Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

niedziela, 17 sierpnia 2014

W okopach Grodna



         Odwiedziłem ostatnio Dłużynę, Włoszakowice i Charbielin. Miałem okazję spotkać się   z krewnymi, dzięki którym zobaczyłem miejsca związane z Bednarczykami. Podczas fascynujących rozmów i wzruszających spotkań, miałem okazję podzielić się informacjami i zgromadzonymi materiałami na temat historii rodzin Hudzików i Bednarczyków. Z ogromnym zainteresowaniem wysłuchałem wspomnień naocznych świadków ciekawego i niezwykłego życia moich Pradziadków. Do domu wróciłem bogatszy w doświadczenia i naładowany pozytywną energią do dalszego działania.

   Z podróży genealogicznej do Ziemi Przemęckiej przywiozłem kserokopię zdjęcia pocztówkowego, które przedstawia 12 mężczyzn w  niemieckich mundurach z okresu I Wojny Światowej. Mężczyźni ci pozują na tle drewnianej wiejskiej chaty. Jednym z nich jest mój pradziadek Czesław Bednarczyk, siedzący jako pierwszy z lewej w środkowym rzędzie. Wszyscy żołnierze sprawiają wrażenie nienagannie ubranych. Są zapięci na ostatni guzik, wszyscy mają nałożoną czapkę. Czesław Bednarczyk trzyma jakiś przedmiot w lewej dłoni. Nikt się nie uśmiecha, wszyscy wpatrzeni są w centralny punkt obiektywu fotografa. W chwili wykonywania zdjęcia żołnierze są myślami z rodzinami pozostawionymi setki kilometrów w kierunku na zachód. Zdjęcie zrobiono bowiem na froncie wschodnim, na przedpolach twierdzy Grodno, na terenie dzisiejszej Białorusi. Na odwrocie fotografii Dziadek napisał po niemiecku kilka słów do żony Marianny, przebywającej wówczas wraz z dziećmi w dalekiej Dłużynie. Niestety nie da się ich odczytać, czas zrobił swoje, litery są prawie nieczytelne. Wyraźnie widoczne są natomiast pieczęcie; pierwsza to pieczęć poczty polowej nr 116  z datą nadania kartki: 20 sierpnia 1915 r. Na drugiej można odczytać miejsce stemplowania: Grodno.

Czesław Bednarczyk /siedzi pierwszy z lewej/ - zdjęcie z frontu wschodniego 1915 rok.
       W poście pt. „Verlustlisten” przedstawiłem szlak bojowy, jaki przeszedł Czesław Bednarczyk służąc w 12 kompanii 329 pułku piechoty /Infanterie Regiment 329/ Pocztówka, którą wysłał do domu 99 lat temu jest namacalnym dowodem i niemym świadkiem pobytu mojego pradziadka na froncie wschodnim podczas wielkiej wojny światowej. Latem 1915 roku Dziadek był już prawdziwym „frontowcem”. Za sobą miał 10 miesięcy doświadczeń walki o życie w okopach wojny rozpętanej przez mocarstwa Europy. Za plecami pozostawił pola bitewne środkowej i wschodniej Polski, której nie było wówczas na żadnej mapie sztabowej jego niemieckich dowódców. Zapewne wielokrotnie zaglądała mu śmierć w oczy. Słyszał charakterystyczny świst kul, widział konających kolegów z oddziału, uczestniczył w zbiorowych pogrzebach poległych. Doświadczenia wojny ukształtowały go na nowo. Teraz spoglądał na przedpola wielkiego Grodna. To już kolejna twierdza, o której mówiono w szeregach, że jest nie do zdobycia.

            Rosjanie zamieniali Grodno w miasto – twierdzę od końca XIX w. Prace przy stawianiu betonowych fortów okalających szczelnie to miasto ze wszystkich stron ruszyły już w 1887 roku. Przy budowie wykorzystywano wszelkie możliwe siły i środki w tym okolicznych chłopów, którzy przy pomocy prostych narzędzi oraz własnych furmanek przewozili i przerzucali setki ton materiałów budowlanych i drewna. Rosjanie nie przebierali w środkach aby  wszystkie prace były prowadzone sprawnie i fachowo. Do dziś krążą legendy o płaceniu ludziom złotem za ich ponadludzki wysiłek. Podobno w okolicznych wioskach jak grzyby po deszczu wyrastały ładne domy, które chłopi wznosili za to złoto. 

           Budowa fortów obronnych wokół Grodna była oczkiem w głowie cara Mikołaja II, który w 1912 roku rozkazał ponowne ich rozbudowywanie. Miało powstać 13 betonowych fortów, placówek otwartych dla artylerii większego kalibru. Rozbudowę fortów rozpoczynano od prac geodetów, którzy wykreślali jego kontury w terenie. Następnie budowano drogi dojazdowe, miejsca zamieszkania wojskowych i baraki dla pracowników sezonowych. Jednocześnie wznoszono składowiska na materiały, w miarę potrzeb zwożono też urządzenia. Budowano betoniarnię i tymczasową stację elektryczną, podłączano wodę. Jak relacjonują świadkowie, praca we wszystkich fortach była nadzwyczaj sprawnie zorganizowana i trwała całą dobę. Wykorzystywano osiągnięcia techniczne tamtych czasów: koparki, dźwigi, betoniarki, drobiarki kamienia, maszyny parowe, ładunki wybuchowe, linie telefoniczne. Do oddalonych miejsc prowadzono wąskotorówki. Beton na wzniesienia podnoszono mechanicznie, wodę dostarczały pompy, a światło na plac budowy – elektromaszyny. Wciąż używano także tradycyjnych narzędzi: łopat, taczek, wozów. Forty otoczono okopami, wałami i fosami, oplątano drutami, wewnętrzną przestrzeń poprzecinano przejściami i okopami. Na samym grzebieniu ustawiono miejsca bojowe strzelców i stanowiska dla karabinów maszynowych, na flankach* – stanowiska dla armat. W środku potężnej betonowej bryły przekopano korytarz łączący sale żołnierzy i oficerów, szpital oraz kapliczkę z ikoną, którą otrzymał fort po wyświęceniu. Latem 1913 roku Grodno zostało oficjalnie mianowane twierdzą. Teraz miał się z nią zmierzyć Czesław Bednarczyk z Dłużyny, mój pradziadek.

Nieczytelna już tresć kartki pocztowej

          Walki o twierdzę rozpoczęły się na początku lipca 1915 roku i toczyły się do pierwszych dni września tego roku. Czesław Bednarczyk słał kartkę ze swoim zdjęciem w dniu 20 sierpnia 1915 roku a więc w czasie w którym wokół twierdzy trwały zacięte walki wojsk niemieckich z rosyjskimi. 18 sierpnia Niemcy przepuścili zmasowany atak na betonowe umocnienia fortów II i IV. Rosjanie odpowiedzieli ogniem artylerii, która spowodowała w szeregach niemieckich poważne straty w ludziach i sprzęcie. Dzień 20 sierpnia a więc ten, w którym Czesław Bednarczyk wysłał kartkę do swojej żony Marianny był dniem, który pochłonął najwięcej ofiar tak po jednej jak i po drugiej stronie okopów. Gdy zapadał zmrok, nad ruinami twierdzy unosiła się łuna pożarów. Gdzieniegdzie słychać było jęki rannych żołnierzy, krzyki dowódców wydających ostatnie w tym dniu rozkazy. Wraz z nocą przychodzi nadzieja na rychłe zwycięstwo. Nie czekając świtu Rosjanie kolejny już raz desperacko rzucają się do ataku. Zacięte walki toczą się w rejonie dworca kolejowego i koszarów wojskowych. Z czasem sił rosyjskich ubywa, niemieckie zaś rosną w miarę przybycia nowych jednostek, a szczególnie artylerii.


*flanka - w terminologii wojskowej boczna część oddziału, budowli fortecznej.





Opracowano wykorzystując materiały znajdujące się w zasobach  serwisu internetowego kresy24.pl