wtorek, 28 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz IV

Pobyt Kurta Klunski w Piotrowicach, choć krótki, to jeszcze długo był komentowany przez mieszkańców. Jego opowieści o wojnie światowej działały na wyobraźnię słuchaczy. Młodzież zazdrościła mu oficerskich dystynkcji a starsi odczuwali prawdziwą satysfakcję, że "ich" nauczyciel zawsze o nich pamięta i traktuje jak członków rodziny. Klunska wprost emanował dobrym nastrojem, którym zarażał otoczenie. 

Dobre nastroje miały szanse trwać dłużej bo pod koniec sierpnia 1915 roku obie wsie obiegły wiadomości, o  zdobyciu przez wojska niemieckie i austro-węgierskie twierdzy w Modlinie i Brześciu. Był to powód do świętowania więc starym zwyczajem na domach zawisły flagi i odwołano lekcje w szkole. Szybkie postępy wojsk niemieckich dawały nadzieję, na rychłe zakończenie wojny. Póki co nie szczędzono datków na armię. Mieszkańcy Piotrowic i Trzebin w dalszym ciągu brali udział w zbiórkach charytatywnych. 4 września 1915 r miejscowy nauczyciel postanowił wykorzystać ciepłą aurę i urządzić lekcje botaniki na zewnątrz w ładnych okolicznościach przyrody. Była to jednak nietypowa lekcja. Uczniowie odwiedzali gospodarzy, od których dostawali owoce i warzywa. Zebrano około 150 kg śliwek i jabłek, które następnie przekazano do punktu zbiórki.  7 września 1915 r jedna z dziewczynek mieszkająca w Trzebinach przyniosła do szkoły złotą dwudziestomarkową monetę, czym wzbudziła sensację i podziw nauczyciela. Moneta trafiając do Banku Rzeszy zasiliła nadszarpnięty budżet cesarskich Niemiec. 

Tymczasem napłynęły wieści od Kurta Klumski, który regularnie korespondował ze szkołą w Piotrowicach. 8 września wrócił na front wschodni w okolice Tarnopola, gdzie służył w 24 Dywizji Rezerwowej (48 Brygada, 233 Pułk Piechoty). Klunska czuł się dobrze i żywił nadzieję na szybki powrót do dawnego zajęcia, jakim było nauczanie wiejskich dzieci. 

Zdarzały się i złe wiadomości. Dotyczyły mieszkańców obu wsi walczących na wszystkich frontach tej wojny. Wojna zaczynała dosłownie dziesiątkować całe rodziny. Sytuacja pogarszała się tym bardziej, że z powodu braku młodych żołnierzy zaczęto wzywać do służby wojskowej mężczyzn po czterdziestce jak np. 41 letniego Bruno Eisnera z Trzebin. 13 sierpnia 1915 roku w okopach frontu wschodniego, podczas szturmu na nieprzyjaciela od strzału w głowę zginął strzelec Jan Rosgalla (58 Pułk Piechoty), brat rannego Ludwika Rosgalli. 15 sierpnia 1915 roku zginął syn wyrobnika z Trzebin Józef Hoffmann ur. 31.05.1890 r. (336 Pułk Piechoty, 9 kompania). Jego brat Paul został dwukrotnie ranny w krótkich odstępach czasu. W dniu 26 września we Francji w okopach pod Verdun ciężko ranny został piotrowiczanin Józef Freitag ur. 7.12.1881 (155 Pułk Piechoty). Freitaga nie udało się uratować gdyż zmarł 12 października w wyniku odniesionych ran. Został pochowany na cmentarzu wojennym w miejscowości Sens we Francji. Pozostawił wdowę z dwójką małych chłopców , z których starszy uczęszczał do 2 klasy szkoły w Piotrowicach. Mniej więcej w tym samym czasie lecz na froncie wschodnim nad rzeką Szczarą (dopływ Niemna) ranny w obie nogi został Roman Nitsche z Trzebin, syn Antoniego. Ten niedawno awansowany podoficer został przetransportowany pociągiem sanitarnym do szpitala polowego w Brześciu Litewskim (obecnie Brześć nad rzeką Bug). 

