Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Ojciec chrzestny - ułan część 3

Ojciec chrzestny - ułan część 1

Ojciec chrzestny - ułan część 2
  
Władysław Kędziora ok 1938 r.
Władysław Kędziora ur. 21 maja 1894 roku w Dłużynie, ojciec chrzestny mojej Babci Anny Hudzik z domu Bednarczyk to postać nietuzinkowa. Wracam do niej raz na kilka lat, zwykle po tym jak uda mi się odnaleźć nowe dokumenty, które stawiają tę postać w nowym świetle. I tak jest i tym razem.  Czuję do Władysława Kędziory dziwną sympatię. To pewnie przez nią zgromadziłem na temat tego człowieka naprawdę pokaźny zbiór dokumentów. Ich analiza zajmuje sporo czasu. Dokumenty te ponad wszelką wątpliwość  potwierdzają jego udział w Powstaniu Wielkopolskim, podczas którego dał się poznać jako sprawny organizator pododdziału powstańczego z okolic Dłużyny i Śmigla. Po odzyskaniu niepodległości działał społecznie, przede wszystkim będąc przez wiele lat radnym miasta Święciechowy. Piastował wiele funkcji patriotycznych między innymi zarządzał kołem byłych powstańców i weteranów w Święciechowie. O tym wszystkim możecie przeczytać w moim blogu. Linki do stron podałem na samym wstępie. 

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną Paweł B. jak mniemam pasjonat historii i genealog z zamiłowania. Zwrócił moją uwagę na fakt, że jest coś w życiorysie Władysława Kędziory  co należałoby wyjaśnić. To coś to teczki personalne opatrzone jego nazwiskiem,  znajdujące się dzisiaj w zasobach Wojskowego Biura Historycznego w Warszawie. Mogły dotyczyć "mojego" W. Kędziory ale też równie dobrze zupełnie innego żołnierza noszącego takie samo imię i nazwisko. Poza tym ślad W. Kędziory w wojskowych archiwach w stolicy mógł dowodzić tego, że był on nie tylko powstańcem wielkopolskim ale bił się na froncie wschodnim z Bolszewikami w wojnie polsko - bolszewickiej 1920 roku! I w ten sposób bylibyśmy o krok od sensacji, ponieważ Władysław Kędziora nigdy nie wspominał o tym w dostępnych dokumentach, swoich wnioskach i życiorysach. Należy wyjaśnić, że fakt brania udziału w  wojnie z Bolszewikami w 1920 roku nie przynosiłby mu chluby w czasach PRL. Jeśli faktycznie walczył u boku Piłsudskiego z hordami  komunistów na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej, to byłby to dostateczny powód aby zataić ten fakt do końca swojego życia.   Oto co pisał w swoim życiorysie w 1963 r. :


Należało działać. Aby ostatecznie rozwikłać tą zagadkę zwróciłem się do Wojskowego Biura Historycznego w Warszawie z wnioskiem o udostępnienie mi materiałów dotyczących Władysława Kędziory. Po spełnieniu wszystkich formalności i dokonaniu stosownej opłaty otrzymałem pocztą płytę DVD ze skanami interesujących mnie dokumentów. Z wypiekami na twarzy odpaliłem kompa i analizowałem przesłane mi dokumenty w wersji elektronicznej. To był strzał w dychę. Najważniejszym z plików na płycie okazał się wniosek Władysława Kędziory z 1938 roku skierowany do Zarządu Głównego Związku Powstańców Wielkopolskich w Poznaniu o przyjęcie na członka Związku. Dokument ten w zasadzie rozstrzygnął kwestię uczestnictwa Kędziory w wojnie z Bolszewikami 1920 roku. 

Wniosek Władysława Kędziory z 1938 r. o przyjęcie w poczet członków Związku Powstańców Wielkopolskich.

Z pkt 18 tego wniosku  dowiadujemy się, że Władysław Kędziora od stycznia 1920 roku służył w 6 Pułku Strzelców Wielkopolskich. W składzie tej jednostki wojskowej walczył w tzw Wyprawie Kijowskiej Piłsudskiego na Kijów w kwietniu 1920 roku. Uczestniczył w bitwach pod Berezyną i Berdyczowem. Z wojny bolszewickiej powrócił pod koniec 1920 roku i został wcielony do 17 Pułku Ułanów w Gnieźnie. We wniosku Władysław Kędziora podaje posiadane odznaczenia. Są to:

1. Medal Niepodległości


2. Brązowy Krzyż Zasługi


3. Medal Polska Swemu Obrońcy

4. Medal 10 Lecia Odzyskania Niepodległości

5. Odznaka Frontu Pomorskiego

6. Odznaka Grupy Leszno

7. Odznaka Pamiątkowa Wojsk Wielkopolskich

Ale to nie wszystko co możemy wyczytać z wniosku. Dowiadujemy się z niego, ze Władysław Kędziora przed Powstaniem Wielkopolskim pracował w Towarzystwie Gimnastycznym "Sokół" oraz należał do koła śpiewu "Słowik". W latach trzydziestych należał do Związku Rezerwistów, Polskiego Związku Zachodniego, Kurkowego Bractwa Strzeleckiego, Związku Podoficerów Rezerwy oraz Koła nr 17 Pułku Ułanów.

Święciechowa lata 30te XXw. Władysław Kędziora w gronie Powstańców Wielkopolskich. Stoi przy pomniku z lewej strony ( z muchą )  Źródło: http://swieciechowa.pl/
Władysław Kędziora zmarł w Lesznie 21 lutego 1979 roku.



piątek, 19 czerwca 2020

Nowa droga z Wielkim Marszłkiem w tle.

