To był wyjątkowo
zimny dzień. W to mroźne i śnieżne popołudnie 18 stycznia 1958 roku w
Niechłodzie, słychać było głośne rozmowy dobiegające z wnętrza świetlicy
wiejskiej. Co chwilę otwierały się skrzypiące drzwi, przez które do środka
wchodzili miejscowi gospodarze. Zaraz po przekroczeniu progu tupali głośno
nogami zrzucając z butów śnieg. Na podłodze zalegało błoto pośniegowe, tworzyły
się kałuże. W kącie niezbyt wielkiego pomieszczenia stał sfatygowany drewniany
wieszak, przykryty niedbale stertą kożuchów i
płaszczy. Pod sufitem z każdym kolejnym papierosem gęstniała śmierdząca chmura
dymu. Ktoś krzyknął:
- Otwórzcie okno bo się tu podusimy!
Za
stałem prezydialnym powoli zajmowali miejsca:
Franciszek
Jagodziński – przewodniczący Gromadzkiego Komitetu Frontu Jedności Narodu
Stefan
Jęciak- kandydat na radnego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lesznie
Władysław
Krzysztof, Teodor Sroka, Stefan Otulakowski - wszyscy kandydaci na radnych powiatowej
rady narodowej
Dudziński
- drugi sekretarz komitetu powiatowego PZPR
Skórzewski
– członek prezydium Powiatowej Rady Narodowej
Na środku
świetlicy stały w rzędach drewniane krzesła. Obecni na spotkaniu ludzie powoli
zajmowali miejsca. Przykry dla uszu odgłos szurania krzeseł o podłogę krzyżował
się z głośnymi rozmowami zebranych w sali ludzi. Wśród nich było 12 kandydatów do
Gromadzkiej Rady Narodowej i drugie tyle mieszkańców wsi należących do gromady
Niechłód.
Franciszek
Jagodziński zmierzył zebranych groźnym spojrzeniem i wstał z krzesła.
Zapanowała cisza, zwiastująca początek zebrania.
- Witam mieszkańców naszych wsi na spotkaniu z
kandydatami na radnych do gromady i powiatu. Proszę obywatela Krzysztofa
o odczytanie sprawozdania z I kadencji Prezydium Powiatowej Rady Narodowej.
Władysław
Krzysztof wstał z miejsca i sprawnie odczytał leżący przed nim maszynopis. Gdy
skończył kiwnął głową w stronę Jagodzińskiego.
- Dobra
– skwitował Jagodziński – Teraz rozpoczynamy dyskusje. Kto pierwszy chce zabrać
głos?
-
Grzegorek podnosi rękę! – zawołał ktoś z sali.
- Mówcie
Grzegorek! Słuchamy – zachęcał Jagodziński
Andrzej
Grzegorek, gospodarz z Piotrowic wstał z miejsca i zrobił krok do przodu.
- Ja
względem tego sprawozdania, co to przed chwilą czytał je Władek Krzysztof.
Mówicie, że nowa Rada planuje podnieść wydajność z hektara. Po mojemu to się
tego nie da zrobić bez nowej klasyfikacji gruntów. Już o tym kiedyś mówiłem ale
nikt nie słucha. To raz, a druga sprawa dotyczy mostku w lesie na drodze z
Gołanic do Piotrowic. Przecież tam w ogóle nie idzie przejechać końmi. Zróbcie
coś z tym!
Po tych
słowach Andrzej Grzegorek wrócił na swoje miejsce. Kilku gospodarzy z Piotrowic
twierdząco kiwało głowami. Z drugiego rzędu krzeseł wstał jeden z nich – Ludwik
Hudzik.
- Ja też
zacznę od tego sprawozdania coście je czytali. Kolega Krzysztof ładnie tu
wszystko nam odczytał ale ja się pytam co żeście zrobili jako Rada przez
ostatnie 3 lata? Ja myślę, że nic! Po pierwsze to szkoła w Piotrowicach. Miała
być rozbudowana i co? W planach nowej kadencji nie ma słowa o tym. I dalej dzieciaki
będą chodziły 4 km do szkoły w Święciechowie. Jędrek Grzegorek prawdę mówił o
potrzebie przeprowadzenia nowej klasyfikacji gruntów. Przecież ta co jest teraz
pochodzi jeszcze z 1938 roku i w dodatku była fałszowana!
Ludwik
Hudzik nabrał powietrza aby wymówić kolejne słowa ale przerwały mu dobiegające
spod ściany oklaski sąsiadów.
