Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kucharczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kucharczyk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2014

Kucharczykowie z gminy Rząśnia

Moja aktywność na blogu została w ostatnim okresie mocno ograniczona. Powodów tego stanu rzeczy jest co najmniej tyle co kobiet noszących imię Marianna w drzewie genealogicznym rodzin Hudzików, Zakrętów i Bednarczyków - czyli....bez liku :) Niestety, nie mogę obiecać, że to się zmieni, ale dla poprawy własnego samopoczucia opowiem o mężczyźnie, którego zapewne pokochała moja praprababka Franciszka Kucharczyk z domu Chudzik.

Parę faktów dla odświerzenia pamięci: Franciszka Kucharczyk z domu Chudzik urodziła się  13 września 1872 roku we wsi Józefów w województwie łódzkim. Była matką mojego pradziadka Marcina Chudzika /1896 - 1945/. Śledząc jej losy mogę śwmiało przyznać, że nie miała lekkiego życia. Marcin był dzieckiem nieślubnym. Być może właśnie z tego powodu nie był wychowywany przez matkę. Dorastał u boku swojego wuja Klemensa i jego żony Jadwigi z Grzegorków. To musiało być trudne doświadczenie dla wszystkich, ale przede wszystkim dla mojego pradziadka. Około 1912 roku Klemens wraz z rodziną wyprowadził się do Mielcuch. Zabrał ze soba Marcina, który w Mielcuchach poznał swoją przyszłą żonę Stanisławę z Zakrętów.

Franciszka Kucharczyk wraz ze starszą od siebie o 3 lata siostrą Marianną wyjechały do Łodzi aby tam szukać lepszego życia. Pisałem o tym obszerniej w tym miejscu W przemysłowej Łodzi, w tej reymontowskiej "ziemi obiecanej" Franciszka pracowała jako pomoc domowa. Tutaj też poznała swojego przyszłego męża, łódzkiego robotnika Józefa Kucharczyka. Sprawy toczyły się dość szybko i oto 8 listopada 1903 roku w Kościele pw. Św Krzyża w Łodzi zawarty został związek małżeński pomiędzy tymi młodymi ludźmi.

Kim był Kucharczyk?

Pochodził z chłopskiej rodziny Kucharczyków mieszkających we wsi Marcelin w gminie Rząśnia w powiecie noworadoskim /dzisiejsze województwo łódzkie/ Przyszedł na świat w niedzielę, 6 marca 1881 roku. Jego rodzicamu byli 46 letni wówczas Mikołaj oraz 43 letnia Balbina z Trzebińskich. Rodzice Józefa parali się rolnictwem. Dojrzewanie młodego Józefa przypadało na lata świetności przemysłowej Łodzi. Nic dziwnego że ciągnęło Kucharczyka do wielkiego świata i tętniącego życiem miasta. Tą cechę miał wspólną z moją praprababcią. Z tego związku była 5 dzieci. Najstarszy syn Józef zmarł wkrótce po urodzeniu  w1907 roku. Później rodziły się już tylko córki: Weronika, Marianna, Józefa, Kazimiera. Nie udało mi się ustalić daty śmierci Józefa Kucharczyka. Franciszka Kucharczyk zmarła w Łodzi 29 września 1955 roku w mieszkaniu przy ul. Stalina.

Ojciec Józefa Kucharczyka Mikołaj urodził się w 1831 roku w rodzinie rolników Piotra Kucharczyka i jego żony Marianny ze Skoczylasów. Zanim poślubił matkę Józefa Balbinę pracował w służbie na dworze we wsi Broszęcin.

Akt urodzenia Józefa Kucharczyka - Marcelin 1881 r.





piątek, 10 maja 2013

Kowal z miasta Łodzi pochodzi...

Dzisiaj podam garść kolejnych informacji na temat rodziny Ochlastów. Niestety nie mam żadnego kontaktu z potomkami Wojciecha Ochlasta. Liczę na to, że może kiedyś któryś z nich trafi na mój blog. Tymczasem dla porządku pora na małe podsumowanie. Poniżej przedstawiam fragment drzewa genealogicznego rodziny Tomasza Chudzika i Katarzyny z Alojziaków. To moi 3xpradziadkowie.




Najbliżej ze mną spokrewnione osoby to oczywiście Tomasz i Katarzyna, ich córka Franciszka Kucharczyk oraz jej syn Marcin Chudzik. Jedną z trzech córek Tomasza i Katarzyny była Tekla. Urodziła się w Józefowie /parafia Gruszczyce/ 17 sierpnia 1875 roku/ Dysponuje tylko kopią aktu jej urodzenia. Nic więcej o niej nie wiem. 

Wracajmy jednak do Ochlastów. Marianna Chudzik jak pamiętamy wspólnie z młodszą siostrą Franciszką opuściły Gęsówkę i wyjechały około 1890 roku do Łodzi. Franciszka Chudzik pracowała jako robotnica w jednej z fabryk. Marianna natomiast utrzymywała się z pracy jako służąca, być może w domu Karola Borowieckiego z powieści "Ziemia Obiecana" :). Siostry utrzymywały ze sobą kontakt. Mieszkały i pracowały w różnych dzielnicach Łodzi. Marianna urodziła dwoje nieślubnych dzieci. Pierwszego syna Stanisława w 1891 roku a następnie córkę Józefę w 1895 roku, która zmarła po kilku miesiącach w Gęsówce. Pisałem o tym tutaj.