Dzisiaj wracam do Piotrowic, dosłownie i w przenośni. Jadę drogą o asfaltowej nawierzchni po długim łuku, jaki znajduje się na wylocie wsi Święciechowa. Mijam ostatnie zabudowania po prawej stronie jezdni aby za chwilę znaleźć się na długiej ok 4 km prostej prowadzącej wprost do Piotrowic. Po obu stronach drogi rozciągają się rozległe pola należące do tutejszych gospodarzy. Lubię się rozglądać we wszystkie strony, choć to niebezpieczne zajęcie dla kierowcy. Droga biegnąca ze Święciechowy do Piotrowic ma dla mnie wartość sentymentalną. W dzieciństwie pokonywałem ją wiele razy w obie strony. Zazwyczaj jeździło się z moim Dziadkiem Ludwikiem Hudzikiem do GSu w Święciechowie lub na pole Hudzików, znajdujące się mniej więcej 2 km za wsią. Siedząc na ławce wozu zaprzęgniętego w zadbanego konika wsłuchiwałem się w miarowe odgłosy końskich kopyt uderzających w rozgrzany od letniego słońca asfalt. O dziwo jeszcze dzisiaj pamiętam jego zapach, był taki...asfaltowy - jeśli wiecie co mam na myśli. Podczas takiej drogi dziadkowy koń zawsze "robił zdjęcie" swoim pasażerom, podnosząc dostojnie ale i zarazem bezwstydnie ogon do góry ;) Dzisiaj żałuję, że zamiast rozglądać się na boki nie zapytałem Dziadka o to i owo. Najczęściej siedzieliśmy sobie w milczeniu komplementując jeden zapach końskiej sierści a drugi zapach wakacji ;)

Droga  Święciechowa - Piotrowice. W tym miejscu "za moich czasów" prawdopodobnie był wjazd na Hudzikowe pole. Ale czy na pewno...?
Zbliżam się do wsi. Z odległości jakiś 2 km mam przed sobą charakterystyczny widok dużej stodoły z podwójnymi wrotami. Perspektywa robi swoje. Ma się wrażenie, że stodoła stoi na środku drogi. Hello! Kto ją tam postawił! Ale na szczęście nagle droga odbija w prawo i mogę bezpiecznie wjechać do wsi. Jeszcze tylko ostry zakręt w lewo, znów w prawo i tadaaaam - jestem u celu. 

Uwaga na stodołę stojącą na środku jezdni przed wjazdem do wsi Piotrowice :)
 Nie zawsze było tak pięknie, tak wygodnie. Moi przodkowie, mieszkańcy Piotrowic w latach 30 XX w pamiętają jak musieli tłuc się do Święciechowy za sprawunkami drogą nierówną i dziurawą jak szwajcarski ser. Nic dziwnego, że gdy w 1936 roku przystąpiono do budowy nowoczesnej asfaltowej jezdni ze Święciechowy do Niechłodu via Piotrowice, tutejsi gospodarze odetchnęli z ulgą i cieszyli się, że włodarze II Rzeczypospolitej  o nich nie zapomnieli. 

12 maja 1937 roku miał być dniem szczególnym dla mieszkańców wielu polskich miast. To druga rocznica śmierci Wielkiego Marszałka Józefa Piłsudskiego. Na ten dzień zapowiedziano w Krakowie ogromny zjazd  gości ze wszystkich stron Polski. Na tą okoliczność uruchomiono specjalne pociągi jadące do królewskiego miasta  z Warszawy, Wilna, Lublina, Lwowa, Łodzi, Poznania i Katowic.

W większości miejsc w Polsce obchody rocznicy śmierci marszałka przebiegały podobnie. Dokładnie o godz. 8.45 12 maja 1937 roku zapanowała 3 minutowa cisza. Na chodnikach i placach zatrzymali się przechodnie a wszelkie pojazdy kołowe i szynowe wyłączyły na chwilę silniki. W miastach zawyły syreny a na wieżach kościołów obudziły się dzwony. Po wsiach niczym świece zapłonęły ogromne ogniska. Na urzędach wszystkie flagi państwowe zostały opuszczone do połowy masztu i przewiązane czarną wstążką. 

W Lesznie na posiedzeniu Związku Legionistów Marszałka Piłsudskiego postanowiono uroczystości żałobne połączyć z otwarciem nowej drogi z Święciechowy do Niechłodu. Droga ta wybudowana staraniem i ogromnym wysiłkiem mieszkańców 3 wsi i powiatu leszczyńskiego miała stać się, jak wówczas mówiono - żywym pomnikiem pamięci o Wielkim Marszałku. Wyobraziłem sobie jak 12 maja 1937 roku mój pradziadek Marcin Chudzik (1896-1945) jego żona Stanisława (1894-1964) wraz z dziećmi niespełna 6 letnim Antonim, 10 letnim Ludwikiem, 11 letnim Dominikiem, 14 letnią Eleonorą i 15 letnim Józefem maszerują dziarsko w ramach spaceru w towarzystwie sąsiadów do Święciechowy aby uczestniczyć w uroczystości poświęcenia nowej i pachnącej asfaltem drogi. Była to także znakomita okazja aby móc opatrzeć na znakomitych gości z województwa i powiatu. Swój udział w uroczystościach zapowiedzieli bowiem starosta Świątkowski, ppłk Wiecierzyński, burmistrz Kowalski i okoliczni ziemianie. Rodzina Chudzików w towarzystwie sąsiadów znalazła dogodne miejsce do obserwacji uroczystości w pobliżu wylotu nowej drogi z rynku w centrum wsi. 

