Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

piątek, 8 listopada 2013

Żołnierz, jeniec i tułacz.

Chciałbym być bardziej aktywny na blogu, ale cóż...praca, praca, praca :( Na pasje niewiele w niej miejsca. Korzystając jednak z wolnego piątku opiszę parę kolejnych faktów z życia mojego Pradziadka  Czesława Bednarczyka. Zanim jednak to nastąpi winien jestem uzupełnić bloga o ważną informację dotyczącą mojej Praprababci Franciszki Kucharczyk.  Jakiś czas temu wystąpiłem do Urzędu Stanu Cywilnego w Łodzi o informacje dotyczące okoliczności jej śmierci oraz miejsca pochówku. Wczoraj otrzymałem korespondencję z USC wraz ze stosownym Odpisem z którego wynika, że Franciszka Kucharczyk z domu Chudzik umarła w wieku 83 lat 29 września 1955 roku w Łodzi przy ul. Stalina /dzisiejsza Aleja Piłsudskiego/. Z dokumentu wynika ponadto, że była wdową. Nie wiem kiedy zmarł jej mąż Józef Kucharczyk. Nie ustaliłem jeszcze gdzie Franciszka została pochowana. Jej grobu nie ma na dostępnych w Internecie spisach cmentarzy w Łodzi. Podejrzewam, że została pochowana na tzw. Starym Cmentarzu w Łodzi.

Źródeł wiedzy o Czesławie Bednarczyku mam kilka. Pierwszą osobą, która systematycznie zbierała informacje o rodzinie Bednarczyków był... on sam. Prawdziwy kronikarz. Znając jego bogaty życiorys oraz angażowanie się w wiele spraw społecznych, aż trudno mi uwierzyć że miał jeszcze czas na gromadzenie rodzinnych dokumentów, robienie zapisków, w końcu na prowadzenie kroniki. A jednak ten czas znajdował. Tą pasję przejął po nim jego wnuk sp. Konrad Ireneusz Bednarczyk. To on pozwolił od nowa prawdziwie odświeżyć pamięć swojego Dziadka. W opracowaniu Konrada Bednarczyka pt. "Nasz Dziadek" znajduję mnóstwo ciekawych faktów z życia Czesława Bednarczyka. Kolejną osobą, która znacząco przyczynia się do podtrzymywania pamięci o Czesławie jest jego syn Telesfor. Pozdrawiając go w tym miejscu, napiszę  tylko, że będąc już po 70 tce  postanowił nagrać na starą poczciwą kasetę magnetofonową wspomnienia o swoim ojcu, o jego burzliwym życiu i ciężkiej pracy. Jak postanowił - tak zrobił. W dniu 22 kwietnia 2001 r. usiadł wygodnie w swoim fotelu, uruchomił magnetofon wcisnął na nim czerwony przycisk z napisem "RECORD". Po chwili zaczął mówić:

"Jest dziś 22 kwietnia 2001 rok a więc nowy wiek i nowe tysiąclecie. A ja Telesfor Bednarczyk 71 letni dziadek, siedząc sobie w fotelu w ciepłym mieszkaniu. Na dworze jest zimno tylko plus 4 stopnie. Więc słucham radiowych piosenek i myślę o minionym wieku, o tym co się działo w ostatnich latach aż tu słyszę taka piosenkę. Posłuchajcie!"

Jakie życie jest piękne, jaki piękny jest świat.
Trzeba pokochać folklor, dużo uroku on ma.

Ref.
Jak szybko mijają lata, jak szybko przemija czas,
piosenka odejmie starość, nawet odejmie nam lat.

Gdyby ktoś nie chciał wierzyć, niech się przekonać da,
że z piosenką na ustach wdzięk i urodę się ma.

Ref. Jak szybko mijają lata ...

Więc dziś mocniejszym głosem, śpiewajmy wszyscy wraz,
wiwat zespół ludowy, z nim milej upływa czas.

