Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

piątek, 19 czerwca 2015

Hej, krzyckie Sokoły!

Mój dziadek Ludwik Hudzik /1927-1988/ niemal całe swoje życie mieszkał w Piotrowicach. Urodził się w 4 sierpnia 1927 roku w Gołanicach. Nie mógł więc być naocznym świadkiem wydarzeń, o których opowiem, a które miały miejsce pewnego mroźnego lutowego dnia, w 1927 roku, na drodze pomiędzy Krzyckiem Małym a Gołanicami.  W domu Marcina Chudzika dyskutowano o tych wydarzeniach przez cały 1927 rok. Nie dało się o nich zapomnieć, bo żyła nimi niemal cała II Rzeczypospolita. O Krzycku rozpisywała się prasa nie tylko lokalna ale i ogólnokrajowa.  Najwięcej powodów do zmartwień miała jednak Stanisława Chudzik z Zakrętów.

No dobrze, napięcie urosło jak u Wołoszańskiego. Czas więc na konkrety. Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedzieć, że kiedy Marcin Chudzik wraz z nowopoślubioną Stanisławą Zakręt wyjeżdżali wiosną 1919 roku z Mielcuch do Krzycka Małego - bynajmniej nie byli sami.  Towarzyszyli im krewni Stanisławy. Wśród nich byli na pewno Władysław Zakręt z żoną Józefą z Jeziornych oraz Bronisław Zakręt. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić kim był Władysław dla mojej prababki Stanisławy. W drzewie genealogicznym Zakrętów mam blisko 70 osób ale wśród nich nie występuje nikt o imieniu Władysław. Podejrzewam jednak, że musiał być dla Stanisławy kuzynem. Władysława i Józefę Zakręt spotkało w Krzycku nieszczęście. W październiku 1919 roku urodził im się syn Staś. Chłopiec umarł w 5 dniu swojego życia. Idźmy dalej, do Bronka Zakręta.  Z nim też jest kłopot. Choć nie dysponuję na to żadnym dowodem, to jestem niemal pewny, że Bronisław był młodszym bratem Stanisławy. Jeśli tak to urodził się w Mielcuchach w 1909 roku z ojca Szczepana i matki Zofii z Jabłońskich. I to właśnie on odegrał istotną, choć nie chwalebną rolę w wydarzeniach w Krzycku Małym owego lutowego dnia w 1927 roku. 

Bronisław Zakręt jako osiemnastoletni chłopak był członkiem młodzieżowej paramilitarnej organizacji o nazwie Związek Strzelecki. Organizację tą zwano również "Strzelcem". Związek ten zrzeszał pozaszkolną, przedpoborową młodzież, głównie wiejską i rzemieślniczą. Prowadził działalność w zakresie wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego. Podlegał Ministerstwu Spraw Wojskowych. Należał do Polskich Związków Sportowych. Był ściśle związany z obozem Józefa Piłsudskiego. We wsiach Krzycko Małe, Gołanice i Grotniki działała wówczas inna organizacja młodzieżowa o nazwie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Skupiała ona młodzież chcącą doskonalić sprawność i tężyznę fizyczną oraz przygotowywała młodych ludzi do służby wojskowej na wypadek agresji obcego mocarstwa. Dodać trzeba, że obie te organizacje konkurowały ze sobą na tle inaczej pojmowanego patriotyzmu. To konkurowanie nierzadko przyjmowało formy drastycznych zachować i występków kryminalnych. Nie inaczej było owego 2 lutego 1927 roku na drodze między Krzyckiem Małym a Gołanicami.

