Motto:

"Przeszłość jest sentymentalną podróżą, która w cudowny sposób może towarzyszyć teraźniejszości"
- Beata-

niedziela, 25 sierpnia 2013

Trudne nowego początki.

Pierwsze lata po wojnie nie były łatwe dla mieszkańców gminy Święciechowa. Mieszkańcy okolicznych wsi szacując straty i doznane krzywdy wspólnymi siłami próbowali jak najszybciej rozpocząć w miarę normalne życie. Zawierucha wojenna oszczędziła rodzinę Marcina i Stanisławy. W działaniach wojennych uczestniczył tylko Andrzej Zakręt Wzięty do niewoli podczas Kampanii Wrześniowej lata wojny spędził w niemieckich stalagach. Kiedy inni cieszą się z odzyskanej wolności, do drzwi Chudzików puka nieszczęście. We wtorek 29 maja 1945 roku w wieku 48 lat  umiera Marcin Chudzik. Jak tu cieszyć się  z końca wojny, kiedy w tak ważnym czasie i w tak młodym wieku odchodzi głowa rodziny? Marcin został pochowany na gołanickim cmentarzu parafialnym zapewne w piątek 01 czerwca 1945 roku. Następnego dnia jego pasierb Feliks Zakręt udał się do urzędnika stanu cywilnego w Śięciechowie aby oficjalnie zgłosić śmierć ojczyma.

Fragment aktu zgonu Marcina Chudzika maj 1945 r.


Cały ciężar zapanowania nad chaosem jaki powstał po śmierci Marcina Chudzika oraz w związku z odzyskaniem upragnionej przez wszystkich mieszkańców Piotrowic wolności spada na 51 letnią wówczas Stanisławę. W tym czasie dzieci Babci Stasi albo już są pełnoletnie albo zaraz dobiją do pełnoletności. 26 letnia Franciszka Chudzik wkrótce wyjdzie za mąż za Stefana Nowaczyka, Józef Chudzik skończył już 23 lata a Eleonora - 22. Dominik Chudzik to 19 letni młodzieniec; mój Dziadek - Ludwik Chudzik w sierpniu 1945 roku skończy 18 lat a za dwa lata zostanie wcielony do Jednostki Wojskowej Nr 2165 w Lublinie / 3 Brygada Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego/. Pozostaje jeszcze najmłodszy z dzieci - 13 letni Antoni.

Za każdym razem gdy poruszam wątek śmierci swojego pradziadka, przychodzą mi do głowy myśli krążące wokół Hudzików mieszkających w tym czasie w Mielcuchach. W chwili śmierci Marcina Chudzika żyła w Łodzi jego matka Franciszka Kucharczyk. Sądzę, że nie było jej na pogrzebie syna. Nie mam na to żadnych dowodów jak i na to czy w ceremonii  pogrzebowej uczestniczył ktoś z rodziny Jadwigi Hudzik z /d. Grzegorek/. Trzeba pamiętać, że Jadwiga, żona Klemensa Hudzika / 1880 - 1941 / przez kilkanaście lat zastępowała mojemu pradziadkowi matkę. Dlatego jest mało prawdopodobne aby i ona nie uczestniczyła w jego ostatniej drodze.

Po śmierci Marcina Chudzika rozpoczyna się nowy okres w życiu rodziny Hudzików z Piotrowic. Ale o tym opowiem następnym razem.