24 października 1915 roku w sali wiejskiej Hinderlicha w Piotrowicach tradycyjnie jak co roku o tej porze odbywał się kiermasz. Miał to być dzień wspólnych zabaw i śpiewów, połączony z konsumpcją wspaniałego jedzenia. Tym razem jednak  było inaczej. Stół, przy którym zgromadziło się niewielu mieszkańców świecił pustkami. W domach brakowało podstawowych produktów więc nikt nie kwapił się aby dodatkowo uszczuplać domowe zapasy. Tylko jeden gospodarz mógł sobie pozwolić na przyniesienie czegokolwiek z domu. W sali panowała przygnębiająca atmosfera. Nikt nie miał zamiaru tańczyć, żartować, bawić się. Było to oznaką tego jak wojna przeorała życie społeczne tych ludzi.  

Poranek 27 października 1915 roku  przywitał wszystkich śniegiem i lekkim mrozem. Niechybnie zbliżała się druga zima tej wojny. To był czas najwyższy aby podobnie jak w ubiegłym roku zbierać materiał na ciepłe ubrania, szyć rękawice i  skarpety dla żołnierzy marznących w okopach. W Piotrowicach i Trzebinach uzbierano 25 marek, z których sfinansowano zakup wełny. Dziewczęta dziargały skarpety i rękawice, które ostatecznie trafiały do punktu zbiórki w Lesznie. 

23 grudnia 1915 roku właściciel majątku w Trzebinach baron Eberhard von Lessen urządził w swoim pałacu uroczystość bożonarodzeniową, na którą zaprosił niektórych mieszkańców Piotrowic i Trzebin wraz z dziećmi. Wspólnie śpiewano kolędy a Św. Mikołaj (zwany w tych stronach Gwiazdorem) rozdawał skromne upominki. Każde dziecko z rodzin pracujących w majątku barona otrzymało zawiniątko z materiałem na nowe ubranie, kawałek ryby, jabłka, orzechy i pierniki. 

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia nauczyciel zorganizował akcję charytatywną w celu pozyskania środków na wsparcie wdów, sierot i inwalidów wojennych. Akcja zwana "wbijaniem gwoździ w krzyż" była przy okazji formą zabawy i polegała na tym, że za deklarowaną kwotę pieniędzy  otrzymywało się określonego koloru gwóźdź (brązowy, srebrny, złoty), który następnie wbijano w specjalnie do tego celu przygotowany duży drewniany krzyż lub figurę. Kolor gwoździa zależał od wysokości wpłaty. Śpiewano przy tym pieśni patriotyczne oraz wystawiono dwie sztuki teatralne. Mieszkańcy dopisali - na krzyżu szybko zabrakło miejsca na kolejne gwoździe.  Wieczorem nauczyciel wszedł na stołek i powiesił krzyż nad drzwiami w jednej z klas szkoły. Od tej pory miał symbolizować patriotyzm i ofiarność dla ojczyzny. Nauczyciel był ogólnie zadowolony z przebiegu uroczystości. W końcu sam ją zorganizował. Jednak nie cieszyły go Święta Bożego Narodzenia.  Był już zmęczony i od kilku tygodni czuł, że siły go opuszczają. Organizowanie tego typu akcji wymagało znacznego wysiłku i osobistego zaangażowania. W tych trudnych czasach praca dla dzieci i lokalnej społeczności często przynosiła rozterki i rozczarowania marnymi efektami lub brakiem zrozumienia, dobrego słowa, podziękowania. Do tego dochodził brak środków finansowych. Nauczyciel otrzymywał pensje bardzo nieregularnie a czasami w niepełnej wysokości. Coraz rzadziej mógł liczyć, że ktoś dołoży trochę grosza do organizowanych przez niego akcji. Ileż można dokładać z własnej kieszeni? Trudno jednak całą winę zwalać na sąsiadów, każdego dnia borykających się z biedą i niedostatkiem. Brakowało dosłownie wszystkiego. Brak nafty spowodował, że ludzie żyli w egipskich ciemnościach. Gdzie jest Państwo? Gdzie są władze oświatowe? Do czego to wszystko zmierza - dręczył się schodząc ze stołka. 

CDN.

Chlewnia w Piotrowicach. Z prawej strony magazyn. Stan z 1988 r. Źródło: Zabytek.pl





ŹródłoKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz