Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

niedziela, 15 stycznia 2017

Antoni Bednarczyk - półrolnik ze Smolna

Dzień dobry! Dość lenistwa, czas chwycić za pióro. W lutym 2014 roku rozpisywałem się z pasją o Krzysztofie Bednarzu z Radomicka, wskazując go jako prawdopodobnego protoplastę Bednarczyków. Kliknij tutaj a przypomnisz sobie kim był Krzysztof Bednarz. Od tamtego czasu minęło prawie 3 lata, czas więc zweryfikować ten pogląd. W ostatnich dniach przeglądałem, jak zawsze z uwagą, akta Urzędu Stanu Cywilnego parafii radomickiej z lat 1808-1829. Cóż to za fascynująca lektura! Utwierdziłem się w przekonaniu, że na przełomie XVIII/XIX wieku w bezpośrednim sąsiedztwie Radomicka i ostatecznie w samym Radomicku mieszkała tylko jedna rodzina Bednarczyków. W przejrzanych aktach urodzin/łac. baptisatorum/, ślubów /łac. copulatorum/ i zgonów /łac. mortuorum/ prowadzonych przez okres 25 lat występuje tylko jedna osoba nosząca nazwisko Bednarczyk. To Antoni mieszkający w osadzie leśnej Smolno, leżącej na zachód od Radomicka.  Nie napotkałem innej osoby o tym nazwisku, co może sugerować, że Antoni był przybyszem z innej części Polski lub był pierwszym, który przybrał nazwisko "Bednarczyk". Kim był Antoni Bednarczyk? Jeśli wierzyć dostępnym dokumentom urodził się w 1780 roku. Być może przyszedł na świat właśnie w Smolnie, które istniało już jako folwark przed 1795 rokiem. Jest nawet wysoce prawdopodobne, że przodkowie Antoniego jako pierwsi osiedlili się w tej głuszy na skraju lasu. Sądzę tak ponieważ Antoni wraz z rodziną mieszkał w domu pod numerem pierwszym. W 1754 roku dokonano inwentaryzacji dóbr radomickich przy okazji nabycia ich przez Krystynę Mielżyńską. Z inwentarza wynika, że w tym czasie w Smolnie mieszka 4 gospodarzy. Są to: rataj, owczarz, Hans chałupnik, oraz mój imiennik Paweł :). Kto wie,może któryś z nich był ojcem Antoniego? 

Fragment inwentarza dóbr radomickich z 1795 r.
Tyle o samym Smolnie. Antoni był półrolnikiem. Nazwą tą określa się chłopów, którzy uprawiali pół włóki ziemi. Włóka to dawna miara powierzchni ziemi. Dawna włóka równała się ok. 18 hektarom ziemi. Wynika z tego, że Antoni dysponował gospodarstwem o powierzchni ok 9 ha. Z pewnością dysponował jakimś inwentarzem zwierzęcym /owce, woły, krowy/ Mógł zatrudniać kilku parobków, może dziewkę lub chłopca do prostych prac domowych i w polu.  Około 1805 roku Antoni Bednarczyk poślubił Reginę z Kasprowiaków. Na temat swojej pierwszej Babci niestety jeszcze nic nie wiem. Małżeństwo to było niezwykle płodne. W latach 1807-1826 w rodzinie Bednarczyków urodziło się dziewięcioro dzieci: Marcin ur.1807 r, Kazimierz ur. 1809 r., Walenty ur.1812 r., Stanisław ur.1813 r., Józef ur. 1815 r., Łucja ur. 1818 r., Wiktoria ur. 1820 r., Jakub ur. 1823., Adalbert ur. 1826 r.

Rodzina Antoniego Bednarczyka ze Smolna
Z nieznanego mi powodu ok. 1818 roku Antoni wraz z rodziną osiadł na stałe w Radomicku. Pierwszym dzieckiem Bednarczyków urodzonym w Radomicku była Łucja. Łucja jest też pierwszą spokrewnioną ze mną osobą, której akt urodzenia spisano w języku łacińskim.

Akt urodzenia Łucji Bednarczyk 1818 r. łacina
Z punktu widzenia genealogii najbardziej interesuje mnie postać syna Walentego ur. w 1812 r. w Smolnie. Walenty był dziadkiem mojego pradziadka Czesława Bednarczyka z Dłużyny. Nie sądzę aby Czesław pamiętał swojego przodka. Nie wykluczone jednak, że Walenty miał okazję być świadkiem narodzin wnuka. W 1889 roku skończyłby 77 lat. 

Smolno widziane współcześnie z lotu ptaka.

Podsumowując należy stwierdzić, że udało się udokumentować ponad wszelką wątpliwość, że początków rodu Bednarczyków należy szukać gdzieś w połowie XVIII wieku w leśnej osadzie Smolno, niedaleko Radomicka w woj.wielkopolskim. Pierwszymi historycznymi przodkami Bednarczyków byli Antoni ur. w 1780 oraz Regina z Kasprowiaków ur. w 1786 roku. Obecnie jestem na etapie odnalezienia aktu małżeństwa tych dwojga. Dzięki niemu spodziewam się poznać miejsca urodzenia oraz imiona rodziców pary młodej.









środa, 24 sierpnia 2016

Julianna i Eduard Ernst Treichel -związek katoliczki z ewangelikiem.

 Cóż za zbieg okoliczności! Czy można sobie wyobrazić sytuację, w której na ślubnym kobiercu  stają młodzi przyszli małżonkowie, urodzeni dokładnie w tym samym dniu, tego samego miesiąca i w tym samym roku? Oczywiście że można. Taka niewiarygodna historia przytrafiła się w rodzinie mojego praprapradziadków Jana Lemanowicz i Katarzyny z Witkowskich. Ostatnio o Janie i Katarzynie pisałem co nieco tutaj Dzięki szperaniu po niemieckich stronach genealogicznych, dzisiaj uzupełnię informacje na ich temat. 

Wiemy już, że Lemanowicze wywodzą się z kilku wsi leżących w bliskim sąsiedztwie Wąbrzeźna. Najważniejsza z nich to Nowa Wieś Królewska, którą moja rodzina zamieszkiwała przez kilkadziesiąt lat  XIX w.  /najpóźniej do 1874 roku/ Ojciec Jana Lemanowicza Franciszek osiadł w Nowej Wsi Królewskiej gdzieś około 1850 roku. Tutaj urodziło się dwoje rodzeństwa Jana: Ignacy ur 1855 r. i Franciszka ur. 1860 r. Najstarszy Jan  przyszedł na świat  w Mgowie w 1837 roku. Tradycją w rodzinie Lemanowiczów było nadawanie tych samych imion w kolejnych pokoleniach. Największym wzięciem cieszyły się takie imiona jak Jan, Franciszek, Franciszka i Katarzyna. Ojciec Jana a więc mój 4xpradziadek miał na imię Franciszek a jego żoną była Rozalia Schielke. Franciszek i Rozalia Lemanowicz to najstarsi znani mi przodkowie po mieczu /ze strony ojca/ 


Potomkowie Franciszka i Rozalii Lemanowicz. Źródło: www.treichel-familie.de

W domu Jana i Katarzyny z Witkowskich urodziło się ośmioro dzieci: Franciszka ur. 1863 r., Katarzyna ur. 1865 r. Adam ur. 1867 r, Marianna ur. 1868 r, Jan ur.1861 r, Franciszek ur. 1864 r - mój prapradziadek, Julianna ur. 1876 r. oraz Hieronim ur. 1879 r. Franciszek urodził się w Wąbrzeźnie natomiast Julianna i Hieronim we wsi Podzamek, stanowiącej dzisiaj część miasta Wąbrzeźno.


Potomkowie Jana i Katarzyny Lemanowicz. Źródło: www.treichel-familie.de



Historia o której napisałem na wstępie przytrafiła się córce Jana i Katarzyny - Juliannie. Julianna urodziła się 12 maja 1876 roku w Podzamku. W tym samym dniu w Wąbrzeźnie


12 maja 1876 roku w Wąbrzeźnie w ewangelickiej rodzinie Augusta Ferdynanda Treichel i jego małżonki Luizy Berthy Hoffmeister przyszedł na świat chłopiec, którego od tej chwili zwą Edward Ernst Treichel. Niesamowity zbieg okoliczności sprawił, że tego samego dnia w podwąbrzeskiej wsi  Podzamek w rodzinie Jana Lemanowicz i Katarzyny z Witkowskich urodziła się Julianna, przyszła żona Edwarda Rrnsta Treichel. Edward miał fach w ręku. Parał się murarstwem. Na uwagę zasługuje fakt, że narzeczeni byli różnego wyznania. Ślub kościelny katoliczki z ewangelikiem praktycznie nie wchodził w grę. Dlatego ten problem młodzi zostawili do rozstrzygnięcia na później a najpierw zajęli się ślubem cywilnym, który odbył się w Wąbrzeźnie 12 listopada 1897 roku. Zgodę na zawarcie związku małżeńskiego katoliczki z ewangelikiem zgody mógł udzielić jedynie biskup i to pod warunkiem, że dzieci z tego małżeństwa będą wychowywane w wierze katolickiej. Ta trudna sytuacja została jednak rozwiązana w ciągu niespełna 3 lat. W 1900 roku Edward i Julianna Treichel stanęli na ślubnym kobiercu w bydgoskiej farze. Kilka lat po ślubie młodzi wyjechali na zachód aby ostatecznie zamieszkać na terenie Landu Brandenburgia. Julianna Treichel z domu Lemanowicz dożyła 67 lat. Zmarła w miejscowości Golzow, niedaleko Kostrzyna nad Odrą 12.10.1943 roku. 5 dni później w dalekim Briesen /Wąbrzeźnie/ przyszedł na świat mój ojciec Olgierd Lemanowicz.


Podpisy pod aktem zawarcia związku małżeńskiego przez Edwarda Ernsta Treichel z Julianną Lemanowicz. Wąbrzeźno 1897 r.
 Julianna Lemanowicz przeżywała traumę związaną z przedwczesną  śmiercią swoich  synów. Jej pierwszy syn Jan był dzieckiem nieślubnym. Urodził się 6 kwietnia 1897 roku i zmarł kilka miesięcy później - 12 sierpnia 1897 roku. Drugim jej synem, którego ojcem był Edward Treichel był Bruno. Urodził się 18.03.1898 roku w Wąbrzeźnie lecz zmarł miesiąc później 19.04.1898 roku. Trzecim synem Julianny był Antoni ur. w 1899 r. Jedyną córką Julianna mogła się nacieszyć tylko 1 rok. Elizabeth urodziła się w grudniu 1903 roku a zmarła 6 grudnia 1904 roku. Ostatnim dzieckiem rodziny Treichel był Franciszek, który przyszedł na świat 16.12.1911 roku w Wąbrzeźnie a zmarł w Berlinie 6 grudnia 1997 roku.

Rodzina Edwarda i Julianny Treichel. Źródło: www.treichel-familie.de



piątek, 29 lipca 2016

Kazimiera z Piotrowic

Droga z Sulechowa do mojego rodzinnego Babimostu jest tylko jedna i przebiega przez wieś Klępsk. Poznawałem tą wieś z okien autobusu, którym dojeżdżałem do sulechowskiego liceum każdego dnia przez 4 lata nauki. We wsi bez trudu można odnaleźć wiele pamiątek z przeszłości. Najcenniejszą jest jednak drewniany poewangelicki kościółek z XV w, który stanowi jeden z najważniejszych tego typu zabytków sakralnego budownictwa  w środkowej Europie. Niedaleko kościoła na niewielkim wzgórzu, tuż przy drodze do Sulechowa znajduje się mały cmentarz, na którym w 2009 roku pochowano kobietę, blisko spokrewnioną z Hudzikami z Piotrowic. Dowiedziałem się o jej istnieniu przypadkowo, dzięki genealogicznym poszukiwaniom, które 3 lata temu prowadziłem w Urzędzie Stanu Cywilnego w Święciechowie. Nigdy nie szukałem jej celowo ponieważ nie miałem pojęcia o jej istnieniu, podobnie jak inni żyjący członkowie mojej rodziny. 

2 stycznia 1944 roku o godz. 16.30 w Piotrowicach pod numerem 5, na terenie dawnego folwarku przyszła na świat dziewczynka, której nadano imię Kazimiera. Matką dziecka była niezamężna 24 letnia Irena Dobrowolska, która nie była rdzennym mieszkańcem Piotrowic. Urodziła się bowiem w 1920 roku we wsi Gosławice w parafii Dmenin w województwie łódzkim.  Dziecko na świat przyjęła położna ze Święciechowy Maria Meisnerowska. Po 3 dniach ta sama położna stawiła się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Święciechowie i dopełniła obowiązku zgłoszenia narodzenia dziecka. 

Fragment aktu urodzenia Kazimiery Dobrowolskiej. Piotrowice 1944 r.

Uważny czytelnik moich wcześniejszych postów już wie, że w tym czasie w Piotrowicach w domu pod numerem 5 mieszkał mój pradziadek Marcin Hudzik z rodziną. Jego syn Józef /1922-2000/ w dniu 24 lutego 1944 roku, po długim namyśle wsiadł na rower i pojechał do Leszna aby stanąć przed obliczem niemieckiego pracownika Urzędu do spraw opieki nad nieletnimi. Teraz jest już jasne, że Józef w owym urzędzie potwierdził, że jest biologicznym ojcem Kazimiery Dobrowolskiej. Pomimo złożonej deklaracji i wspólnego zamieszkiwania w domu nr 5 w Piotrowicach, dziecko nie przyjęło nazwiska po ojcu. 

Adnotacja urzędnicza o przyznaniu się przez Józefa Hudzika do ojcostwa. 

To prawie wszystko czego dowiedziałem się o Kazimierze  Dobrowolskiej. Może jeszcze dodam, że całe dzieciństwo i młodość spędziła w Piotrowicach. Wyszła za mąż w 1963 roku. Ślub odbył się w Lesznie. Swoje życie Kazimiera zakończyła w Klępsku k/ Sulechowa 16 września 2009 roku. Przeżyła ojca o 9 lat.













środa, 20 lipca 2016

Franciszek Lemanowicz i Marianna Lubomska

Ostatnie kilka dni urlopu skrzętnie wykorzystałem, choć z mizernym skutkiem,  na poszukiwanie dokumentów dotyczących historii rodziny Lemanowicz. Niestety  kolejny już raz przekonałem się, że tereny województwa kujawsko - pomorskiego to swoista czarna dziura na  genealogicznej mapie Polski. Dostępne w internecie akta urodzeń, małżeństw i zgonów z tego terenu są nieliczne lub niekompletne. Jednak nie pisałbym tych słów gdybym nie miał się czym pochwalić. 

