Strony

wtorek, 19 maja 2026

Bartłomiej Jędrzychowski z Dłużyny i jego przywilej z 1789 r


5 maja 1790 roku mój pradziad Bartłomiej Jędrzychowski z Dłużyny przyjechał do Wschowy aby tu na zamku  pamiętającym czasy Kazimierza Wielkiego, przedłożyć urzędnikom dokument, który osobiście podpisał 26 lipca 1789 roku wielmożny Kazimierz, hrabia Sułkowski. Dokument ów to tzw. "przywilej" na podstawie którego, Bartłomiej stał się wolnym człowiekiem i nie musiał już odpracowywać pańszczyzny u dziedzica Dłużyny. Teraz trzymał zwój cennego dla siebie i rodziny pergaminu i czekał w skupieniu na urzędnika Sądu, który przepisze treść przywileju słowo w słowo do tamtejszych ksiąg grodzkich.  Mój pradziad jak widać był przezorny, bo w ten sposób chciał zabezpieczyć swój dom, budynki gospodarcze i ziemię od ewentualnych roszczeń innych ludzi w przyszłości. Było to też swoiste ubezpieczenie na wypadek zaginięcia oryginalnego przywileju. Dokument ten jest niezwykle cenny, ponieważ pokazuje jak 237 lat temu diametralnie zmienił się los mojego 5xpradziadka. Z pańszyźnianego chłopa nagle stał się wolnym człowiekiem. W dodatku był zamożnym chłopem - kmieciem jakich w tym czasie w Dłużynie było kilku, a wśród nich na pewno karczmarz Szymon Rygulski i Ignacy Michalski. Pisałem o tym w 2023 r. Oficjalne uwłaszczenie chłopów z Dłużyny miało miejsce w 1825 roku. Wówczas to Bartłomiej cieszył się statusem wolnego chłopa już od 36 lat! Jedenaście gospodarstw rolnych włościańskich, które podlegały wówczas uwłaszczeniu reprezentowali następujący chłopi: Mikołaj Kurp, Wawrzyn Frankowiak, Józef Bata, Dominik Waś, Stanisław Knop alias Stępka, Stanisław Wilczek, Filip Grochowy, Franciszek Szymyśl, Kacper Kurp alias Kokornak, Franciszek Rybak alias Bonawentura, Błażej Rybak alias Sterna. Pozostaje otwartą kwestia przyczyna dla których Bartłomiej Jędrzychowski mógł liczyć na taki gest ze strony hrabiego Sułkowskiego wiele lat wcześniej. Nie ulega wątpliwości, że był to chłop zasobny i stać go było na płacenie dziedzicowi Dłużyny czynszu za swoją niezależność. O zasobności jego portfela najlepiej niech świadczą zapisy z dokumentu jakim był tzw. reces wsi Dłużyna dotyczący uwłaszczenia chłopów.

Specjalny status we wsi miał brat Bartłomieja - Wojciech. Ten z kolei był młynarzem dłużyńskim a więc nie byle kim jak na ówczesne czasy. Przypomnijcie sobie postać Znachora granego przez Jerzego Binczyckiego w filmie o tym samym tytule w reż Jerzego Hoffmana. Antoni Kosiba trafił do pracy właśnie u bogatego młynarza wiejskiego. Na marginesie dodam, że obecnie jestem w kontakcie z przodkami Wojciecha, którzy mieszkają we Francji.

 Wróćmy jednak do Bartłomieja i jego "przywileju".

Podsumujmy: Treść przywileju mówi o tym, że Hrabia Sułkowski nadał Bartłomiejowi prawo własności do swoich pól ornych  i łąk. Ponadto uznał prawo Bartłomieja do sprzedaży swoich własności lub ich darowizny komuś innemu. W takim przypadku Bartłomiej musiał zapłacić hrabiemu podatek w wysokości 10% wartości transakcji.

 

Oto fragment dokumentu z 1789 r.:

 

"...potwierdzam, iż temuż Pomienionemu Bartłomiejowi będzie wolno te Role Swoie i Ląki komu innemu, a to iednak za Konsensem Pańskim, y oddaniem dziesiątego grosza, przedać, darować, y podług swoiey oyczyzny Porywów(?), nad co się dla tey pewney wiary i wagi własną Ręką podpisuię w Wijewie Dnia Dwudziestego Szóstego July, Tysiącznego Siedemsetnego Ośmdziesiątego Dziewiątego.