Na wstępie zgromadzonych gości przywitał wieloletni wójt Święciechowy pan Matyla. W krótkich, żołnierskich słowach wyraził podziękowanie gromadom Święciechowa, Piotrowice, Trzebiny i Niechłód, które wniosły znaczący udział w społecznej akcji, polegającej na zwózce materiałów potrzebnych do budowy nowej nawierzchni drogi. Specjalne podziękowanie wyraził p. Matyla pani Bojanowskiej z Niechłodu, która dostarczyła na plac budowy 25000 m kw. kamienia o wartości 7000 zł. Po przemówieniu wójta dzieci z miejscowej szkoły przystąpiły do prezentacji okolicznościowego programu artystycznego poświęconego pamięci Marszałka Piłsudskiego. Następnie dyrektor szkoły pan Perzyński odczytał fragmenty pism Józefa Piłsudskiego, wczuwając się w nastrój jak na jakimś  wieczorku poetyckim.  Gdy zakończył odczyt na mównicę wszedł proboszcz ks.Stefan Ogrodowski (ur. 1888- zm.1942 w obozie w Dachau),  który podkreślił w swoim przemówieniu jak ważne są cyt: "fundamentalne wartości pracy prowadzonej w imię Boże i dobra Ojczyzn, oraz wzór , jaki pod tym względem zostawił Budowniczy  Polski Marszałek J. Piłsudski." koniec cyt.
Ks. Stefan Ogrodowski w latach 1934-1937 proboszcz parafii w Święciechowie. Źródło: http://www.wtg-gniazdo.org/ksieza/

Po tych słowach ksiądz Stefan Ogrodowski prowadzony dyskretnie pod rękę przez starostę leszczyńskiego Rudolfa Świątkowskiego, przeszli pod złożony nieopodal głaz przepasany biało-czerwoną szarfą i z wyrytym napisem:

 "Drogę rozpoczęto budować 12.5.1936 r. poświęcono 12.5.1937 r. W drugą rocznicę śmierci Wodza Narodu Pierwszego Marszałka Polski J. Piłsudskiego. Pracę wykonano przy wsółudziale gromad: Niechłód, Piotrowice, Święciechowa, Trzebiny, Funduszu Pracy i Wydziału Powiatowego Leszczyńskiego"

Dla małego Ludwika Chudzika nudna to była uroczystość że aż strach! Wiercił się, co chwile szturchał poły marynarki ojca, skarżąc się że nic nie widzi. Ale i dla niego znalazła się atrakcja, gdy nagle ojciec wziął go na ręce i wskazał palcem zbliżający się szwadron jeźdźców z pułku ułanów oraz maszerujących żołnierzy kompanii honorowej.... 



Źródła z których korzystałęm:
1. Gazeta "Dziennik Poznański"  Nr 111 z dnia 15 maja 1937 r. Poznań
2. Tygodnik "Chwila Bieżąca" Zeszyt V z dnia 10 maja 1937 r. 
3. http://www.wtg-gniazdo.org
4. Mapy Google
5. Własne wspomnienia ;)


poniedziałek, 11 maja 2020

W znienawidzonym mundurze

8 grudnia 1943 roku mój pradziadek Franciszek Lemanowicz (1874-1964) umieścił w lokalnej prasie Briesen (nazwa Wąbrzeźna w okresie okupacji hitlerowskiej) nekrolog o następującej treści:

"Lemanowicz, Kasimir, im Alter von 23 Jahren im Süden gefallen.
Jüngster Sohn, Bruder, Schwager, Onkel, Neffe. Kradschütze.
Franz Lemanowicz und Frau als Eltern, Geschwister und alle Anverwandten.
Briesen, 8.12.1943. Wir verlieren einen treuen Arbeitskollegen, dessen Andenken wir stets in Ehren halten werden. Betriebsführer und Gefolgschaft der Firma A. Thiele, Bedachungsgeschäft"

co można przetłumaczyć z języka niemieckiego mniej więcej tak:
 
"Lemanowicz, Kazimierz, zmarł na południu w wieku 23 lat. Najmłodszy syn, brat, szwagier, wujek, siostrzeniec. Strzelec motocyklowy. Franz Lemanowicz i żona jako rodzice, rodzeństwo i wszyscy krewni. Briesen, 8 grudnia 1943 r. Tracimy lojalnego kolegę z pracy, którego 
pamięć zawsze będziemy szanować. Pracownicy firmy A. Thiele
(firma produkująca pokrycia dachowe)"

O Kazimierzu Lemanowicz właściwie nic nie wiadomo, poza tym, że podzielił tragiczny los wielu młodych mieszkańców Ziemi Chełmińskiej, którzy po 1940 roku siłą wcielano do Wermachtu. Tysiące Polaków, mieszkańców Pomorza i Śląska wbrew własnej woli zasilało szeregi armii niemieckiej, nosząc znienawidzony mundur. 

Do armii niemieckiej trafiali wszyscy młodzi Polacy zdolni do noszenia broni. Przeszkodą nie była nawet przeszłość danego poborowego. Wehrmacht nie "bawił się" w politykę i Niemcy do swojej armii wcielali nawet byłych powstańców (z powstań wielkopolskiego i śląskiego), żołnierzy (w tym nawet podoficerów zawodowych) Wojska Polskiego, dotychczasowych aresztantów, więźniów obozów koncentracyjnych lub robotników przymusowych. Wspólnym mianownikiem tych wszystkich osób była volkslista DVL (oczywiście dopiero po jej wprowadzeniu, tj. od 1941 r.): I, II lub (najczęściej nadawana Polakom) III grupa. Wcielenie następowało po przyjęciu DVL przez daną osobę lub jej rodziców (w wypadku małoletnich). Jakkolwiek było to warunkiem koniecznym, to czynności wstępne (rejestracja, komisja lekarska etc.), a nawet samo przywdzianie munduru czasem następowało jeszcze przed formalnym zakończeniem załatwiania spraw DVL.

