środa, 20 maja 2026

Elektryfikacja wsi Dłużyna w 1956 - 1959 r.

Wiatraki to pomnik dnia wczorajszego – słychać głos narratora Polskiej Kroniki Filmowej z 1946 roku. – W tę sielankę wkracza nagle nowoczesność. Właśnie stawiają pomniki nowej epoki. Słupy linii elektrycznej [...] Dzięki nim światło elektryczne dotarło pod wiejską strzechę. Chwila niepewności – żarówka oświetla wiejską chatę. Nic już nie będzie tak jak było”.

Władze powojennej Polski do serca wzięły sobie leninowskie hasło: komunizm to władza rad i elektryfikacja wsi. Gdy tylko zaprowadziły władzę, zajęły się tym drugim tematem.

Niestety elektryfikacja wsi postępowała powoli – z powodu braku materiałów, fachowców, a wreszcie pieniędzy. Starano się więc skłonić ludzi do pracy społecznej. W pierwszej kolejności elektryfikowano te miejscowości, które zadeklarowały więcej prac w czynie społecznym, czyli kopanie dołów, organizowanie transportu itp. Taką właśnie wsią była Dłużyna w pow. leszczyńskim. A wszystko miało swój początek w 1956 roku.

11 lat po wojnie. Ileż jeszcze można było czekać na prąd w chałupie? 

W przyjętym założeniu do Ustawy o z dnia 28 czerwca 1950 r. o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli przyjęto, że mieszkańcy będą aktywnie uczestniczyli w tym procesie. I tak było w Dłużynie. Nieformalny, tymczasowy komitet elektryfikacyjny wsi działał już w 1956 roku. Jednak pomysł aby dostarczyć prąd do każdego gospodarstwa w Dłużynie nie był wówczas jeszcze tak oczywisty. Pierwotnie elektryczność miała być doprowadzona przede wszystkim do istniejącego tu Rolniczego Zespołu Spółdzielczego "Wiosna Ludu". Jednak w połowie tego roku gruchnęła wiadomość, że Rolniczy Zespół Spółdzielczy wypadł z planu elektryfikacji. Z tego powodu kierownictwo zespołu wystosowało pismo do Warszawy do Ministerstwa Rolnictwa wprost domagając się przywrócenia przedsiębiorstwa do planu na 1957 r. Sądzę, że w efekcie tego, aby jeszcze dobitniej dać wyraz niezadowoleniu postanowiono wciągnąć całą wieś do tej gry, która w efekcie miała doprowadzić Dłużynę do pełnej elektryfikacji.  Dowodem na to jest rachunek na kwotę 2808,90 zł wystawiony przez Zbigniewa Nowackiego i Kazimierza Urbaniaka z Poznania, za usługę opracowania wstępnego projektu elektryfikacji wsi Dłużyna, na podstawie zlecenia z dnia 21 października 1956 r. W rachunku wyszczególniono takie pozycje jak: pomiar linii wysokiego i niskiego napięcia, usytuowanie stacji trafo czy projektowanie instalacji. Rachunek został zatwierdzony przez Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu. Choćby z tego powodu mieszkańcy wsi mieli prawo przypuszczać, że już wkrótce, najdalej do końca 1957 roku w ich chałupach zaświecą się żarówki. Tymczasem mijały dni i kolejne tygodnie a sprawa elektryfikacji wsi jakoś utknęła w martwym punkcie. Trzeba było działać i dlatego 16 stycznia 1957 roku w Dłużynie odbyło się zebranie mieszkańców wsi. Tematem obrad było przedyskutowanie ostatnich doniesień o niewłączeniu wioski do powiatowego planu elektryfikacji na 1957 rok.  Mieszkańcy zgodzili się, że należy w tej sytuacji wystąpić z wnioskiem do Wydziału Planowania w Powiatowej Radzie Narodowej w Lesznie o włączenie Dłużyny do planu elektryfikacji na ten rok. Protokół z zebrania wykonał odręcznie Czesław Bednarczyk a podpisało się pod nim około 45 gospodarzy. 

Na marginesie należy dodać, ze Czesław Bednarczyk był akurat tym gospodarzem, który potrafił poradzić sobie z brakiem prądu w swoim domu. Wspierał swojego syna Telesfora, wówczas ucznia technikum mechanicznego we Wschowie, w śmiałym jak na owe czasy projekcie tj. budowie domowej elektrowni wiatrowej. Za sprawą młodego i zdolnego elektrotechnika na posesji Bednarczyków stanął wysoki słup, na szczycie którego zamontowano śmigła, które wprawiane przez wiatr w ruch obrotowy produkowały prąd, który ładował akumulator samochodowy. Ten z kolei był źródłem prądu w gospodarstwie pod numerem 20.

W dniu  10 maja 1957 roku na zebraniu wiejskim podjęto uchwałę o przeprowadzeniu elektryfikacji Dłużyny własnymi siłami  i na własny koszt. Obecni na spotkaniu pierwszy sekretarz Powiatowego Komitetu PZPR Hybiak oraz przewodniczący Powiatowego Komitetu Planowania Gospodarczego Marcinkowski zapewnili, że państwo zapłaci za szczegółową dokumentacje projektową. Ponadto wybrano oficjalny skład komitetu elektryfikacyjnego. Na jego czele znalazły się osoby najbardziej do tej pory zaangażowane w to zadanie. Na swojego pierwszego przedstawiciela mieszkańcy wybrali Czesława Bednarczyka, od tej pory piastującego funkcję przewodniczącego Komitetu Elektryfikacyjnego wsi Dłużyna. Jego zastępcą został Stanisław Furmańczak, sekretarzem Henryk Pfeifer  a skarbnikiem Stanisław Śleboda. Członkami zostali: Ignacy Michałowski, Ludwik Apolinarski, Władysław Otto, Stefan Poloszyk, Stanisław Mierzyński, Franciszek Marciniak, Jan Gąd i Piotr Adamczak. Całkowity koszt elektryfikacji miał się zamknąć w kwocie 286 000 zł czyli około 4000 zł na jedno gospodarstwo. Na początek każdy z mieszkańców wpłacił 1000 zł plus dodatkowe 400 zł za każdy użytkowany hektar ziemi.  Reszta kosztów tego zadania miała zostać sfinansowana z kredytu. Decyzja mieszkańców Dłużyny świadczyła o ich dużej determinacji ale i o poczuciu bezradności wobec skostniałej biurokracji i braku pomocy ze strony władz powiatowych i wojewódzkich.  Zaczęto działać dwutorowo: z jednej strony założono oficjalny komitet elektryfikacyjny, podejmujący aktywne działania popychające temat do przodu, a z drugiej strony słano pisma aż do Warszawy do władz państwowych. Od samego początku szczególną aktywnością na tym polu wykazywał się  Czesław Bednarczyk. Zdawał sobie doskonale sprawę z powagi sytuacji. Można by odnieść wrażenie, że był zaangażowany ponadprzeciętnie. Najlepiej świadczy o tym teczka, w której gromadził wszystkie dokumenty związane z tym przedsięwzięciem. Do dzisiaj przetrwały w niej nie tylko oficjalne pisma, protokoły i rachunki ale nawet odręczne notatki dziadka na różne inne tematy, które zajmowały go przez całe życie (np. sprawa parcelacji ziemi po 1945 r) - ale o tym kiedy indziej.

Fragment protokołu z zebrania wiejskiego w Dłużynie z dnia 10 maja 1957 r. 

Komitet Elektryfikacyjny wsi Dłużyna zmagał się z problemem jakim był permanentny brak materiałów niezbędnych do poprowadzenia elektrycznych linii napowietrznych. Brakowało po prostu wszystkiego: słupów drewnianych, przewodów, transformatora, izolatorów, złączy, śrub, podstawowych narzędzi.  Brakujących podzespołów szukano na własną rękę, często przeglądając lokalną prasę z ogłoszeniami. Tak było w przypadku poszukiwań betonowych szczudeł, służących do zamontowania na nich drewnianych słupów. Dzięki nim nie trzeba było osadzać słupów bezpośrednio w gruncie, co pozwalało utrzymać je przez wiele lat w dobrym stanie technicznym. Starano się o nie w Strzybnickich Zakładach Betoniarskich k/ Tarnowskich Gór ale bezskutecznie. W podobnej sprawie Czesław Bednarczyk słał list aż do Orzysza na Mazurach. Działająca tam firma o nazwie "Wibrobeton" była producentem  akcesoriów budowlanych i akurat w 1957 roku ogłaszała się regularnie w Głosie Wielkopolskim.

