sobota, 25 kwietnia 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz III

Wiosna 1915 roku była zimna. Często padał deszcz a i śnieg nie był rzadkością. Wszystkim doskwierały braki opału. Na przełomie 1914/1915 roku szkoła w Piotrowicach była ogrzewana jedynie kilka dni. W kwietniu wreszcie zrobiło się trochę cieplej. W sadach zakwitły drzewa owocowe a przydomowe ogródki rozkwitły wiosennymi bylinami. Jednak w obu wsiach panował smutek i rozgoryczenie. Wśród mieszkańców narastało przygnębienie z powodu pogarszającego się zaopatrzenia. Pierwsze sygnały o poległych sąsiadach jeszcze bardziej pogarszały te nastroje.  

14 kwietnia wieczorem w Piotrowicach w sali gospodarza Hinderlicha wystąpił pastor Wilhelm Willigmann - ewangelicki duchowny posługujący w Lesznie. Był znany ze skrajnie nacjonalistycznych, niemieckich poglądów. Po odzyskaniu przez Wielkopolskę niepodległości, z powodu swojej działalności i wrogiemu nastawieniu do polskości został zmuszony do opuszczenia miasta. Teraz jednak siedział za stołem w sali Hinderlicha w Piotrowicach i podniosłym głosem, często gestykulując, wytykał zgromadzonym błędy przy wychowywaniu dzieci w warunkach wojennych. Przy okazji wzywał do wstrzemięźliwości w piciu i jedzeniu. Czasy są trudne, mawiał i dlatego wymagają drastycznych ograniczeń.  

Tymczasem do mieszkańców Piotrowic i Trzebin napływały listy i karty pocztowe  z  wszystkich frontów tej wojny. Młodzi chłopcy pisali do rodziców, mężowie do żon. W listach wyrażali troskę o bliskich, a swój los pokładali w Bogu i nadziei na rychłe zakończenie konfliktu. Na to się jednak nie zanosiło. W maju 1915 roku kolejni mieszkańcy otrzymali wezwanie do armii cesarskiej. Byli to z Piotrowic: Franz Deutsch, Emil Fechner, Franz Handke. Z Trzebin: Józef Łuczak. 

Chwilowe ukojenie przyniosły mieszkańcom obu wiosek wiadomości płynące ze wschodu. W maju 1915 roku na wieść o przełamaniu frontu rosyjskiego w bitwie pod Gorlicami na Podkarpaciu, władze zarządziły wywieszenie flag w każdym domostwie. Zapanowała powszechna radość, wręcz euforia. Wreszcie pojawiła się nadzieja na jakiś przełom. Zadowolenie z ogólnej sytuacji na froncie wschodnim wzrosło jeszcze bardziej wraz z napływającymi nowinami, które bezpośrednio dotyczyły mieszkańców Piotrowic. Pierwsza z nich szczególnie wzruszyła Karola i Eleonorę Hinderlichów. Ich syn Adolf, żołnierz 19 Pułku Piechoty, został odznaczony Krzyżem Żelaznym drugiej klasy. Druga wiadomość rozeszła się szerokim echem w całej okolicy, bowiem dotyczyła lubianego przez wszystkich tutejszego nauczyciela Kurta Klunskę. Walcząc na wschodzie w okolicach Jarosławca za zasługi na polu walki w dniu 13 maja 1915 roku otrzymał z rąk dowódcy Krzyż Żelazny.  Dla niego ta okropna wojna - przynajmniej na razie - miała się zakończyć. W ostatnich dniach maja został bowiem skierowany na kurs oficerski do Legnicy a następnie trafił do obozu szkoleniowego w Lockstedt w Holsztynie (północne Niemcy). Kolejne dobre wiadomości dotyczyły rodziny Maćkowiaków z Trzebin. Ich syn Józef również mógł z dumą nosić Krzyż Żelazny. Przypięto mu go w dniu 6 sierpnia 1915 r. Dobre wiadomości poprawiały nastrój młodzieży. Chłopcy słysząc o sukcesach swoich starszych kolegów, chętniej brali udział w ćwiczeniach wojskowych organizowanych przez nauczyciela. W ramach nauki doskonalili walkę wręcz, posługiwali się wystruganymi z drewna karabinami, ćwiczyli musztrę i i inne wojskowe zachowania. 

Mijały kolejne miesiące wojny. Rodzice poległych otrzymywali okolicznościowe dyplomy sławiące ich zabitych członków rodziny. Jesienne prace polowe zakończono w terminie, dzięki determinacji kobiet i dzieci, które podczas nieobecności synów, mężów i ojców musieli pracować za dwóch a nawet za trzech. Systematycznie organizowano akcje charytatywne dla wdów, sierot wojennych i inwalidów. Kurt Klunska pilnie szkolił się w Lockstedt. Szybko awansował na starszego sierżanta. Latem otrzymał krótki urlop, który wykorzystał na odwiedzenie rodziny w Sycowie. Nie znalazł czasu na przyjazd Piotrowic, nad czym ubolewał. Obiecał sobie, że przy następnej okazji na pewno odwiedzi swoich uczniów w ukochanej szkole. Okazja nadążyła się już w poniedziałek 16 sierpnia. O godz. 23.00, gdy większość mieszkańców wsi kładła się do łóżek, ktoś zapukał do drzwi szkoły. Mieszkający w niej nauczyciel nie spodziewał się takiego gościa! W progu stał uśmiechnięty pruski oficer. Kurt Klunska uścisnął zaskoczonego ale uradowanego nauczyciela. Mężczyźni do późna w nocy rozmawiali, opowiadając sobie o toczącym się życiu na wsi i trudach walki w okopach wojny światowej. Właśnie mijał rok jak Klunska opuścił Piotrowice. Przez ten czas zdążył już walczyć na froncie zachodnim pod Verdun i wschodnim pod Jarosławcem. Teraz jako absolwent obozu szkoleniowego z Lockstedt nosił oficerskie dystynkcje. W tych szczęśliwych dla siebie okolicznościach odwiedził Piotrowice z nadzieją na spotkanie ze swoimi uczniami.  Następnego dnia, Kurt Klunska spotkał się z dziećmi. Został przyjęty kwiatami, jak prawdziwy bohater. Wraz z dawnymi podopiecznymi przechadzał się wzdłuż drogi prowadzącej do Niechłodu. Zaglądał do domostw, serdecznie witał się z ich mieszkańcami. Tego samego dnia ze smutkiem i wzruszeniem opuszczał wioskę. Kolejne dni urlopu zamierzał spędzić u krewnych w Namysłowie. 

CDN.

ŹródłaKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie.

Władysław Sieracki z Radomicka z okresu I Wojny Światowej w mundurze piechura. Źródło: album rodzinny p. Miłosza Urbańczaka


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz