Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powstanie Wielkopolskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powstanie Wielkopolskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2026

Powstanie Wielkopolskie widziane oczami dawnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin.

9 listopada 1918 r. abdykował cesarz Niemiec Wilhelm II Hohenzollern. Na oczach ówczesnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin rodziła się Polska.

Następnego dnia tj. 10 listopada 1918 roku w Piotrowicach zaczęli pojawiać się pierwsi rozbrojeni żołnierze pokonanej armii cesarskiej Królestwa Prus. Wracali do domu szczęśliwi, choć dla wielu było to szczęście okazywane przez łzy zawodu, fizycznego wyczerpania i upokorzenia. Jednym z pierwszych powracających był Wilhelm Gilert. W tym samym dniu w którym Wilhelm Gilert witał się z rodziną, w Lesznie powstawała Rada Żołnierska, która miała zapanować nad panującym w mieście chaosem, nieporządkiem i chuligaństwem w związku z rozlewającą się po Niemczech rewolucją. Ulicami błąkali się niemieccy żołnierze, wielu z nich zapewne zdezerterowało w ostatnich dniach wojny. W Piotrowicach i Trzebinach panował tylko pozorny spokój. Mieszkańcy byli zdezorientowani zaistniałą sytuacją. Zmiany następowały zbyt szybko. Trudno było ocenić co jeszcze - po przegranej wojnie może się wydarzyć. Z obawą spoglądali w przyszłość. Każdego dnia rodziny czekały na powracających z wojny mężczyzn. Ci, którzy nie trafili do niewoli, już w połowie stycznia 1919 roku wrócili do swoich rodzin. 

Nauczyciel na drzwiach budynku szkoły w Piotrowicach wywiesił ulotkę Rady Żołnierskiej. Niemal natychmiast zebrała się przed szkołą spora grupa mieszkańców. Czytali z uwagą eksponowany dokument, po czym rozchodzili się w milczeniu do domów. Zaczęli rozumieć, że stary porządek na ich oczach się rozpada.  Nadchodziło nowe i to wielkimi krokami. 

Ulotka Rady Żołnierskiej. Leszno 10.11.1918 r.

Ulotka wzywała żołnierzy i obywateli miasta Leszna do zachowania spokoju i podporządkowania się władzy żołnierskiej i administracji cywilnej. Autorzy ulotki zapewniali, że będą stanowczo przeciwdziałać wszelkim próbom przemocy i zakłócania spokoju. Od tej chwili na ulicach miasta będą obecne patrole, które będą wyróżniały się noszonymi na ramieniu czerwonymi opaskami. Zniesiono obowiązek salutowania. 

15 listopada 1918 roku w Piotrowicach i Trzebinach przeprowadzono wybory do Rady Chłopskiej. Miała ona pełnić podobną rolę co Rada Żołnierska w Lesznie. Rade wybierano spośród ogółu ludności wiejskiej. Ostatecznie weszli do niej Ferdynand Hiersemann, Albert Wittig, Józef Gunther, i Paul Faller. 

Tymczasem do Piotrowic dotarła smutna dla mieszkańców wiadomość o ranach odniesionych w ostatnim tygodniu wojny przez nauczyciela Kurta Klunskę. Klunska dochrapał się stanowiska dowódcy 7 kompanii w 461 Pułku Piechoty. Teraz leżał w szpitalu wojskowym w m. Zwickau w Saksoni. Porucznik był w fatalnym stanie psychicznym. Wiedział, że wojna jest przegrana. Czarę goryczy wypełniła świadomość, że w jednym z ostatnich szturmów na dowodzoną przez niego kompanię zginęło 8 żołnierzy a 6 kolejnych było ciężko rannych. Po wyjściu ze szpitala bez namysłu obrał kierunek na Piotrowice. Przyjechał tu 16 grudnia 1918 r. Był serdecznie witany przez dzieci i ich rodziców. Z tej okazji szkoła została odświętnie udekorowana zielonymi gałązkami iglaków. Odśpiewano mu hymn powitalny. Jego twarz była bardzo zmieniona. Wojna wyryła na jego twarzy przedwczesne zmarszczki. Teraz poruszał się wolno, podpierając się kulą. Rzadziej się uśmiechał. Po dwóch dniach opuścił wioskę aby załatwić formalności związane ze zwolnieniem ze służby wojskowej.

W ostatnim wpisie z 1918 roku autor kroniki szkoły w Piotrowicach pozwolił sobie na krótką dygresję: stwierdził mianowicie, że mijający 1918 rok przyniósł jego niemieckiej ojczyźnie taki upadek, jakiego żaden Niemiec nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Teraz, u progu nowego 1919 roku w "jego" prowincji wybucha nowa wojna - walka Polaków o Poznań! 

Nie mógł wiedzieć, że właśnie wybuchło Powstanie Wielkopolskie. 

Noc 11/12 stycznia 1919 była dla mieszkańców Piotrowic i Trzebin bardzo niespokojna. Gdzieś od strony Lasocic słychać było pojedyncze wystrzały. Rano przed salą Hinderlicha zebrała się kilkunastoosobowa grupa mężczyzn. Wśród nich był Bruno Beisert, który poprzedniego dnia wrócił z wojny. Teraz stał wśród znajomych w zniszczonym cesarskim mundurze i drapał się w głowę. Rozprawiano gorączkowo o aktualnej sytuacji politycznej. Na twarzach zebranych osób malowały się strach i podniecenie. Polacy podnosili się z kolan! Jak temu zaradzić? Trzeba się bronić! Nie ma innej rady. Postanowiono sformować straż obywatelską. Rozdano 15 karabinów i po 20-25 sztuk amunicji. Wieczorem na drogach wylotowych z Piotrowic i Trzebin wystawiono warty.  Służbę pełniono do godz. 6 rano. 

W nocy 12/13 stycznia 1919 roku na południowym niebie widać łunę pożaru. Wyraźnie słychać strzały i wybuchy. 

Nauczyciel postanowił kolejny raz zamknąć szkołę.  Powód ciągle ten sam: brak opału. Poza tym, jak twierdził: jest zbyt niebezpiecznie na naukę. Polacy są nieobliczalni! Kto wie co takim może przyjść do głowy. 

12 stycznia 1919 r przez Piotrowice lotem błyskawicy mknie wiadomość, że oto oddział polskich powstańców wdarł się na plebanię w Gołanicach i aresztował ks. Rademachera. I to kiedy? W porze gdy spożywał obiad!

Piotrowice zostały odcięte od świata. Brak łączności telefonicznej i telegraficznej. Nie jeżdżą żadne pojazdy. Po drodze wiodącej z Niechłodu do Święciechowy hula wiatr. Mieszkańcy wsi są zdani jedynie na siebie. To potęguje strach i poczucie bezradności.  

14 stycznia 1919 roku około godz. 23 wyraźnie słychać wycie syren w parowozowni w Lesznie. O godz. 1.45 z tego samego kierunku dochodzą odgłosy wybuchów i terkotanie karabinów maszynowych. Nad ranem w Święciechowie biją dzwony. 

15 stycznia 1919 niemiecka straż obywatelska wszczyna alarm na wieść o próbie przejazdu przez Lasocice dwóch polskich samochodów pancernych. Kierowały się w stronę Strzyżewic aby tam zająć folwark. Zostały odparte. 

16 stycznia 1919 roku postępuje dalszy rozkład armii niemieckiej. Żołnierze są zmęczeni i wycieńczeni. Panuje głód, więc muszą sami dbać o swoje wyżywienie. Zastawiają pułapki na zające i sarny. 

18 stycznia 1919 r. do Piotrowic przybywa 14 żołnierzy z pułku we Wschowie. Mieli ze sobą dwa karabiny maszynowe. Mężczyźni zajęli kwatery w szkole. 

