Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

środa, 5 listopada 2014

Jak to z tym Powstaniem było?



        Wszystko wskazuje na to, że w zrywie powstańczym 1918/1919 roku prawdopodobnie nie brał udziału nikt z Hudzików, ani z Zakrętów. Zarówno okolice Mielcuch i Kraszewic a także Święciechowy nie były wolne od powstańczych działań. Mimo to nie trafiłem na żaden źródłowy dokument, w którym wymienionoby te dwa nazwiska wśród innych uczestników tego zbrojnego, niepodległościowego czynu.  Rodzina Bednarczyków mieszkała w tym czasie na terenie powiatu kościańskiego, głównie w Radomicku i okolicznych wsiach oraz w Dłużynie. Teren ten od pierwszych dni powstania obfitował w potyczki z niemieckimi oddziałami okupacyjnymi. Do historii przeszła słynna „Bitwa pod wiatrakami” w Zbarzewie, w której 9 stycznia 1919 roku zginęło kilku powstańców z Włoszakowic. Podobnie jak w przypadku rodziny Hudzików i Zakrętów, również wśród Bednarczyków brak było powstańców.  W tym miejscu zmuszony jestem poczynić małą dygresję. Otóż wśród powstańców z Sączkowa, wsi oddalonej od Dłużyny o kilka kilometrów na północ natrafiłem co prawda na Jana Bednarczyka, nie potrafię jednak stwierdzić w jakim stopniu był on spokrewniony z Bednarczykami z Radomicka. Być może był synem jednego z braci Szczepana Bednarczyka Michała lub Andrzeja. Wymaga to dalszych poszukiwań.
        Brakiem udziału moich krewnych w Powstaniu Wielkopolskim specjalnie się nie martwię. Nie jest moim zamiarem usprawiedliwiać Przodków z ich nieobecności na arenie powstańczej, ani ich za to potępiać. Zastanawiam się tylko co mogło być tego powodem i nie znajduje pełnych odpowiedzi. Dlatego wolę w tym miejscu przejść do konkretnych faktów. Wydarzenia, o których piszę poniżej rozgrywały się bezpośrednio przed wybuchem Powstania oraz w chwili jego największego nasilenia. Oto fakty:

16 grudnia 1918 roku o godz. 08.00 w kościele parafialnym w Dłużynie odprawiona została msza święta w intencji poległych na frontach I wojny światowej mieszkańców parafii. Należał do nich Walenty Bednarczyk, który zginął w bitwie pod Verdun w 1916 roku. We mszy uczestniczyła z pewnością żona poległego Anna z dwiema córkami Marią i Martą oraz synem Franciszkiem.  Kilka dni później tj. 21 grudnia 1918 roku ok. godz. 09.30 w salce parafialnej zebrali się żołnierze, którzy szczęśliwie powrócili z wojny. Nie było wśród nich mojego pradziadka Czesława Bednarczyka, który w tym czasie wracał do domu z sowieckiej niewoli. Zołnierze uroczyście wkroczyli czwórkami do kościoła i stanęli na wprost ołtarza. Przywitał ich ksiądz Felicjan Rybicki. Na tej mszy zapewne była obecna żona Czesława Marianna z Kędziorów wraz z dziećmi. Modliła się w intencji szczęśliwego powrotu męża, od którego już od wielu miesięcy nie miała żadnych wiadomości.

Mój pradziadek Marcin Chudzik w chwili wybuchu Powstania Wielkopolskiego w końcu grudnia 1918 r mieszkał w Mielcuchach i właśnie planował uroczystości ślubne. Jego wybranką została starsza od niego Stanisława z Zakrętów, córka Szczepana i Zofii. Ślub odbył się 20 stycznia 1919 r. 

Dzień wcześniej bo dokładnie 19 stycznia 1919 roku po kilkuletniej wojennej tułaczce oraz po pobycie w sowieckiej niewoli powrócił do domu w Dłużynie Czesław Bednarczyk. Wrócił do domu w samym centrum powstańczych wydarzeń. W tym samym dniu od strony Leszna podjechał na dworzec we Włoszakowicach niemiecki pociąg pancerny i ostrzeliwał wieś z wielkokalibrowego działa. Czesław musiał słyszeć te odgłosy. Powstańcy próbowali przepuścić atak aby unieszkodliwić pociąg. Ten jednak oddalił się po kilku godzinach w stronę Leszna. Czesław stanął u progu domu schorowany, o czym świadczy jego własnoręczny zapis w życiorysie.
 
          Wielu Wielkopolan, którzy służyli podczas I wojny światowej w szeregach pruskiej armii po powrocie z frontu przyłączało się do powstańczych oddziałów. Byli bardzo cennym nabytkiem. Zaprawieni w boju w najokrutniejszej z wojen, która właśnie się skończyła, emanowali doświadczeniem wojskowym i chęcią odegrania się na znienawidzonych okupantach. Wśród nich byli i tacy, którzy dysponowali własną bronią, przywiezioną prosto z frontu. Trzeba też umieć zrozumieć tych spośród nich, którzy nie byli w stanie przyłączyć się do Powstańców. Po wielu latach wojennych doświadczeń, codziennej okopowej zgryzoty a nierzadko po kilku latach pobytu w niewoli, musieli wreszcie zająć się swoimi rodzinami, wyleczyć rany, odzyskać zdrowie.

     Był jednak ktoś, kto pochylił się nad wydarzeniami tamtego okresu - Józef Bednarczyk syn Czesława Bednarczyka, przez wiele lat pracownik Urzędu Stanu Cywilnego we Włoszakowicach. W 1968 roku gazeta Głos Wielkopolski oraz znana wówczas organizacja Związek Bojowników o Wolność i Demokrację /ZBOWiD/ ogłosiły konkurs pt. „W 50 rocznicę Powstania Wielkopolskiego” Józef Bednarczyk postanowił wziąć udział w tym konkursie. Napisał pracę, którą zatytułował: „Przebieg Powstania Wielkopolskiego we Włoszakowicach pow. Leszno woj. poznańskie”

W pracy tej, której maszynopis składa się z 8 stron, możemy wyczytać opis najważniejszych wydarzeń jakie miały miejsce podczas Powstania Wielkopolskiego na terenie gminy Włoszakowice w styczniu oraz lutym 1919 roku. Praca Józefa Bednarczyka zawiera również odręcznie narysowany szkic sytuacyjny potyczek powstańczych w okolicach Włoszakowic. Autor pracy posłużył się wspomnieniami żyjących jeszcze w 1968 roku byłych Powstańców: Piotra Gąda, Leona Kamińskiego, Jana Grycza, Łukasza Adamczaka, Stanisława Pytlika, Józefa Koniecznego, Józefa Fenglera. Wszyscy oni mieszkali we Włoszakowicach. W pracy wymienieni są również inni Powstańcy Wielkopolscy z interesującego mnie regionu. Wśród nich nie figuruje nikt z Bednarczyków.  
 
Szkic z pracy Józefa Bednarczyka 1968 r.