W ostatnich latach burzliwego XIX w. Marianna poznała młodego łodzianina, który zajmował się kowalstwem. Niech nikogo nie dziwi fakt, że w tak dużym mieście jak Łódż znalazło się miejsce dla kowala. W dobie konnych taksówek, zawód kowala miał uzasadnione wzięcie i z pewnością można było z tego ciężkiego zajęcia utrzymać rodzinę. Marianna zalegalizowała swój związek z Wojciechem przed carskim urzędnikiem stanu cywilnego w Łodzi w dniu 25 czerwca 1899 roku. Świadkami uroczystości zaślubin byli Michał Gabant oraz Antoni Gliński. Ślubu udzielił młodym ksiądz wikary parafii Św. Krzyża w Łodzi Bronisław Sianecki. 

Wojciech OCHLAST przyszedł na świat w małej wiosce w guberni piotrkowskiej o dość pospolitej nazwie Zapole. Wcześnie rano 15 kwietnia 1873 roku w chałupie Ignacego Ochlasta i jego małżonki Marianny z Respondków rozległ się pierwszy płacz witającego świat Wojciecha. Szczęśliwy choć zmęczony po nieprzespanej nocy Ignacy Ochlast pognał do sąsiadów aby pochwalić się wesołą nowiną. Nie był już młodzieńcem. Miał już pięćdziesiątkę na karku, o czym świadczyła wyraźna siwizna zdobiąca jego skronie.  O godzinie 15.00 15 kwietnia 1873 roku Ignacy Ochlast stawił się u księdza proboszcza parafii Brzeźno ks. kanonika Pawlickiego. Towarzyszyli mu sąsiedzi ze wsi Zapole: 42 letni rolnik Dominik Kujawiak i 40 letni Józef Mikołajczak. Rodzicami chrzestnymi Wojciecha Ochlasta zostali Tomasz Owczarek oraz Tekla Nowak.

Akt urodzenia Wojciecha Ochlasta 1873 r
  Małżeństwo Wojciecha i Marianny Ochlastów wkrótce zaowocowało liczną rodziną. Do 1911 roku Marianna urodziła 6 dzieci. Razem ze Stanisławem ur. w 1891 roku /dzieckiem z jej pierwszego nieformalnego związku/ Marianna musiała dbać o 9 osobową rodzinę. Oto drzewo genealogiczne pierwszego pokolenia rodziny Ochlastów:




wtorek, 7 maja 2013

Ślub wieczorową porą

Wygląda na to, że rodzina mojej praprababci Franciszki Kucharczyk z domu Chudzik /1872-1954/ otwiera dla mnie drzwi swoich rodzinnych tajemnic. Czas najwyższy. Zaczynałem już się niecierpliwić. Skąpa ilość informacji jakie pozyskiwałem o Kucharczykach zupełnie mnie nie satysfakcjonowały. Powoli ten stan rzeczy się zmienia, ku uciesze mojej i członków mojej rodziny. 

Jak pamiętamy, Franciszka Chudzik po urodzeniu nieślubnego syna Marcina w 1896 roku w Gęsówce koło Charłupii Wielkiej wyjechała na stałe do Łodzi. W tym wielkim i na wskroś przemysłowym mieście rozpoczęła pracę jako niewykwalifikowana robotnica w jednej z setek tamtejszych fabryk. W tym czasie poznała o 9 lat młodszego od siebie Józefa Kucharczyka, również robotnika. Kucharczyk pochodził z chłopskiej rodziny. Urodził się w 1881 roku we wsi Marcylin leżącej wówczas na terenie powiatu noworadomskiego /okolice dzisiejszego Radomska/. Rodzicami Józefa byli Mikołaj i Balbina ze Strzybińskich. 

Fragment aktu małżeństwa Józefa Kucharczyka z Franciszką Chudzik. Łódź 1903 r.
 W 1903 roku Józef i Franciszka postanowili się pobrać. Ich małżeństwo poprzedziły trzy zapowiedzi w Kościele pod wezwaniem Św. Krzyża w Łodzi przy dzisiejszej ul. Sienkiewicza. Ślubu udzielił nowożeńcom wikary tutejszej parafii ks. Wacław Wyrzykowski. Małżonkowie nie zawali umowy przedślubnej. Ślub odbył się w dniu 8 listopada 1903 roku wieczorową porą bo o godz. 19.00. Świadkami małżonków byli Kazimierz Jaśkiewicz oraz Wojciech OCHLAST.