6 lutego 1874 roku w Wąbrzeźnie /wówczas Briesen/ przyszedł na świat mój pradziadek Franciszek Lemanowicz.  Urodził się w rodzinie robotnika Jana Lemanowicza i jego żony Katarzyny z domu Witkowskiej. O najstarszym znanym moim przodku z linii Lemanowiczów - Janie właściwie wiadomo tyle co nic. Pewne jest, że urodził się w 1855 roku we wsi Nowa Wieś Królewska. Przypuszczam, że Lemanowicze zamieszkiwali tą wieś, leżącą kilka kilometrów na północny zachód od Wąbrzeźna, od wielu pokoleń. W Nowej Wsi Królewskiej urodziło się pięcioro dzieci Jana i Katarzyny: Marianna ur. 1861 r, Franciszka ur. 1863 r, Katarzyna ur. 1865, Adam ur. 1867 r, Jan ur. 1871 r. Około 1873 roku z nieznanego mi powodu Jan i Katarzyna opuścili rodzinną wieś i zamieszkali w Wąbrzeźnie. Tutaj właśnie w 1874 r. urodził się mój pradziadek Franciszek. 

W wieku ok 24 lat Franciszek poznał swoją przyszłą  żonę Mariannę Lubomską. Marianna urodziła się 18 grudnia 1875 roku we wsi Wronie koło Wąbrzeźna w rodzinie Feliksa Lubomskiego i Julii z domu Biernacka. Jej rodzice również przenieśli się do Wąbrzeźna i do końca życia mieszkali na tutejszej plebani, korzystając z gościnności księdza. Sądzę, że Feliks Lubomski był kimś w rodzaju kościelnego a jego żona pracowała jako gospodyni proboszcza. Marianna pracowała w Wąbrzeźnie jako służąca. Ślub młodych odbył się w kościele wąbrzeskim 18 listopada 1899 roku. Tej doniosłej uroczystości z udziałem najmłodszego syna nie doczekał Jan, który zmarł przed 1899 rokiem dożywszy raptem ok 40 lat. Wróćmy jednak do ślubu. W roli świadków wystąpili robotnicy zamieszkali w Wąbrzeźnie Karol Lewandowski oraz Józef Kwiatkowski. Na uwagę zasługuje fakt, że młodzi małżonkowie własnoręcznie podpisali się pod aktem małżeństwa. Świadkowie nie potrafili pisać dlatego potwierdzili swoją tożsamość stawiając pod aktem trzy krzyżyki. 

Fragment akut małżeństwa Franciszka Lemanowicz i Marianny Lubomskiej. 1899 r.
Franciszek i Marianna zamieszkali w Wąbrzeźnie i tutaj przychodziły na świat ich dzieci: Bronisława ur. 1900 r, Apolonia ur. 1903 r, Antonina ur. 1904 r, Leokadia ur. ?, Łucja ur. 1909 r, Franciszek ur. 1912 r. oraz Kazimierz ur. 1920 r. Bronisława nigdy nie wyszła za mąż. Była matką Wacława Lemanowicza /1924-1944/, który zginął w w 1944 roku w walkach pod Bredą w Holandii jako żołnierz polskiej dywizji pancernej gen. Maczka. Bronisława Lemanowicz do 1930 roku mieszkała w Grudziądzu a następnie przeniosła się do Poznania, gdzie podjęła pracę służącej. Zamieszkała przy ul. Wrocławskiej 26/27 w nieistniejącej już dziś kamienicy. 

Karta meldunkowa miasta Poznania 1930 rok.
Bronisława Lemanowicz ostatnie lata swojego życia spędziła w Gdańsku. Została pochowana na cmentarzu w Gdańsku Oliwie /grób znajduje się w kwaterze 7 rząd B/. 

O Kazimierzu Lemanowicz pisałem po mojej ostatniej wizycie w Wąbrzeźnie w poście pt. "Powrót do przeszłości". Dzisiaj wiem ciut więcej na temat okoliczności jego służby i tragicznej śmierci podczas II wojny światowej. Kazimierz zginął w mundurze niemieckiego żołnierza. To może szokować tylko tych, którzy nie znają losów Polaków zamieszkujących tereny dawnych Prusów Wschodnich w obliczu hitlerowskiej okupacji. Należy pamiętać, że w 1939-1940 roku Niemcy siłą wcielali do Wehrmachtu Polaków zamieszkujących tereny Pomorza, Kujaw, Mazur, Wielkopolski  oraz  Śląska. Taki los spotkał zapewne Kazimierza, który służył w zmotoryzowanym batalionie Kradschutze. Po śmierci Kazimierza jego ojciec Franciszek zamieścił w jednej z lokalnych gazet nekrolog /pisany w języku niemieckim/ o następującej treści:


"Kazimierz Lemanowicz w wieku 23 lat poległ na Południu 
najmłodszy syn, brat, szwagier, wujek, kuzyn. Kradschütze.
Franciszek Lemanowicz z żoną jako rodzice, rodzeństwo i wszyscy krewni.
Wąbrzeźno, 8.12.1943"

Poniżej  znajdujemy jeszcze jeden tekst żałobny,z którego dowiadujemy się o miejscu pracy Kazimierza przed wybuchem wojny:

"Straciliśmy drogiego współpracownika, myślami jesteśmy przy rodzicach.
Kierownik i pracownicy firmy pokryć dachowych A. Thiele"


Nie jest znane miejsce pochówku Kazimierza.

Żołnierze niemieccy zmotoryzowanych oddziałów Kradschütze.