Podoficer 55 pułku piechoty stacjonującego w Lesznie niejaki plut. Nowak zarządził na ten dzień ćwiczenia z młodzieżą zrzeszoną w Związku Gimnastycznym Sokół. Na to szkolenie zgłosiło się 54 młodych mężczyzn  z Gołanic, Krzycka oraz Grotnik. Głównym zajęciem dla szkolonych miał być 15 km marsz połączony z ćwiczeniami gimnastycznymi oraz  nauka nacierania siłami plutonu. Młodym mężczyznom wydano 20 karabinów i rozpoczęto intensywne szkolenie. Około godz. 16.00 wspomniany Nowak zarządził w ogrodach majątku gołanickiego krótką przerwę, po której ogłosił wymarsz w kierunku Krzycka Małego. Tuż przed Krzyckiem, niedaleko tutejszej gorzelni wystąpił na drogę niejaki Cukierski, mieszkaniec Gołanic. Stanął w lekkim rozkroku, z groźną miną, trzymając w uniesionej prawej ręce nóż a w drugiej długi drąg. Cukierski zażądał od plut. Nowaka wylegitymowania się i okazania dokumentów zezwalających na szkolenie z bronią. Kiedy Nowak kategorycznie odmówił, Cukierski rzucił się na niego. W tym samym momencie na tylne szeregi "Sokołów" ruszyli jacyś mężczyźni gramoląc się z pobliskich rowów i krzaków. Szybko stało się jasne, że byli to "Strzelcy"a wśród nich nasz Bronisław Zakręt. Rozgorzała walka. Wśród okrzyków: "Stój!", "Bij!", "Wal!", "Goń!" padali pierwsi ranni z porozbijanymi głowami, krwawiącymi nogami i rękoma. Przestraszeni członkowie "Sokoła" rozpierzchli się po okolicy, ratując swoje zdrowie i życie. Za nimi z pogardą w głosie i nienawiścią na twarzach ruszyli "Strzelcy".  Do bijących się mężczyzn wkrótce dołączyli inni mieszkańcy Krzycka Małego. Wśród nich nie brakowało nawet dzieci, które występowały raczej w roli oglądających to żałosne przedstawienie, zgotowane przez dorosłych. W międzyczasie ktoś zawiadomił Policję Państwową we Włoszakowicach i Lesznie. Policjanci przybyli ok godz. 19.00 ale walka dobiegała już końca.  Policjanci stwierdzili brak kilku karabinów, które nie wiadomo jakim cudem wkrótce się odnalazły ale w domach  kilku krzyckich gospodarzy.

W ciągu kilku dni wyłapano sprawców tego bandyckiego napadu. Najbardziej krewkich umieszczono w areszcie tymczasowym w Rawiczu. Proces sądowy ruszył pełną parą i trwał kilka miesięcy. Na ławie oskarżonych przed sądem leszczyńskim zasiadło 15 mężczyzn a wśród nich Bronisław Zakręt. Rozprawę szeroko komentowano. Pasjonowali się nią czytelnicy różnej prasy z terenu całej Rzerzypospolitej. Aż wreszcie 8 października 1927 roku zapadł wyrok. Prokurator publiczny dr. Lauterer stwierdził w mowie końcowej, że podłożem zajścia był antagonizm pomiędzy stowarzyszeniami. Prokurator omówił rolę poszczególnych oskarżonych w świetle faktów i stwierdził, że napad był od dawna planowany. Sąd skazał sprawców "wydarzeń krzyckich" na wyroki:

  • Jan Cukierski - rok ciężkiego więzienia
  • Roman Bartkowiak - 14 miesięcy ciężkiego więzienia
  • Franciszek Wrotyński - rok ciężkiego więzienia
  • Roman Bartkowiak- 3 miesiące więzienia
  • Maksymilian Bartkowiak - 7 miesięcy więzienia
  • Antoni Wojtkowiak - 3 miesiące więzienia
  • Bronisław Zakręt - tydzień więzienia
  • Marceli Cieślawski - 3 miesiące więzienia
  • Stefan Wojtkowiak - 8 miesięcy więzienia
  • Antoni Stanisławski - 6 miesięcy więzienia
  • Feliks Kunikowski - 6 miesięcy więzienia
  • Józef Karolczak - 1 miesiąc więzienia
  • Jan Michalski - 6 miesięcy więzienia
  • Michał Górniak - 6 miesięcy więzienia
  • Wawrzyniec Górniak - 3 dni więzienia.
Tyle na temat wydarzeń z Krzycka Małego. Choć przeszły do historii, to trudno na ich temat znaleźć obszerniejsze informacje. Dotarłem do nich przez przypadek, uważnie śledząc przedwojenną prasę z okolic Święciechowy i Leszna. Wątek ten bardzo mnie zainteresował, bo pokazał mi kawał prawdziwej rzeczywistości II RP z wszystkimi jej ułomnościami, różnicami i antagonizmami panującymi między ludźmi. Od tamtych wydarzeń upłynęło 88 lat. Wśród uczestników tych wydarzeń byli moi krewni. Nie oceniam ich postępowania - wolę przedstawiać fakty. I to jest ten najważniejszy powód, dla którego zdecydowałem się o tym wszystkim napisać. 






