąca Grudnia Roku 1790 Spisany przez Księdza Antoniego Wrońskiego Komendarza Dożywotniego Religii Rzymsko Katolickiej. Wynika z niego, że rodzina Sebastiana Lemiesza mieszkała w chacie nr 34. Oprócz podeszłych wiekiem Sebastiana i jego żony Reginy, chatę zamieszkiwali ich syn Wojciech, córki Zofia Rozyna, Marianna i Magdalena, zięć Franciszek, wnuczki Tekla i Rozalia oraz pastuszek Wojciech. Ślub Wojciecha i Magdaleny Lemiesz odbył się w kościele w Kraszewicach około 1799 roku. Małżonkowie zamieszkali w Pustkowiu Lemiesze a wkrótce na świat przyszły ich dzieci: Franciszek /1799-1850/, Marianna /1801-1851/, Jadwiga /1803-1863/, Wojciech /1807-1811/, Antoni /1810-1811/, Wincenty /1811-1858/, Krystyna /1812-?/, Justyna /1813-?/, Roch /1818-1827/. W styczniu 1819 roku Magdalena ciężko zachorowała. Śmierć przyszła 10 stycznia 1819 roku o godzinie 11 przed południem. Wojciech powiadomił o śmierci żony swojego sąsiada Walentego Piaskowskiego z Pustkowia Wyrwas.Dwa dni później oboje zapukali do drzwi miejscowego księdza Jana Ludwika Krajewskiego aby zgłosić zgon. Magdalena zmarła w wieku 40 lat. Zostawiła męża z gromadką dzieci. Wojciech Zakręt był biednym rolnikiem. Doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że musi szybko znaleźć kolejną towarzyszkę życia aby mogła pomóc mu nie tylko w wychowaniu dzieci ale również w pracy na roli. Z archiwalnych dokumentów z początku XIX w wynika, że Wojciech Zakręt nie próżnował po śmierci pierwszej żony. Po niespełna 4 tygodniach jakie upłynęły od śmierci Magdaleny, 44 letni Wojciech Zakręt ponownie stanął na ślubnym kobiercu. W dniu 3 lutego 1819 roku w kościele kraszewickim zawarł związek małżeński z 24 letnią Marianną z Gałdynów córką Adama i Katarzyny Gałdyn. Akt zawartego małżeństwa jest dokumentem szczególnym. To właśnie w nim po raz pierwszy wymieniony jest z imienia i nazwiska najstarszy mój przodek z linii Zakrętów. To dzięki temu dokumentowi doszedłem do wniosku, że Wojciech Zakręt nie pochodził z okolicznych pustkowi ale był przybyszem "z zewnątrz". W przytoczonym powyżej Regestrze Ludności Chrześcijan w Parafii Kraszewickiej w Dekanacie Kaliskim na próżno szukać osób noszących nazwisko "Zakręt". To wystarczający dowód na to, że Wojciech był protoplastą rodu Zakrętów na Ziemi Ostrzeszowskiej. Akt małżeństwa, co ciekawe, nie podaje imion rodziców Wojciecha. Z dokumentu nie dowiemy się również gdzie dokładnie pan młody się urodził. Ksiądz udzielający ślubu/ ten sam, który miesiąc wcześniej pochował pierwszą żonę Wojciecha/ zapisał w dokumencie, że Wojciech przedłożył mu akt urodzenia wystawiony w parafii grabowskiej. Należy z tego wyciągnąć wniosek, że Wojciech pochodził albo z samego Grabowa nad Prosną, albo z jakiejś wsi leżącej niedaleko Grabowa. Może kiedyś uda się to ustalić.
Fragment aktu małżeństwa Wojciecha Zakręta z Marianną z Gałdynów 1819 r.
Świadkami zawarcia związku małżeńskiego byli wymieniony już wcześniej Walenty Piaskowski z Pustkowia Wyrwas, Ignacy Szala, Bartłomiej Gałdyn i Wawrzyniec Gałdyn. Z tego związku przyszło na świat sześcioro dzieci: Antonina, Łucja, Barbara, Tomasz, Marcin, Franciszka.