Po zakończeniu II wojny światowej Franciszek Lemanowicz wraz z całą rodziną przeniósł się do Gdańska i zamieszkał w willowej dzielnicy przy ul. Zakopiańskiej. Jako robotnik pracował w fabryce przemysłu zapałczanego. Wraz z żoną zostali pochowani we wspólnym grobie na cmentarzu w Gdańsku Oliwie przy ul. Opackiej 8. /kwatera 7, rząd 13, miejsce 3/ Choć nigdy nie byłem na tym cmentarzu to zachęcam do jego odwiedzenia, szczególnie, że spoczywa na nim kilkoro innych członków mojej rodziny min. córka Franciszka Łucja Waliszewska /1909-1998/

Plan cmentarza w Gdańsku Oliwie z zaznaczoną kwaterą 7.

środa, 16 marca 2016

Historia szkoły w Piotrowicach część II

Historia szkoły w Piotrowicach część I

 OKRES POLSKI LUDOWEJ

Armia Czerwona wkroczyła na tereny Ziemi Leszczyńskiej w styczniu 1945 roku. W dniu 29 stycznia wyzwolona została Święciechowa i zapewne Piotrowice. Kilka dni wcześniej w czasie silnych mrozów ewakuowały się na zachód rodziny niemieckie, zostawiając w porzuconych gospodarstwach niemal cały dobytek wraz z żywym inwentażem. Niemcy omamieni propagandą ostrzegali polskich sąsiadów aby ci nie dokonywali grabieży ich majątków. Byli przekonani, że losy wojny jeszcze się odwrócą i będą mogli powrócić do swoich w pośpiechu opuszczonych domostw. W tych trudnych warunkach zadziwiającym wydaje się fakt, że szkoła w Piotrowicach rozpoczęła swoją powojenną historię już 1 marca 1945 roku. Od tego dnia odbywały  się tu regularne lekcje, które prowadzone były przez nauczyciela Józefa Borowiaka. W pierwszych tygodniach nauki do szkoły uczęszczało 32 dzieci. Z czasem ich liczba szybko rosła, głównie za sprawą repatriantów powracających do ojczyzny ze wschodu. Nauka nie trwała jednak długo. Szkołę zamknięto w maju 1945 roku po tym, jak Józef Borowiak dostał powołanie do odbycia służby wojskowej. Po jej zakończeniu w październiku 1945 roku powrócił do swoich uczniów i wznowił działalność edukacyjną szkoły.

Z kroniki szkolnej możemy wyczytać, że w 1946 roku w Piotrowicach mieszkało 161 osób a w Trzebinach 113. Liczba uczniów wynosiła 46. Od 1947 roku po ukończeniu 4 klasy dzieci kontynuowały naukę w szkołach zbiorczych w Lasocicach, Długich Starych oraz w Święciechowie. W lutym 1948 roku w szkole pojawiła się nowa nauczycielka. Była nią Gabriela Szymanowska. Kolejnymi nauczycielami, którzy zapisali się na kartach historii tej szkoły byli Włodzimierz i Hieronim Postaremczakowie. Włodzimierz studiował w Wyższej Szkole Handlowej w Poznaniu i dojeżdżał codziennie do Piotrowic rowerem z Krzycka Wielkiego. Hieronim natomiast poddał postępy w nauce piotrowickich dzieci ostrej krytyce. Przeoprowadził ponadto krytyczną analizę stanu technicznego szkolnej infrastruktury. Twierdził, że taki stan rzeczy wynika z braku stałej kadry pedagogicznej. Kiedy wydawało się, że to on zagrzeje na dłużej miejsce na posadzie nauczyciela, wkrótce i on opuścił Piotrowice a jego posadę zajął emerytowany nauczyciel Stanisław Karolewski.  Na początku lat 50tych XX w pracę w szkole w Piotrowicach rozpoczęły Barbara Paikert oraz jej córka Elżbieta Paikert. Pod nowym kierownictwem szkoła w Piotrowicach rozwijała się bardzo prężnie. Dzieci uczyły się w odnowionych salach lekcyjnych, a na przerwach odpoczywały wśród młodych drzewek  sadu świeżo założonego przez męża Barbary. W 1957 roku w szkole uczyło już trzech nauczycieli: Elżbieta Paikert, Krystyna Szymańska i Roman Kozłowski. Po tym jak tego ostatniego powołano do wojska, zastąpił go Zenobiusz Wyrodek. 

Uczniowie i nauczyciele szkoły w Piotrowicach ok. 1960 r.
W roku szkolnym 1960/1961  nastapiły w szkole w Piotrowicach poważne zmiany organizacyjne. Szkoła otrzymała status siedmiolatki. Obowiązki dyrektora pełnił wówczas Roman Kozłowski. W szkole uczyły ponadto Krystyna Szymańska i Halina Poźniak. Przewodniczącym Komitetu Rodzicielskiego został wówczas Józef Wojtyniak. 