Ref. Jak szybko mijają lata ...

Po odsłuchaniu ludowej przyśpiewki Telesfor Bednarczyk opowiada o historii swojej rodziny. 

Bednarczykowie genealogię mają we krwi!

Po tym jak w styczniu 1911 roku Czesław Bednarczyk poślubił moją praprababcie  Mariannę z Kędziorów, nie długo cieszył się rodzinnym szczęściem. Po wybuchu I wojny światowej został wcielony do armii niemieckiej. Brał udział w kampanii przeciwko Rosjii Carskiej na terenie dzisiejszej Ukrainy. Oto co napisał Dziadek Czesław o tym okresie swojego życia:

"...1917 dostałem się do niewoli rosyjskiej pod Stanisławowem /wioska Rybno/. Zaraz zaczelim zbierać rannych, robiąc nosze znosilim do sanitariuszy, gdzie byli zaopatrywani i bandażowani. Po zbiórce wszystkich jeńców a było ich około 9000 różnych narodów [...] w tym 800 Polaków, które chciał ten oficer pułkownik [...] wysłać gdzieś do pracy. Lecz 800 było za wiele więc rozkazał wystąpić rzemieślnikom. Wystąpili 62, tych orzekł, że może zatrudnić u siebie a że jestem ślusarzem maszynowym, więc dostałem się do kuźni, gdzie temu pułkownikowi zrobiłem maszynkę do nabijania tytoniu [...] zostalim odkomenderowani do miasteczka Szarygrod [...] zaczęło się uspakajać, więc nie było zajęcia a okoliczni ziemianie przyjeżdżali brać jeńców do pracy na roli. Ja i pięciu innych zabrał nas pod dowództwem żołnierza rosyjskiego do majątku Tuka Miłczewskaja [...] tam była kuźnia, więc była praca w kuźni, remonty maszyn."

Czytając ten fragment wspomnień Dziadka Czesława zastanawiałem się czy przypadkiem nie brał udziału w bitwie, która przeszła do historii jako Bitwa pod Krechowcami. 24 lipca 1917 walczący po stronie rosyjskiej polscy ułani otrzymali rozkaz powstrzymania natarcia Niemców na Stanisławów w okolicach wsi Krechowce. Akcja polskich ułanów miała mieć na celu osłonę odwrotu oddziałów rosyjskich. Jeśli Czesław Bednarczyk faktycznie brał udział w tej kampanii to los zgotował mojemu Pradziadkowi przykre doświadczenie. Odziany w niemiecki mundur mógł walczyć z rodakami stojącymi po drugiej stronie barykady, w dodatku w nie swojej wojnie....


Zanim Dziadek Czesław trafił do majątku carskiego pułkownika, przez krótki okres pracował w sierocińcu w którym mieszkało ok 180 rosyjskich dzieci. Parał się w nim rożnymi pracami. Ze wspomnień można wywnioskować, że dziadek służył bardzo zamożnym ludziom, z którymi żył w zgodzie. Opowiedział ciekawą historię jak to razu pewnego dzieci Hrabiny /zapewne żony pułkownika/ zapytały go co Polacy jedzą w piątki na obiad. Dziadek zaskoczony tym pytaniem odpowiedział im zgodnie z prawdą, że w Wielkopolsce w postny piątek zwykle jada się "gzik" czyli twaróg ze śmietaną. Do tego ziemniaki w mundurkach. Dzieci hrabiny tak były zainteresowane tą tradycyjną wielkopolską potrawą, że namówiły Dziadka aby takie danie im przygotował. Czesław wystąpił więc w roli polskiego kucharza. Twaróg ze śmietaną i z ziemniakami bardzo przypadł rosyjskiej rodzinie do gustu.