Nie wiadomo, w którym roku Kazimierz Lemanowicz został zarejestrowany jako poborowy dla Wermachtu. W 1940 roku miał już skończone 20 lat więc mógł to być ten właśnie rok. Równie dobrze mógł zostać wezwany do odbycia służby wojskowej w 1941 lub 1943 roku. Tak czy siak Kazimierz stanął przed  komisją poborową, która zdecydowała o jego przydatności do służby w oddziałach zmechanizowanych Wermachtu. Mogę się jedynie domyśleć, z jaką obawą oczekiwał Kazimierz na kartę mobilizacyjną.  Po jej nadejściu wykorzystał ostatnie 2 tygodnie na załatwienie wszystkie cywilnych spraw, między innymi w firmie A. THIEL w której był zatrudniony jako robotnik. Firma ta (dzisiaj pod nazwą THIEL AND SONS z siedzibą w Lubece) zajmowała się produkcją pokryć dachowych. Gdy nadszedł właściwy dzień stawiennictwa do armii niemieckiej Kazimierz Lemanowicz przybył na dworzec kolejowy w Wąbrzeźnie, gdzie oczekiwał wojskowy transport. Spróbujmy wyobrazić sobie ten smutny dzień. Mój pradziadek Franciszek i jego żona Marianna z Lubomskich, w tym dniu widzieli swojego najmłodszego  syna prawdopodobnie po raz ostatni. Rodzicom w pożegnaniu syna towarzyszyli pozostali członkowie rodziny: siostry Leokadia, Apolonia i Łucja (Bronisława prawdopodobnie mieszkała w tym czasie w Poznaniu), oraz brat Franciszek.

Warto dodać, że unikanie służby w armii niemieckiej było  w zasadzie niemożliwe. Wszelkie próby odmowy stawienia się do poboru kończyły się  postawieniem w stan oskarżenia, aresztowaniem i sądem wojennym, przed którym wyrok śmierci był czymś oczywistym. Oczywiście zdarzały się ucieczki młodych poborowych ale ścigała z pełnym zaangażowaniem żandarmeria polowa Wehrmachtu (Feldgendarmerie).

Wróćmy na dworzec w Briesen. Początkowo takie odjazdy młodych Polaków na kurs dla rekrutów przeradzały się w demonstracje, podczas których wyjeżdżających  uroczyście żegnano, błogosławiono i w nadziei na opiekę opatrzności obdarowywano świętymi obrazkami, różańcami, lub po prostu przedmiotami na szczęście. Podobno miejscami dochodziło do paradoksalnych sytuacji, gdy np. przyszli żołnierze Wehrmachtu odjeżdżając zaczynali śpiewać polskie religijne lub patriotyczne pieśni, podczas gdy z peronu dochodziła melodia marsza, granego przez orkiestrę Wehrmachtu. Później takie masowe odjazdy stawały się smutną codziennością, bowiem wyjeżdżały coraz to młodsze roczniki Polaków.

Po zmobilizowaniu Kazimierzowi zmieniano imię na Kasimir.


Niestety, nie wiem w której miejscowości Kazimierz Lemanowicz odbywał kurs przygotowawczy dla rekrutów. W każdym razie po przybyciu na miejsce wydano mu umundurowanie, które zazwyczaj było używane  wcześniej przez innego żołnierza. Kazimierz otrzymał też tzw. nieśmiertelnik z numerem 393- który od tej pory nierozłącznie towarzyszył mu w czasie służby w niemieckim wojsku.  Była to metalowa blaszka w kształcie elipsy, na której wybijano dane umożliwiające identyfikację żołnierza. Rzadko pojawiało się na niej imię i nazwisko, znacznie częściej skrót nazwy jednostki wydającej nieśmiertelnik oraz numer indywidualny. Na wypadek śmierci żołnierza blaszkę łamano - jedna z połówek zostawała przy zwłokach, a druga była zabierana i z meldunkiem przekazywana władzom wojskowym.Każdy dzień Kazimierza w niemieckiej jednostce był regulowany wojskowym trybem życia: wczesna pobudka, słanie łóżka i porządkowanie pomieszczeń sypialnych, zbiórki, ćwiczenia wojskowe, posiłki etc. Szczególnie duży nacisk kładziono na bezwzględne posłuszeństwo wobec przełożonych, podstawowe wyszkolenie piechoty oraz ćwiczenia wytrzymałościowe. Odpowiedzialni za grupy rekrutów podoficerowie nie mieli litości, organizowali swoim podopiecznym np. niespodziewane nocne pobudki i marsze z cegłami w plecaku, ćwiczenia w błocie, śniegu i fatalnych warunkach pogodowych - wszystko dla wyrobienia hartu ciała i ducha. Posłuszeństwo wymuszano krzykiem i karami dyscyplinarnymi.

Gdy trwający kilka miesięcy kurs dobiegł końca czekała Kazimierza szczególnie przykra konieczność złożenia niemieckiej przysięgi wojskowej Wehrmachtu, obowiązującej od 1934 r. Przysięgę składano na wierność Adolfowi Hitlerowi. Słowa przysięgi brzmiały:

"Ich schwöre bei Gott diesen heiligen Eid, dass ich dem Führer des Deutschen Reiches und Volkes, Adolf Hitler, dem Oberbefehlshaber der Wehrmacht, unbedingten Gehorsam leisten und als tapferer Soldat bereit sein will, jederzeit für diesen Eid mein Leben einzusetzen".

czyli:

"Składam przed Bogiem tę uroczystą przysięgę, iż będę bezwzględnie posłuszny wodzowi Niemieckiej Rzeszy i narodu, Adolfowi Hitlerowi, naczelnemu dowódcy Wehrmachtu, oraz iż jako dzielny żołnierz chcę być gotów w każdej chwili dla tej przysięgi oddać moje życie". (tłum. W. Zmyślony)

Koniec kursu rekruckiego oznaczał wyjazd do jednostki liniowej na front, którą dla Kazimierza okazała się  4 Kompanie Kradschutzen Ersatz Bataillon 3.