Xiąże Hrabia Sułkowski G. M."

 

W 1812 roku Bartłomiej Jędrzychowski z nieznanego mi powodu wykonał odpis swojego przywileju sprzed 22 lat. W jego życiu  lub całej rodziny musiało nastąpić coś ważnego, co wymagało poświadczenia, że oto ja Bartłomiej jestem prawowitym właścicielem moich wszystkich dóbr, za co sumiennie i regularnie opłacam czynsz dziedzicowi. Ten właśnie dokument trzymałem osobiście w rękach, będąc w Archiwum Państwowym w Lesznie. Sądzę, że o jego istnieniu wiedzieli wszyscy potomkowie Bartłomieja, którzy przez następne pokolenia dziedziczyli po nim dom mieszkalny w Dłużynie, budynki gospodarcze, sad i pola uprawne. Widział go również Czesław Bednarczyk, gdy gromadził dokumenty i starał się po ślubie z Marianną z Kędziorów o formalne przepisanie majątku teściowej na młode małżeństwo Bednarczyków, co jak pamiętamy stało się w październiku 1911 r.

Odpis przywileju z 1789 roku nadającego Bartłomiejowi Jędzrychowskiemu z Dłużyny ziemię oraz dom na własność, podpisany przez hrabiego Kazimierza Sułkowskiego. Pierwsza strona z trzech. Źródło: Archiwum Państwowe w Lesznie.







sobota, 9 maja 2026

Powstanie Wielkopolskie widziane oczami dawnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin.

9 listopada 1918 r. abdykował cesarz Niemiec Wilhelm II Hohenzollern. Na oczach ówczesnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin rodziła się Polska.

Następnego dnia tj. 10 listopada 1918 roku w Piotrowicach zaczęli pojawiać się pierwsi rozbrojeni żołnierze pokonanej armii cesarskiej Królestwa Prus. Wracali do domu szczęśliwi, choć dla wielu było to szczęście okazywane przez łzy zawodu, fizycznego wyczerpania i upokorzenia. Jednym z pierwszych powracających był Wilhelm Gilert. W tym samym dniu w którym Wilhelm Gilert witał się z rodziną, w Lesznie powstawała Rada Żołnierska, która miała zapanować nad panującym w mieście chaosem, nieporządkiem i chuligaństwem w związku z rozlewającą się po Niemczech rewolucją. Ulicami błąkali się niemieccy żołnierze, wielu z nich zapewne zdezerterowało w ostatnich dniach wojny. W Piotrowicach i Trzebinach panował tylko pozorny spokój. Mieszkańcy byli zdezorientowani zaistniałą sytuacją. Zmiany następowały zbyt szybko. Trudno było ocenić co jeszcze - po przegranej wojnie może się wydarzyć. Z obawą spoglądali w przyszłość. Każdego dnia rodziny czekały na powracających z wojny mężczyzn. Ci, którzy nie trafili do niewoli, już w połowie stycznia 1919 roku wrócili do swoich rodzin. 

Nauczyciel na drzwiach budynku szkoły w Piotrowicach wywiesił ulotkę Rady Żołnierskiej. Niemal natychmiast zebrała się przed szkołą spora grupa mieszkańców. Czytali z uwagą eksponowany dokument, po czym rozchodzili się w milczeniu do domów. Zaczęli rozumieć, że stary porządek na ich oczach się rozpada.  Nadchodziło nowe i to wielkimi krokami. 

Ulotka Rady Żołnierskiej. Leszno 10.11.1918 r.

Ulotka wzywała żołnierzy i obywateli miasta Leszna do zachowania spokoju i podporządkowania się władzy żołnierskiej i administracji cywilnej. Autorzy ulotki zapewniali, że będą stanowczo przeciwdziałać wszelkim próbom przemocy i zakłócania spokoju. Od tej chwili na ulicach miasta będą obecne patrole, które będą wyróżniały się noszonymi na ramieniu czerwonymi opaskami. Zniesiono obowiązek salutowania. 

15 listopada 1918 roku w Piotrowicach i Trzebinach przeprowadzono wybory do Rady Chłopskiej. Miała ona pełnić podobną rolę co Rada Żołnierska w Lesznie. Rade wybierano spośród ogółu ludności wiejskiej. Ostatecznie weszli do niej Ferdynand Hiersemann, Albert Wittig, Józef Gunther, i Paul Faller. 

Tymczasem do Piotrowic dotarła smutna dla mieszkańców wiadomość o ranach odniesionych w ostatnim tygodniu wojny przez nauczyciela Kurta Klunskę. Klunska dochrapał się stanowiska dowódcy 7 kompanii w 461 Pułku Piechoty. Teraz leżał w szpitalu wojskowym w m. Zwickau w Saksoni. Porucznik był w fatalnym stanie psychicznym. Wiedział, że wojna jest przegrana. Czarę goryczy wypełniła świadomość, że w jednym z ostatnich szturmów na dowodzoną przez niego kompanię zginęło 8 żołnierzy a 6 kolejnych było ciężko rannych. Po wyjściu ze szpitala bez namysłu obrał kierunek na Piotrowice. Przyjechał tu 16 grudnia 1918 r. Był serdecznie witany przez dzieci i ich rodziców. Z tej okazji szkoła została odświętnie udekorowana zielonymi gałązkami iglaków. Odśpiewano mu hymn powitalny. Jego twarz była bardzo zmieniona. Wojna wyryła na jego twarzy przedwczesne zmarszczki. Teraz poruszał się wolno, podpierając się kulą. Rzadziej się uśmiechał. Po dwóch dniach opuścił wioskę aby załatwić formalności związane ze zwolnieniem ze służby wojskowej.

W ostatnim wpisie z 1918 roku autor kroniki szkoły w Piotrowicach pozwolił sobie na krótką dygresję: stwierdził mianowicie, że mijający 1918 rok przyniósł jego niemieckiej ojczyźnie taki upadek, jakiego żaden Niemiec nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Teraz, u progu nowego 1919 roku w "jego" prowincji wybucha nowa wojna - walka Polaków o Poznań! 

Nie mógł wiedzieć, że właśnie wybuchło Powstanie Wielkopolskie. 

Noc 11/12 stycznia 1919 była dla mieszkańców Piotrowic i Trzebin bardzo niespokojna. Gdzieś od strony Lasocic słychać było pojedyncze wystrzały. Rano przed salą Hinderlicha zebrała się kilkunastoosobowa grupa mężczyzn. Wśród nich był Bruno Beisert, który poprzedniego dnia wrócił z wojny. Teraz stał wśród znajomych w zniszczonym cesarskim mundurze i drapał się w głowę. Rozprawiano gorączkowo o aktualnej sytuacji politycznej. Na twarzach zebranych osób malowały się strach i podniecenie. Polacy podnosili się z kolan! Jak temu zaradzić? Trzeba się bronić! Nie ma innej rady. Postanowiono sformować straż obywatelską. Rozdano 15 karabinów i po 20-25 sztuk amunicji. Wieczorem na drogach wylotowych z Piotrowic i Trzebin wystawiono warty.  Służbę pełniono do godz. 6 rano. 

W nocy 12/13 stycznia 1919 roku na południowym niebie widać łunę pożaru. Wyraźnie słychać strzały i wybuchy. 

Nauczyciel postanowił kolejny raz zamknąć szkołę.  Powód ciągle ten sam: brak opału. Poza tym, jak twierdził: jest zbyt niebezpiecznie na naukę. Polacy są nieobliczalni! Kto wie co takim może przyjść do głowy. 

12 stycznia 1919 r przez Piotrowice lotem błyskawicy mknie wiadomość, że oto oddział polskich powstańców wdarł się na plebanię w Gołanicach i aresztował ks. Rademachera. I to kiedy? W porze gdy spożywał obiad!

Piotrowice zostały odcięte od świata. Brak łączności telefonicznej i telegraficznej. Nie jeżdżą żadne pojazdy. Po drodze wiodącej z Niechłodu do Święciechowy hula wiatr. Mieszkańcy wsi są zdani jedynie na siebie. To potęguje strach i poczucie bezradności.  

14 stycznia 1919 roku około godz. 23 wyraźnie słychać wycie syren w parowozowni w Lesznie. O godz. 1.45 z tego samego kierunku dochodzą odgłosy wybuchów i terkotanie karabinów maszynowych. Nad ranem w Święciechowie biją dzwony. 

15 stycznia 1919 niemiecka straż obywatelska wszczyna alarm na wieść o próbie przejazdu przez Lasocice dwóch polskich samochodów pancernych. Kierowały się w stronę Strzyżewic aby tam zająć folwark. Zostały odparte. 

16 stycznia 1919 roku postępuje dalszy rozkład armii niemieckiej. Żołnierze są zmęczeni i wycieńczeni. Panuje głód, więc muszą sami dbać o swoje wyżywienie. Zastawiają pułapki na zające i sarny. 

18 stycznia 1919 r. do Piotrowic przybywa 14 żołnierzy z pułku we Wschowie. Mieli ze sobą dwa karabiny maszynowe. Mężczyźni zajęli kwatery w szkole. 

19 stycznia 1919 roku w Niemczech trawa głosowanie do Zgromadzenia Narodowego. Były to pierwsze w Niemczech wybory po upadku cesarstwa. Mieszkańcy Piotrowic i Trzebin głosują  w lokalach w Święciechowie i Niechłodzie. 

Tego samego dnia ok godz. 22 ktoś wszczyna alarm, że polscy powstańcy   zbliżają się do Piotrowic. Wiadomość ta okazała się jednak plotką. Jednak Niemcy wolą dmuchać na zimno i wystawiają posterunek z karabinem maszynowym przy drodze polnej w kierunku Jezierzyc. 

Piotrowice. Droga polna w kierunku Jezierzyc. To tutaj, według relacji autora kroniki szkolnej miał zostać wystawiony posterunek z karabinem maszynowym. Źródło: maps.google.com

31 stycznia 1919 roku o godz. 14.00 niemieccy żołnierze stacjonujący w Piotrowicach otrzymali rozkaz przeprowadzenia rozpoznania sytuacji na drodze leśnej w kierunku Gołanic. O godz. 14.30 w drogę ruszyło 7 uzbrojonych piechurów. Wśród nich był syn gospadarza Hinderlicha z Piotrowic, Handke, podoficer ze straży granicznej w Święciechowie Kotke oraz żołnierz o nazwisku Kutzner z Jezierzyc. Patrol pokonał ok 4 km polnych i leśnych dróg łączących Piotrowice z Gołanicami. Gdy żołnierze zbliżyliu się na około 20 m do zabudowań majątku w Gołanicach, zostali zaskoczeni gradem pocisków z powstańczych karabinów maszynowych. Ciężko ranny został młody Hinderlich. Wycofujący się w popłochu towarzysze nie byli w stanie mu pomóc. Wkrótce mieli się dowiedzieć, że trafił do niewoli i został przewieziony do Poznania. Nie obyło się bez ofiar. Na miejscu zginął niejaki Wilhelm Felix Grunder. Nauczyciel szkoły w Piotrowicach na wieść o fatalnym przebiegu rekonesansu, zdecydował, że pomoże odzyskać ciało poległego żołnierza. Został parlamentariuszem i następnego dnia przybył do Gołanic z białą flagą domagając się od polskich obrońców wydania ciała poległego niemieckiego piechura. Pertraktacje były skuteczne bo dowódca polskiego oddziału zgodził się na to bez wahania. W dniu 3 lutego 1919 roku około godz. 10 rano nauczyciel wraz z parobkiem gospodarza Hoffmanna z Piotrowic  przyjechali furmanką do Gołanic. Nie kryli zaskoczenia, kiedy okazało się, że ciało Wilhelma Grundera było złożone do trumny, pieczołowicie przystrojonej wieńcami przez polskie mieszkanki Gołanic. Świadczyło to o tym, że Polki potraktowały ciało niemieckiego żołnierza z wielkim szacunkiem. Trumnę przywieziono do Trzebin, i złożono na katafalku w pałacowej kaplicy. Gest udekorowania trumny wieńcami i pozostawienie przy zmarłym zegarka i 50 marek wywarło na kronikarzu ogromne wrażenie. Przeprowadzono zbiórkę na wieniec od mieszkańców wsi. Zebrano 109 marek. 