-
Spokój, spokój obywatele! – upomniał zebranych Jagodziński. Ludwik skończyłeś?
- Nie –
ciągnął dalej Ludwik Hudzik – Nie skończyłem. Byłem na ostatnim zebraniu,
pamiętacie, tym co był obecny sekretarz partii i wybieraliśmy kandydatów do
Gromadzkiej Rady Narodowej. Pamiętacie? No! Niby wszystko zostało ustalone
podczas tego zebrania to znaczy wybraliśmy swoich kandydatów a na końcu okazało
się, że po zebraniu gdy wszyscy rozeszli się do domów ci z Komitetu Powiatowego
PZPR potajemnie pojechali do Poślednika namawiać go aby nie rezygnował z
kandydowania i aby nadal był radnym. Ponieważ nie przekonali Poślednika to
pojechali do Piotrowic do Józefa Nowaka, swojego człowieka z partii. Ludzie, to
przecież wygląda tak jakby go w teczce przywieziono! Tylu ludzi jest w
naszej gminie bezpartyjnych a tylko dwóch z nich kandyduje do Gromadzkiej Rady
Narodowej! Podoba wam się to?
Tu
Ludwik Hudzik skończył swój wywód. Przejechał po twarzy otwartą dłonią,
pokręcił zrezygnowany głową i usiadł. Ktoś z kolejnego rzędu klepnął go w
ramię. Na sali wzmógł się hałas. Ludzie głośno komentowali to co przed chwilą
usłyszeli. Machali rękami w stronę stołu prezydialnego, tupali nogami o
podłogę.
-
Obywatele, opanujcie się! – Jagodziński tracił cierpliwość. Kątem oka spojrzał
na Hudzika, tak jakby chciał mu „podziękować” za to zamieszanie.
- Teraz
ja, teraz ja! – wysoko w górę podniósł rękę Franciszek Kuśnierek gospodarz ze
Zbarzewa.
- To
gadaj! Co tak stoisz! – przedrzeźniali go obywatele z ostatniego rzędu.
- Chodzi
mi o „Polski Rów”. Wiecie, tą rzeczkę co płynie przez nasze pola. Niby mała a
co wiosna to zalewa nam siano. Może Obywatele kandydaci do Powiatowej Rady coś by zaradzili na to? Może by tak zamknąć
śluzy w Rydzynie?
Do
odpowiedzi na tak postawione pytanie poczuł się wywołany kandydat na radnego
Władysław Krzysztof. Wstał i zwrócił się bezpośrednio do pytającego:
- Ta
sprawa jest bardzo ważna ale człowieku, cóż ja mogę? Jestem tylko kandydatem do
Powiatowej Rady Narodowej. A jak mnie nie wybiorą? Ale popieram, popieram…Co do
szkoły w Piotrowicach to odpowiem obywatelowi Hudzikowi tak: nie wszystko da
się zrobić przez 3 lata, ot co.
Sprowokowany
taką odpowiedzią Ludwik Hudzik ponownie podniósł rękę na znak, że chce zabrać
głos. Znudzony już trochę Jagodziński skinął głową w jego stronę, dając na to przyzwolenie.
- Ja tak się zastanawiam: co tu robią ci
wszyscy kandydaci do wojewódzkiej i powiatowej rady? Przecież wy w ogóle głosu
nie zabieracie w tej dyskusji. I druga rzecz: niech może ktoś wytłumaczy jak
krowie na rowie w jaki sposób mamy głosować? Ludzie nie wiedzą jak dokonywać
skreśleń ale żądają wyborów sprawiedliwych i słusznych.
- Tak
jest, dobrze Ludwik mówi! - zawołał ktoś
z głębi sali.
- Czy
ktoś ma coś jeszcze do powiedzenia? – Jagodziński wstał na chwilę i zwrócił się
do siedzących na sali obywateli.
- To
może ja – powiedział głośno niewysoki mężczyzna siedzący w pierwszym rzędzie.
To Jan Rybarczyk ze Zbarzewa - Znacie
mnie wszyscy i wiecie, że nie rzucam słów na wiatr. Jak mnie wybierzecie to
będę radnym do Wojewódzkiej Rady Narodowej. Według mnie sama wojewódzka nic nie
zrobi. Musi mieć oparcie w gromadzkich radach, w Was. Tymczasem widzę to samo
co Obywatel Ludwik Hudzik, że nikt z tutejszych radnych głosu nie zabiera.
Obiecuję Wam obywatele, że jak tylko zostanę wybrany, to zaraz zajmę się
problemem „Rowu Polskiego” Będę starał się bywać na posiedzeniach powiatowych
rad a jak czasu starczy to i gminnych.
Na sali
ponownie rozległy się brawa. Pomimo panującego na zewnątrz mrozu, ktoś odważył
się otworzyć jedno okno. W pomieszczeniu panował nieprzyjemny zaduch a na
koniec zebrania się nie zanosiło.
Teraz rękę
podniósł obywatel Bolesław Cypel ze Zbarzewa.
- Ja tak
sobie myślę sąsiady, że nie ważne czy ktoś jest partyjny czy bezpartyjny. Ważne
aby był uczciwy! Takich właśnie radnych potrzebujemy. To filozoficzne
stwierdzenie spotkało się z wielkim zadowoleniem zebranych. Wtórował mu obywatel
Edmund Stachowiak z Niechłodu:
- Dobrze
Bolek gadasz. A powiem Ci jeszcze, że w naszym okręgu kandydatami do rad
narodowych są ludziska których w ogóle nie znamy! Tak nie powinno być! A i
jeszcze powiem co mi na wątrobie leży: to nasze pałace. A tak! Bo nie mogę już
patrzeć jak niszczeją. Władza pieniędzmi szasta tu i tam, budynki jakieś stawia
w miastach a nasze pałace w ruinę popadają całkowicie! Popatrzcie tylko co się
dzieje z naszym pałacem w Trzebinach.
Temat
zabytków na terenie gminy rozpalił towarzystwo do czerwoności. W jednej chwili
wszyscy zgromadzeni rozprawiali na temat pałaców w Zbarzewie Niechłodzie i
Trzebinach. Właściwie to dlaczego jeszcze ten problem nie został rozwiązany,
pytali sami siebie. Ktoś zasugerował, że po remoncie takich zabytków można by w
nich organizować kolonie letnie dla dzieci. Obecny na miejscu Teodor Sroka – kandydat
do powiatowej rady narodowej miał jednak inne zdanie na ten temat:
- Dajcie
spokój z tymi pałacami! A co to: nie ma ważniejszych spraw do załatwienia?
Sanacja Wam się zamarzyła? Nie lepiej postawić 15 nowych budynków niż remontować
te starocie?
Po
krótkiej przerwie w dyskusji o głos poprosił Przewodniczący Gminnej Rady
Narodowej Tadeusz Szymański, zwracając się tymi słowy do przedstawiciela
powiatu:
-
Miesiąc temu wystąpiliśmy z petycją do Powiatowej Rady Narodowej o uruchomienie
piekarni w Niechłodzie. Do dnia dzisiejszego nie mamy odpowiedzi czy wreszcie
piekarnia powstanie. A mieszkańcy nasi ciągle bez chleba.
Z
odpowiedzią pośpieszył członek Powiatowej Rady Narodowej obywatel Skórzewski:
- Wiecie
przecież, że sprawa ta na razie nie może zostać załatwiona ponieważ właściciel
piekarni Jan Bortel wniósł skargę do sądu w Poznaniu o rewizję naszego postanowienia
o uruchomieniu wypieków w jego piekarni.
Ludwik
Hudzik pomyślał że to dobry moment na podsumowanie zebrania. W tym celu podniósł
się z krzesła i powiedział:
- Wiecie
co obywatele? Znacie wszyscy Stefana Walczaka. Ja wam powiem tak: Gdyby Walczak
był przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej to nie byłoby rzeczy niemożliwych
do załatwienia. A tak, nie ma Walczaka to sprawy ślimaczą się niemiłosiernie….
Za oknem
zrobiło się ciemno. Śnieg nie przestawał padać. Powoli, jeden za drugim opuszczali
uczestnicy spotkania świetlicę wiejską w Niechłodzie.
..................................................................................................................................................
Opracowałem na podstawie protokołu ze spotkania z kandydatami na radnych Gromadzkich i Powiatowych Rad Narodowych, odbytego w Niechłodzie 18 stycznia 1958 r. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.
 |
| Protokół ze spotkania z kandydatami na radnych Gromadzkich i Powiatowych Rad
Narodowych, odbytego w Niechłodzie 18 stycznia 1958 r. Źródło: Archiwum
Państwowe w Lesznie. |