19 stycznia 1919 roku w Niemczech trawa głosowanie do Zgromadzenia Narodowego. Były to pierwsze w Niemczech wybory po upadku cesarstwa. Mieszkańcy Piotrowic i Trzebin głosują  w lokalach w Święciechowie i Niechłodzie. 

Tego samego dnia ok godz. 22 ktoś wszczyna alarm, że polscy powstańcy   zbliżają się do Piotrowic. Wiadomość ta okazała się jednak plotką. Jednak Niemcy wolą dmuchać na zimno i wystawiają posterunek z karabinem maszynowym przy drodze polnej w kierunku Jezierzyc. 

Piotrowice. Droga polna w kierunku Jezierzyc. To tutaj, według relacji autora kroniki szkolnej miał zostać wystawiony posterunek z karabinem maszynowym. Źródło: maps.google.com

31 stycznia 1919 roku o godz. 14.00 niemieccy żołnierze stacjonujący w Piotrowicach otrzymali rozkaz przeprowadzenia rozpoznania sytuacji na drodze leśnej w kierunku Gołanic. O godz. 14.30 w drogę ruszyło 7 uzbrojonych piechurów. Wśród nich był syn gospadarza Hinderlicha z Piotrowic, Handke, podoficer ze straży granicznej w Święciechowie Kotke oraz żołnierz o nazwisku Kutzner z Jezierzyc. Patrol pokonał ok 4 km polnych i leśnych dróg łączących Piotrowice z Gołanicami. Gdy żołnierze zbliżyliu się na około 20 m do zabudowań majątku w Gołanicach, zostali zaskoczeni gradem pocisków z powstańczych karabinów maszynowych. Ciężko ranny został młody Hinderlich. Wycofujący się w popłochu towarzysze nie byli w stanie mu pomóc. Wkrótce mieli się dowiedzieć, że trafił do niewoli i został przewieziony do Poznania. Nie obyło się bez ofiar. Na miejscu zginął niejaki Wilhelm Felix Grunder. Nauczyciel szkoły w Piotrowicach na wieść o fatalnym przebiegu rekonesansu, zdecydował, że pomoże odzyskać ciało poległego żołnierza. Został parlamentariuszem i następnego dnia przybył do Gołanic z białą flagą domagając się od polskich obrońców wydania ciała poległego niemieckiego piechura. Pertraktacje były skuteczne bo dowódca polskiego oddziału zgodził się na to bez wahania. W dniu 3 lutego 1919 roku około godz. 10 rano nauczyciel wraz z parobkiem gospodarza Hoffmanna z Piotrowic  przyjechali furmanką do Gołanic. Nie kryli zaskoczenia, kiedy okazało się, że ciało Wilhelma Grundera było złożone do trumny, pieczołowicie przystrojonej wieńcami przez polskie mieszkanki Gołanic. Świadczyło to o tym, że Polki potraktowały ciało niemieckiego żołnierza z wielkim szacunkiem. Trumnę przywieziono do Trzebin, i złożono na katafalku w pałacowej kaplicy. Gest udekorowania trumny wieńcami i pozostawienie przy zmarłym zegarka i 50 marek wywarło na kronikarzu ogromne wrażenie. Przeprowadzono zbiórkę na wieniec od mieszkańców wsi. Zebrano 109 marek. 

Zorganizowano punkt łączności telefonicznej z Lesznem i Święciechową. Centralę telefoniczną umieszczono w jednej z klas "starej" szkoły. 

1 lutego 1919 roku w Piotrowicach pojawił się Kurt Klunska. Pochwalił się, że przyznano mu Krzyż Żelazny II klasy. Teraz postanowił wstąpić w szeregi straży obywatelskiej. Był dla niej cennym nabytkiem. Udział w wojnie i stopień oficerski czyniły go doskonałym kandydatem na jej dowódcę. Piotrowice stały się małą fortecą. Klunska dowodził grupą 48 ludzi, wyposażonych w broń palną, amunicję i dwa karabiny maszynowe. 