Wojciech Zakręt zmarł w Pustkowiu Lemiesz w 1839 roku. Zostawił po sobie liczną rodzinę, która przez następne kilka pokoleń niezmiennie zamieszkiwała Mielcuchy i okoliczne wsie.

czwartek, 17 maja 2018

Andrzej Zakręt- żołnierz Kampanii Wrześniowej

O Feliksie Zakręcie oraz jego bracie Andrzeju już kiedyś pisałem - o właśnie TU. Wówczas to skupiłem się głównie na okolicznościach ich urodzin. Mogłem sobie na to pozwolić ponieważ otrzymałem kserokopie oryginalnych aktów urodzenia obu braci, które przysłano mi z Archiwum Państwowego w Kaliszu. Lubię wracać do tej części rodziny Zakrętów, ponieważ wiążą się z nią ciekawe z punktu widzenia genealoga historie. Przypomnę tylko, że wciąż otwartą kwestią pozostaje prawdziwa data i miejsce urodzenia matki obu braci Stanisławy Zakręt. Co prawda w akcie zgonu mojej Prababki podano, że urodziła się w 13.11.1894 roku w Mielcuchach ale nie udało mi się w żaden sposób tego potwierdzić. W Księdze Urodzonych parafii Kraszewice, do której należała wieś Mielcuchy, pod wskazaną datą ani w całym 1894 roku oraz w latach wcześniejszych, a także późniejszych, nie odnotowano jej narodzin. Można jednak znaleźć tam wszystkie dzieci Szczepana Zakręta i Zofii Jabłońskiej. Dlaczego? Brałem pod uwagę różne scenariusze ale ostatecznie nie przychylam się do żadnego z nich. Wszystkie znajdziesz Drogi Czytelniku na kartach tego bloga. Inna tajemnicza sprawa dotyczy ojca lub ojców dzieci Stanisławy Feliksa i Andrzeja. Oboje byli dziećmi nieślubnymi, którego pierwszego z nich - Feliksa, Stanisława wydała na świat mając zaledwie ukończone 18 lat. Andrzej urodził się dwa lata później. Przeglądając teczkę dowodową /o teczkach dowodowych pisałem TUTAJ/ Andrzeja Zakręta natknąłem się na ciekawy dokument: Deklarację Członkowską złożoną przez niego na okoliczność przystąpienia do ZBOWiD. Figuruje w niej imię ojca: "Szczepan". Nie wiem dlaczego ale od razu przyszedł  mi na myśl dziadek Andrzeja. Sądzę, że Szczepan Zakręt mógł faktycznie zastępować chłopcom ojca. Skoro mogło tak być to rodzi się pytanie dlaczego Feliks nie postępował w ten sam sposób? Jego teczkę dowodową również przeglądałem i natrafiłem na ankietę, w której jako swojego  ojca Feliks wskazuje Marcina. Zapewne chodzi o męża Stanisławy, który jak wiemy na pewno nim nie był. Dość zagadek, czas na konkrety. Oto krótka historia z życia Andrzeja Zakręta. Historia przez wielkie "H" którą tworzył Andrzej i miliony innych Polaków wraz z wybuchem II Wojny Światowej. Historia wiarygodna bo spisana osobiście przez Andrzeja Zakręta. 

Andrzej Zakręt ukończył w Piotrowicach 4 klasy Szkoły Powszechnej. W 1929 roku w wieku 14 lat rozpoczął pracę w majątku Trzebiny w charakterze robotnika rolnego. 24 marca 1938 roku został powołany do odbycia zasadniczej służby wojskowej, którą pełnił  jako celowniczy w 3 kompanii karabinów maszynowych 55 Pułku Piechoty w przygranicznym Rawiczu. W przededniu II Wojny Światowej otrzymał przydział do plutonu taczanek - pojazdów jednoosiowych, na których zamontowany był karabin maszynowy. Pojazd ten ciągnięty był przez konie. W nocy z 30 sierpnia na 1 września 1939 roku Andrzej Zakręt zajmował jedno ze stanowisk osłonowych bezpośrednio na granicy Państwa w okolicach Rawicza. Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku rozgorzała bitwa graniczna. Napierający z całą mocą swych oddziałów Niemcy  zaczęli skutecznie wypierać polskie odziały spod granicy. Niemcy ostrzeliwali polskie pozycje oraz przygraniczne miejscowości pociskami artyleryjskimi. Toczono potyczki na całej linii pasa granicznego. Zadaniem plutonu taczanek było zabezpieczać działania Batalionu Obrony Narodowej. Kilkukrotna przewaga siłowa Niemców spowodowała, że pluton w którym służył Andrzej Zakręt po kilku dniach zaczął wycofywać się wraz z całym 55 Pułkiem Piechoty na północny wschód po trasie Śrem, Kutno, Sochaczew. Andrzej Zakręt wspominał, że pod Sochaczewem jego oddział został okrążony. Polskim żołnierzom udało się szczęśliwie przerwać okrążenie, jednak manewr ten okupiono wysokimi stratami w ludziach i sprzęcie. 

Zajrzyjmy do Wikipedii....

"....13 września w godzinach rannych dowódca pułku płk Wiecierzyński otrzymał rozkaz ze sztabu dywizji do opuszczenia dotychczasowych stanowisk w okolicy Sochaczewa i wycofania pułku za Bzurę. Wycofywano się przez spalony Piątek w kierunku na Erminów-Bronisławy-Szwarocin.  Dowódca pułku, wraz z kompanią techniczną i plutonem artylerii piechoty, zatrzymał się na postój w dworze Szwarocin. Wówczas to nastąpił atak niemieckich czołgów, na stanowiska obronne 55 Pułku Piechoty  w Szwarocinie Starym. Niemieckie natarcie zostało wstrzymane ogniem dział przeciwpancernych. Zniszczono kilka czołgów, zmuszając resztę do odwrotu na zachód. Czołgi zaatakowały również I batalion, zadając mu duże straty. Ze zdziesiątkowanych kompanii płk Wiecierzyński utworzył odwód i wycofał go do zachodniej części Szwarocina Starego. Wkrótce pułk utracił łączność ze sztabem dywizji. Wysyłani łącznicy wpadali w ręce wroga lub nie mogli przedostać się przez pierścień nieprzyjaciela.Pomimo tego, że pułk znajdował się w okrążeniu, płk Wiecierzyński podjął decyzję o próbie sforsowania Bzury i przebicia się do Puszczy Kampinoskiej...."

Fragment życiorysu Andrzeja Zakręta spisanego w 1973 roku. 
Andrzej Zakręt wspominał, że podczas przeprawy przez Bzurę zabito jego dwa konie zaprzęgnięte do taczanki. Sytuacja była beznadziejna. Dowódca plutonu rozkazał żołnierzom zatopić pozostały sprzęt i ratować własne życie. Po dotarciu do Kampinosu Andrzej Zakręt mógł trochę odpocząć. Żołnierze uzupełnili amunicję i posuwali się dalej w kierunku  Warszawy. Nie przypuszczali, że w tym czasie stolica była już oblężona. To uniemożliwiło im dostanie się do miasta. Po namyśle postanowili próbować przedrzeć się do twierdzy Modlin. Ostatnią bitwę oddział Andrzeja Zakręta stoczył 19 września 1939 roku pod wsią Palmiry niedaleko Warszawy. Z powodu braku amunicji żołnierze zmuszeni byli poddać się. Andrzej Zakręt trafił do niemieckiej niewoli. Kilka dni spędził w obozie jenieckim w Lesznie /miasto koło Warszawy, woj. mazowieckie/ a następnie został przeniesiony do Pabianic, gdzie przebywał przez następnych 5 tygodni. Po tym okresie został wywieziony w głąb Niemiec gdzie spędził resztę wojny. W Niemczech przetrzymywany był w Stalagu IVB na terenie Saksonii. Pracował jako robotnik przymusowy oraz pomocnik ogrodnika w majątku ziemskim.  21 kwietnia 1945 roku obóz, w którym przebywał Andrzej Zakręt został oswobodzony przez wojska amerykańskie. W dniu 25 lipca 1945 roku Andrzej Zakręt wrócił do kraju. W latach 1946-1959 pracował jako robotnik w Krążkowie /woj. lubuskie/. W październiku 1949 roku przeprowadził się do Krzepielowa. Otrzymał tam dom z działką i rozpoczął pracę jako pracownik leśny w Nadleśnictwie Głogówko. W 1972 roku z powodu choroby przeszedł na rentę inwalidzką.



Andrzej Zakręt









środa, 5 lipca 2017

Dzisiaj 128 rocznica urodzin Czesława Bednarczyka

Gdyby żył mój pradziadek Czesław Bednarczyk, obchodziłby dzisiaj urodziny. Na torcie urodzinowym paliłoby się 128 świeczek. Wielki to musiałby być tort! Cóż, Dziadka już nie ma wśród nas ale żyją jeszcze jego bliscy, którzy dobrze go pamiętają. Dzisiaj krótka wzmianka na temat tej nietuzinkowej postaci, której przyszło żyć i pracować w ciekawych ale zarazem trudnych czasach. 

Czesław BEDNARCZYK urodził się w Radomicku 5 lipca 1889 roku w rodzinie Szczepana Bednarczyka i Anastazji Skorupińskiej. Ojciec Czesława zajmował się w tym czasie kupiectwem, obwoźnym handlem różnorakimi towarami. Matka Anastazja czuwała nad domem i licznym rodzeństwem Czesława. Mój Dziadek w młodości pracował jako kowal w dłużyńskiej fabryce maszyn rolniczych należącej do Józefa Nitschego. Po wybuchu I wojny światowej służył w szeregach pruskiego wojska na froncie wschodnim. W 1917 roku pod Stanisławowem dostał się do rosyjskiej niewoli, z której powrócił w styczniu 1919 roku. Natychmiast zajął się podupadłym gospodarstwem. Szybko zjednywał sobie sąsiadów, którzy przez wiele następnych lat wysuwali go na stanowisko sołtysa. Czesław Bednarczyk był prawdziwym społecznikiem, niespokojną duszą ciągle szukającą zajęcia.  Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej zaszczepił wśród mieszkańców wsi Dłużyna miłość do teatru. Reżyserował spektakle, w których każdy z mieszkańców wsi mógł poczuć się jak prawdziwy aktor. Tą działalność kulturalną prowadził także po odzyskaniu niepodległości a nawet w Polsce Ludowej. Pisząc bloga poświęciłem Czesławowi Bednarczykowi mnóstwo miejsca. Zachęcam, aby w tym szczególnym dla jego pamięci dniu przypomnieć sobie niektóre fakty z jego życia. Mam nadzieję, że przydatne okażą się linki postów o Czesławie, które zamieściłem poniżej.



sobota, 13 maja 2017

Od Bednarza do Bednarczyka

Dzisiaj małe święto, wino już się chłodzi. 13 stycznia 2013 roku napisałem swój pierwszy post, rozpoczynając tym samym cykl poświęcony historii rodzin Hudzik, Bednarczyk, Lemanowicz i zakręt. W tej chwili czytacie już setny odcinek moich zmagań z genealogią. Trochę tego się nazbierało. Warto by z tym coś zrobić, jakoś uporządkować, może podsumować. Kolejne wyzwanie. Pamiętacie Antoniego Bednarczyka ze Smolna? Miałem przyjemność Wam go przedstawić w poście z 15 stycznia 2017 roku. Dzisiaj z satysfakcją śpieszę donieść, że poznałem parę nowych faktów z historii jego rodziny. Muszę się nimi szybko  podzielić, aby rozładować emocję! Przy okazji poznałem znaczenie wyrażenia swojego syna "jarać się" :). Owszem, Synu: jaram się, ale wiedz, że dla prawdziwych pasjonatów to zjawisko jest ze wszech miar pożądane :) No więc co z tym Antonio? Wiemy już, że w XVIII w i aż do 1818 roku rodzina Antoniego Bednarczyka zajmowała dom pod numerem 1 w leśnej osadzie Smolno k/ Radomicka. O samej osadzie Smolno już pisałem. Jednak dla pełnego obrazu warto dodać za Janem Napomucenem Bobrowiczem, który w swojej książce pt. "Opisanie historyczno-statystyczne Wielkiego Księstwa Poznańskiego" /wydanie z 1846 roku/ opisuje Osadę Smolno jako folwark z 3 dymami /domami/, w których mieszkało 27 mieszkańców! Swoją drogą chętnie bym tam pojechał aby stanąć na ziemi uprawianej 250 lat temu przez moich przodków. Dość sentymentów, czas na fakty! Kilka dni temu ustaliłem, że w domu Antoniego Bednarczyka i jego żony Reginy z Kasprowiaków oprócz niezłej gromadki dziatwy mieszkał również jego ojciec i matka. Ojcem Antoniego był Marczyn /Marcin/ Bednarz. Tak, tak nie pomyliłem się: Bednarz. Imienia matki jeszcze nie ustaliłem ale to tylko kwestia czasu. Wrócę jednak do nazwiska Bednarz. Dlaczego Bednarz a nie Bednarczyk? Na przełomie XVIII i XIX w na wielkopolskiej wsi nazwiska dopiero się kształtowały. Nie przywiązywano, tak jak to dzieje się dzisiaj, szczególnej wagi do ich ciągłości i niezmienności. Prościej było powiedzieć "Michał - kowal z Radomicka" niż Michał Kowal, albo Jędrzej nowak z Wydorowa, określając w ten sposób nowego obywatela miejscowej społeczności.  z Czasem pojawiła się tendencja do zdrabniania nazwisk swoim potomkom. Dzieci Nowaka stały się Nowaczykami, dzieci Kowala - Kowalczykami. To samo stało się z nazwiskiem moich przodków. Dzieci Marcina Bednarza na przełomie wieków zaczęły nosić zdrobniałą formę nazwiska Bednarz - Bednarczyk. Po raz pierwszy spotkałem się z tym ciekawym zjawiskiem przy okazji czytania aktu zawarcia związku małżeńskiego w 1803 roku pomiędzy Szczepanem Wojciechowskim a córką Marcina Bednarza - Krystyną. Świadkiem tej uroczystości był nie kto inny jak brat Krystyny Antoni, ale wymieniony już jako Bednarczyk.

Marcin Bednarz był więc moim praprapraprapradziadkiem ze Smolna. zmarł 30 października 1808 roku w swoim domu pod numerem pierwszym we wsi Smolno.

Akt ślubu Krystyny Bednarczyk córki Marcina Bednarza z 1803 roku.
Teraz chciałbym poznać przodków Marcina Bednarza. Niestety zasoby Internetu są ograniczone. Czeka mnie więc wizyta  z Archiwum Archidiecezjalnym mieszczącym się w Poznaniu na Ostrowie Tumskim. Są tam przechowywane akta metrykalne z parafii radomickiej z całego XVIII w. Póki co czeka mnie przyśpieszony kurs łaciny ale za to potem....mmmm miodzio! Na koniec krótka refleksja. Kiedyś napisałem post na temat Krzysztofa bednarza z Radomicka. Może Krzysztof był ojcem Marcina Bednarza?

niedziela, 15 stycznia 2017

Antoni Bednarczyk - półrolnik ze Smolna

Dzień dobry! Dość lenistwa, czas chwycić za pióro. W lutym 2014 roku rozpisywałem się z pasją o Krzysztofie Bednarzu z Radomicka, wskazując go jako prawdopodobnego protoplastę Bednarczyków. Kliknij tutaj a przypomnisz sobie kim był Krzysztof Bednarz. Od tamtego czasu minęło prawie 3 lata, czas więc zweryfikować ten pogląd. W ostatnich dniach przeglądałem, jak zawsze z uwagą, akta Urzędu Stanu Cywilnego parafii radomickiej z lat 1808-1829. Cóż to za fascynująca lektura! Utwierdziłem się w przekonaniu, że na przełomie XVIII/XIX wieku w bezpośrednim sąsiedztwie Radomicka i ostatecznie w samym Radomicku mieszkała tylko jedna rodzina Bednarczyków. W przejrzanych aktach urodzin/łac. baptisatorum/, ślubów /łac. copulatorum/ i zgonów /łac. mortuorum/ prowadzonych przez okres 25 lat występuje tylko jedna osoba nosząca nazwisko Bednarczyk. To Antoni mieszkający w osadzie leśnej Smolno, leżącej na zachód od Radomicka.  Nie napotkałem innej osoby o tym nazwisku, co może sugerować, że Antoni był przybyszem z innej części Polski lub był pierwszym, który przybrał nazwisko "Bednarczyk". Kim był Antoni Bednarczyk? Jeśli wierzyć dostępnym dokumentom urodził się w 1780 roku. Być może przyszedł na świat właśnie w Smolnie, które istniało już jako folwark przed 1795 rokiem. Jest nawet wysoce prawdopodobne, że przodkowie Antoniego jako pierwsi osiedlili się w tej głuszy na skraju lasu. Sądzę tak ponieważ Antoni wraz z rodziną mieszkał w domu pod numerem pierwszym. W 1754 roku dokonano inwentaryzacji dóbr radomickich przy okazji nabycia ich przez Krystynę Mielżyńską. Z inwentarza wynika, że w tym czasie w Smolnie mieszka 4 gospodarzy. Są to: rataj, owczarz, Hans chałupnik, oraz mój imiennik Paweł :). Kto wie,może któryś z nich był ojcem Antoniego? 

Fragment inwentarza dóbr radomickich z 1795 r.
Tyle o samym Smolnie. Antoni był półrolnikiem. Nazwą tą określa się chłopów, którzy uprawiali pół włóki ziemi. Włóka to dawna miara powierzchni ziemi. Dawna włóka równała się ok. 18 hektarom ziemi. Wynika z tego, że Antoni dysponował gospodarstwem o powierzchni ok 9 ha. Z pewnością dysponował jakimś inwentarzem zwierzęcym /owce, woły, krowy/ Mógł zatrudniać kilku parobków, może dziewkę lub chłopca do prostych prac domowych i w polu.  Około 1805 roku Antoni Bednarczyk poślubił Reginę z Kasprowiaków. Na temat swojej pierwszej Babci niestety jeszcze nic nie wiem. Małżeństwo to było niezwykle płodne. W latach 1807-1826 w rodzinie Bednarczyków urodziło się dziewięcioro dzieci: Marcin ur.1807 r, Kazimierz ur. 1809 r., Walenty ur.1812 r., Stanisław ur.1813 r., Józef ur. 1815 r., Łucja ur. 1818 r., Wiktoria ur. 1820 r., Jakub ur. 1823., Adalbert ur. 1826 r.

Rodzina Antoniego Bednarczyka ze Smolna
Z nieznanego mi powodu ok. 1818 roku Antoni wraz z rodziną osiadł na stałe w Radomicku. Pierwszym dzieckiem Bednarczyków urodzonym w Radomicku była Łucja. Łucja jest też pierwszą spokrewnioną ze mną osobą, której akt urodzenia spisano w języku łacińskim.

Akt urodzenia Łucji Bednarczyk 1818 r. łacina
Z punktu widzenia genealogii najbardziej interesuje mnie postać syna Walentego ur. w 1812 r. w Smolnie. Walenty był dziadkiem mojego pradziadka Czesława Bednarczyka z Dłużyny. Nie sądzę aby Czesław pamiętał swojego przodka. Nie wykluczone jednak, że Walenty miał okazję być świadkiem narodzin wnuka. W 1889 roku skończyłby 77 lat. 

Smolno widziane współcześnie z lotu ptaka.

Podsumowując należy stwierdzić, że udało się udokumentować ponad wszelką wątpliwość, że początków rodu Bednarczyków należy szukać gdzieś w połowie XVIII wieku w leśnej osadzie Smolno, niedaleko Radomicka w woj.wielkopolskim. Pierwszymi historycznymi przodkami Bednarczyków byli Antoni ur. w 1780 oraz Regina z Kasprowiaków ur. w 1786 roku. Obecnie jestem na etapie odnalezienia aktu małżeństwa tych dwojga. Dzięki niemu spodziewam się poznać miejsca urodzenia oraz imiona rodziców pary młodej.









środa, 24 sierpnia 2016

Julianna i Eduard Ernst Treichel -związek katoliczki z ewangelikiem.

Cóż za zbieg okoliczności! Czy można sobie wyobrazić sytuację, w której na ślubnym kobiercu  stają młodzi przyszli małżonkowie, urodzeni dokładnie w tym samym dniu, tego samego miesiąca i w tym samym roku? Oczywiście że można! Taka niewiarygodna historia przytrafiła się w rodzinie moich Praprapradziadków Jana Lemanowicz i Katarzyny z Witkowskich. Ostatnio o Janie i Katarzynie pisałem co nieco tutaj. Dzięki szperaniu po niemieckich stronach genealogicznych, dzisiaj uzupełnię informacje na ich temat. 