Ten ostatni pojawił się z nienacka, zupełnie niespodziewanie. Kim był Wojciech Ochlast? Już raz gościł na moim blogu. Wprawne oko z łatwością wypatrzy Wojciecha Ochlasta na notatce Jadwigi, którą dostałem kilka lat temu. Wojciecha Ochlasta należy szukać u dołu zdjęcia. Wojciech Ochlast był mężem siostry Franciszki - Marianny Chudzik. Tej samej, z którą Franciszka opuściła małą Gęsówkę dla "ziemi obiecanej" A więc siostry trzymały się w Łodzi razem. Podejrzewam, że w dniu ślubu Franciszki jej siostra byłą już mężatką. Kiedyś wspominałem, ze udało mi się nawiązać kontakt z potomkami Marianny Ochlast. Niestety nie chciano ze mną rozmawiać.




poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Kucharczykowie ze Skierniewickiej 12

Warto czekać, warto być wytrwałym. Wczoraj po kilku latach intensywnych poszukiwań poznałem wreszcie istotne fakty z życia mojej praprababci Franciszki. Pisałem o niej tutaj a także tutaj. Wielokrotnie już mówiłem, że to najbardziej tajemnicza postać. Za każdym razem, gdy próbuję dotrzeć do źródeł, z których mógłbym zaczerpnąć nowych wiadomości o matce Marcina Chudzika - spotykam się z jakąś niewidzialną ścianą, jakąś siłą, która odpycha mnie od tego źródła lub celowo wskazuje mi fałszywą drogę. 

W tym miejscu muszę cofnąć się o jakieś 30 lat. Piotrowice upalne lipcowe popołudnie. Dziadek Ludwik znowu szykuje się po zielonkę. Nie muszę się prosić aby mnie wziął ze sobą. To jedyna okazja aby potrzymać lejce końskiej uprzęży, a tym samym mieć realny wpływ na kierunek jazdy wozu wypełnionego po brzegi zielonym. Droga z Piotrowic do w stronę Święciechowy nie jest ruchliwa tak jak  dziadek nie jest zbyt bojaźliwy. Wieś, wnuczek i jego dziadek rządzą się swoimi prawami. Motorem dziadka jeździłem gdy miałem nie więcej jak 13 lat. Musiałem się nieźle napracować aby go utrzymać w pionie. Za to Dziadek nie miał żadnego problemu aby zezwolić mi przejechać się na nim do lasu i z powrotem. Chcę przez to powiedzieć, że mimo że spędzałem z dziadkiem sporo swojego wakacyjnego czasu, to nigdy nie rozmawiałem z nim o nim samym. Nigdy nie zadałem mu prostego pytania: skąd jesteś, i kto był TWOIM dziadkiem. Taka powinna być normalna, logiczna konieczność. Skoro miałem fajnego dziadka to możliwe, że pradziadek też był fajny. Dziadek Ludwik wiedział o krewnych ze strony Klemensa, którzy mieszkali w Mielcuchach. Zaryzykuję śmiałą tezę, że miał również okazję spotkać w swoim życiu swoją babcię Franciszkę. Kiedy? Zaraz pośpieszę z wyjaśnieniem.

Franciszka Chudzik ok 1910 roku poślubiła łódzkiego dozorcę Józefa KUCHARCZYKA. Łatwo się zorientować, że coś tu nie gra. I Owszem. Po pierwsze dlatego, że Kucharski okazał się KUCHARCZYKIEM a po drugie dlatego, że raczej nie był DOrożkażem, nad czym szczerze ubolewam ale za to na pewno był DOzorcą. Kucharczykowie mieli 5 dzieci: cztery córki i syna Józefa, o którym do wczoraj nie wiedziałem. Józef zmarł jednak jeszcze w dzieciństwie. Córkami Franciszki Kucharczyk były Kazimiera, Weronika, Józefa oraz Marianna.

Ojciec dziadka Ludwika - Marcin zmarł 29 maja 1945 roku. Dzisiaj już wiem, że żyła w tym dniu jeszcze jego matka Franciszka Kucharczyk. Mogła wiec być w Piotrowicach na pogrzebie syna. Mogła choć oczywiście nie musiała. Po śmierci Marcina Kucharczykowie nie utrzymywali żadnych kontaktów z Chudzikami. Ale trudno mi uwierzyć w to, że  nie utrzymywał ich Marcin  za swojego życia. Dlatego właśnie dopuszczam do siebie myśl, że Franciszka Chudzik mogła być na pogrzebie syna i spotkać się z moim dziadkiem, wówczas 18 letnim młodzieńcem. 

Franciszka Kucharczyk zmarła we wrześniu 1954 lub 1956 roku.

Aktualność: kwiecień 2013

Serdecznie dziękuję Pani Jadwidze za  pomoc i wytrwałość. Dziękuję również Pani Barbarze, wnuczce Kazimiery Kucharczyk za okazane mi zaufanie. 




piątek, 5 kwietnia 2013

Rodzina Kurczewskich z Tworkowizny

Po raz pierwszy o Kurczewskich dowiedziałem się w 2008 roku. Korespondowałem wówczas z p. Jadwigą, która kreśląc w liście proste, ale za to pierwsze drzewo genealogiczne naszych wspólnych przodków wskazała na Kamilę Chudzik jako żonę Kurczewskiego.Ostatnio jednak, dzięki społecznościowym portalom genealogicznym szczęśliwie udało mi się skontaktować z potomkami Kamili i Kazimierza Kurczewskich. Tadeusz okazał mi wiele życzliwości i dzięki niemu mam dzisiaj sposobność uzupełnić posiadane już informacje o tej rodzinie.

Kamila Kurczewska z d. Chudzik ok 1910 r.
 Kamila Chudzik urodziła się w Józefowie /parafia Gruszczyce/ w 1883 roku. Była młodszą siostrą mojej praprababci Franciszki, Marianny oraz Klemensa. Rodzicami Kamili byli Tomasz Chudzik i Katarzyna z Alejziaków. Gdy przyszła na świat miała już dużo starsze rodzeństwo. Najstarsza Marianna była już dorastającą panną, Franciszka skończyła właśnie 11 lat. Tylko Klemens jako 3 letni chłopczyk mógł jeszcze potajemnie wykradać najmłodszej siostrze jej proste zabawki. Kamila wszystkie swoje młodzieńcze lata przeżyła przy rodzicach. Jeszcze przed 1895 rokiem Chudzikowie przenieśli się do Gesówki, małej kolonii leżącej w parafii Charłupia Wielka. Zapewne tam Kamila poznała swojego przyszłego męża Kazimierza Józefa Kurczewskiego.



Kazimierz Józef Kurczewski/1868-1923/
Kazimierz Józef Kurczewski urodził się w 1868 roku w jednej ze wsi leżących na terenie parafii Rozprza w Guberni Piotrkowskiej. Był synem Jana Kurczewskiego i Salomei z domu Bartlińskiej. Wybranek Kamili był wykształconym, przynajmniej w stopniu podstawowym, 42 letnim kawalerem. Wspomniałem w którymś z postów, że Kazimierz Kurczewski był pierwszą osobą w rodzinie Chudzików, która umiała czytać i pisać. 

Kazimierz Józef Kurczewski był szewcem. Z tego prostego wydawać by sie mogło zajęcia uczynił małą firmę, która zatrudniła kilku pracowników w zakładzie na rynku w Sieradzu. Młody przedsiębiorca poślubił Kamilę z Chudzików w dniu 2 lutego 1910 roku. Na uroczystości zabrakło jego rodziców, gdyż oboje już nie żyli. Za to Kamila mogła cieszyć się obecnością swoich rodziców Tomasza i Katarzyny. Według ustnych przekazów Kurczewscy byli dość majętną rodziną. Świadczyć o tym może ciekawy fakt, według którego któreś z przyszłych małżonków  swój posag wiozło na siedmiu wozach. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi ogłoszone w  kościele parafialnym w Charłupii Wielkiej oraz Charłupii Małej w dniach 27 grudnia 1909 roku oraz 9 i 23 stycznia 1910 roku. Religijnego obrzędu dopełnił Ksiądz Walerian Stanisławski a świadkami ceremonii byli Tomasz Łukasik l. 35 oraz Roch Grzegorek l. 33.


Podpis Kazimierza Kurczewskiego pod aktem ślubu z Kamilą Chudzik 1910 r.
Po ślubie Kurczewscy zamieszkali w Tworkowiźnie. Jest to wieś sąsiadującą "przez miedzę" z Gąsówką.

Tworkowizna:
 
Słownik Geograficzny:

Tworkowizna, fol. nad strum. t. n., pow. sieradzki, gm. Wróblew, par. Charłupia Wielka, odl. 9 w. od Sieradza, ma 3 dm., 41 mk. W 1827 r. 3 dm., 32 mk. Fol. T., w r. 1874 oddzielony od dóbr Charłupia Wielka, rozl. mr. 318: gr. or. i ogr. mr. 269, łąk mr. 36, past. mr. 5, nieuż. mr. 8; bud. mur. 6, drewn. 2.



Spis 1925:

Tworkowizna, kol., pow. sieradzki, gm. Wróblew. Budynki z przeznaczeniem mieszkalne 26. Ludność ogółem: 170. Mężczyzn 83, kobiet 87. Ludność wyznania rzymsko-katolickiego 170. Podało narodowość: polską 170.
W Tworkowiźnie przyszedł na świat pierwszy syn Kurczewskich Konstanty. Urodził się zaraz po Świętach Bożego Narodzenia tj. 27 grudnia 1910 roku. Kolejni synowie Kurczewskich to Stefan /1912 - 1994/, Józef /1915-1980/, Adam /?-1993/. Kurczewscy wiedli spokojne życie w Tworkowiźnie aż do maja  1923 roku, kiedy to ich posiadłość została strawiona przez pożar, prawdopodobnie za sprawą pozostawionych bez opieki w domu dzieci Kamili i Kazimierza. Kazimierz nie mogąc znieść tej tragedii zmarł na zawał serca 10 maja 1923 roku. Po śmierci męża Kamili było bardzo ciężko samej z trójką dzieci. Zakład prawdopodobnie upadł a Kamila zmarła przedwcześnie kilka lat po meżu. Kurczewskim nie było dane wprowadzić dzieci w dorosłość. Sieroty zostały przygarnięte przez kogoś z rodziny. Kamila i Kazimierz Kurczewscy zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Charłupii Wielkiej. Groby Kurczewskich istnieją do dzisiaj.

To wszystko co wiem na temat rodziny Kurczewskich.

Zadaję sobie pytanie czy na ślubie Kamili i Kazimierza byli obecni moja praprababcia Franciszka oraz jej syn a mój  pradziadek Marcin Chudzik. Dzisiaj już wiem, że Franciszka była od 7 lat mężatką. Jeśli przyjechała z Łodzi  na ślub siostry to z pewnością spotkała się z moim pradziadkiem Marcinem.


czwartek, 31 stycznia 2013

Kucharscy z Łodzi

Przypomnę, że Franciszka Kucharska z domu Chudzik, matka mojego pradziadka Marcina Chudzika poznała w Łodzi swojego przyszłego męża Kucharskiego. Nie jest mi znane jego imię. Wszystko co wiem na jego temat to, ze był dorożkarzem.

Pierwsze dorożki w Łodzi pojawiły się w 1840 r. Ówczesny burmistrz Tangerman, wydając koncesje dla dorożkarzy posłużył się przepisami obowiązującymi w Warszawie, która znacznie wcześniej bo już w roku 1798 wprowadziła do komunikacji miejskiej ten typ pojazdów.
Przepisy zobowiązywały przede wszystkim do uprzejmego traktowanie pasażerów, zakazywały brania napiwków i… przewożenia zmarłych na cmentarz. Nadto przewoźnicy musieli mieć stosowny schludny strój złożony z żółtej liberii, białej koszuli z błękitnym kołnierzem i mankietami, na głowie nosić cylinder lub czapkę z błękitną obwódką, a na plecach przyczepiali sobie blaszaną tarczę z numerem rejestracyjnym pojazdu.
Dorożkarstwo bardzo prężnie się rozwijało i z czasem wprowadzono, ku wygodzie pasażerów, podział na klasy. I tak dorożki I-ej klasy były dwukonne, mogły zabrać 4 pasażerów i nakryte były uchylną budą tzw. „fordeklem. Dorożki II-ej klasy były jednokonne, ale wyposażone były w skórzane fartuchy do okrywania pasażerów, bowiem w pierwszych latach dorożki nie posiadały błotników na koła. Przy czym kursowały głównie dorożki II-ej klasy, gdyż dorożkarzowi nie opłacało się utrzymywać pary koni, skoro mógł po prostu upchnąć w niej 4 pasażerów i do tego np. z dziećmi na kolanach. Do początku XX wieku dorożka nie była pojazdem który można było przywołać machnięciem ręki.
 Lata międzywojenne były okresem, kiedy ilość dorożek konnych w Łodzi przekroczyła dwa tysiące. Powiedzenie z tego okresu: „on ma dorożkę” oznaczało, że temu człowiekowi dobrze się powodzi. Właściciel konia i dorożki zarabiał nierzadko powyżej 50 zł dziennie, co wobec niskich cen paszy czyniło ten zawód godnym pozazdroszczenia. Przypomnę, że średnia zarobków w Łodzi w  latach 30 wynosiła: robotnika 230 zł, pracownika umysłowego 350-400 zł. Jako ciekawostkę podam, że poseł na sejm zarabiał w tym czasie 1500 zł a senator 1800 zł. Wynika z tego, że „wybrańcom ludu” zapewniano zawsze godziwe apanaże. Dla porównania ceny artykułów żywnościowych w 1935 r. wynosiły: 1 kg chleba 23 grosze, mięsa 1,34 zł, ziemniaków 70 groszy, cukru 1,25 zł, zaś dzienny koszt utrzymania przeciętnej 4-osobowej rodziny to 4,80 zł. 
 - źródło: www. http://boguslav.blog.onet.pl

Łódzcy dorożkarze z pocz. XX w
Jeśli tak było, to raczej rodzina Kucharskich żyła spokojnie i bez większych problemów mogła  utrzymać nie tylko siebie ale i konia z dorożką.

Kucharscy zamieszkali w Łodzi przy ul Skierniewickiej 12 być może własnie w tej kamienicy:

Kamienica przy ul. Skierniewickiej 12 w Łodzi


 Rodzina Kucharskich doczekała się czterech córek. Były to Weronika, Maria, Józefa i Leokadia. 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Franciszka Chudzik

Franciszka Chudzik. Moja praprababcia. Właściwie to nie za wiele o niej wiem. Najwięcej informacji dostarczyły mi rozmowy z Henrykiem oraz Jadwigą. Gałąź Chudzików / nazwałem ją "Gałęzią Franciszki"/ nie utrzymywała zażyłych kontaktów z pozostałymi Chudzikami. Trudno dzisiaj rozstrzygnąć dlaczego tak się stało. Ot, życie.....Jak wspomniałem Franciszka wspólnie z siostrą Marianną wyjechały ok 1894 roku do prężnie rozwijającego się miasta Łodzi. Franciszkę spotkał podobny los jak jej siostrę. 27 październik 1896 Franciszka urodziła syna, któremu na chrzcie w kościele parafialnym w Charłupi Wielkiej pw. Św. Apostoła Bartłomieja nadano imię Marcin. Jako że ojciec Marcina nie był znany, przyjął więc nazwisko matki.

Akt urodzenia Marcina Chudzika
W akcie stwierdza się że w dniu 27 października 1896 roku stawili się przed proboszczem parafii w Charłupi Wielkiej: akuszerka Julianna Kaszewicz lat 38 zamieszkała we wsi Gęsówka, Paweł Filipowicz  lat 30 również z Gęsówki oraz Józef Badowski lat 32 również mieszkaniec Gęsówki. Zgłosili oni narodziny Marcina, syna Franciszki Chudzik lat 25, panny zamieszkałej w Gesówce.  Chrzestnymi dziecka zostali Stanisław Adamski oraz Julianna Kaszewicz. Tyle akt.

Co działo się w następnych latach niestety nie wiem. Ponad wszelką wątpliwość ustaliłem, ze Marcin Chudzik lata młodości spędził u swojego wuja Klemensa Chudzika, który do ok 1911 roku gospodarował w Gęsówce. Geneza takiego postępowania była uwarunkowana sytuacją mojej praprabaki. Niestety nie była ona łatwa. Była panną i posiadała nieślubne dziecko, a to oznaczało dla niej mnóstwo kłopotów i braku zrozumienia ze strony społeczności wiejskiej a z pewnością i rodziny.


Powołując się na artykuł zamieszczony na stronach www. genpol.com przedstawię pokrótce co w XIX w oznaczało posiadanie nieślubnego dziecka. 

"Było to nic innego jak źródło wstydu i hańby. Istnienie takich dzieci, skrzętnie ukrywano przed rodziną, sąsiadami, lub duchowieństwem. Nawet i sto lat później, w czasach niby tak liberalnych jak nasza współczesność próbuje się wytłumaczyć ich istnienie używając różnych wykrętów. I choć osoby zainteresowane - matki i ich nieślubne dzieci już dawno nie żyją, hańba nadal wisi nad rodziną. Ukrywanie lub przekręcanie znanych faktów miało i nadal ma na celu ochronę honoru rodziny. Podawanie - świadomie lub nieświadomie - błędnych tłumaczeń to reguła. Zataja się te wydarzenia, czasami uniemożliwiając dalsze prowadzenie pracy genealogicznej. Oraz dotarcia do prawdy.

Język polski pełen jest pogardliwych słów określających dzieci nieślubne. Słowo bastard używane często w stosunku do dzieci nieślubnych pochodzących ze stanów wyższych, a zwłaszcza rodów królewskich, oznacza także mieszańca dwu różnych gatunków lub ras zwierząt. "Bękart" pełne jest złośliwości i pogardy. Także "bąk" lub "siubr". Dla innych dzieci złośliwe kwestionowanie ich pochodzenia wyrażanie było w słowach podrzutek, najduch, najdus, pokrzywnik, bajstruk lub wylęganiec - przecież samo to słowo wprost ilustruje moment poczęcia..


Przeglądy ksiąg metrykalnych wykazują, że urodziny dzieci nieślubnych były zjawiskiem dość częstym: mimo zaciekłej walki kościoła z cudzołóstwem oraz mimo wrogiej opinii publicznej na przestrzeni wieków ilość chrztów dzieci nieślubnych szacowana jest od 1 do 8-10 procent. W wieku XVII i XVIII wzrost lub spadek tych odsetków odzwierciedlał z reguły okresy przemarszy lub stacjonowania wojsk w czasach wojen lub i pokoju. W latach 1736-77 we wiosce Czachorowo w parafii gostyńskiej (Wielkopolska) urodziło się zaledwie pięcioro nieślubnych dzieci; na 228 urodzeń stanowiło to 2,2%. W roku 1806 na terenie departamentu warszawskiego chrzty dzieci nieślubnych stanowiły 3,4%. O wiele więcej było takich chrztów w powiatach z dużymi konglomeracjami miejskimi (np. powiat kaliski z Kaliszem włącznie - 7,2 %). W latach 1811-1850 na terenie parafii radzionkowskiej na ponad 4,5 tysiąca dzieci było 3,7% chrztów dzieci nieślubnych, z tym że w różnych latach odsetek ten wahał się znacznie. Sytuacja ta nie zmieniła się w okresie pokoju i w latach późniejszych: w Zaborowie (Galicja, 60 km na wschód od Krakowa) na przełomie XIX i XX wieku (lata 1890-1914) urodziło się 5,4% dzieci nieślubnych. W jednej ze wsi (Dołęga, rok 1894) odsetek dzieci nieślubnych wynosił aż 32% (!). W tych czasach liczba dzieci nieślubnych być może odzwierciedlała emigrację zarobkową biedoty wiejskiej lub zmienne wpływy dworu i dworskich pracowników.
 

Trudniejszym od losu panien z dzieckiem z bogatszych sfer był z pewnością los dziewcząt chłopskich lub robotnic. One to, ukrywając ciąże jak najdłużej się dało, były często wypędzane przez pracodawcę (często ojca dziecka) lub przez wieś. Pozostawszy we wsi jako wyrobnice lub komornice, były one wytykane i szykanowane. Czasami ojciec - parobek-kawaler, po jakimś czasie i być może pod presją kościoła czy też opinii publicznej żenił się z matką swego dziecka. Dla kobiet pochodzących z najbiedniejszych sfer miejskich urodzenie nieślubnego dziecka mogło być pierwszym krokiem w kierunku prostytucji. Czasami panny-matki wychodziły za mąż za innych - może i wbrew opinii publicznej, ale zaakceptowane przez męża, który nie musiał się martwić o płodność wybranki.  


A tak na marginesie: jeżeli uznany przez rodzinę i historię (rodzinną czy tę przez duże H) ojciec nie był/nie jest ojcem biologicznym dziecka? Jaką ma to wartość i znaczenie w genealogii? W historii było wielu władców z nieprawego łoża, w naszych rodzinach jest wielu takich krewnych (lub półkrewnych). Jeżeli prastryjek Pankracy nie jest naprawdę bratem dziadka, tylko kiedyś się zasiedział po świątecznej kolacji i tak już został, to czy nie jest członkiem rodziny jeżeli wszystkie dorastające dzieci go za takigeo uważały?"

- źródło: www.genpol.com

Wróćmy jednak do Franciszki Chudzik i jej syna Marcina. Wydaje się wysoce prawdopodobnym, że moja prababcia postanowiła oddać swojego pierworodnego syna na wychowanie do swojego brata Klemensa. Franciszka wkrótce poznała niejakiego Kucharskiego, który trudnił się intratnym wówczas interesem jakim było dorożkarstwo. O tej pory o Franciszce mówić powinniśmy jak Franciszka Kucharska z Chudzików.

Marcin Chudzik z żoną Stanisławą z domu Zakręt z dziećmi








niedziela, 27 stycznia 2013

Siostry dwie.

Temat trudny, niebezpieczny, pełen niewyjaśnionych do dzisiaj tajemnic. Dlatego tak mnie to wciągnęło. Zagłębianie się w rodzinne koligacje, wzajemne stosunki, pokrewieństwa i diabli wiedzą w co jeszcze zawsze budziły i będą budziły kontrowersje, zazwyczaj wśród członków rodziny. To rozumiem i co do tego pełna zgoda. Uważam jednak, że pisanie o czasach tak odległych jak końcówka XIX w, o faktach dotyczących nieżyjących już krewnych nie powinny budzić aż takich emocji. Przeciwnie, powinny budzić szczere zainteresowanie, przede wszystkim wśród młodszych. To nie tylko sensacyjki ale również prawdziwa lekcja historii o czasach w których żyło się bardzo skromnie, o czasach pozbawionych tzw. socjalu, o czasach w których dla wielu każdy dzień był walką o przetrwanie w otaczającej ze wszystkich stron wszędobylskiej biedzie.

Pamiętacie film pt. "Ziemia obiecana"? Pewnie że tak, ale przypomnę, że akcja "Ziemi obiecanej" toczy się w latach osiemdziesiątych XIX w w Łodzi. Łódź w tym okresie dynamicznie się rozwijała. W ciągu kilkudziesięciu lat z małej rolniczej osady zmieniła się w duże fabryczne miasto (232 tys. mieszkańców w roku 1886). Przybywano do niego mnóstwo ludzi w nadziei na znalezienie pracy, zrobienia kariery i zbicia fortuny. Wszystko wskazuje na to, że młodszym członkom rodziny Hudzików również udzieliła się perspektywa lepszego życia w mieście.


A mogło być tak: moja praprababcia Franciszka Chudzik /1871-1955/ oraz jej starsza o 3 lata siostra Marianna około 1885 roku jako młode dziewczyny postanawiają szukać lepszego życia w przemysłowej Łodzi. Oferty pracy kuszą atrakcyjnością. Fabrykanci poszukują coraz to tańszej siły roboczej. Znany to z "Ziemi Obiecanej". Wszędzie panuje kult pieniądza. Bogaci ciągle się bogacą a biedota z dzielnic robotniczych żyje poniżej skraju ubóstwa. Siostry Chudzikówny nie mają jednak nic do stracenia. Są w takim wieku, że powinny rozglądać się za kandydatami na mężów. Pracy na wsi nie ma. Ojciec Tomasz ledwo wiąże koniec z końcem. Z każdego zakamarka wygląda bieda a  i głód czasem zajrzy w oczy. Tak więc wyjeżdżają nasze dwie siostry z małej Gęsówki pod Sieradzem do miasta Łodzi i pewnikiem znajdują pracę. Franciszka przez pewien czas pracuje jako robotnica w jednej z tutejszych fabryk. Marianna natomiast najmuje się jako służąca. Szybko poznają trud życia miastowego. O jakże różni się życie w mieście od tego w rodzinnej Gęsówce! Nie udało mi się ustalić gdzie dokładnie mieszkały siostry.  Przez pewien czas Marianna uczęszcza na msze do kościoła pw. Najświętszej Marii Panny. Tutaj bowiem w 1895 roku chrzci swoją nieślubną córeczkę Józefę. 


