Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

poniedziałek, 13 października 2014

Naucz się pisać, napisz Stalin!

Jednym z pierwszych zadań, jakie postawiła sobie władza ludowa w końcówce lat 40 tych XX w była bezpardonowa walka z analfabetyzmem wśród własnych obywateli. Warto przyjrzeć się jak ówcześni notable radzili sobie z tym problemem. Faktem jest, że analfabetyzmu nikt wówczas sobie nie wymyślił. Według niektórych danych bezpośrednio po wojnie w kraju mogło mieszkać ok 4 milionów osób nieumiejących czytać lub pisać. Winą za ten stan rzeczy obarczano przede wszystkim "burżuazyjne rządy" II RP. W zniszczonym wojną kraju było znacznie więcej problemów i pilniejszych spraw związanych np. z odbudową niż uczenie niepiśmiennych pisania. Jednak Władza Ludowa potrzebowała sukcesu i wyników, które przebiłby się szerokim echem na Zachód. Propagandowy slogan: "Walka z analfabetyzmem to walka z ciemnotą i zacofaniem" przykuwał uwagę przechodniów, zajmował nudzących się w kolejkach petentów, śmieszył intelektualistów, rozbawiał cwaniaków. Żarty się jednak skończyły w 1949 r. kiedy to Sejm uchwalił Ustawę u likwidacji analfabetyzmu. W pierwszym paragrafie tej Ustawy napisano:

Art. 1 " W celu likwidacji analfabetyzmu będącego spuścizną rządów burżuazji i obszarnictwa oraz zaporą na drodze Polski Ludowej do pełnego rozwoju gospodarczego i kulturalnego Narodu, wprowadza się obowiązek bezpłatnej nauki dla analfabetów i półanalfabetów" 

Od tego momentu do wsi i miasteczek ruszyły społeczne komisje, których pierwszym zadaniem było znaleźć i policzyć analfabetów. Szybko okazało się, że  nie było to takie proste. Ludzie nie garnęli się do tego aby przyznać się przed Władzą Ludową do swojej ułomności. Wielu wstydziło się swojego analfabetyzmu i robiło wszystko aby uniknąć rejestracji przez komisje rejestracyjne.  Analfabeci uczyli się samego podpisu, bo umiejętność jego złożenia była jednym z testów przeprowadzanych przez urzędników. Zapisywali się do bibliotek w nadziei, że karta czytelnika pomoże wymigać się od rejestracji. Pozorowali choroby psychiczne, bo zgodnie z ustawą upośledzenie umysłowe zwalniało od udziału w kursach. Byli i tacy, którzy barykadowali się w chałupach nie chcąc, by poddano ich testowi. Przeglądano spisy meldunkowe, listy pracownicze, rejestry. Postulowano, aby do akcji ujawniania analfabetów włączyły się także instytucje, które mają bezpośredni kontakt z obywatelami, np. banki, urzędy pocztowe, ubezpieczalnie. I aby, gdy złapią kogoś na gorącym uczynku, niezwłocznie meldowały o tym komisjom. 

Nad całością przedsięwzięć związanych z walką z analfabetyzmem nadzór sprawował Pełnomocnik Rządu. Organizował on społeczne służby do walki z analfabetyzmem. Jednak w praktyce "społaczne" służby składały się z przedstawicieli miejscowych władz i nauczycieli. Tak między innymi było w 1949 r w Dłużynie, gdzie w składzie gminnej komisji do walki z analfabetyzmem znalazł się również mój pradzidek Czesław Bednarczyk, pełniący funkcję sołtysa.

A oto co czytamy w oficjalnym protokole z prac tej Komisji:

PROTOKÓŁ
z przebiegu rejestracji analfabetów i półanalfabetów w Dłużynie.

Przygotowanie do wyżej wymienionej akcji.

Ad1) O godz. 10.30 odbyło się zebranie gromadzkie w salce parafialnej. Udział obywateli dłużyńskich bardzo liczny. Zebranie zagaił obywatel sołtys i odzcytał porządek obrad. Następnie głos zabrała kierowniczka szkoły Majchrzak Julia - która zreferowała cel walki z analfabetyzmem. Kończąc zachęciła, by wszyscy spełnili swój obowiązek obywatelski, który polegał na tym, by poddali się egzaminowi czytania i pisania. Sołtys objaśnił stronę organizacyjną zgłoszenia się do szkoły, by wykonać wyżej wymienione zlecenie.

Przeprowadzenie akcji:

Ad2) Sołtys w porozumieniu z kierowniczką szkoły wybrał Komisje, które miały urzędować w dwóch klasach. W skład wchodzili następujący obywatele: Majchrzak Julia, Otto Władysław, Jędrzychowski Walenty i Drewnowski Tadeusz. Drewnowski zwolnił się i nie brał czynnego udziału. W skład drugiej Komisji wchodzili: obywatel Bednarczyk Czesław, Klecha Cz. Skórzewski Stanisław, Furmańczak Stanisław. 

Punktualnie o godz. 13.00 zaczęli obywatele składać egzamin, który polegał na tym, że pytany musiał przeczytać kilka zdań z gazety lub z ksiązki i napisać na tablicy zdanie ze słuchu. Za wielki plus że Gromada stawiła się w 100% dając wyraz zrozumienia dla ważności wykrycia niepiśmiennych. Organizacja była bardzo sprężysta, zachowanie ludności bez zarzutu, tak że Komisja w ciągu 3 godzin wyegzaminowała całą ludność Dłużyny. 

Dłużyna, dnia 12 czerwca 1949 roku. Protokółowała Majchrzak Julia /podpis/  

BEDNARCZYK CZESŁAW /podpis długopisem/


 Decyzja Komisji

Komisja uważa, że dla 19 osób trzeba zorganizować kurs, by się podciągnęli w czytaniu i pisaniu. Jednak nie można uważać ich za półanalfabetów. 

Na odwrocie dokumentu wpisano 19 nazwisk

Koniec Protokołu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Podpisy złożone na akcie małżeństwa Andrzeja Bednarczyka z Marianną Zugehor 1875 r

Podpis Marcina Chudzika pod aktem urodzenia syna Dominika. Rok 1926 r.

Podpis Marcina Chudzika pod aktem urodzenia syna Józefa. Rok 1922

Na uwagę zasługują dwa podpisy mojego pradziadka Marcina pod aktami urodzenia swoich synów. Zastanawiające jest to, że w 1922 roku Marcin Chudzik podpisał się /choć trochę nieporadnie/ imieniem i nazwiskiem. Cztery lata później pod aktem urodzenia Dominika złożył trzy krzyżyki....




Opracowano na podstawie: 
1. Konrad Bednarczyk "Nasz Dziadek" 
2. Magdalena Budnik "Walka z analfabetyzmem w Polsce Ludowej"
3. Robert Horbaczewski "Rok 1949 - U jak uczył nas Lenin"


środa, 8 października 2014

Dla honoru organizacji... cz.2

Książka ks. Leszka Grzelaka pt. "Kronika parafii Św. Jakuba w Dłużynie do 1945 roku oraz dawnej parafii w Charbielinie" rozpaliła moją wyobraźnie. Postanowiłem pójść sladem jej autora i odszukać innych publikacji proboszcza Dłużyny, aby spróbować zgłębić temat młodzieżowych organizacji funkcjonujących w tej parafii przed II wojną światową. Swoje myśli skierowałem do miesięcznika Gminnego Ośrodka Społeczno Kulturalnego we Włoszakowicach pt "NASZE JUTRO". W latach 90tych XX w swoje teksty umieszczali w tym piśmie oprócz wielokrotnie wymienianego przeze mnie ks. Leszka Grzelaka również Antoni Kaczmarek i Edmund Lepka. Panowie ci to najwyższej próby historycy i regionaliści. Dogłębnie poznali dzieje włoszakowickiej gminy na przestrzeni ostatnich 100 lat. Dzięki ich opracowaniom miałem sposobność poznać zawiłe losy powstańców wielkopolskich z okolic z Włoszakowic, Dłużyny, Grotnik i Bukówca Górnego. Wczytałem się w poruszające wspomnienia najstarszych mieszkańców Dłużyny, barwnie opisujących  ich życie i społeczną działalność. Wreszcie uzupełniłem swoją i tak skąpą wiedzę o młodzieżowych stowarzyszeniach mężczyzn i kobiet - mieszkańców Dłużyny i okolicznych wsi. Ten temat interesuje mnie szczególnie ze względu na rolę jaką w owych organizacjach odgrywali członkowie rodziny Bednarczyków.

Dzięki uprzejmości Redakcji  NASZE JUTRO otrzymałem bogaty materiał wybranych przez siebie artykułów, zamieszczonych na łamach tego czasopisma w latach 1995 - 1999. W numerze 70 z 1996 roku na stronie 12 znalazłem ciekawy tekst A. Kaczmarka, napisany na kanwie wspomnień Marty Poślednik z domu Bednarczyk, córki Walentego Bednarczyka /1888 - 1916/ oraz Marii Gąd /1917 - 2001/ z domu Bednarczyk, córki mojego pradziadka Czesława Bednarczyka. Posłuchajmy jak wspomina ten czas Marta Poślednik:

"...Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej zostało założone w 1932 roku. Zaprosił ksiądz dziekan Dębiński dziewczęta do salki parafialnej na zebranie...zaraz też przystąpił do wyboru zarządu. Dużo głosów padło na mnie, jako prezeskę. Według ustawy powinna ona być pełnoletnią a ja skończyłam dopiero 17 lat. Ks. dziekan powiedział: "Marta sobie poradzi" i tak zostało. Sekretarką była Władysława Bednarczyk, naczelniczką Konstancja Michałowska. Zbiórki odbywały się co tydzień, miałyśmy ciekawe zajęcia. To nie były tańce, raczej cwiczenia rytmiczne i ludowe korowody. Na zebraniach gromadziłyśmy się raz w miesiącu. Ks. dziekan nam towarzyszył i niektóre osoby ze wsi. Uczyłyśmy się śpiewu. Były rózne gry a zimową porą przedstawienia, które reżyserował mój stryj Czesław Bednarczyk...."

Maria Gąd z domu Bednarczyk również była działaczką oddziału KSMŻ w Dłużynie. Wspominała że:

"...Młode Polki miały tutaj dobre możliwości korzystania z kursów gospodarstwa domowego. Istniało bowiem koło włoscianek, prowadzone przez Annę Bednarczyk, matkę Marty, z którym współpracował oddział KSMŻ..."

Według zachowanych do dnia dzisiejszego sprawozdań z działalności Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Dłużynie w latach 30 tych XX w zrzeszenie liczyło ok 16 członkiń zwyczajnych, z których 10 przekroczyło 18 rok życia. W ciągu całego 1935 roku odbyło sie 12 zebrań plenarnych, którym przewodniczyła prezeska Marta Bednarczyk. Ponadto odbyto 25 spotkań w ramach wychowania fizycznego, oraz 14 zebrań kierownictwa oddziału. W ciągu 1935 roku zorganizowano 4 występy /przedstawienia i wieczornice/. W okresie przedwojennym KSMŻ w Dłużynie posiadało własny sztandar, który został zniszczony przez hitlerowców podczas wojny.

Poświęcenie sztandaru KSMŻ w Dłużynie 26 maja 1935 roku. /ze zbiorów Marty Poślednik z d. Bednarczyk/ "Nasze Jutro" nr 67/1995, str 12

Kurs wyrobów mięsnych - około 1936 rok. Maria Gąd stoi jako druga od prawej strony tuż za miską/ze zbiorów Marii Gąd z d. Bednarczyk/ "Nasze Jutro" nr 70/1996, str 13




Szczególne podziękowania dla Redakcji miesięcznika "Nasze Jutro" za udostepnienie materiałów.