26 marca 1919 roku szkołę w Piotrowicach opuściło wojsko. Do klas powróciły dzieci. 31 marca naukę zakończyło 14 dzieci. Na dzień 1 kwietnia 1919 roku do szkoły zapisanych było 81 dzieci: 17 chłopców i 21 dziewcząt ewangelików oraz 13 chłopców i 30 dziewcząt katolików. 

17 kwietnia 1919 roku polsko-niemiecka komisja rozpoczęła wytaczanie nowej granicy (linii demarkacyjnej) pomiędzy Piotrowicami i Gołanicami. Od tej pory linii tej nie można było pod żadnym pozorem przekraczać. Była pilnowana po obu stronach przez patrole. Ciekawostką pozostaje (według autora kroniki), że linie demarkacyjną pomiędzy obiema wsiami pierwotnie wyznaczano przy pomocy snopków siana.  

Mniej więcej w tym samym czasie Kurt Klunska został wycofany z Piotrowic do Niechłodu. 

17 stycznia 1920 roku na skutek postanowień konferencji wersalskiej Leszno i okoliczne wsie w tym Piotrowice i Trzebiny zostają przyłączone do Polski. W tym czasie w Lesznie zamieszkiwało już około 70% Polaków. Resztę stanowili Niemcy. Dzień wcześniej miasto opuściły wojska niemieckie. Na fasadzie szkoły w Piotrowicach po raz ostatni zawisła niemiecka flaga Republiki Weimarskiej. Wokół niej zebrali się uczniowie. Na drodze do Trzebin gromadzili się i rodzice i chętni wziąć udział w tej smutnej uroczystości. Po odśpiewaniu hymnu wszyscy rozeszli się do domów. Nauczyciel z należną czcią zdjął flagę, zwinął w rulon i zaniósł do klasy.  

19 stycznia 1920 roku o godzinie 15tej do Piotrowic wkracza mały oddział ułanów Wojska Polskiego. Po krótkiej rozmowie z nauczycielem trójka z nich zajmuje kwaterę w starej szkole. Kolejny raz zawieszono zajęcia w szkole. Na budynku szkoły trzepocze flaga biało-czerwona.

1 marca 1920 roku w szkole pojawia się dawny jej nauczyciel Kurt Klunska. Wszedł do szkoły i poprosił o kronikę. Zasiadł za biurkiem, zatopił pióro w kałamarzu i zaczął pisać:

"...opuszczam moją ukochaną szkołę, ponieważ otrzymałem wypowiedzenie od nowego polskiego rządu. Dokąd teraz pójdę? Któż to wie! Mojemu następcy życzę sukcesów, zwłaszcza wychowawczych, ale również pełnego zadowolenia z pracy, bo to właśnie to zadowolenie jest potrzebne tu, w tych ubogich stronach..."

Kurt Klunska wyjechał z Piotrowic i prawdopodobnie już nigdy więcej się tu nie pojawił. 

Na mocy rozporządzenia Wojewody Poznańskiego z dniem 15 maja 1920 roku pracę w szkole w Piotrowicach rozpoczął niejaki Iwański. Nowy nauczyciel utworzył dwa oddziały klasowe: niemiecki i polski. Do oddziału niemieckiego należało 51 dzieci, do polskiego 22 dzieci. 

Z polecenia polskich władz oświatowych w klasie zawisło polskie godło. 

28 listopada 1920 roku kadrę nauczycielską wzmocniła nauczycielka Jelena Wojnicka. Z powodu choroby przez kilka kolejnych dni przebywała na zwolnieniu lekarskim. 

......................................................................................................................................................................

Jak potoczyły się dalsze losy Kurta Klunski? Co nieco już wiem na ten temat. Wkrótce podzielę się tą wiedzą. 




 Źródło: Kronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie





środa, 5 listopada 2014

Jak to z tym Powstaniem było?