Zorganizowano punkt łączności telefonicznej z Lesznem i Święciechową. Centralę telefoniczną umieszczono w jednej z klas "starej" szkoły. 

1 lutego 1919 roku w Piotrowicach pojawił się Kurt Klunska. Pochwalił się, że przyznano mu Krzyż Żelazny II klasy. Teraz postanowił wstąpić w szeregi straży obywatelskiej. Był dla niej cennym nabytkiem. Udział w wojnie i stopień oficerski czyniły go doskonałym kandydatem na jej dowódcę. Piotrowice stały się małą fortecą. Klunska dowodził grupą 48 ludzi, wyposażonych w broń palną, amunicję i dwa karabiny maszynowe. 

26 marca 1919 roku szkołę w Piotrowicach opuściło wojsko. Do klas powróciły dzieci. 31 marca naukę zakończyło 14 dzieci. Na dzień 1 kwietnia 1919 roku do szkoły zapisanych było 81 dzieci: 17 chłopców i 21 dziewcząt ewangelików oraz 13 chłopców i 30 dziewcząt katolików. 

17 kwietnia 1919 roku polsko-niemiecka komisja rozpoczęła wytaczanie nowej granicy (linii demarkacyjnej) pomiędzy Piotrowicami i Gołanicami. Od tej pory linii tej nie można było pod żadnym pozorem przekraczać. Była pilnowana po obu stronach przez patrole. Ciekawostką pozostaje (według autora kroniki), że linie demarkacyjną pomiędzy obiema wsiami pierwotnie wyznaczano przy pomocy snopków siana.  

Mniej więcej w tym samym czasie Kurt Klunska został wycofany z Piotrowic do Niechłodu. 

17 stycznia 1920 roku na skutek postanowień konferencji wersalskiej Leszno i okoliczne wsie w tym Piotrowice i Trzebiny zostają przyłączone do Polski. W tym czasie w Lesznie zamieszkiwało już około 70% Polaków. Resztę stanowili Niemcy. Dzień wcześniej miasto opuściły wojska niemieckie. Na fasadzie szkoły w Piotrowicach po raz ostatni zawisła niemiecka flaga Republiki Weimarskiej. Wokół niej zebrali się uczniowie. Na drodze do Trzebin gromadzili się i rodzice i chętni wziąć udział w tej smutnej uroczystości. Po odśpiewaniu hymnu wszyscy rozeszli się do domów. Nauczyciel z należną czcią zdjął flagę, zwinął w rulon i zaniósł do klasy.  

19 stycznia 1920 roku o godzinie 15tej do Piotrowic wkracza mały oddział ułanów Wojska Polskiego. Po krótkiej rozmowie z nauczycielem trójka z nich zajmuje kwaterę w starej szkole. Kolejny raz zawieszono zajęcia w szkole. Na budynku szkoły trzepocze flaga biało-czerwona.

1 marca 1920 roku w szkole pojawia się dawny jej nauczyciel Kurt Klunska. Wszedł do szkoły i poprosił o kronikę. Zasiadł za biurkiem, zatopił pióro w kałamarzu i zaczął pisać:

"...opuszczam moją ukochaną szkołę, ponieważ otrzymałem wypowiedzenie od nowego polskiego rządu. Dokąd teraz pójdę? Któż to wie! Mojemu następcy życzę sukcesów, zwłaszcza wychowawczych, ale również pełnego zadowolenia z pracy, bo to właśnie to zadowolenie jest potrzebne tu, w tych ubogich stronach..."

Kurt Klunska wyjechał z Piotrowic i prawdopodobnie już nigdy więcej się tu nie pojawił. 

Na mocy rozporządzenia Wojewody Poznańskiego z dniem 15 maja 1920 roku pracę w szkole w Piotrowicach rozpoczął niejaki Iwański. Nowy nauczyciel utworzył dwa oddziały klasowe: niemiecki i polski. Do oddziału niemieckiego należało 51 dzieci, do polskiego 22 dzieci. 

Z polecenia polskich władz oświatowych w klasie zawisło polskie godło. 

28 listopada 1920 roku kadrę nauczycielską wzmocniła nauczycielka Jelena Wojnicka. Z powodu choroby przez kilka kolejnych dni przebywała na zwolnieniu lekarskim. 

......................................................................................................................................................................

Jak potoczyły się dalsze losy Kurta Klunski? Co nieco już wiem na ten temat. Wkrótce podzielę się tą wiedzą. 




 ŹródłoKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie





środa, 6 maja 2026

Losy mieszkańców Piotrowic i Trzebin w okresie wojny światowej cz VI

Zima 1916/1917 była długa i sroga. Temperatury często spadały poniżej 20 kreski. Mróz utrzymywał się przez długie tygodnie. Permanentny brak opału w lutym doprowadził do ponownego zamknięcia szkoły w Piotrowicach. W domach kurczyły się zapasy pożywienia, zamarzały ziemniaki w kopcach.  Marzec nie przyniósł wytchnienia. Ciągle padał śnieg przy bardzo niskiej temperaturze. W tych warunkach zaopatrywanie wiosek w podstawowe produkty niezbędne do przetrwania stawało się coraz trudniejsze. Aby zwiększyć spożycie mięsa mieszkańcy coraz częściej decydowali się na hodowle królików. Królicze mięso stało się wartościowym posiłkiem również w mieście. Z powodu złej pogody znacznie opóźniały się wiosenne prace polowe. W kwietniu nauka odbywała się w zasadzie bez zakłóceń lecz w nieogrzewanych pomieszczeniach. Trudne warunki do egzystencji szczególnie dotykały najmłodszych. Rodziny z miast decydowały się wywozić na jakiś czas swoje pociechy na wieś, głownie do krewnych ale nie tylko. W Piotrowicach dzieci z miasta przyjęły pod swój dach rodziny Ernsta Beckera, Wilhelma Bodacha, Jadwigi Laube. W Trzebinach były to rodziny Józefa Schuberta, Alberta Daubersteina, Franza Hoffmanna, Józefa Gertiga. Baron von Lessen tylko na ten cel przeznaczył specjalny fundusz w wysokości 4000 marek. W okresie do 30 marca 1917 roku w Piotrowicach i Trzebinach przebywało 15 dzieci z miasta. 

Kiedy mrozy wreszcie odpuściły, padał rzęsisty deszcz. W nocy z 16/17 kwietnia 1917 roku nad Piotrowicami rozszalała się burza. Poprzedził ją słoneczny i nad wyraz ciepły dzień. Lało całą noc co doprowadziło do całkowitego zalania przydrożnych rowów. Rów Krzycki przypominał rwący potok. Woda z pól wlewała się do niego niszcząc dopiero co wykonane zasiewy. W obu wsiach wcale nie było lepiej. Ogród przylegający do gościńca Hinderliha teraz przypominał całkiem spory staw. Woda całkowicie zalała główną drogę we wsi. To spowodowało, że siedmioro dzieci nie dotarło rano do szkoły. Piotrowice zostały odcięte od świata. 

W tych okrutnych okolicznościach przyrody dość regularnie docierały do wsi wiadomości z frontu. Pierwsza w nowym roku dotyczyła gefraitera Augusta Nitsche. Za męstwo na polu walki otrzymał Krzyż Żelazny II klasy. Robert Becker z Piotrowic, pierwotnie uznany za poległego, odnalazł się we francuskiej niewoli. Cały i zdrowy w liście do rodziców prosił o przesłanie bielizny i sucharów. 

30 kwietnia 1917 r na cmentarzu ewangelickim w Święciechowie pochowano ucznia Bruno Kunze. Dziecko zmarło na zapalenie płuc. 

W maju i czerwcu uruchomiono kolejną zbiórkę charytatywną, tym razem dla załóg okrętów podwodnych tzw. U-bootów. W obu wsiach zdołano zebrać 73,50 marek.

We wtorek 19 czerwca 1917 roku kościół katolicki pw Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Gołanicach został pozbawiony dzwonów.

Dzwony bez zbędnych ceregieli zostały zdjęte i przewiezione do stacji kolejowej w Lasocicach. Od tej chwili ich los jest nieznany ale z pewnością zostały przetopione na uzbrojenie. 

Po bardzo długiej i mroźnej zimie zapanowało upalne lato. Deszcze padały rzadko, postępowała susza. Od 9 lipca 1917 szkoła w Piotrowicach przyjęła nowych uczniów. Były to 6 dzieci z miasta. 

W listopadzie 1917 roku z frontu nadeszła wiadomość o przyznaniu Krzyża Żelaznego dla Bruno Elsnera. Było to już 11 odznaczenie tego typu, którym wyróżniono mieszkańców Piotrowic i Trzebin podczas tej wojny. 

Z tabeli wyraźnie widać różnicę w ilości mężczyzn i kobiet. To efekt wojny.

W ciężkich walkach we Flandrii w listopadzie 1917 roku ciężko ranny od odłamka granatu został mieszkaniec Trzebin Walenty Andrzejewski. W kolejnym miesiącu Krzyż Żelazny otrzymał Gunther oraz Bruno Jakub oboje z Piotrowic. 

W 1918 roku w majątku barona von Lessen w Trzebinach pracowało 10 jeńców francuskich. Wcześniej przebywali tam jeńcy rosyjscy. Miejscowi przyglądali się obcym z dystansem ale i zainteresowaniem. Krążyły o nich  ciekawe opinie. Powszechnie uważano, że Rosjanie bardziej nadawali się do pracy gospodarstwie rolnym niż Francuzi. Byli też lepiej przygotowani do ciężkiej, fizycznej pracy. Tych drugich krytykowano za lenistwo i nieposiadanie elementarnej wiedzy rolniczej. Nie potrafili też pracować przy zwierzętach. Rosyjscy jeńcy w większości byli biednymi chłopami w państwie Cara.  

W lutym 1918 r do obu wsi dotarła wiadomość, o wycofaniu się Rosji z wojny. W Brześciu podpisano rozejm, co było kolejnym krokiem do formalnego zakończenia wojny. W Rosji rządzili już komuniści, którzy w listopadzie 1917 r zbrojnym zrywem przejęli władzę po carze. Teraz Lenin pragnął się umocnić, ale nie osiągnąłby tego tocząc wyczerpującą wojnę z zachodem. W Piotrowicach i Trzebinach znowu załopotały flagi. Zapanowała powszechna radość i nadzieja, na powrót bliskich z frontu. 20 lutego z tej okazji nauczyciel zorganizował wieczór patriotyczny w gościńcu Hinderlicha. Podczas wiecu dzieci recytowały patriotyczne wiersze i śpiewały piosenki. Uroczystość rozpoczęła uczennica Anna Hoffmann  recytując wiersz pt. "Moja Ojczyzna" Frekwencja dopisała. Obecny był również pastor Willigmann, który wygłosił wykład o boskiej sprawiedliwości. Wieczór zakończył się wystawieniem sztuki teatralnej i odśpiewaniem hymnu "Deutschland uber alles".

W marcu 1918 roku poważnie ranny od granatu został Adolf Hinderlich syn właścicieli gościńca w Piotrowicach. Wspomniany wcześniej młynarz Bruno Jakub zaginął w marcu 1918 r. Niedługo po tym nadeszła wiadomość od jego dowódcy, że poległ w ciężkich walkach we Francji pod Montdidier. Zaginionymi wciąż pozostawali: Jan Wilczkowiak z Piotrowic i August Gertig z Trzebin. 5 kwietnia 1918 r w ciężkich walkach na zachodzie poległ Ambroży Gunter (ur. 8.2.1896) z Piotrowic, syn wdowy Józefy Gunter. 29 kwietnia 1918 r. z wojny powrócił Józef Kędziora z Piotrowic. Był szczęśliwy, że udało mu się przeżyć. Nie odniósł też żadnych poważniejszych obrażeń. 

Latem 1918 r do obu wsi zawitała "hiszpanka", groźna choroba zakaźna, która pod koniec I wojny światowej zalała całą Europę, dziesiątkując jej obywateli. Choroba szerzy się w zastraszającym tempie i budzi powszechny strach. 

9 listopada 1918 r. abdykował cesarz Niemiec Wilhelm II Hohenzollern. Na oczach ówczesnych mieszkańców Piotrowic i Trzebin rodziła się Polska. 

CDN

ŹródłoKronika szkoły w Piotrowicach. Archiwum Państwowe w Lesznie