Wkrótce nastały czasy rewolucji październikowej. Nie trudno się domyśleć że dziadek ponownie stanął po dwóch stronach barykady w nie swojej wojnie. Właściciele majątku zostali zamordowani przez czerwonoarmistów. W miasteczku zapanował horror sprawowany przez żołnierzy spod czerwonej gwiazdy. Czesław Bednarczyk wraz z innymi jeńcami pozostał w majątku pułkownika. Potrafił szybko odnaleźć się w trudnej sytuacji. Wiedział, że przeżyje jeśli będzie sprytny. Zdawał sobie sprawę, że póki nie może legalnie opuścić miejsca, w którym był więziony, musi współpracować z komunistami. Dzięki swoim umiejętnością ślusarskim szybko udowodnił, że może się przydać. Czesław wspominał, że panowała wówczas moda na przerabianie długiej broni na krótką. Czynność ta wcale nie była prosta. Znawcy tematu potwierdzą, że skracanie lufy wiąże się również z koniecznością montowania muszki w nowym miejscu. Ponadto taka stara-nowa broń całkowicie zmienia swoje parametry balistyczne. Wymaga wielokrotnego przestrzelania, regulacji itp.  Dziadkowi jednak świetnie to wychodziło. Doświadczenia w pracach ślusarskich nabył jeszcze w Radomicku. Jako młody chłopak uczył się rzemiosła kowalskiego. Po wojnie, będąc już żonatym mężczyzną pracował w fabryce maszyn rolniczych w Dłużynie, której właścicielem był polski przedsiębiorca Józef Nitsche. W fabryce, w której pracę znalazło ok 40 robotników, Dziadek pełnił kierowniczą funkcję. Sądzę że był odpowiednikiem dzisiejszego brygadzisty lub szefa produkcji. Otrzymał nawet od Nitschego propozycję wyjazdu na stałe do Berlina. Z propozycji tej jednak nie skorzystał.

 "Sielanka" szybko się skończyła. Fala rewolucji zalewała Rosję niczym powódź. Dotarła również do majątku pułkownika. Rewolucjoniści spalili cały jego dobytek łącznie ze zgromadzoną żywnością. Czesław Bednarczyk mieszkał w ruinach majątku wspólnie z dwoma Francuzami. Kompani niedoli nauczyli go języka francuskiego. Dziadek miał jeszcze jednego przyjaciela, który nie raz uratował mu życie. Był nim pies pułkownika rasy bernardyn. Przywiązał się do dziadka i ostrzegał go w nocy głośnym szczekaniem przed grasującymi w pobliżu uzbrojonymi bandami. Panowały totalne bezprawie i chaos.

Czesław Bednarczyk coraz częściej myślał aby wykorzystać tą sytuację do ucieczki do Polski. Tym bardziej, że musiały go dochodzić informacje o odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Ciesząc się tą nowiną,  wiedział jednocześnie, że z tego powodu może mu zagrażać poważne niebezpieczeństwo. I właśnie teraz przydał się jego spryt i w miarę poprawne stosunki jakie utrzymywał z Rosjanami. Zwrócił się do miejscowego przedstawiciela władzy rewolucyjnej o wydanie przepustki, podczas której odwiedzi rodzinę w Polszy, a następnie grzecznie powróci do ....Rosji. Naczelnik wydając dziadkowi przepustkę dobrze wiedział, że widzi go ostatni raz w życiu. Sądzę że Panowie dobrze się znali i byli w poprawnych stosunkach. Czesław uprosił jeszcze aby na przepustce obok jego imienia i nazwiska dopisać "+2". Tym samym on wraz z francuskimi przyjaciółmi stali się prawie wolnymi ludźmi. Mieli do pokonania kilka tysięcy kilometrów aby stanąć u progów swoich rodzinnych domów. W tym czasie Marianna nie wiedział co dzieje się z jej mężem. Przez parę lat mogła żyć w przekonaniu, że zginął gdzieś na rosyjskim froncie. Czesław Bednarczyk wędrował w stronę Polski głównie pieszo i nocą. Do Dłużyny przybył wiosną 1919 roku. Był bardzo chory i wycieńczony. CDN