        W zrywie Powstania Wielkopolskiego 1918/1919 roku  nie brał udziału nikt z Hudzików, ani z Zakrętów. Jedni i drudzy mieszkali wówczas w Mielcuchach w gminie Czajków leżącej  na prawym brzegu Prosny. Tu od 11 listopada 1918 roku była już wolna Polska. Co się zaś tyczy rodziny Bednarczyków to w memencie wybuchu Powstania Wielkopolskiego mieszkała na terenie powiatu kościańskiego, głównie w Radomicku i okolicznych wsiach oraz w Dłużynie. Mieszkańcy tych okolic Wielkopolski od pierwszych dni powstania aktywnie angażowali się w zbrojny czyn przeciwko niemieckiemu zaborcy. Do historii przeszła słynna „Bitwa pod wiatrakami” w Zbarzewie, w której 9 stycznia 1919 roku zginęło kilku powstańców z Włoszakowic.  Wśród powstańców z Sączkowa, wsi oddalonej od Dłużyny o kilka kilometrów na północ, był Jan Bednarczyk. Problem jednak w tym, że nie potrafię z całą pewnością  stwierdzić, że był on spokrewniony z Bednarczykami z Radomicka. Kwestia ta wymaga dalszych analiz.
 
W Powstaniu Wielkopolskim aktywnie brał udział  Władysław Kędziora i jego brat Jan Kędziora z Dłużyny. Ich siostra Maria była żoną Czesława Bednarczyka. Władysław był też chrzestnym mojej Babci Anny Hudzik. 
Z chwilą wybuchu powstania Władysław Kędziora zajął się organizacją oddziału z mieszkańców Dłużyny i sąsiednich: Charbielina oraz Szczepankowa. Jego luźny 16 osobowy oddział między 1 a 14 stycznia 1919 r. stoczył potyczki z Niemcami pod Włoszakowicami, Zbarzewem /tam został ranny/, Krzyckiem i Lipnem. 14 stycznia 1919 r. z oddziałem dołączył do Kompanii Przemęckiej dowodzonej prze ppor. Stanisława Michalskiego, w której otrzymał dowództwo plutonu. Brał czynny udział w wyprawie na Kaszczor i Mochy. Kompania Przemęcka obsadzała odcinek ,,Boguszyn'' Grupy Leszno w rejonie Kaszczoru. Tam pełnił służbę do 31 stycznia 1919 r. Po przeformowaniu 1 lutego 1919 r. znalazł się w 2 kompanii pod dowództwem Szymańskiego, Odcinka ,,Śmigiel'' Grupy Leszno . Później po jego reorganizacji znalazł się w 6. Pułku Strzelców Wielkopolskich. Potem od marca 1919 r. w 3. pułku ułanów wielkopolskich/ 17. pułku ułanów, jako wachmistrz zdemobilizowany w grudniu 1920 roku. W innym dokumencie z 1973 r. podaje uczestnictwo w 6. Pułku Strzelców Wielkopolskich od połowy maja 1919 r. na stanowisku kierownika kancelarii. W życiorysach dla ZBoWiD skrzętnie ominął udział w wojnie bolszewickiej. W dokumencie znajdującym się w WBH/CAW natomiast znajdujemy ankietę akcesyjną do Związku Powstańców Wlkp. z października 1938 r. gdzie pisze, że od stycznia 1920 r. brał udział w wojnie z bolszewikami w 6. Pułku Strzelców Wielkopolskich. W składzie tej jednostki wojskowej wziął udział w Wyprawie Kijowskiej w kwietniu 1920 roku, uczestniczył w bitwach pod Berezyną i Berdyczowem, do końca wojny z bolszewikami (prawdopodobnie chodzi o 18 października 1920 r., czyli wejście w życie rozejmu). Pisze również o demobilizacji 16 grudnia 1920 r. z 17. pułku ułanów w Gnieźnie. Ankietę potwierdzali z koła w Święciechowie Franciszek Wawrzyniak i Jan Kalitka.
      
Wydarzenia, o których piszę poniżej rozgrywały się bezpośrednio przed wybuchem Powstania oraz w chwili jego największego nasilenia. Oto fakty:

W chłodny poniedziałek 16 grudnia 1918 roku o godz. 07.40 do  kościoła pw. Św. Jakuba Większego w Dłużynie zaczęli schodzić się pierwsi  mieszkańcy wsi a wśród nich Anna Bednarczyk z dziećmi Marią, Martą i Franciszkiem.  Słońce dopiero co wschodziło, więc w świątyni panował półmrok, przez który nieśmiało próbowały przebić się migocące światła świec. W kościele panował uroczysty nastrój. Gdzieniegdzie dało się słyszeć szepty modlących się w skupieniu ludzi. O godz. 08.00 rozmodloną ciszę przerwał dźwięk dzwonka oznaczający rozpoczęcie nabożeństwa. Ksiądz Felicjan Rybicki stanął przed ołtarzem w otoczeniu ministrantów. Tak rozpoczęła się msza święta w intencji Dłużynian poległych na frontach I wojny światowej. Należał do nich mąż Anny - Walenty Bednarczyk, który poległ w bitwie pod Verdun w 1916 roku.  Pięć dni później tj. w czwartkowy poranek  21 grudnia 1918 roku  w salce parafialnej dłużyńskiej parafii zebrali się mężczyźni,  którzy szczęśliwie powrócili z wojny. Walczyli na niej dla niemieckiego zaborcy, wbrew własnej woli i nie w swojej sprawie.  Wśród nich zabrakło mojego pradziadka Czesława Bednarczyka, który w tym czasie z wielkim trudem i poświęceniem, schorowany wracał do domu z rosyjskiej niewoli. Kiedy mężczyźni uroczyście jedną kolumną wkraczali do kościoła, oczy zgromadzonych w kościele wiernych zwróciły się w ich stronę. W kościele obecna był żona Czesława Bednarczyka Maria z Kędziorów wraz z dziećmi. Modliła się w intencji szczęśliwego powrotu męża, od którego już od wielu miesięcy nie miała żadnych wiadomości.

Mój pradziadek Marcin Chudzik wybuch Powstania Wielkopolskiego z pewnością przyjął z zakłopotaniem ale zarazem z radością. To była kolejna dobra wiadomość ostatnich tygodni 1918 roku. Wieści o walkach ulicznych w Poznaniu rozeszły się lotem błyskawicy po całej Wielkopolsce. Nie ominęły Mielcuch, które znajdowały się od kilku tygodni w wolnej Polsce.  W mroźny sylwestrowy wieczór 1918 roku do  drzwi chałupy Szczepana Zakręta zapukał młody mężczyzna, który swoją skromną sylwetkę skrył pod włochatym kożuchem. Szczepan Zakręt bezbłędnie rozpoznał w gościu swojego przyszłego zięcia. Marcin Chudzik zachęcony gestem Gospodarza przekroczył próg chałupy. Przywitał się z domownikami, zrzucił kożuch i usiadł przy stole. Po chwili dołączyła do nich Stanisława, najstarsza córka Szczepana. Kobieta usiadła obok Marcina, obdarzyła go uśmiechem i zaczęła wsłuchiwać się w treść rozmowy dwóch mężczyzn. A było co omawiać. Szczepan niepokoił się skutkami  jakie mógł pociągnąć za sobą wybuch Powstania. Marcin mu wtórował a zarazem zastanawiał się jak powinien zachować się w takiej sytuacji? W końcu był młody....choć nie najlepszego zdrowia. A Niemcy? Co zrobią Niemcy? Wreszcie co z weselem? Uroczystości zaślubin zaplanowano na 20 stycznia 1919 roku. Dzisiaj wiemy, że ślub się odbył.

Wróćmy do Dłużyny. Rankiem 19 stycznia 1919 roku zaczął obficie padać deszcz. Przyszła odwilż. Na drodze prowadzącej do chałupy Bednarczyków powstało sporych rozmiarów rozlewisko. Zmarznięta ziemia nie zamierzała wchłaniać nadmiaru wody. Resztki śniegu topniały w zdumiewającym tempie. Maria Bednarczyk przygotowywała pierwszy tego dnia posiłek. Nagle coś ją zaniepokoiło. Spojrzała w okno. Przez chwilę stała nieruchomo wstrzymując oddech. Przez fałdy firanki dostrzegła  stojącą na podwórzu postać. Bez wątpienia był to mężczyzna. Ubrany był w zniszczoną czasem kufajkę. Stał w lekkim rozkroku i rozglądał się po obejściu w taki sposób, jaki robiła to tylko jedna osoba. "Jezus Maria! Czesław"! - zawołała kobieta i wybiegła przed dom.  Tego samego dnia na dworzec we Włoszakowicach podjechał  od strony Leszna niemiecki pociąg pancerny i ostrzeliwał wieś z wielkokalibrowego działa. Rodzina Czesława musiała słyszeć te odgłosy. Powstańcy próbowali przepuścić atak aby unieszkodliwić pociąg. Ten jednak oddalił się po kilku godzinach w stronę Leszna. Wieczorem Czesław wyszedł przed chałupę i spojrzał w rozgwieżdżone niebo. Zewsząd dobiegały  odgłosy ujadających psów.  Nareszcie w domu!
 
          Wielu Wielkopolan, którzy służyli podczas I wojny światowej w szeregach pruskiej armii po powrocie z frontu masowo przyłączało się do powstańczych oddziałów. Byli bardzo cennym nabytkiem. Zaprawieni w boju w najokrutniejszej z wojen, emanowali doświadczeniem wojskowym i chęcią odegrania się na znienawidzonych okupantach. Wśród nich byli i tacy, którzy dysponowali własną bronią, przywiezioną prosto z frontu. Trzeba jednak zrozumieć tych spośród nich, którzy nie chcieli przyłączyć się do Powstańców. Po wielu latach wojennych doświadczeń, codziennej okopowej zgryzoty a nierzadko po kilku latach pobytu w niewoli, musieli wreszcie zająć się swoimi rodzinami, wyleczyć rany, odzyskać zdrowie.

    W 1968 roku gazeta Głos Wielkopolski oraz  organizacja o nazwie Związek Bojowników o Wolność i Demokrację /ZBOWiD/ ogłosiły konkurs pt. „W 50 rocznicę Powstania Wielkopolskiego” Udział w konkursie postanowił wziąć syn Czesława Bednarczyka - Józef. Ten wieloletni  pracownik Urzędu Stanu Cywilnego we Włoszakowicach napisał pracę, którą zatytułował: „Przebieg Powstania Wielkopolskiego we Włoszakowicach pow. Leszno woj. poznańskie” Maszynopis znajduje się w zbiorach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej pod linkiem Z  tej ośmiostronicowej pracy,  możemy wyczytać opis najważniejszych wydarzeń jakie miały miejsce podczas Powstania Wielkopolskiego na terenie gminy Włoszakowice w styczniu oraz lutym 1919 roku. Praca Józefa Bednarczyka zawiera również odręcznie narysowany szkic sytuacyjny potyczek powstańczych w okolicach Włoszakowic. Autor pracy posłużył się wspomnieniami żyjących jeszcze w 1968 roku byłych Powstańców: Piotra Gąda, Leona Kamińskiego, Jana Grycza, Łukasza Adamczaka, Stanisława Pytlika, Józefa Koniecznego, Józefa Fenglera. Wszyscy oni mieszkali we Włoszakowicach. W pracy wymienieni są również inni Powstańcy Wielkopolscy z interesującego mnie regionu. Wśród nich nie figuruje nikt z Bednarczyków.  


 
Szkic z pracy Józefa Bednarczyka 1968 r.