Kazimierz Lemanowicz służył jako strzelec motocyklowy. Zginął na południu Włoch w miejscowości  San Pietro Infine w Kampanii w dniu 07.11.1943 roku. Okoliczności jego śmierci nie są znane. Wiadomo natomiast, ze miesiąc po jego śmierci  w San Pietro Infine toczyły się zaciekłe walki między Wermachtem a oddziałami amerykańskimi, w których Niemcy odnieśli bardzo duże straty.


Karta zgonu żołnierza Wermachtu Kazimierza Lemanowicz. Dziękuję Andresasowi Treichel za pomoc w pozyskaniu informacji dot. Kazimierza Lemanowicz

Żródła:
 
1. Wykorzystałem materiały dostępne na http://www.wehrmacht-polacy.pl/
2. Genealogie der Familie Treichel aus Berlin https://www.treichel-familie.de/index.php





wtorek, 21 stycznia 2020

Wszystkie moje Babcie....

Kim są Babcia i Dziadek? Oj to bardzo proste, wystarczy zapytać o to dzieci z przedszkola w Lublińcu :)


"Babcia to taka kobieta, która nie ma własnych dzieci. Kocha ona małych chłopców i małe dziewczynki, które są dziećmi innych ludzi"

"Dziadek to też jest babcia, ale jest mężczyzną. Chodzi on z chłopcami na spacery i rozmawiają       o wędkowaniu i innych rzeczach"


Dzisiaj jest Dzień Babci. Z tej miłej okazji postanowiłem dowiedzieć się ile tak naprawdę miałem Babć. Poniżej zrobiłem krótkie zestawienie.

1. Babcie z rodziny Hudzik:

a) Anna HUDZIK z domu Bednarczyk (1925-2017)
b) Stanisława HUDZIK z domu Zakręt (1894-1964)
c) Franciszka KUCHARCZYK z domu Chudzik (1872-1964)
d) Katarzyna CHUDZIK z domu Alejziak (1846-?)
e) Katarzyna CHUDZIK z domu Cieślak (1803-?)
f) Jadwiga CHUDZIK z domu Krawczykowicz (1753-1852)
g) Marianna CHUDZIK z domu Szewc (ok 1730-?)

2. Babcie z rodziny Bednarczyk:

a) Marianna BEDNARCZYK z domu Kędziora (1889-1968)
b) Anastazja BEDNARCZYK z domu Skorupińska (1867-1958)
c) Katarzyna BEDNARCZYK z domu Moszak (1820-1874)
d) Regina BEDNARCZYK z domu Kasprowiak (1786-?)
e) Regina BEDNARZ (ok 1733-?)

3. Babcie z rodziny Lemanowicz:

a) Gertruda LEMANOWICZ z domu Błaszkiewicz (1912-1982)
b) Marianna LEMANOWICZ z domu Lubomska (1875-1959)
c) Katarzyna LEMANOWICZ z domu Witkowska (1847-?)
d) Rozalia LEMANOWICZ z domu Schielke ( 1818 -?)

4. Babcie z rodziny Zakręt:

a) Stanisława CHUDZIK z domu Jabłońska (1889-1964)
b) Zofia ZAKRĘT z domu Jabłońska (1868-1928)
c) Anna ZAKRĘT z domu Koch (1830-1901)
d) Marianna ZAKRĘT z domu Gałdyn ( 1795-1858)
e) Katarzyna GAŁDYN z domu Gałka ( 1769-1818)
f) Jadwiga GAŁDYN z domu Młynarz (1749-1819)



środa, 21 sierpnia 2019

Wybory do Sejmu i Senatu w listopadzie 1922 roku

Wielkimi krokami zbliżają się wybory do Parlamentu RP. Pomyślałem, że to  świetna okazja aby zbadać czy oraz w jaki sposób nasi przodkowie angażowali się w życie polityczne w czasach  w których przyszło im żyć. W ruch poszły archiwalne wydania prasy z okresu II Rzeczpospolitej, ponieważ w latach 1919-1938 obywatele polscy aż sześciokrotnie stawali przy urnach wyborczych tj w latach 1919, 1922, 1928, 1930, 1935 i 1938. Nie ukrywam, że po cichu liczyłem na aktywność polityczną Bednarczyków i... nie zawiodłem się. Wybory do Sejmu i Senatu I kadencji II RP miały miejsce w dniach 5 i 12 listopada 1922 roku.  W obwodowych komisjach wyborczych zasiadali:
1. Zastępcą przewodniczącego obwodu do głosowania nr 23 w Wydorowie był Franciszek BEDNARCZYK (1890-1970) s. Szczepana 
2. Członkiem komisji obwodowej nr 16 w Radomicku był Szczepan BEDNARCZYK (1857-1935) ojciec Franciszka


Przed wyborami do Senatu w dniu 8 października 1922 roku zaraz po mszy 33 letni wówczas mój pradziadek Czesław BEDNARCZYK (1889-1980), brat Franciszka z Wydorowa i syn Szczepana z Radomicka, zwołał wiec przedwyborczy. W salce parafialnej w Dłużynie tłumnie zgromadzili się mieszkańcy wsi. Chętnych do wysłuchania przemówień było naprawdę wielu, zwłaszcza kobiet. Nie dość, że mieszkańcy wsi szczelnie wypełniali salkę parafialną to jeszcze okupowali sień oraz zaglądali przez otwarte okna. Obrady rozpoczął Czesław Bednarczyk intonując pieśń "Boże coś Polskę". Wiec w Dłużynie zgromadził sympatyków listy wyborczej nr 8 tj. Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej (ChZJN potocznie zw. Chjena). Wiec miał burzliwy przebieg a jego uczestnicy nie szczędzili pochwał dla polityków listy nr 8. Prelegenci ostrzegali zgromadzonych aby nie obciążali swoich sumień głosowaniem na takie stronnictwa polityczne, które przeciwne są Kościołowi, szkołom wyznaniowym i wszelkim dążeniom prawicy do nadania Polsce charakteru państwa katolickiego. W trakcie spotkania dyskutowano żywo o ówczesnych stosunkach w Sejmie  oraz przypomniano techniki głosowania. 

 Chjena wygrała wybory do parlamentu w 1922, uzyskując 163 mandaty poselskie (na 444) i 48 senatorskich (na 111)
 Źródła: Orędownik Śmigielski nr 207 z dnia 12 września 1922 r.
              Orędownik Śmigielski nr 251 z dnia 3 listopada 1922 r. 

czwartek, 24 stycznia 2019

List Czesława Bednarczyka do Mariana Niedźwiedzińskiego

Mój pradziadek Czesław Bednarczyk był postacią nietuzinkową. Co by o nim nie pisać - ciągle będzie mało. W 2016 roku zwróciłem się do Rady Gminy Włoszakowice z propozycją uhonorowania Dziadka, poprzez nadanie jednej z ulic lub skwerowi w Dłużynie nazwy "Czesława Bednarczyka"  Z wnioskiem w tej sprawie można się zapoznać na stonach BIP Gminy Włoszakowice. Moja propozycja nie spotkała się jednak z aprobatą członków poprzedniej Rady Gminy Włoszakowice.


W 1962 roku zwrócił się do Czesława Bednarczyka Marian Niedźwiedziński -  kierownik szkoły podstawowej w Krzycku Wielkim z prośbą o podzielenie się swoimi wspomnieniami z okresu sprzed I wojny światowej oraz z lat II Rzeczpospolitej, kiedy to Czesław Bednarczyk zasiadał w Zarządzie Spółdzielni "ROLNIK" w Śmiglu. Sądzę że Dziadek Czesław nie dał się długo prosić i 22 stycznia 1962 roku z zapałem wziął się do pisania listu, którego adresatem był Marian Niedźwiedziński.    Muszę przyznać, że Czesław Bednarczyk nie był mistrzem kaligrafii, dlatego też odczytanie jego listu dp kierownika szkoły w Krzycku Wielkim zajęło mi sporo czasu. Kiedy już się z tym uporałem naszła mnie refleksja: Dziadek, który ukończył 4 klasy szkoły powszechnej, przez całe swoje życie parał się kowalstwem, ślusarstwem i pracą na roli wykazał się rozległą wiedzą historyczną na temat przeszłości wsi Dłużyna i całego powiatu kościańskiego. List do Mariana Niedźwiedzińskiego zawiera szczegółowe dane liczbowe dotyczące populacji zamieszkującej powiat kościański w okresie zaborów, dokładne informacje dotyczące ilości i jakości zbiorów zbóż w okresie II Rzeczypospolitej  oraz ich cen a nawet skomplikowane stosunki panujące między polskimi i niemieckimi przedsiębiorcami. Nade wszystko Czesław Bednarczyk upodobał sobie temat wzajemnych relacji zachodzących pomiędzy członkami rady nadzorczej Spółdzielni "Rolnik" w Śmiglu. Sądzę, że jego wspomnienia na ten temat mogłyby być rzetelnym materiałem źródłowym dla badaczy zajmujących się  historią Ziemi Śmigielskiej. Autor listu nie ukrywa swoich emocji. Pisząc,  przenosi się wspomnieniami do czasu zasiadania w Radzie Nadzorczej spółdzielni "Rolnik" Opisuje podejrzane praktyki stosowane przez władze spółdzielni dla osiągnięcia zysków. Wspomina również o wątku kryminalnym, o którym pisałem w tym miejscu.   


Czesław Bednarczyk przy pracy ok. 1945 r.
Dzisiaj po 57 latach, które minęły od napisania listu do Mariana Niedźwiedzińskiego postanowiłem przedstawić go w całości. Liczę, że spotka się z zainteresowaniem czytelników bloga, bo to wspaniała pamiątka po moim i naszym Dziadku. W tym miejscu mała uwaga: list przepisałem dokładnie "słowo w słowo". Starałem się celowo nie poprawiać autora. Zależało mi aby oddać wiernie klimat tego listu. Niektóre zdania mogą wydawać się niezrozumiałe lecz to przecież nie ma żadnego znaczenia. 

Pierwsza strona z czterech listu Czesława Bednarczyka do Mariana Niedźwiedzińskiego 1962 r



                                                                       Dłużyna, dnia 22 stycznia 1962 roku



Do kierownika szkoły pana nauczyciela Niedźwiedzińskiego[1] w Krzycku Wielkim.



     Czynię radość życzeniom zamierzam opisać co i jak się broniono przed zalewem germanizmu tutejszych okolic w czym także działała Spółdzielnia Rolniczo – Handlowa „Rolnik”  w Śmiglu. Muszę zacząć od 1825 roku w którem to Dłużyna ma Reces[2] [...] Tym Recesem nadano chłopom w Dłużynie ziemię i zniesiono pańszczyznę. Tu znajduję[3] 25ciu obdarzonych ziemią a nikt nie podpisał a robił krzyżyk. W 1842 roku znajduję już 3 podpisy widocznie że szkół nie było bo jak wynika z Raportu z lat 1859-1861 cały powiat Kościan miał większość i to znacznie polską i tak: ewangelickiej 8.904, katolickiej 32.230, żydowskiej 7.037 razem 61 tys po miastach mieszkało Niemców 5.696 Polaków 5963 na wsi Niemców 7.839, 93.297 Polaków. Tu wychodzi ciekawe zjawisko ze Niemcy [...] z różnym kierunkiem. We wsi Popowo była majętność ziemska w polskich rękach a wieś niemiecka. W Boguszynie i Morownicy majątki niemieckie a wieś czysto polska. Ziemian niewielu już było Polaków jak Machcin, Czacz, Popowo. Te kilka ziemian a szczególnie duchowieństwo uświadamiało ludność polską zakładając towarzystwa jak Towarzystwo Robotników Polskich. Kółko rolnicze pierwsze w tych stronach Przemęt 1866 gdzie i rolnicy z Dłużyny i z Grotnik byli członkami. To [...] zakładano po innych parafiach. Powoli przyszła kolej na Banki Ludowe bo nawet w Przemęcie istniał Polski Bank Parcelacyjny. Pamiętam jak ten Bank kupił w mojej rodzinnej wsi[4] gospodarstwo i rozparcelował z którego rolnicy kupili coś gruntów.

      Handel zbożem jak wynika z Raportów był w rękach prywatnych. Nawet Niemcy nie organizowali go dopiero w końcu 18 wieku organizowano handel spółdzielczy. Nie mogę tu wiele podać terminów gdyż przez wysiedlenie mnie w 1940 roku straciłem wszystkie dane, które miałem. Należy przypuszczać że Polacy byli pierwsi, którzy „Rolnik”[5] założyli bo gdy po I wojnie wstąpiłem jako członek[6] „Rolnik” był dobrze prosperujący miał dwie kamienice w Rynku w Śmiglu oraz liczne magazyny a niemiecka unt Verkaufsgennossenschaft[7] skromny jeden budynek na końcu miasta gdzie biura i magazyny razem się mieściły. Konkurent był groźny, korzystał z różnych dotacji i pomocy majątków niemieckich. Nasza spółdzielnia broniąc się zorganizowała Filię w Starym Bojanowie gdzie już sporo Niemców było lecz okolica dalsza polska. Później i na Włoszakowice przyszła kolej, a gdy tu zaczęto handlować pośpieszyła się i niemiecka spółdzielnia robić konkurencje bo tu okolica niemiecka Krzycko, Zbarzewo, Jezierzyce. Przez tego byli z nimi konkurować [...] Mimo to konkurowała nasza Spółdzielnia dobrze do roku 1926. W tym roku Walne Zebranie wybrało mnie do Rady Nadzorczej [„Rolnika”] Pobiłem tu hrabiego z Czacza[8] jednak gdy się do mnie zwrócono żeby zrezygnować na rzecz hrabiego wiedząc że jest pomocny i potrzebny w uzyskaniu kredytów itd. – zrezygnowałem. Jednak w 1927 zostałem znowu wybrany z powodu śmierci jednego z członków Rady.

            Rok 1926 był słabo urodzajny i zboża mało. Mam notatki że np. żyto kosztowało 20 zł. Zaczęło drożeć już na początku 1927 płacono 23 zł zaś krótko przed żniwami zł 30. I tu zaczęła się gehenna dla spółdzielni. Czy nadzieja, że jeszcze będzie droższe [przyp. żyto] czy na złość kierownik i członek Zarządu bo jemu Rada nie podwyższyła premii a miał 900 zł miesięcznie i wolne 8 pokojowe mieszkanie magazynowano wszystko tak że gdy 1 lipca jak zwykle przystąpiła Rada do inwentury zastalim wszystkie magazyny pełne zboża (żyta). Powstało tu pytanie skąd pieniądz był na to w kasie a były bo [...] okazało się że Zarząd brał gotówkę w depozyty również było zboże w depozycie i wreszcie sporo weksli grzecznościówek  a to przecież sprzeczne było ze statutem w dodatku płacono 15% [...] Po żniwach 1927 roku zboże bardzo staniało gdyż rok był bardzo urodzajny np. ja miałem oryginał Pelbus który mi dał 16,25 centylów z morgi a owies Ligawo[9] dał przeszło 20 centylów z morgi w ogóle było zboża w bród i taniało że nawet do 4 zł przyszło. Te zapasy nie zaraz sprzedano i o ile się nie mylę sprzewadano po 18 zł za centyl do bilansu [...] Centrala po 30 zł. Wprawdzie nie kupiono tegoż za 30 zł lecz przez to że podano do [...] 30 powstała spora nadwyżka bilansowa od której Zarząd brał tantiemy i to jest [żenadą ?] 20% II 15% III 5%. Można tu wyrobić obrazek jaki P.P zrobili interes a spółdzielnia przez to kolosalne straty. W miarę postępującego kryzysu 29 30 31 roku wierzyciele spółdzielni wiele było niewypłacalnych a w dobrych latach brało się towary na kredyt i tu znów kwiatek. Majętność Bucz była w rękach niemieckich. Ojciec Niemiec wydzierżawił synowi swemu ten majątek tenże nabrał towaru na kredyt za przeszło 55 tys. zł i gdy miał spłacić zwiał do Niemiec a stary[10] brał znów w swoje ręce i nie myślał żeby to popłacić i mimo długotrwałych procesów nie można było go zmusić żeby to pokrył [...] Był to cios dotkliwy w dodatku w 1928 roku miało miejsce że powstała bójka między dyrektorem Banku Ludowego w Lesznie a żoną pierwszego członka Zarządu naszej Spółdzielni a odegrało to się     w biurze spółdzielni. Jeden posterunkowy Milicji w Śmiglu którego wezwano został zabity bo stanął w obronie naszego I członka zarządu. Tu się miarka przebrała zmuszono zawiesić I członka z nami nikt nie konsultował a członkowie masowo zaczęli ustępować [...] depozyty i gotówkowe i za zboże które było w depozycie a i grzecznościowe weksle trzeba było realizować a to tak wpłynęło na Radę Nadzorczą że wszystko [zadeponowało ?] i tak K [Wureśniak?] z Czacza zmarł. Speichart z Popowa zmarł. Hrabia Zalewski najpierwszy zastąpił w [...] księży i kupców co była w Radzie ustąpiła, tak że trzeba było zwołać Walne zebranie żeby powziąć jakąś decyzję. Przy przebadaniu teraz całą działalność okazało się ze pierwszy członek Zarządu ma 72 tys zł miesięcznie premii personel spółdzielni prowadzi zarządowi księgowość bo mieli niby własne samochody które kursowały jako dorożki. Samochody były kupione z pomocą gotówki Spółdzielni itp. także ja nie mogłem się zgodzić żeby tu obyło się bez prokuratora. Niestety mego wniosku nie mogłem przeprowadzić, stałem w mniejszości a ten pan zyskał 2700 zł bo 3 miesiące było wypowiedzenie. Walne Zebranie uchwaliło 3 krotną dopłatę do [...] obniżając radę do 9ciu członków, brakujących wybrano innych teraz już samych chłopów bo do bankructwa nie chciano doprowadzić z uwagi na to że posiadłości to znowu domy i magazyny podczas kryzysu niewiele by przyniosły. Tak więc zaczelim [...] Spółdzielnie. Prezesem został p. Kapczyński z Boszkowa który nie ustąpił i mnie wybrano sekretarzem Rady i tak zostało już aż do rozliczenia się i zaprowadzenia nas do Włoszakowic gdzie jak Panu wiadomo rozpoczelim w dziesięciu pracę w Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w 1945 roku.

       Wiele poświęciłem czasu na tą pracę w Spółdzielni tej i gdy tu w Włoszakowicach nie działo się tak jak winno być to mnie który tę sprawę już przechodził bardzo niepokoiło żeby w podobny sposób członków nie narażać. W końcu musze nadmienić ze brak jest wśród członków cywilnej odwagi i boją się piętnować niedociągnięcia które niestety często mają miejsce. Nie biorę już teraz udziału w tych rzeczach. Żywię nadzieję ze teraz jest już inaczej bo w skutek lepszych przygotowań i większej oświaty powinno wpływać i na ten kierunek że bać się chłop nie potrzebuje choćby nie wiem jakiego działacza który by chciał coś wmawiać.

            Kończąc proszę mi darować że piszę tak niewyraźnie bo moja stara ręka drży i pismo nie wychodzi tak jak być winno.

                                                                            Z spółdzielczym Pozdrowieniem

                                                                                           Bednarczyk Czesław


[1] Marian Niedźwiedziński był kierownikiem szkoły podstawowej w Krzycku Wielkim oraz założycielem  i wieloletnim kierownikiem Wiejskiego Teatru Poezji „Kalina” w Krzycku Wielkim. Przybył on do Krzycka Wielkiego w 1953 r. Po pewnym czasie z jego inicjatywy zorganizowano kółko recytatorskie, które zaczęło odnosić sukcesy. Zaczęto zastanawiać się nad zorganizowaniem teatru. Marianowi Niedźwiedzińskiemu udzielił wsparcia instruktor Domu Kultury w Lesznie Jacek Małecki. Przy jego pomocy powstał w 1961 r. pierwszy program Wiejskiego Teatru Poezji w Krzycku Wielkim pt. „Kalina czyli obrazki wiejskie”. Stąd też wzięła się nazwa zespołu „Kalina”. Przygotowywaniem scenariuszy i reżyserią przedstawień zajmowali się: Marian Niedźwiedziński, Jacek Małecki i Zdzisław Smoluchowski. Członkami teatru byli zarówno uczniowie, jak i osoby dorosłe. Przygotowywane spektakle oparte były na wielkopolskim folklorze ludowym. Teatr cieszył się w lokalnym środowisku dużą popularnością. Osiągał także znaczne sukcesy na wojewódzkich i ogólnopolskich festiwalach i przeglądach. Przykładowo w 1965 r. „Kalina” zajęła I miejsce w przeglądzie wojewódzkim, a  w 1976 r. zdobyła główną nagrodę na Ogólnopolskich Prezentacjach Teatrów Dramatycznych  w Stalowej Woli.  Marian Niedźwiedziński zmarł w 1984 roku. 
[2] Tu dokument, którym nadano chłopom ziemię
[3] Czesław Bednarczyk prawdopodobnie miał okazję czytać dokument, którym zniesiono w Dłużynie pańszczyznę.
[4] Radomicko
[5] „Rolnik” Spółdzielnia Rolniczo – Handlowa w Śmiglu
[6] członek Zarządu „Rolnika”
[7] Konkurencyjna dla „Rolnika” spółdzielnia założona przez Niemców
[8] prawdopodobnie chodzi o hrabiego Żółtowskiego właściciela majątku Czacz
[9] Odmiana zboża
[10] jego ojciec