Rok szkolny 1963/1964 rozpoczęto huczną uroczystością z udziałem władz lokalnych i oświatowych. Kierownikiem szkoły został Antoni Becela. Jedną z nauczycielek była jego żona StefaniaNauka w tym czasie odbywała się w systemie łączonych klas: klasa VI z VII, klasa IV z V, klasa II z III. Klasa I miała lekcje oddzielnie.  Powrót do starego systemu czteroklasowego nastąpił w roku szkolnym 1969/1970. Kronika szkolna podaje, że 4 stycznia 1964 roku w szkole zorganizowano zabawę choinkową. Stefania Becela wyreżyserowała jasełka a Komitet Rodzicielski ufundował paczki świąteczne dla wszystkich dzieci. Wiosną 1964 roku przeprowadzono gruntowne porządkowanie terenu obejścia szkoły. Postawiono ogrodzenie a w przerwie wakacyjnej przeprowadzono remont budynków. W listopadzie tego samego roku szkoła wzięła na siebie trud zorganizowania kursów umożliwiających uzupełnienie wykształcenia przez osoby dorosłe w zakresie programów nauczania dla klas VI i VII. Warto w tym miejscu dodać, że kierownik szkoły Stanisław Becela udzielał się również w życiu społeczności wiejskiej. Został wybrany na przewodniczącego społecznego komitetu budowy remizo-świetlicy wraz ze sklepem spożywczym. Było to przedsięwzięcie realizowane w ramach popularnych w tym czasie czynów społecznych. Budynek oficjalnie przekazano do użytku w dniu 22 lipca 1968 roku w rocznicę Manifestu Lipcowego. O tym wydarzeniu rozpisywała się lokalna prasa. W jednej z gazet ukazał się artykół pt: "Piotrowice wzorem społecznej inicjatywy".

Kolejnymi nauczycielami, którzy przewinęli się przez mury szkoły w Piotrowicach były Irena Marszałek oraz Grażyna Cichoszewska. W latach 1965/66 szkoła organizowała już wycieczki w dalsze zakątki Polski między innymi do Krakowa, Wieliczki czy do Zakopanego. W latach 1968 i 1969 do grona nauczycieli dołączyli Elżbieta Mizgalska i Jerzy Kowalczyk.  Od 1970 roku szkołą kierowała Stefania Becela. Jej mąż przebywał w tym czasie na urlopie zdrowotnym. W 1971 roku Stefania Becela rozpoczęła pracę w szkole w Święciechowie. W 1974 roku Antoni Becela awansował na stanowisko zastępcy gminnego dyrektora szkół w Święciechowie, a później gminnego dyrektora szkół. Przed pójściem w 1985 roku na emeryturę pełnił jeszcze funkcję inspektora oświaty i wychowania w Święciechowie. Stefania Becela w 1990 roku  zakończyła swoją pracę w szkole w Piotrowicach. W tym czasie w szkole uczyła jeszcze Henryka Hudzik. Ostatnią nauczycielką, która uczyła w Piotrowicach klasy od I do III była Kamila Skrzypczak. W 2001 roku szkoła została zamknięta a Wójt Gminy sprzedał budynki szkolne, które obecnie stanowią własność prywatną.






Opracowano na podstawie artykułu p. Stanisława Jędrasia pt. "Szkoła w Piotrowicach" zamieszczonego w "Przyjacielu Ludu" wyd. Leszno nr 1/2010 str. 24 - 30.


poniedziałek, 14 marca 2016

Historia szkoły w Piotrowicach część I

Zainspirowany wspomnieniami mieszkańców wsi Piotrowice zamieszczonymi w lutowym numerze Kuriera Święciechowskiego, postanowiłem podjąć temat historii szkoły w Piotrowicach.  Dzięki uprzejmości dyrektora Miejskiej Biblioteki Publiczej w Lesznie otrzymałem materiały, które dzisiaj posłużą mi do napisania tego postu.

Budynki dawnej szkoły w Piotrowicach.

1. OKRES ZABORU PRUSKIEGO

Szkoła we wsi Piotrowice, leżącej w gminie Święciechowa 10 km od miasta powiatowego Leszna rozpoczęła swoją edukacyją działalność w okresie zaboru pruskiego w 1877 roku. Przez następnych kilkadziesiąt lat mieściła się w dwóch typowo wiejskich budynkach pod numerem 34. Wówczas to uczęszczały do niej dzieci z Piotrowic /Petersdorf/ oraz z pobliskich Trzebin /Treben/ - razem 82 uczniów. Pierwszym nauczycielem w szkole był niemiec niejaki Hugo Bombitzki. Był  również założycielem szkolnej kroniki, w której pod datą 1877 roku zanotował, że w dniu 22 marca uroczyście obchodzono 80 te urodziny cesarza Wilhelma. Podniosłej chwili towarzyszyły partiotyczne śpiewy, modlitwy za zdrowie cesarza oraz pogadanki historyczne o życiu i działalności pruskiego władcy.


Akt zgonu pierwszego nauczyciela w historii wsi Piotrowice Hugo Bimbitzki 1878 r.