Opracowałem na podstawie zeznania plut. Nowaka przed sądem w Lesznie. Materiały pochodzą z miesięcznika "Myśl Niepodległa" rok 1927











poniedziałek, 15 czerwca 2015

Powrót do przeszłości

1 maja 2015 roku odbyłem sentymentalno-genealogiczną podróż do Wąbrzeźna, rodzinnego miasta mojego ojca. Ostatni raz chodziłem po ulicach tego sympatycznego miasteczka w lipcu 1984 roku. Od tamtego czasu minęło więc ponad 30 lat! ! Czas bezlitośnie pozacierał z mojej pamięci wspomnienia z lat dzieciństwa.  A szkoda, bo dzisiaj z pewnością mógłbym powiedzieć: Ależ tu się zmieniło! A tak? No cóż, pamiętam rynek z charakterystycznymi żeliwnymi jaszczurkami, na których kiedyś sadzał mnie ojciec, a także okolice Jeziora Zamkowego z plażą i trochę zaniedbanymi ruinami średniowiecznego Zamku Biskupów Chełmińskich. Niewiele tego ale zawsze coś :)

Fontanna na rynku w Wąbrzeźnie
Ruiny Zamku Biskupów Chełmińskich

Pod względem genealogii okolice Wąbrzeźna to wciąż niezapisana karta, taka genealogiczna tabula raza. Aby poznać historię rodziny, której korzenie wywodzą się z tych okolic, należy odwiedzić przede wszystkim Archiwa Państwowe i Diecezjalne w Toruniu. Nie zawiedziemy się również gdy odwiedzimy pracowników tutejszego Urzędu Stanu Cywilnego, z bardzo pomocną Panią Kierownik USC na czele. Dzięki jej przychylności, miałem okazję poznać trochę ciekawych faktów z życia rodzin Błaszkiewiczów i Lemanowiczów, o których będę miał przyjemność niedługo napisać. Muszę w tym miejscu jednak wspomnieć o tym, że ostatnio pojawiła się szansa na udostępnienie szerokiemu gronu miłośników genealogii akt parafii Wąbrzeźno w internecie. Mam na myśli projekt realizowany wspólnie przez Archiwum Państwowe w Toruniu oraz Archiwum Państwowe w Bydgoszczy, współfinansowany ze środków pochodzących z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego województwa kujawsko-pomorskiego na lata 2007-2013. Dzięki niemu, z roku na rok przybywać będzie w sieci skanów dokumentów metrykalnych z Wąbrzeźna i okolicznych miejscowości.

Spacerując po zakątkach Wąbrzeźna  odwiedziłem miejsce dla Lemanowiczów szczególne. To pomnik ku czci poległym i pomordowanym podczas II wojny światowej obywatelom tego miasta. Ich nazwiska zostały wygrawerowane na kilku płytach okalających konstrukcję obelisku. Na pomniku umieszczono również imię i nazwisko członków rodziny Lemanowicz. Są to Kazimierz Lemanowicz oraz Wacław Lemanowicz. Kazimierz Lemanowicz /1900-?/ był bratem mojego dziadka Franciszka. Zginął gdzieś na froncie w 1943 roku. Niestety miejsce jego śmierci pozostaje nieznane. Wacław Lemanowicz ur. 22.06.1924 roku był synem Bronisławy Lemanowicz sikostry mojego dziadka Franciszka. Służył w 9 Batalionie strzelców Flamandzkich 1 Brygadzie Pancernej gen. Maczka. Zginął w Holandii w dniu 29 października 1944 roku. Pochowano go na polskim cmentarzu w mieście Breda w Holandii.

                                                     źródło: www.polishwargraves.nl/

Pomnik Poległym i Pomordowanym 1939-1945
   









 
Pisałem jakiś czas temu o rodzicach mojego ojca Franciszku i Gertrudzie Lemanowicz. W poście pt.Było po kądzieli, dziś będzie po mieczu podjąłem się próby przedstawienia skromnej wiedzy dotyczącej moich przodków z Wąbrzeźna i okolicznych wiosek. Dzisiaj będę kontynuował ten wywód, przedstawiając w krótkim tekście pochodzenie rodziców mojej Babci Gertrudy Lemanowicz z domu Błaszkiewicz. 

Ojciec Gertrudy, Jan Błaszkiewicz, urodził się w rodzinie robotniczej w dniu 08.01.1885 roku w Wałyczu, wiosce leżącej kilka kilometrów na południowy-wschód od Wąbrzeźna. Był synem pracownika tutejszej gorzelni Walentego Błaszkiewicza i Wiktorii z Derkowskich.  W młodości Jan Błaszkiewicz pracował we wsi Otoruda, na terenie gminy Kowalewo Pomorskie, zapewne jako robotnik rolny. Tutaj poznał przyszłą żonę, starszą od siebie o 4 lata Franciszkę Nurkowską. Franciszka Nurkowska urodziła się we wsi Jaworze 04 sierpnia 1881 roku w rodzinie robotnika Filipa Nurkowskiego i jego żony Anny z domu Buczkowska.  Ślub moich pradziadków odbył się  23 czerwca 1905 roku w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zieleniu, niedaleko Wąbrzeźna. 

Fragment aktu małżeństwa Jana Błaszkiewicza z Franciszką z Nurkowskich 1905 r.