Wiemy już, że rodzina Lemanowicz wywodzi się z kilku wsi leżących w bliskim sąsiedztwie Wąbrzeźna. Najważniejsza z nich to Nowa Wieś Królewska, którą moi przodkowie zamieszkiwali przez kilkadziesiąt lat  XIX w.  /najpóźniej do 1874 roku/ Ojciec Jana Lemanowicza - Franciszek osiadł w Nowej Wsi Królewskiej gdzieś około 1850 roku. Tutaj urodziło się dwoje rodzeństwa Jana: Ignacy ur 1855 r. i Franciszka ur. 1860 r.  Jan  był najstarszy i przyszedł na świat  w Mgowie w 1837 roku. Tradycją w rodzinie Lemanowiczów było nadawanie tych samych imion w kolejnych pokoleniach. Największym wzięciem cieszyły się takie imiona jak Jan, Franciszek, Franciszka i Katarzyna. Ojciec Jana a więc mój 4xpradziadek miał na imię Franciszek a jego żoną była Rozalia Schielke. Franciszek i Rozalia Lemanowicz to najstarsi znani mi przodkowie po mieczu /ze strony ojca/ 


Potomkowie Franciszka i Rozalii Lemanowicz. Źródło: www.treichel-familie.de

W domu Jana i Katarzyny z Witkowskich było ośmioro dzieci: Franciszka ur. 1863 r., Katarzyna ur. 1865 r. Adam ur. 1867 r, Marianna ur. 1868 r, Jan ur.1861 r, Franciszek ur. 1864 r - mój prapradziadek, Julianna ur. 1876 r. oraz Hieronim ur. 1879 r. Franciszek urodził się w Wąbrzeźnie natomiast Julianna i Hieronim we wsi Podzamek, stanowiącej dzisiaj część miasta Wąbrzeźno.


Potomkowie Jana i Katarzyny Lemanowicz. Źródło: www.treichel-familie.de

Historia o której napisałem na wstępie, przytrafiła się córce Jana i Katarzyny - Juliannie. Julianna urodziła się 12 maja 1876 roku w Podzamku. Nr aktu urodzenia 27/1876 Dokładnie w tym samym dniu w Wąbrzeźnie  w ewangelickiej rodzinie Augusta Ferdynanda Treichel i jego małżonki Luizy Berthy Hoffmeister przyszedł na świat chłopiec, którego od tej chwili zwą Edward Ernst Treichel - przyszły mąż Julianny. Nr aktu urodzenia 70/1876. Edward miał fach w ręku, parał się murarstwem. To w zasadzie wszystko co o nim wiem. Trudno powiedzieć w jakich okolicznościach Edward i Julianna zostali parą. Z pewnością znali się z dzieciństwa, może nawet chodzili do jednej szkoły. Będąc na etapie planowania zamążpójścia Julianny, jej rodzice borykali się z pewnym kłopotliwym problemem. Otóż ślub kościelny katoliczki z ewangelikiem praktycznie nie wchodził w grę. Problem ten można było rozwiązać ale na to potrzeba było czasu ale przede wszystkim zgody samego biskupa i to pod warunkiem, że dzieci z tego małżeństwa będą wychowywane w wierze katolickiej. Póki co Młodzi najpierw przystąpili do ślubu cywilnego, który odbył się w Wąbrzeźnie 12 listopada 1897 roku. Dopiero od tego momentu starali się o zgodę na zawarcie związku małżeńskiego w kościele katolickim. Ta trudna sytuacja została jednak rozwiązana w ciągu niespełna 3 lat. W dniu 21 stycznia 1900 roku Edward i Julianna Treichel stanęli na ślubnym kobiercu w bydgoskiej farze tj. Parafii Św. Marcina i Mikołaja jako jedna z 3 par. Świadkami na tym ślubie byli Antoni Wojciechowski i Marianna Wesołowska. Kilka lat po ślubie Młodzi wyjechali na zachód aby ostatecznie zamieszkać na terenie Landu Brandenburgia. Julianna Treichel z domu Lemanowicz dożyła 67 lat. Zmarła w miejscowości Golzow, niedaleko Kostrzyna nad Odrą 12.10.1943 roku. 5 dni później w dalekim Briesen /Wąbrzeźnio/ przyszedł na świat mój ojciec Olgierd Lemanowicz.


Podpisy pod aktem zawarcia związku małżeńskiego przez Edwarda Ernsta Treichel z Julianną Lemanowicz. Wąbrzeźno 1897 r.

Fragment Księgi Ślubów Fary w Bydgoszczy

Julianna Lemanowicz przeżywała traumę związaną z przedwczesną  śmiercią swoich  synów. Jej pierwszy syn Jan był dzieckiem nieślubnym. Urodził się 6 kwietnia 1897 roku i zmarł kilka miesięcy później - 12 sierpnia 1897 roku. Drugim jej synem, którego ojcem był Edward Treichel był Bruno. Urodził się 18.03.1898 roku w Wąbrzeźnie lecz zmarł miesiąc później 19.04.1898 roku. Trzecim synem Julianny był Antoni ur. w 1899 r. Jedyną córką Julianna mogła się nacieszyć tylko 1 rok. Elizabeth urodziła się w grudniu 1903 roku a zmarła 6 grudnia 1904 roku. Ostatnim dzieckiem rodziny Treichel był Franciszek, który przyszedł na świat 16.12.1911 roku w Wąbrzeźnie a zmarł w Berlinie 6 grudnia 1997 roku.

Rodzina Edwarda i Julianny Treichel. Źródło: www.treichel-familie.de



piątek, 29 lipca 2016

Kazimiera z Piotrowic

Droga z Sulechowa do mojego rodzinnego Babimostu jest tylko jedna i przebiega przez wieś Klępsk. Poznawałem tą wieś z okien autobusu, którym dojeżdżałem do sulechowskiego liceum każdego dnia przez 4 lata nauki. We wsi bez trudu można odnaleźć wiele pamiątek z przeszłości. Najcenniejszą jest jednak drewniany poewangelicki kościółek z XV w, który stanowi jeden z najważniejszych tego typu zabytków sakralnego budownictwa  w środkowej Europie. Niedaleko kościoła na niewielkim wzgórzu, tuż przy drodze do Sulechowa znajduje się mały cmentarz, na którym w 2009 roku pochowano kobietę, blisko spokrewnioną z Hudzikami z Piotrowic. Dowiedziałem się o jej istnieniu przypadkowo, dzięki genealogicznym poszukiwaniom, które 3 lata temu prowadziłem w Urzędzie Stanu Cywilnego w Święciechowie. Nigdy nie szukałem jej celowo ponieważ nie miałem pojęcia o jej istnieniu, podobnie jak inni żyjący członkowie mojej rodziny. 

2 stycznia 1944 roku o godz. 16.30 w Piotrowicach pod numerem 5, na terenie dawnego folwarku przyszła na świat dziewczynka, której nadano imię Kazimiera. Matką dziecka była niezamężna 24 letnia Irena Dobrowolska, która nie była rdzennym mieszkańcem Piotrowic. Urodziła się bowiem w 1920 roku we wsi Gosławice w parafii Dmenin w województwie łódzkim.  Dziecko na świat przyjęła położna ze Święciechowy Maria Meisnerowska. Po 3 dniach ta sama położna stawiła się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Święciechowie i dopełniła obowiązku zgłoszenia narodzenia dziecka. 

Fragment aktu urodzenia Kazimiery Dobrowolskiej. Piotrowice 1944 r.

Uważny czytelnik moich wcześniejszych postów już wie, że w tym czasie w Piotrowicach w domu pod numerem 5 mieszkał mój pradziadek Marcin Hudzik z rodziną. Jego syn Józef /1922-2000/ w dniu 24 lutego 1944 roku, po długim namyśle wsiadł na rower i pojechał do Leszna aby stanąć przed obliczem niemieckiego pracownika Urzędu do spraw opieki nad nieletnimi. Teraz jest już jasne, że Józef w owym urzędzie potwierdził, że jest biologicznym ojcem Kazimiery Dobrowolskiej. Pomimo złożonej deklaracji i wspólnego zamieszkiwania w domu nr 5 w Piotrowicach, dziecko nie przyjęło nazwiska po ojcu. 

Adnotacja urzędnicza o przyznaniu się przez Józefa Hudzika do ojcostwa. 

To prawie wszystko czego dowiedziałem się o Kazimierze  Dobrowolskiej. Może jeszcze dodam, że całe dzieciństwo i młodość spędziła w Piotrowicach. Wyszła za mąż w 1963 roku. Ślub odbył się w Lesznie. Swoje życie Kazimiera zakończyła w Klępsku k/ Sulechowa 16 września 2009 roku. Przeżyła ojca o 9 lat.