Akt urodzenia Józefy Chudzik
Poniżej przedstawiam tłumaczenie aktu z języka rosyjskiego:


Nr 3633. Łódź. Chudzik Józefa
Działo się w mieście Łodzi dnia trzeciego (piętnastego) grudnia tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego piątego roku o godzinie czwartej po południu. Stawiła się Józefa Seliga, żona robotnika dniówkowego, obecna przy porodzie, z Łodzi, w obecności Wojciecha Seliga i Wincentego Kieras, obu pełnoletnich robotników z Łodzi, i okazała nam dziecię płci żeńskiej, tutaj urodzone, pierwszego (trzynastego) grudnia tego roku o godzinie dwunastej w południe z niezamężnej Marianny Chudzik, lat dwadzieścia sześć. Dziecięciu temu przy chrzcie świętym odprawionym w dniu dzisiejszym, nadano imię Józefa, a rodzicami chrzestnymi jego byli: Wojciech Seliga i Teofil (!) Ślesarek. Akt ten oświadczającej i świadkom przeczytany.

W akcie podane są dwie daty urodzenia 3 i 15 grudzień 1895 r. Należy pamiętać, że w zaborze rosyjskim zapisywano daty w dwóch formatach: juliańskim i gregoriańskim. 

Ojca dziecka już nigdy nie poznamy. Józefa zmarłą po 4 miesiącach w domu rodzinnym Marianny w Gęsówce. 

Akt zgonu Józefy Chudzik 1896
Poniżej przedstawiam tłumaczenie aktu zgonu z języka rosyjskiego:

20. Gęsówka
Działo się we wsi Charłupia Wielka dwudziestego czwartego kwietnia (szóstego maja) tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego szóstego roku o godzinie dziesiątej rano. Stawili się Tomasz Chudzik, lat pięćdziesiąt dwa, i Józef Badowski, lat trzydzieści, obydwaj koloniści zamieszkali w kolonii Gęsówka, i oświadczyli, że dwudziestego drugiego kwietnia (czwartego maja) bieżącego roku o godzinie drugiej po południu zmarła w kolonii Gęsówka Józefa Chudzik, dziecię czteromiesięczne, córka Marianny Chudzik, panny niezamężnej, urodzona w mieście Łodzi, zamieszkała przy matce w kolonii Gęsówka. Po naocznym przekonaniu się o zgonie Józefy Chudzik, akt ten obecnym świadkom przeczytany, wobec ich niepiśmienności przez Nas tylko podpisany.
Proboszcz Parafii Charłupia Wielka, Ks. [podpis nieczytelny]

Warto zauważyć, ze wymieniony w akcie Tomasz Chudzik to ojciec Franciszki i Marianny.  

 
 

czwartek, 24 stycznia 2013

Gęsówka, ważne miesjce na mapie Polski.

Oczywiście ważne dla Hudzików. Jeszcze 6 lat temu w ogóle nie miałem pojęcia o istnieniu wsi o tak wdzięcznej nazwie. Owszem, zdawałem sobie sprawę z tego, że nie zawsze mieszkali w Piotrowicach k. Leszna.  Jako dzieciak za bardzo nie dociekałem skąd przybyli. Zajęty hasaniem po polu i wcinaniem czereśni prosto z drzewa, nie rozmyślałem o tak odległych dla mnie latach.

Dopiero w 2007 roku gdy postanowiłem prawie na poważnie zająć się genealogią  rodziny Hudzików, spotkałem na swojej drodze Henryka i Jadwigę. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się że jesteśmy ze sobą spokrewnieni! Henryk i Jadwiga pochodzą z innej gałęzi Hudzików. Jednak gałąź ta bierze swój początek z tych samych, naszych wspólnych przodków którymi byli Tomasz Chudzik /przez "Ch"/ oraz jego żona Katarzyna. Henryk i Jadwiga okazali się niezmiernie pozytywnie usposobieni do mojego pomysłu poznawania historii rodziny. Wstyd się przyznać, że z Henrykiem choć mieszka bardzo niedaleko, nie udało mi się jeszcze spotkać. Wszystko przed nami. Często korespondujemy, wymieniając się ciekawymi historiami. Oboje są dla mnie nieocenionym źródłem informacji o, jak ja to nazywam: "Gałęzi Klemensa". Najbliższa jest mi jednak "Gałąź Franciszki". To zrozumiałe bo właśnie z tej gałęzi pochodzi mój pradziadek Marcin, jego syn Ludwik i wreszcie córka Ludwika i moja mama Maria. Klemens Chudzik oraz Franciszka Chudzik byli rodzeństwem. Ich rodzicami byli Tomasz oraz Katarzyna. 
Mapa okolic Gęsówki /dawniej Gęsiówki/. Gmina Wróblew.

Gęsówka /dawniej Gęsiówka/ była nazywana Kolonią. W aktach urodzin mieszkańców Gęsówki z XIX w. często właśnie tak określa się to miejsce. Była więc dla ówczesnych jej mieszkańców baaaaardzo małą ojczyzną. Póki co stawiam tezę, że wszyscy mieszkańcy Kolonii Gęsówka noszący w XIX w nazwisko Chudzik byli ze sobą spokrewnieni. Oczywiście krewni "moich" Chudzików mieszkali również w sąsiednich wsiach, np. w Rowach. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że również mogli być spokrewnieni z Chudzikami z Gęsiówki. Tego jednak nie jestem do końca pewien.