Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

poniedziałek, 23 listopada 2015

Pewien list i krwawe zajścia w Śmiglu w czerwcu 1930 roku.

Witajcie Drodzy Czytelnicy mojego bloga! Dzisiaj opowiem o kolejnych ciekawych wątkach związanych z zawodową działalnością mojego pradziadka Czesława Bednarczyka. W 1962 roku pan Marian Niedźwiedziński,  dyrektor szkoły podstawowej w Krzycku Wielkim,  skierował prośbę do Czesława Bednarczyka aby ten opisał swoje wspomnienia z czasów kiedy to Wielkopolska walczyła  z niemieckim zaborcą o utrzymanie na tych terenach polskiego języka. 

Marian Niedźwiedziński był nie tylko kierownikiem szkoły ale również zajmował się działalnością kulturalną. Po przybyciu do Krzycka Wielkiego pod koniec lat 50 tych XX w zorganizował w tej wsi kółko recytatorskie, które szybko stało się bardzo popularne w okolicy.  Marian Niedźwiedziński postanowił więc pójść o krok dalej i wpadł na pomysł założenia w Krzycku Wielkim wiejskiego teatru. Pomysł ten zrealizował w 1961 roku a jego nowopowstały teatr amatorski odtąd nosił nazwę "Kalina" Członkami teatru byli zarówno uczniowie, jak i osoby dorosłe. Przygotowywane spektakle oparte były na wielkopolskim folklorze ludowym. Teatr "Kalina" cieszył się w lokalnym środowisku dużą popularnością. Osiągał także znaczne sukcesy na wojewódzkich i ogólnopolskich festiwalach i przeglądach. Przykładowo w 1965 r. „Kalina” zajęła I miejsce w przeglądzie wojewódzkim, a  w 1976 r. zdobyła główną nagrodę na Ogólnopolskich Prezentacjach Teatrów Dramatycznych w Stalowej Woli.  Marian Niedźwiedziński zmarł w 1984 roku.  

Fakt, że  Niedźwiedziński zwrócił się do Czesława Bednarczyka z taką propozycją, świadczy o szacunku jakim Czesław Bednarczyk był powszechnie darzony. Ceniono w nim nie tylko życiowe doświadczenie ale również praktyczną wiedzę historyczną, którą nabył będąc przez lata członkiem rady nadzorczej Spółdzielni Rolniczo Handlowej "Rolnik" w Śmiglu. Ponadto na własne oczy widział przebieg Rewolucji Październikowej 1917 roku w Rosji oraz uczestniczył jako Polak w niemieckim mundurze w walkach na froncie wschodnim podczas I wojny światowej. List Czesława Bednarczyka czytany dzisiaj po 54 latach jest swoistym dokumentem historycznym. We wstępie listu mój Dziadek  przedstawił dość skrupulatnie fakty z historii wsi Dłużyna oraz całego powiatu kościańskiego. Zachodzę w głowę skąd czerpał wiedzę dotyczącą okoliczności uwłaszczenia chłopów w Dłużynie w I poł XIX ?. Nie dość, że powołał się na konkretną datę tego wydarzenia z 1825 roku, to jeszcze przytoczył szereg istotnych informacji wprost z tego dokumentu, którym tutejsi chłopi tą ziemię otrzymali na własność. Dokument uwłaszczający nazywa Recesem i jako ciekawostkę podaje, że nikt się pod nim nie podpisał z imienia i nazwiska. Ziemią obdarzono 25 chłopów, którzy jako analfabeci postawili krzyżyki pod tekstem Recesu.  Dziadek zauważył jednak, że pod datą 1842 widnieją podpisy 3 chłopów którzy umieli się już podpisać. Innym dokumentem na jaki powołuje się mój dziadek w liście do p. Niedźwiedzińskiego jest tajemniczy Rejestr z lat 1859 - 1861, z którego autor listu cytuje fragmenty z dokładną ilością mieszkańców poszczególnych wyznań i narodowości powiatu kościańskiego. I tak dowiadujemy się, że ewangelików było 8904, katolików 32230, Żydów trochę ponad 7000. 

Czesław Bednarczyk ok 1953 roku
Czesław Bednarczyk znaczną część swojego listu poświęcił historii działalności Spółdzielni Rolniczo Handlowej "Rolnik" w Śmiglu. Wskazuje na znaczącą rolę jaką ona odegrała w ochronie interesów polskich kupców, chłopów i przedsiębiorców w okresie zaboru niemieckiego na ziemiach powiatu kościańskiego. Oddajmy jednak głos Czesławowi Bednarczykowi. Pisze on:

"...Handel zbożem jak wynika z Raportów był w rękach prywatnych. Nawet Niemcy nie organizowali go dopiero w końcu XVIII wieku organizowano handel spółdzielczy. Nie mogę tu wiele podać terminów gdyż przez wysiedlenie mnie w 1940 roku straciłem wszystkie dane, które miałem. Należy przypuszczać, że Polacy byli pierwsi, którzy „Rolnik”[1] założyli bo gdy po I wojnie wstąpiłem jako członek[2] „Rolnik” był dobrze prosperujący miał dwie kamienice w Rynku w Śmiglu oraz liczne magazyny a niemiecka unt Verkaufsgennossenschaft[3] skromny jeden budynek na końcu miasta gdzie biura i magazyny razem się mieściły. Konkurent był groźny, korzystał z różnych dotacji i pomocy majątków niemieckich. Nasza spółdzielnia broniąc się zorganizowała Filię w Starym Bojanowie gdzie już sporo Niemców było... Później i na Włoszakowice przyszła kolej, a gdy tu zaczęto handlować pośpieszyła się i niemiecka spółdzielnia robić konkurencje ..."


Z listu Dziadka dowiedziałem się o okolicznościach, w których został wybierany do Rady Nadzorczej "Rolnika". Czesław Bednarczyk pisze, że działo się tak dwukrotnie. Pierwszy raz w 1926 roku, kiedy to pokonał w głosowaniu  hrabiego Żółtkowskiego, właściciela majątku Czacz.  Skończył właśnie 30 lat ale w ławach rady jednak nie zasiadł.  Poproszono go aby zrzekł się mandatu na rzecz pokonanego przez siebie hrabiego Żółtkowskiego, który dzięki swoim znajomością oraz pozycji mógł przyczynić się do łatwiejszego uzyskania kredytów przez Spółdzielnię. Drugi raz wybrano  Bednarczyka do Rady Nadzorczej w 1927 roku z powodu śmierci jednego z jej członków. Dziadek bardzo angażował się w pracę dla Spółdzielni. Mogę nawet zaryzykować stwierdzeniem, że był do niej w pewien sposób przywiązany emocjonalnie. Pisząc w 1962 roku list do kierownika krzyckiej szkoły dysponował jeszcze notatkami z lat 20 tych XX w. Zapisywał w nich swoje uwagi i spostrzeżenia dotyczące całokształtu działalności "Rolnika". Oto przykład. Dziadek pisze:

"... Rok 1926 był słabo urodzajny i zboża mało. Mam notatki, że np. żyto kosztowało 20 zł. Zaczęło drożeć już na początku 1927- płacono 23 zł, zaś krótko przed żniwami zł 30...."

Jednak najwięcej miejsca w swoim liście poświęcił Czesław Bednarczyk na opisaniu szeregu nieprawidłowości w zarządzaniu "Rolnikiem". Pisze o rozrzutności w wydawaniu pieniędzy, braku gospodarności, przekrętach związanych z zakupem drogich samochodów oraz o prywacie niektórych członków Zarządu.  Te wszystkie sprawy miały też swój tragiczny wymiar.

Wydarzenia, które miały miejsce w Śmiglu 21 czerwca 1930 roku wstrząsnęły moim dziadkiem do tego stopnia, że nie omieszkał wspomnieć o nich w liście do Mariana Niedźwiedzińskiego, choć minęło od nich przeszło 30 lat.  W tym właśnie  dniu śmigielska Policja została powiadomiona, że w prywatnym mieszkaniu  dyrektora  „Rolnika” p. Białkowskiego przebywa poszukiwany za różne nadużycia finansowe dyrektor Banku Ludowego w Lesznie niejaki Olszewski. Aresztowania Olszewskiego podjął się miejscowy posterunkowy Balcer, który ok. 22 wieczorem wkroczył uzbrojony do mieszkania  Białkowskiego. Poszukiwany dyrektor Banku Ludowego był wyraźnie zaskoczony wizytą policjanta. Nie stracił jednak zimnej krwi. Oddał z pistoletu trzy strzały, z których  jeden ugodził Olszewskiego, drugi policjanta, a trzecim trafił  w wiszący na ścianie obraz. Prawdopodobnie rykoszet sprawił, że sam został ciężko ranny w brzuch. Z powodu odniesionych ran zmarł kilkanaście minut później. Następnego dnia ducha wyzionął też 40 letni posterunkowy Balcer, którego pochowano na cmentarzu w Wolsztynie. Wydarzenie to niewątpliwie było przedmiotem różnorodnych komentarzy wśród społeczności śmigielskiej. Krążyły różne wersje wydarzeń. Ta przedstawiona przeze mnie stanowi prasowy opis tych wydarzeń, jaki znalazłem w archiwalnych czasopismach z czerwca 1930 roku.  Inna z wersji mówi o tym, że Olszewski widząc policjanta postanowił popełnić samobójstwo, a w trakcie szamotaniny prawdopodobnie niechcący postrzelił siebie i Balcera. Zgoła inaczej całą sprawę przedstawił mój dziadek w omawianym liście. Według niego do zajścia doszło nie w mieszkaniu dyrektora śmigielskiej spółdzielni ale w biurach Zarządu. Według Czesława Bednarczyka doszło do opisanej wyżej tragedii po tym jak dyrektor Banku Ludowego z Leszna zaczął szarpać się sic! z żoną pierwszego członka Zarządu! Z powodu awantury wezwano policjantów a finał sprawy już znamy. Jak było naprawdę? Pewnie nigdy się nie dowiemy. Jedno jest pewne: to nie były dobre lata dla Spółdzielni Rolnicza Handlowej "Rolnik" w Śmiglu. 

Fragment listu do Mariana Niedźwiedzińskiego 1962 rok.


[1] „Rolnik” Spółdzielnia Rolniczo – Handlowa w Śmiglu
[2] członek Zarządu „Rolnika”
[3] Konkurencyjna dla „Rolnika” spółdzielnia założona przez Niemców