Ogłoszenie z Głosu Wielkopolskiego 1957 r z którego komitet elektryfikacyjny wsi Dłużyna dowiedział się o dostępności szczudeł słupowych. Źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

Czesław Bednarczyk wysłał zapytanie ofertowe we wrześniu 1957 r a po kilku dniach z Orzysza nadeszła odpowiedź, że szczudła są najlepszej jakości  a firma Wibrobeton jest gotowa dostarczyć wymaganą liczbę tego asortymentu. 


Pismo Czesława Bednarczyka do firmy Wibrobeton. 1957 r. Źródło: Archiwum rodzinne

7 listopada 1957 roku Komitet wystąpił ze skargą do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego na decyzję o skreśleniu Dłużyny z planu elektryfikacji na 1957 rok. W piśmie zapewniono ministra, że prace przy elektryfikacji już trwają. Dano jednak do zrozumienia, że z powodu braku odpowiedniego transformatora nie będzie można ich szybko zakończyć. Komitet wyraził nadzieję, że czynniki państwowe staną na wysokości zadania i pomogą w szybkim przydzieleniu tego urządzenia. Nie mając jeszcze transformatora Komitet Elektryfikacyjny podpisał w dniu 17 stycznia 1958 r. umowę na wykonanie  najważniejszych prac instalacyjnych Zakładowi Elektroinstalacyjnemu Stanisława Krawczyka ze Szczecina. Głównym monterem z tej firmy przydzielonym do prac w Dłużynie został niejaki Józef Jatczak.  Interesujący zapis znajduje się w piśmie który skierował on do Komitetu w Dłużynie w lutym 1958 roku. Zapewnił, że wysłał już do Dłużyny transport z 1000 kg linki aluminiowej niezbędnej do budowy linii napowietrznej. Zastrzegł jednak, że na transport słupów drewnianych trzeba będzie jeszcze poczekać, ponieważ z powodu mrozu nie można ich wykopać z ziemi...! Czyżby były z odzysku? 

31 marca 1958 roku Komitet śle pismo do Zarządu Elektryfikacji Rolnictwa w Warszawie - który przydzielał transformatory - z prośbą o odpowiedni transformator. Członkowie Komitetu "legitymowali" się przy tym poparciem Powiatowego Zarządu Rolnictwa. Według Konrada Bednarczyka, nieżyjącego wnuka Czesława Bednarczyka, znanego autora książek o tematyce historycznej, związanej z rejonem Wolsztyna, 17 lipca 1958 roku Zarząd Elektryfikacji Rolnictwa zlecił Poznańskiemu Przedsiębiorstwu Elektryfikacji Rolnictwa sprzedaż transformatora Komitetowi Elektryfikacji wsi Dłużyna ale pod warunkiem, że wydanie go nie może zahamować robót planowych i nastąpi dopiero po uregulowaniu całkowitej należności. 

21 listopada 1958 roku nastąpił wreszcie uroczysty dzień zebrania owoców dwuletnich starań i wysiłków. O godz. 14.30  Czesław Bednarczyk przewodniczący Komitetu Elektryfikacji, podpisał oświadczenie, że został poinformowany, iż oddana do użytku sieć jest pod napięciem. Jednocześnie w aktach sprawy znalazło się zastrzeżenie Komitetu Elektryfikacji, że zgodnie z protokołem z dnia 10 maja 1957 roku bez jego zgody przez 5 lat Zakład Energetyczny nie podłączy do sieci tych, którzy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań wobec Komitetu. Pod tym zastrzeżeniem widnieje 10 podpisów w tym Czesława Bednarczyka. 

Ostatnim akordem elektryfikacji Dłużyny było oddanie do użytku oświetlenia ulicznego. Nastąpiło to w połowie maja 1959 roku. Protokół odbioru oświetlenia za Komitet Elektryfikacyjny podpisał nie kto inny jak Czesław Bednarczyk. Dobiegał wtedy do 70tki, ale to wcale nie była ostatnia batalia w jego długim i bogatym życiu. 

I tak oto głos narratora Polskiej Kroniki Filmowej z 1946 roku ziścił się w Dłużynie, wiosce, w której za sprawą wielu wspaniałym ludzi i mojego pradziadka Czesława Bednarczyka światło elektryczne dotarło pod wiejską strzechę. Nic już nie będzie tak jak było.



........................................................................................

Źródła:
  1. Archiwum rodzinne Bednarczyków
  2. Konrad Bednarczyk "Nasz dziadek" 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz