Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

piątek, 23 października 2015

Chesz nabawić się bólu głowy, zostań genealogiem!

W dniu 20 kwietnia 2013 roku pisałem:

"...Szczepan od zawsze  znał Zofię Jabłońską. Jak to na wsi. Może nawet jako dzieci wspólnie się bawili. Raczej nie uczęszczali do szkoły, bo na akcie ślubu brak jest ich podpisów. W Mielcuchach przyszły na świat wszystkie dzieci Szczepana i Zofii. Trzeba jednak w tym miejscu zaznaczyć,  że Babcia Stasia urodziła się w listopadzie 1894 roku a więc na 2 miesiące przed dniem ślubu. Powód? Może w związku z  widoczną ciążą Zofii Jabłońskiej? Może z powodu choroby? A może ze zgoła innej przyczyny..?"

A może ze zgoła innej  przyczyny? Hm... Pomyślałem, że warto pójść tym śladem. Grunt tu jednak grząski, niepewny ale do przejścia. Wbrew temu co mówił klasyk - pójdę tą drogą! O co właściwie mi się rozchodzi z tą Naszą Małą Babcią Stasią, Stanisławą Zakręt? Ano o to, że kiedy po raz pierwszy pisałem cytowane powyżej moje własne słowa, nie przywiązywałem zbytniej uwagi do tego ostatniego zdania. Mój stosunek do niego zmienił się jednak diametralnie po tym, jak  zapragnąłem posiadać prawdziwy akt urodzenia Stanisławy Zakręt. Teoretycznie miało to być proste zadanie. Nie raz przez takie przechodziłem. Odkrywałem akty urodzenia praprapradziadków Stanisławy to z nią sobie nie poradzę? No i ze smutkiem donoszę, że sobie nie poradziłem :( Z czego wynika ta moje niemoc? Zacznę od początku enigmatycznym stwierdzeniem, że podobnie jak do tanga tak i do posiadania  potomstwa dwójeczka jest najwłaściwszą z liczb. Dla genealoga sprawa jest prosta: nie ma aktu urodzenia - to nic już nie wydaje się pewne, włączając w to rodziców. W moim drzewie genealogicznym stoi jak byk: Stanisława Zakręt urodziła się w Mielcuchach 13 listopada 1894 roku a rodzicami jej byli Szczepan Zakręt i Zofia z domu Jabłońska. Kiedy po raz pierwszy z trudem odczytywałem spisany w języku rosyjskiego zaborcy akt małżeństwa Szczepana i Zofii Jabłońskiej, pomyślałem że coś tu nie gra, coś się nie zgadza. Ale co? Wówczas rzuciłem okiem na gałąź rodzinną tej pary i wszystko było już "all clear". Okazało się, że Stanisława Zakręt przyszła na świat jako nieślubne dziecko Szczepana i Zofii. Nie mogło być inaczej skoro owy ślub miał miejsce dokładnie 13 stycznia 1895 roku a więc dokładnie 2 miesiące po urodzinach Babci Stasi. Hello! Ktoś powie że się czepiam. Może tak. Ale jak na końcówkę XIX w. posiadanie nieślubnego dziecka nie było tak tolerancyjnie odbierane jak współcześnie. Rodzi się pierwsze pytanie: jeśli ojcem dziecka był Szczepan to z jakiego powodu poślubił Zofię 2 miesiące po urodzinach córki, narażając narzeczoną na niepotrzebny wstyd, jaki niewątpliwie musiała odczuwać będąc w widocznej ciąży i w dodatku bez męża?

I wtedy przyszło mi do głowy, że do moich danych wkradł się błąd. Wydawało mi się mało prawdopodobne aby taka sytuacja w ogóle mogła mieć miejsce. No jasne! Stanisława Zakręt musiała urodzić się kiedy indziej. Tylko kiedy? Na to pytanie mogłem znaleźć odpowiedź w najbardziej z wiarygodnych źródeł tj. w Archiwum Państwowym w Kaliszu. Tutaj bowiem przechowuje się dokumenty metrykalne z parafii Kraszewice, do której należały pod koniec XIX w Mielcuchy. Złożyłem więc w połowie 2013 roku stosowny wniosek i cierpliwie czekałem na odpowiedź. Po około 2 tygodniach w skrzynce mailowej znalazłem oczekiwane pismo z Archiwum, w którym zawiadamiano mnie, że wskazany przeze mnie akt urodzenia Stanisławy Zakręt z dnia 13 listopada 1894 roku..... nie istnieje! Ale nie istnieje nie dlatego, że zaginął ale po prostu: nie ma go bo nigdy go nie było! Czyżby Szczepan nie zgłosił urodzenia córki do Urzędu Stanu Cywilnego? Mało prawdopodobne. Naraziłby się na poważne sankcje ze strony władz rosyjskich. Skąd więc wytrzasnąłem tą datę, która ewidentnie okazała się fałszywą? Wówczas wydawało mi się, że z właściwego miejsca. Po prostu, któregoś dnia zadzwoniłem do Urzędu Gminy w Kotli i wprost zapytałem urzędnika o datę urodzenia Stanisławy Zakręt jaka figuruje w jej akcie zgonu. Pomógł mi bez wahania i odczytał datę: 13 listopada 1894 r.

Stanisława Zakręt z córką Eleonorą ok.1925r.
Jaka jest wobec tego prawdziwa data urodzenia mojej Prababki z Mielcuch? Zanim zacząłem drążyć temat od nowa, z pomocą przyszła mi Grażyna, znajoma po fachu z mojego ulubionego forum genealogicznego. Zadeklarowała, że osobiście odwiedzi Archiwum Państwowe w Kaliszu i spróbuje odszukać mój zaginiony akt urodzenia. Wtedy jeszcze brałem pod uwagę, że  pracownik Archiwum mógł się pomylić lub przeoczyć poszukiwany przeze mnie akt. W końcu nadszedł ten dzień, w którym Grażyna napisała do mnie długo oczekiwanego maila....z załącznikiem! Był nim akt urodzenia Stanisławy Zakręt! Jakież było moje zdziwienie i wściekłość zarazem, gdy okazało się, że owszem, akt dotyczył dziecka o imieniu  Stanisława i nawet nazwisko się zgadzało ale rodzicami tego dziecka byli... Andrzej Zakręt i Józefa z domu Cichosz. W dodatku owa Stanisława zobaczyła po raz pierwszy światło dzienne w dniu 17 marca 1895 roku. Teraz dopiero się porobiło! Nie dość, że mam kłopot z własną Babcią Stasią, to z jak zając z kapelusza wyskoczyła kolejna Stanisława Zakręt. 

Akt urodzenia Stanisławy Zakręt, córki Andrzeja Zakręta i Józefy z Cichoszów. 17.03.1895 r
A nie mówiłem, że grunt po którym kroczę jest grząski...? :)

Ilość niewiadomych zaczęła mnie przerastać, zostawiłem tą sprawę na kilka miesięcy. Jednak wokół mojej głowy cały czas krążyły dwie, w dodatku blisko spokrewnione ze sobą Stanisławy. Kim była Stanisława urodzona w marcu 1895 roku? Kim byli jej rodzice? To akurat udało mi się ponad wszelką wątpliwość ustalić. Andrzej Zakręt urodził się w Mielcuchach w 1857 roku w rodzinie Marcina Zakręta i Anny z domu Koch. Był więc starszym o 14 lat rodzonym bratem mojego prapradziadka Szczepana. Józefa Cichosz urodziła się w Czajkowie w 1862 roku w rolniczej rodzinie Jana Cichosza i Józefy Piorun. Oboje pobrali się w Czajkowie 24 stycznia 1881 roku. To co jest charakterystyczne w tym związku to fakt, że przez 14 lat od daty ślubu nie było w nim dzieci. Aż do dnia 17 marca 1895 roku, kiedy to na naszej scenie pojawia się tajemnicza Stanisława. Czy to nie dziwne, że w rodzinach braci Szczepana i Andrzeja w przeciągu 5 miesięcy rodzą się córki, którym ojcowie zgodnie nadają na chrzcie to samo imię?

Latem tego roku ponownie napisałem do Archiwum Państwowego w Kaliszu. Ponownie z uporem poprosiłem o kwerendę akt urodzenia parafii Kraszewice, z tą różnicą że poszerzyłem obszar moich poszukiwań o lata 1893-1896. Wkrótce otrzymałem taką oto odpowiedź:

"Szanowny Panie,

Uprzejmie informujemy, że w posiadanym przez nas zespole akt Akta stanu cywilnego Parafii Rzymskokatolickiej Kraszewice, sygn. 140 – księga urodzeń, małżeństw i zgonów z 1895 roku odnaleziono akt urodzenia Stanisławy Zakręt urodzonej 17 marca 1895 r. w Mielcuchach, c. Andrzeja i Józefy z Cichoszów. W księdze tej nie występuje akt urodzenia Stanisławy Zakręt c. Szczepana Zakręt i Zofii z Jabłońskich urodzonej w listopadzie w Mielcuchach."

Teraz już wiem, że moja prababka Stanisława Zakręt z pewnością nie urodziła się 13 listopada 1894 roku. Dzisiaj nie istnieje już żaden dowód mogący w wiarygodny sposób wskazać prawdziwą datę jej urodzenia. Ogromna chęć rozwikłania tej zagadki spowodowała, że zacząłem snuć różne teorie. Niektórym z Was  mogą się one wydawać mocno naciągane, wręcz spiskowe. Oto jedna z nich:

Stanisława Zakręt, żona mojego pradziadka Marcina Chudzika przyszła na świat w Mielcuchach w rodzinie Andrzeja Zakręta i jego żony Józefy z Cichoszów. Była bardzo oczekiwanym dzieckiem, ponieważ Józefa nie zachodziła w ciążę przez 14 długich lat. W krótkim czasie po urodzeniu dziecka stało się coś co uniemożliwiło wychowywanie małej Stanisławy przez jej biologicznych rodziców. Trudno po przeszło 100 latach powiedzieć co mogło być tego powodem. Może czyjaś śmierć? Może ciężka choroba?  W każdym razie pojawił się palący problem co zrobić z  dzieckiem. W tym momencie do gry wkroczył Szczepan Zakręt. Dopiero co poślubił Zofię z Jabłońskich /ślub odbył się w styczniu 1895 roku/ Młodzi nie mieli jeszcze własnych dzieci więc zgodzili się adoptować lub przyjąć na wychowanie nieświadomą swojego położenia Stanisławę. Czy to w ogóle jest możliwe? Czy to ma sens? Oceń drogi Czytelniku sam lub przedstaw dowody, że było inaczej. 
Sorry, ale mi już od tego głowa pęka.

Aktualizacja w dniu 26 października 2016 r.

23 września 2016 roku ukazała się już trzecia w tym roku aktualizacja serwisu Szukaj w Archiwach Przyniosła ona kolejne materiały do badań nad historią Polski ale przede wszystkim upubliczniła setki skanów dokumentów metrykalnych z XIX w. z terenów obecnego województwa łódzkiego i wielkopolskiego. Dla mnie to prawdziwe święto. Okazało się bowiem, że wśród udostępnionych aktów stanu cywilnego znajduje się pokaźna kolekcja z parafii Kraszewice. W dodatku za lata 1894-1905. W pierwszej chwili pomyślałem sobie że oto zbliża się koniec migreny jaka dopadła mnie w 2013 roku z powodu nieodgadniętych do tej pory prawdziwej dacie i miejsca urodzenia mojej prababki Stanisławy Chudzik z domu Zakręt. Jak zwykle w takich sytuacjach, z zapałem /choć z uszczerbkiem dla rodziny ;) /przystąpiłem do wertowania dziesiątek, a możliwe że nawet  setek elektronicznych skanów przedstawiających metryki urodzenia parafii Kraszewice, z nadzieją na odnalezienie zagubionego akt. Czego się spodziewałem? Po pierwsze liczyłem na odnalezienie aktu urodzenia Stanisławy Zakręt. Miałem nadzieję, że niemożność jego odszukania spowodowana była jakimś przeoczeniem pracownika Archiwum Państwowego w Kaliszu. Istniało też prawdopodobieństwo, że Stanisława przyszła na świat nie w 1894 roku, nie w 1895 roku lecz  w 1893 roku lub w 1896 r. A może jeszcze później? Jakże byłem rozczarowany, kiedy po dwóch dniach intensywnego wertowania stron internetowych serwisu Szukaj w Archiwach, ciągle nie znałem odpowiedzi kiedy i gdzie urodziła się moja Babka! Powoli zacząłem godzić się z tą beznadziejną sytuacją. Jednak z tyłu głowy cały czas towarzyszyło mi odczucie, ze może warto jeszcze raz zwrócić się w stronę uczucie rodziny Andrzeja Zakręta i jego żony Józefy z Cichoszów. Jeśli wierzyć metrykom z parafii Kraszewice to  17 marca 1895 roku urodziła się pierwsza córka Andrzeja Zakręta, której nadano  imię Stanisława /pisałem o tym trochę wyżej/. Następne dziecko w tej rodzinie pojawiło się dopiero 5 stycznia 1903 roku. Była to dziewczynka, którą nazwano... również Stanisława! Głowa mnie jednak nie przestanie boleć. Jak to możliwe, że pod jednym dachem mieszkają dwie siostry Stanisławy? Naprawdę nie wiem co o tym sądzić.
Akt urodzenia drugiej córki Andrzeja Zakręta, której dano na imię....również Stanisława! 5.01.1903 r.

Dzisiaj postanowiłem zakończyć ten etap swoich poszukiwań. Może kiedyś wrócę do Stanisławy Zakręt ale nie sądzę aby miało to nastąpić szybko.  Mam jednak kolejne wnioski. Pierwszy z nich sugeruje mi w dalszym ciągu wiązać urodziny mojej Prababki Stanisławy z rodziną Andrzeja Zakręta i jego żony Józefy z Cichoszów. Trudno  jest mi to racjonalnie wytłumaczyć. Powiedzmy, że mam przeczucie genealoga. Drugi wniosek, o którym jeszcze tu nie pisałem to prawdopodobieństwo, że Stanisława Zakręt faktycznie urodziła się 13 listopada 1894 roku ale na terenie innej parafii lub wręcz w innym kraju! Jeśli faktycznie przyszła na świat w 1894 roku to by oznaczało, że była nieślubnym dzieckiem Zofii Jabłońskiej. Zofia jako młoda, ale pełnoletnia dziewczyna mogła przecież przebywać w innym miejscu niż Mielcuchy. W końcu XIX w polscy mieszkańcy zaboru rosyjskiego i pruskiego bardzo często opuszczali swoje rodzinne miejscowości i emigrowali do Niemiec. Tam podejmowali pracę w uprzemysłowionych ośrodkach, pracując w fabrykach i kopalniach. Takie emigracje ze chlebem zdarzały się już w mojej rodzinie. Wystarczy, że wspomnę Walentego Bednarczyka z Dłużyny, który na krótko przed wybuchem I wojny światowej pracował z Niemczech na terenie Westfalii. Możliwe więc, że Zofia Jabłońska urodziła Stanisławę gdzieś poza rodzinnymi Mielcuchami. To mogłoby tłumaczyć powód dla którego w parafii Kraszewice nie było jej metryki urodzenia.





niedziela, 18 października 2015

O tym, który wkręcił pierwszą żarówkę.

Wiem, dawno niczego nie napisałem. Choć pora jak na niedzielę jeszcze wczesna, to spróbuję odwrócić ten niekorzystny trend. Dokładnie dwa lata temu w październiku 2013 roku pisałem tutaj o wysiłkach mieszkańców wsi Piotrowice w dążeniu do posiadania własnego gniazdka z prądem. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że nie popisałem się wyczuciem chronologii. Najpierw powinienem napisać coś o elektryfikacji wsi Dłużyna, która zakończyła się kilka lat wcześniej niż w Piotrowicach. Dzisiaj podświetlając sobie rozrzutnie klawiaturę, postaram się naprawić ten błąd. No tak, wszystko pięknie, tylko skąd zaczerpnąć wiedzę na ten temat? Z pomocą, już nie pierwszy raz przychodzi mi mój starszy kuzyn śp. Konrad Bednarczyk. To on w latach 90tych XX w. w swoim rodzinnym opracowaniu pt. "Nasz Dziadek" bardzo szczegółowo opisał starania mieszkańców Dłużyny do posiadania własnego prądu. Pierwszoplanową rolę w tym przedsięwzięciu grał mój pradziadek, Czesław Bednarczyk. Chodź w drugiej dekadzie lat 50 tych dobiegał siedemdziesiątki i z racji swojego wieku nie mógł być sołtysem, to nie porzucił roli społecznika. Mało tego. Jak pisze w swoim opracowaniu Konrad Bednarczyk "Z zachowanych dokumentów wynika, że to właśnie on [Czesław Bednarczyk] był najbardziej zaangażowany w starania o elektryfikację Dłużyny". Te zachowane dokumenty znajdowały się w teczce, która pozostała po moim pradziadku. Konrad Bednarczyk jeszcze w latach 90tych ubiegłego wieku miał do niej swobodny dostęp. Dzisiaj mogę tylko przypuszczać, że w teczce tej znajdowało się wiele innych ciekawych świadectw działalności Czesława Bednarczyka. Ale nie tylko. Wiadomo wszakże, że zawierała szereg wartościowych dokumentów źródłowych  dotyczących historii wsi Dłużyny a nawet powiatu kościańskiego datowanych na połowę XIX w.! Dzisiaj nikt już nie wie gdzie podziała się teczka mojego Pradziadka. Nikt też nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: co stało się z dokumentami, które stanowiły zawartość teczki. Chciałbym się mylić.

Wróćmy jednak do zasadniczego wątku. 10 maja 1957 roku  na zebraniu wiejskim uchwalono powstanie Komitetu Elektryfikacji wsi Dłużyna. Na przewodniczącego komitetu wybrano Czesława Bednarczyka. W dniu 5 listopada 1957 roku Czesław Bednarczyk wraz z dwoma innymi członkami Komitetu zawarł umowę kredytową z Bankiem Rolnym na kwotę 150 tys. zł. Pieniądze miały być przeznaczone na sfinansowanie całości zadania elektryfikacji Dłużyny. W dniu 17 stycznia 1958 roku członkowie Komitetu zawarli umowę z Zakładem Elektro-Instalacyjnym Stanisława Krawczyka ze Szczecina na wykonanie niezbędnych prac. 31 marca 1958 roku wystosowano pismo do Zarządu Elektryfikacji Rolnictwa z wnioskiem o dostawę odpowiedniego  transformatora. Na podstawie zachowanych przez Czesława Bednarczyka dokumentów wiemy, że 17 lipca 1958 roku Zarząd Elektryfikacji Rolnictwa w Warszawie zlecił Poznańskiemu Przedsiębiorstwu Elektryfikacji Rolnictwa sprzedaż transformatora Komitetowi Elektryfikacji Wsi Dłużyna z zastrzeżeniem, że wydanie go nie zahamuje robót planowych i nastąpi dopiero po uregulowaniu całkowitej należności. Od tego momentu półroczne starania i wysiłki mieszkańców wsi o dostęp do elektryczności zaczęły przynosić pożądane efekty.  21 września 1958 roku o godz. 14.30 Czesław Bednarczyk podpisał oświadczenie, że przyjmuje do wiadomości oddanie do użytku znajdującej się pod napięciem sieci. Należy dodać, że Komitet Elektryfikacji Rolnictwa zastrzegł sobie, że zgodnie z protokołem z dnia 10 maja 1957 roku bez jego zgody przez 5 lat Zakład Energetyczny nie podłączy do sieci tych, którzy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań wobec Komitetu. Pod tym zastrzeżeniem podpisało się 10 mieszkańców Dłużyny, w tym Czesław Bednarczyk. 

Na tym nie zakończyła się działalność Komitetu Elektryfikacji Wsi Dłużyna. Próbowano znaleźć dodatkowe środki na sfinansowanie kosztów elektryfikacji ale poza sektorem bankowym. W tej sprawie zwrócono się między innymi do Rolniczej Spółdzielni Mleczarskiej oraz do Powiatowego Związku GS. Ten ostatni odmówił wprost, tłumacząc się brakiem funduszy. Spółdzielnia Mleczarska stwierdziła, że trudno jej będzie coś "wysłupać" bo nikt z obywateli Dłużyny nie dostarcza do niej mleka ani nie jest jej członkiem. 

Źródło: Wikimedia.
Ostatnim aktem w elektryfikacji Dłużyny było oddanie do użytku oświetlenia ulicznego. Miało to miejsce w połowie maja 1959 roku. Mimo, że Czesław Bednarczyk za miesiąc miał obchodzić siedemdziesiąte urodziny, to właśnie on podpisał protokół odbioru tej nowo powstałej instalacji. 



Opracowałem na podstawie: Konrad Bednarczyk "Nasz Dziadek"