Po nagłej śmierci Bombitzkiego w dniu 2. września 1878 roku nauczania w szkole w Piotrowicach podjął się Heinrich Greeve, nauczyciel wcześniej uczący w okolicach Gdańska. Po tym jak w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, jej skutki odczuli również mieszkańcy wsi Piotrowice i Trzebiny. 1 sierpnia 1914 roku ogłoszono tutaj powszechną mobilizację. Wkrótce na front wyjechało kilkudziesięciu męszczyzn w tym również tutejszy nauczyciel Kurt Klumska. W kronice szkolnej poświęcono jemu sporo miejsca. Będąc na froncie Kurt Klumska dosłużył się stopnia oficerskiego. Pisał listy do szkoły co mogło świadczyć, że traktował ją jak swój drugi dom. Dzieci nie pozostawały swojemu nauczycielowi dłużne i wysyłały mu na front własnoręcznie zrobione paczki i napisane listy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w szkole w Piotrowicach uczył niejaki Iwański. Ciekawostką może być fakt, że pomimo odzyskania przez Polskę wolności jeszcze w 1922 roku szkolną kronikę prowadzono w  języku niemieckim.

2. OKRES II RZECZYPOSPOLITEJ

Pierwszym polskim nauczycielem w szkole w Piotrowicach był pochodzący z Galicji Stanisław Gilowski. Wspierał go drugi z nauczycieli Jan Goryniak, który w 1923 roku został przeniesiony do wsi Kąkolewo. Swoją trudną misję nauczania w przygranicznej wsi pełnił Gilowski przez 7  lat. Za jego czasów do szkoły uczęszczało około 86 dzieci z czego ponad połowa była pochodzenia niemieckiego. Gilowski był pedagogiem bardzo zaangażowanym w krzewienie polskości wśród piotrowickiej społeczności. Organizował uroczystości patriotyczne z okazji świąt państwowych, w których uczestniczyły nawet dzieci niemieckie. Ponadto reżyserował sztuki teatralne, oraz jasełka. W przygotowywanych przez niego przedstawieniach chętnie występowały dzieci wraz z rodzicami.  We wrześniu 1925 roku przygotował zabawę wiejską dla mieszkańców wsi a w styczniu 1926 roku wyreżyserował sztuke Adama Mickiewicza pt. "Powrót Taty" Sztuka ta przyniosła szkole dochód, dzieki któremu Gilowski zakupił książki napisane w języku polskim i niemieckim. Następcą Stanisława Gilowskiego został młody stażem nauczyciel Bernard Krajewski. Krajewski był absolwentem Seminarium Nauczycielskiego w Rawiczu. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, nie potrafił odnaleźć się na nowym stanowisku. Szybko popadł w konflikt ze społecznością niemiecką zamieszkującą Piotrowice. Nieporozumienia te były na tyle poważne, że skutkowały odpływem dzieci niemieckich do innych szkół, między innymi w Lesznie. W końcu po 9 latach Bernard Krajewski zrezygnował z dalszego prowadzenia szkoły, umieszczając w szkolnej kronice następujący wpis:  

"Z dniem 1 października 1938 roku opuszczam na własną prośbę tutejszą szkołę. Miałem tu kilka chwil radosnych, lecz więcej kłopotu i utrapienia  z tą niemiecką gromadą (...) Opuszczam ją bez żalu. Cześć".  

Krajewski stracił życie w czasie okupacji.  Został schwytany przez hitlerowców w Lesznie. Bili go w  bestialski sposób kijami i łopatami aż dokonał żywota. Krajewskiego zastąpił aż do wybuchu II wojny światowej Józef Borowiak.  

3. LATA 1939 - 1945 

1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa. Szkołę w Piotrowicach uruchomiono po klęsce wrześniowej w paźdierniku 1939 roku. Niemcy powołali na stanowisko nauczyciela niejakiego Hałasa, emerytowanego pedagoga. Zajęcia odbywały się bardzo nieregularnie, głównie za sprawą bardzo surowej zimy i braku opału. Zajęcia wznowiono w marcu 1940 roku,  rozdzielając dzieci niemieckie od polskich, które teraz musiały chodzić po naukę do pobliskiego Niechłodu. Do tamtejszej szkoły uczęszczały polskie dzieci z okolicznych wiosek. Uczyła je młoda kobieta bez żadnego przygotowania pedagogicznego, która ukończyła zaledwie 4 klasy szkoły powszechnej. Była wrogo nastawiona do dzieci, które  zamiast uczyć często zapędzała do ciężkiej pracy. Nie stroniła przed stosowaniem kar cielesnych. Nauka w Niechłodzie trwała do 1944 roku. Później szkołę zamknięto z powodu przekazania budynku dla Niemców przesiedlonych ze wschodu.

Część II opowieści o historii szkoły w Piotrowicach już wkrótce.




Opracowano na podstawie artykułu p. Stanisława Jędrasia pt. "Szkoła w Piotrowicach" zamieszczonego w "Przyjacielu Ludu" wyd. Leszno nr 1/2010 str. 24 - 30.










wtorek, 5 stycznia 2016

Anmeldung zur polizeilichen Einwohnererfassung

W 2014 roku odwiedziłem Archiwum Państwowe w Lesznie. O swojej wizycie pisałem w poście pod datą 15 listopada 2014 r. Moim celem było zajrzenie do koperty dowodowej Czesława Bednarczyka. Przypomnę, że koperta dowodowa często zwana również teczką dowodową to zbiór dokumentów administracyjnych dotyczących każdego z nas, przechowywanych najpierw w urzędach stanu cywilnego a po naszej śmierci w archiwach państwowych. Koperty dowodowe zawierają niezwykle ciekawe materiały, stanowiące cenne źródło informacji genealogicznych o naszych przodkach. Wśród nich można znaleźć, wyciągi z metryk, stare dowody osobiste, wnioski o wydanie dowodu osobistego, zaświadczenia itp. Kiedy udało mi się ustalić, że koperta dowodowa Czesława Bednarczyka przechowywana jest w Archiwum Państwowym w Lesznie, miałem nadzieję, że odnajdę w niej dokumenty z okresu II Rzeczpospolitej oraz okresu okupacji hitlerowskiej. I nie zawiodłem się. Moją uwagę przykuła mocno pożółkła i zniszczona przez ząb czasu, dwustronnie zapisana kartka formatu A4. Było to Zgłoszenie celem policyjnego stwierdzenia ludności

Zgłoszenie celem policyjnego stwierdzenia ludności wystawione dla Czesława Bednarczyka 1939 r. Wycięcie w miejscu policyjnej pieczęci wskazuje na unieważnienie dokumentu.
„Zgłoszenie celem policyjnego stwierdzenia ludności”, nazywane było z niem. Einwohnererfassunung lub potocznie „palcówką” – ze względu na składany na tym dokumencie odcisk palca, który miał zastępować fotografię właściciela i służyć jego identyfikacji. „Palcówka” była dwustronnym, dwujęzycznym dokumentem o charakterze dowodu osobistego, stosowanym częściowo na obszarze ziem polskich inkorporowanych do Rzeszy (w Kraju Warty i Prowincji Górny Śląsk). Awers dokumentu, oprócz podstawowych danych adresowych, stanowił kilkunastopunktowy kwestionariusz, w którym osoba musiała podać swe dane personalne oraz dodatkowe informacje dotyczące wyznania, narodowości, języka (którym posługuje się w domu), służby w wojsku polskim i ewentualnego stopnia wojskowego, posiadanego zawodu i miejsca pracy. Poza tym należało też wypełnić rubryki określające, jak długo zamieszkuje się na terenie ziem wcielonych, czy jest się właścicielem gruntów, nieruchomości, przedsiębiorstwa oraz wpisać liczbę dzieci poniżej 12 roku życia, które znajdują się we wspólnym domostwie. Za niewypełnienie „zgłoszenia” lub złożenie fałszywych informacji groziła kara. Podpis oraz odcisk palca składany był w obecności funkcjonariusza policji, choć w spisach ludności, ze względu na nawał pracy, uczestniczyli nie tylko policjanci. Funkcjonariusz uwiarygodniał dokument pieczęcią. Rewers dokumentu stanowiła instrukcja, jak należy wypełnić formularz. W punkcie dotyczącym wyznania instrukcja wskazywała, by osoby nie należące do kościoła lub „towarzystwa wyznaniowego” dokonywały wpisu „pobożny” lub „bezbożny”. Podając przynależność narodową zaś, by wpisać naród, do którego jest się najbardziej „przychylnym”; należało tu wziąć pod uwagę kryteria pomocnicze: język, kulturę, wychowanie. Dodatkowo instrukcja nakazywała: „U Żydów podać narodowość ‘żydowską’, nawet w przypadku nie przynależności do żydowskiego towarzystwa wyznaniowego”. W sprawach językowych należało unikać wpisów typu: język „tutejszy”, a podawać np. język „niemiecki”, „polski”, „litewski”, „mazurski”, „ślązacki”, „kaszubski” itp. Wypełnione „zgłoszenie” służyło za dokument tożsamości. W przypadku posiadania lub otrzymania Arbeitsbuchu– „książki pracy”, informację o tym nanoszono w postaci stempla z podaniem numeru książki pracy.



U genezy Einwohnererfassunung obok próby policyjnego zewidencjonowania ludności legła niemiecka polityka narodowościowa względem ziem anektowanych i podbitych, której celem było jak najszybsze rozbicie społeczeństwa polskiego poprzez wydzielenie tych jego grup, które nadają się do zniemczenia przy jednoczesnym usunięciu reszty poza granice Rzeszy lub przez uczynienie zeń poddańczej warstwy pracowników. Policyjne spisy ludności przeprowadzane były na ziemiach wcielonych od późnej jesieni 1939 i trwały jeszcze w roku 1940. Poprzedzały je terroryzujące ludność polską akcje, polegające na aresztowaniach, egzekucjach, zsyłce do obozów koncentracyjnych, wymierzone przede wszystkim przeciwko inteligencji, działaczom politycznym i społecznym, byłym powstańcom, przedstawicielom duchowieństwa, osobom znanym z antyniemieckiego nastawienia itp. Zamiast częściowego przynajmniej uregulowania spraw narodowościowych – o co chodziło okupantom – spisy ludności dały wynik, który budził zastrzeżenia nawet u  najwyższych władz Rzeszy.